Węgrzy podobno wybrali Orbana

  Węgrzy znowu wybrali Orbana i tym razem wiedzieli dokładnie, że wybierają Putina. Niestety. Takich wyborów już nie powinno się komentować, ale przecież z drugiej strony mamy czasy, w których komentuje się wszystko, czemu więc tę formę prostytucji należałoby pominąć. Hi, hi, hi…

  Propaganda w czasach współczesnych weszła na tak wysoki poziom oddziaływania, że faszystowskie Niemcy trwałyby wieki, gdyby jej rozwój nastąpił o sto lat wcześniej. No właśnie. Nie było wtedy telewizji, nie było takiej różnorodności prasy czy stacji radiowych i przede wszystkim nie było internetowych serwisów, portali oraz społecznościowych mediów. Dzisiaj Orbana podobno wybierali Węgrzy, ale czy oni mieli jasny wybór? Czy w państwie tak upośledzonym wybiera ten, kto wrzuca głos do urny? Wątpię.

  Moje wątpliwości i pewna forma rozgoryczenia narastają, bo na mojej Islandii jest od wielu lat podobny układ. Zdominowane przez rybacki biznes media tak piorą islandzkie mózgi, że ciągle rządzi tym krajem Partia Niepodległości, która delikatnie mówiąc ma szarych obywateli w „wielkim niepoważaniu”. Koalicja rządowa chyba tylko dla kamuflażu łączy Partię Niepodległości z lewicowymi zielonymi, co jest zaprzeczeniem wszelkich logicznych pojmowań polityki, a jednocześnie sprowadza tę działalność do haseł i obietnic wyborczych bez pokrycia.

  Żarcik Orbana na temat jego zwycięstwa z prezydentem Ukrainy był totalną kompromitacją. Jeśli Węgrzy z Orbanem wybrali Putina, to szybko należy opracować procedurę wydalania państw z Unii Europejskiej i wyrzucić natychmiast Węgry.

  Piotr Tomski

No wreszcie węgiel z Rosji zatrzymają

  Wczorajsza wiadomość o zatrzymaniu importu rosyjskiego węgla do Polski jest małym kroczkiem w dobrym kierunku. Po pierwsze, Polska węglem stoi. Po drugie, Rosja nie może dostawać kasy na działania zbrodnicze i terrorystyczne wobec innych państw. Po trzecie, nie należy finansować okradania Ukrainy. Po czwarte, wszyscy dowiedzieli się bezpośrednio, że pisowcy wcześniej kłamali w tej kwestii, zrzucając konieczność podjęcia takich decyzji na szczebel unijny.

  Nie wiem, kiedy ta ewentualna zmiana ustawowa wejdzie w życie i kiedy węgiel rosyjski przestanie wjeżdżać do Polski. A może składy węgla zapełnią się w najbliższym czasie – przed ustawą – taką jego ilością, że starczy na następne dziesięć lat? A może Putin po prostu nie jest już zainteresowany sprzedażą węgla do Polski, bo ma inne, chłonniejsze rynki zbytu? Nie wiem i przypuszczam, że nigdy nie poznam prawdziwych powodów niewstrzymania handlu węglem natychmiast po inwazji Rosji na Ukrainę, a tylko to mogło naprawdę zaboleć Rosjan. Dzisiaj ci zbrodniarze już się przegrupowali i przygotowali wiele alternatywnych rozwiązań.

  Premier Morawiecki opowiada jakieś bajki o polskich naciskach na Unię, która nie chce karać Rosji. Podobno to nasze władze są jedynymi, które interes Ukrainy stawiają na pierwszym planie wszystkich rozmów w Europie. I co? I nie można zatrzymać TIR-ów z zaopatrzeniem dla Rosji? Nie można zamrozić aktywów firm rosyjskich terrorystów i ludobójców, chociaż pan Zbyszek już dawno temu w tej sprawie nakazał wszcząć polskie śledztwo? Bajki były dobre dla niegrzecznych dzieci, żeby je wychować. Dzisiaj jesteśmy w stanie realnie oceniać każdy ruch takich panów Zbyszków czy Mateuszków i powiedzieć wprost: spadajcie. Hi, hi, hi… Ukraina jest dla was tylko przykrywką waszych brudnych interesów z największymi zbrodniarzami na świecie. Przypomnijmy sobie, dla kogo „święty” Mateuszek skupował kiedyś przez WBK akcje „Azotów”, i mamy olśnienie. Hi, hi, hi… Na pal z nimi!!! Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Wujek Biden w Polsce

  Wizyta prezydenta amerykańskiego w Polsce jest na pewno ważna i jej konsekwencje dla polskiej polityki będą duże, chociaż dla większości polityków polskich jeszcze nie są znane. Nie wiedzą biedacy z PiS, jak na Polaków wpłynie zmarginalizowanie posła Kaczyńskiego czy wypromowanie prezydenta Dudy? Nie wie biedna opozycja w Polsce, jak się promować bez spotkania z Bidenem? Hi, hi, hi…

  Kaczyński i Morawiecki wiedzą tylko, że przy okazji tej wizyty trzeba walić w łeb opozycji zmianami w konstytucji. Hasło ma przekonać grupę najgłupszych wyborców, którzy nie potrafią słuchać ze zrozumieniem najprostszych analiz prawnych na temat konfiskat, że opozycja chce ratować rosyjskie majątki, natomiast PiS musi je ratować, bo polska konstytucja go do tego zobowiązuje. Cyrk! A kucharka to już nie może biegusiem z konstytucji nowej wykładni o tych ruskich oligarchach zrobić? Hi, hi, hi…

  Prezydent Duda został nagrodzony za stanowisko wobec „lex TVN”, a z dzisiejszej perspektywy tego prawa widać całą nieudolność Wielkiego Nieudacznika z Żoliborza, który z kolei nawet pamiątkowej fotki z tej wizyty nie będzie miał, natomiast cała Polska znowu skojarzy go z zamachem smoleńskim i przypominaniem go w czasie pobytu Bidena. Czyżby to była symboliczna wymiana pokoleń w PiS? Miejmy nadzieję, bo dalej takiego obciachu wizerunek Polski nie zniesie.

  Przemówienia Bidena w Polsce to był „plaster miodu” na polskie serca. Zaczął od papieża Polaka, a zatem wszyscy Polacy (może z wyjątkiem zatwardziałych ateistów, do których należę) natychmiast go pokochali. I co z tego przemówienia zostanie? Czy tyle zostanie, ile zostało po papieżu Polaku? Smród demoralizacji i pustki? No właśnie. Z symbolami trzeba postępować ostrożnie, zwłaszcza na wojnach należy ważyć słowa i bohaterów, bo są ludzie myślący i mogą stracić chęć do wojowania za pedofilów i innych degeneratów. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Wojna, wojna i po wojnie

  Świat jest już znudzony wojną na Ukrainie i teraz nastąpi najgorszy czas dla Ukraińców. Przeciętni obywatele Unii Europejskiej czy szerzej pojmowanego Zachodu rzucą od czasu do czasu jakiś pieniążek na pomoc Ukraińcom, ewentualnie utoczą jakąś łezkę dla nich na koncercie charytatywnym, ale nic więcej w tej sprawie nie zrobią.

  Putin już osiągnął swoje cele. Sprawdził bojem zdolności NATO i wartość całej reszty instytucjonalnego wsparcia tego sojuszu. Sprawdził bojem Ukrainę. Sprawdził swoich sojuszników i ich postawy. Takiego sprawdzianu nie było od lat. Wyniki chyba zadowoliły cara Putina, zwłaszcza że ma do tego autentyczne wsparcie milionów rodaków, którzy gotowi są za niego walczyć z resztą zgniłego, zdemoralizowanego świata.

  Na polskim podwórku car Putin też sprawdził swojego oddanego dłużnika z Żoliborza i już ma pewność, że nasze podziały będą długo obowiązywać, a głupota dużej części Polaków została trwale wykształcona dzięki katolickiemu wychowaniu, różnym „ordom“, Czarnkom i panom Zbyszkom. Sprawdziło się doskonale w Polsce działanie trolli w sieci, którzy swoją krecią robotę prowadzili nawet w najgorętszej, pierwszej fazie wojny. Sprawdziło się w Polsce bezczelne zrzucanie na opozycję odpowiedzialności za wszystko, bo na przykład przeszkadza władzy w zmianie konstytucji, co w ogóle nie jest potrzebne, ale medialnie – dla głupków – jest  „złotem” i usprawiedliwia obecne działanie władz na rzecz Rosji.

  Co można dzisiaj w tej uśpionej ludzkości osiągnąć? Nic. W czwartek idziemy z żoną na koncert dla Ukrainy do opery w Rejkiawiku. Utoczymy chociaż te łezki i pieniądze od nas za bilety oddadzą  na pomoc Ukraińcom.

  Piotr Wódecki

Chińskie kombinacje

  Od początku wojny na Ukrainie Chiny zachowują dziwny dystans do tych zdarzeń, co powoduje, że wielu ludzi od ostatecznej postawy chińskich polityków uzależnia wynik rosyjskich działań wojennych. Ciekawe.

  Ciekawe też jest samo użycie określenia – politycy – w odniesieniu do Chińczyków, którzy rządzą Chinami. Kogo można nazywać politykiem? No właśnie. Definicję może sobie każdy sprawdzić i próbować dociec, na ile klasyczne rozumienie polityki wywodzące się z Grecji jest do przyjęcia w Chinach. Nie chodzi nawet o samą demokrację w relacji z „dobrem wspólnym”, ale chodzi mi o przepaść cywilizacyjną i mentalność ludzi, które nas różnią. Patrzymy na siebie przez tę przepaść i zupełnie tracimy ze sobą kontakt.

  Islandię odwiedzają rocznie setki tysięcy Chińczyków. Często rozmawiamy o nich przy rodzinnych, niedzielnych obiadach i zawsze dochodzimy właśnie do tych różnic, które powodują między naszymi społecznościami taki dziwny dystans. Chińczycy wchodzą już w nasz krąg cywilizacyjny, natomiast my do ich cywilizacji jednak nie dołączamy. Chwilowe fascynacje Zachodu filozofią chińską czy chińskimi sztukami walki nie miały zbyt wiele wspólnego z życiem Chińczyków i całe w tym szczęście. Hi, hi, hi… Chińczycy za to toną w fascynacjach naszym stylem życia, posiadaniem naszych zabawek, podróżowaniem i chyba też wolnością rozumianą w sposób zachodni.

  I co wobec powyższego? Na jak długo chińscy dyktatorzy zatrzymają społeczeństwo biegnące na Zachód? Na ile Putin może dogadać się z tymi oprawcami? Co z tych złożonych procesów chińskich i wojennych wyniknie w najbliższej przyszłości? Nie wiem, ale chińskie kombinacje do światowej wojny zupełnie mi nie pasują, natomiast Putinowi, mam wrażenie, Chińczycy wydają się być wojennym sojusznikiem. Hi, hi, hi… Głupi Rusek. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Unijnym zezem na Wschód

  Nie zobaczyłem do dzisiaj jakiegoś spektakularnego działania Unii Europejskiej w związku z wojna na Ukrainie. Nie zobaczyłem też jakichkolwiek efektów unijnych  sankcji nakładanych na Rosję. Nie wiem, czy te sankcje i działania w ogóle zostały poczynione, czy wszystko zostało na etapie deklaracji?

  Zaśmiałem się przez łzy rano, kiedy dowiedziałem się o wizycie Wielkiego Cykora z Żoliborza w Kijowie. Unijnym zezem minister Dworczyk informował, że Kaczyński z Morawieckim reprezentują w Kijowie Unię Europejską, ale za chwilę przedstawiciele władz unijnych dementowali tę wiadomość i stwierdzili jedynie fakt poinformowania ich o takim wyjeździe na Ukrainę. No cóż! W Kijowie giną ludzie i dwa polskie pajace jadą sobie rozpocząć kampanię wyborczą na nowych, świeżutkich trumnach, bo te smoleńskie już się wyeksploatowały.

  Paradoksalnie ten bohaterski wyjazd na wojnę może bardzo wielu ludziom w Europie nasunąć dwa bardzo ważne pytania: dlaczego nie słychać na konferencjach prasowych wybuchów, a pociąg z politykami spokojnie dojechał do Kijowa? Mistyfikacja? Wszystko uzgodnione ze wszystkimi? Nie chcę już wdawać się w dywagacje o tajnych związkach między politykami Rosji, Polski, Czech, Ukrainy czy Słowenii, ale nie widzę żadnych korzyści z tego wyjazdu, natomiast wzbudzenie różnych podejrzeń jest pewne.

  Propozycja utworzenia misji pokojowej NATO na Ukrainie jest już jawną putinowską prowokacją zrobioną wprost. Niestety. Pojechać do Kijowa po to, żeby rozpocząć trzecią wojnę światową potrafi tylko Wielki Guru z Żoliborza.

  Piotr Tomski

A teraz Putin się boi

  Kiedy zobaczyłem spotkania Putina z bliskimi współpracownikami i dystans, jaki go dzielił od tych ludzi, to zrozumiałem, że jest z nim bardzo źle. Z ostatniego wywiadu w „Wyborczej” z Chodorkowskim wynika, że Putin już nie ufa nikomu, a jest otoczony głównie tchórzami i chciwcami. Jeśli złoży się moje spostrzeżenia i informacje od Chodorkowskiego, to na moje oko Putin umiera i chce umrzeć razem z całą Rosją.  

  Najprawdopodobniej Putin przechodzi jakąś poważną chorobę i stosowane leki spowodowały spadek odporności jego organizmu, co w przypadku groźby zarażenia koronawirusem usprawiedliwia w jakimś stopniu lęki i ciągłe zachowywanie dystansu. Putin boi się śmierci, ale pewnie wie, że zbliża się ten moment i może chce po prostu odkładać go możliwie najdłużej, żeby przejść do historii jako car odnowiciel rosyjskiej potęgi militarnej. Hi, hi, hi…

  Kiedy car się boi, to bojarzy od tego strachu umierają. Podobno w Rosji już znajdują pierwszych winnych niepowodzeń wojennych i pozbawiają ich wolności, a same wojenne niepowodzenia już kosztowały życie generałów. Majątki najbogatszych Rosjan za granicą też kurczą się błyskawicznie i dochodzi nawet do upokarzających scen ucieczek ich jachtów na wody międzynarodowe, żeby nie aresztowano ich w portach. Rozwój takich zdarzeń może ich zrujnować, a zrujnowani bojarzy dla cara są tylko zepsutym „mięsem armatnim”.

  Nie wiem, co stanie się z Putinem w najbliższym czasie, ale życzę mu definitywnego końca jego dolegliwości fizycznych i również tych psychicznych. No i wyrażam gotowość osobistego udziału w rozwiązaniu jego wszystkich problemów jednym – tak zwanym w Polsce – strzałem katyńskim. To rozwiązanie mogłoby na dzisiaj wprowadzić w świecie wiele dobra, natomiast brak tego rozwiązania będzie kosztował świat wiele istnień niewinnych ludzi.  

  Piotr Tomski 

Przyszłość Unii Europejskiej

  Myślę sobie, że z mojej perspektywy kilku tysięcy kilometrów dobrze widać całość spraw unijnych i polskich problemów w tej organizacji. Z naukowego punktu widzenia – wyłącznie obserwator bez zaangażowania bezpośredniego może ocenić jakiś problem właściwie. Napiszę zatem jedno: słabo widzę przyszłość Unii Europejskiej. Hi, hi, hi…

  Zjednoczenie Unii w kwestii Ukrainy wcale nie jest zjednoczeniem. Niestety. Najbardziej skrajnym przypadkiem są Węgry, ale każde z państw unijnych ma swoje założenia wobec Rosji i Ukrainy. Kiedy lepiej przyjrzymy się różnicom w tych założeniach, to zrozumiemy, że nie da się ich pogodzić przez sto najbliższych lat. Hasła wszelkiego rodzaju nie pomogą tych różnic zmniejszyć.

  Czytałem niedawno wystąpienie wicepremiera Islandii, który jako szef najsilniejszej partii w tym kraju de facto rządzi państwem islandzkim, i jego opinię na temat nieprzystąpienia Islandii do Unii Europejskiej, co było podstawą odbudowy systemu finansowego i szybkiego wyjścia z kryzysu po 2008 roku. Gdyby Islandia weszła do Unii Europejskiej, to byłaby biedna i zmarginalizowana – zdaniem pana wicepremiera. Partia Niepodległości jest najsilniejszą partią na Islandii właśnie dlatego, że jest konsekwentnie od dziesięcioleci przeciwna wejściu Islandii w unijne struktury. No cóż! Trudno jest nie zgodzić się z tym wystąpieniem. Różnice w potrzebach pomiędzy państwami w relacji do ich wpływu na unijną politykę nigdy nie doprowadzą do zgody wszystkich ze wszystkimi.

  Unia Europejska z jednaj strony jest dla Europy ostatnią deską ratunku, ale z drugiej strony jest kosztownym obciążeniem i od pewnego poziomu hamulcem rozwoju wielu społeczeństw, które z założenia w Unii nie mają siły politycznego przebicia. Przy powszechnym dostępie do wiedzy propaganda nie zwiąże ludzi na śmierć i życie. No, chyba że są to Rosjanie. Hi, hi, hi… Albo Niemcy. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Wojna i co dalej

  Polacy mogliby uznać, że banderowska Ukraina nie zasługuje na obronę. Mamy do tego historyczne podstawy. Na podobnych argumentach Żydzi do dzisiaj szantażują pół świata. Nasi przodkowie byli w czasie drugiej wojny światowej mordowani masowo przez Ukraińców, którzy stworzyli instytucjonalne podwaliny współpracy z Hitlerem i do dzisiaj to uznają za bohaterstwo. Moglibyśmy przypominać o tym światu codziennie.

  W obliczu wojny jednak musimy naszą pamięć wyłączyć i zmierzyć się ze wspólnym wrogiem. Tak, Rosja Putina jest wspólnym wrogiem zachodniego świata i musimy wspomagać Ukrainę, a zatem nasze bolesne problemy historyczne odłożyć na inne czasy czy nawet o nich już nigdy nie myśleć, uznawszy naszą wspólną przeszłość za zbyt skomplikowaną na dzisiejsze rozważania wojenne.  

  Dzisiaj każdy w Polsce, kto w jakikolwiek sposób broni Putina bądź robi z niego obrońcę konserwatywnych wartości, jest dla mnie po prostu niebezpiecznym idiotą albo pospolitym zdrajcą. Z każdym wyżej wymienionym nie chcę mieć nic wspólnego. Każdego wyżej wymienionego widziałbym w ośrodku odosobnienia do zakończenia działań wojennych.  

  Jest taki piękny, grecki termin – synkretyzm – który jest teraz najbliżej moich myśli. Etymologia tego określenia jest właśnie wojenno-polityczna i znowu kojarzy mi się bezpośrednio z wojną. Musimy się połączyć i walczyć z Putinem, licząc też na część cywilizowanych Rosjan, którzy będą gotowi wyeliminować tego złego osobnika. Możemy tylko pomóc, gromadząc na przykład specjalny fundusz na nagrodę za ujęcie Putina i doprowadzenie go przed trybunał w Hadze. Myślę, że zebranie kilkudziesięciu milionów dolarów na taką nagrodę załatwiłoby problem i Putin byłby niegroźny.

  Piotr Tomski

Niemcy i Rosjanie

  W sobotnim dodatku do „Wyborczej” ukazał się świetny tekst o miłości Niemców do Rosji. Napisał go Niemiec dla niemieckiej gazety, co czyni te słowa jeszcze bardziej szczerymi, a dla nas – Polaków – bardzo nieprzyjemnymi i niebezpiecznymi. 

  Dotychczas każdy, kto mówił źle o bieżących relacjach Polski i Niemiec, był okrzyknięty rosyjskim pachołkiem, faszystą i ciemnogrodzianinem. Niemcy mieli być naszymi największymi sojusznikami i protektorami naszego rozwoju w Unii Europejskiej. Okazuje się jednak, że Niemcy ponad wszystko cenią sobie Rosję, natomiast Polska jest tylko przeszkodą w nawiązaniu bezpośredniej, sąsiedzkiej relacji między przyjaciółmi. Ciekawe i groźne. 

  Dlatego trzeba bardzo dobrze przyjąć i mocno wspierać dzisiejszą decyzję kanclerza Olafa Scholza w sprawie wstrzymania certyfikacji gazociągu Nord Stream 2. Wstrzymanie jest czasowe i może być odwołane, ale na razie gaz nie popłynie w większych ilościach i tym samym nowej kasy dla Rosji nie będzie. Miejmy nadzieję, że niemieckie oczy się otworzą, chociaż ciągły upór Niemców przy nieprzekazywaniu broni Ukraińcom jest niepokojący. 

  Nie wiem i nie potrafię nawet wyobrazić sobie, co dalej zrobi Putin, bo w mojej ocenie wygrał właśnie wojnę z rozumem, o czym pisałem kilkanaście dni temu, i teraz może już prowadzić wojnę konwencjonalną. Przywrócenie imperium rosyjskiego nie jest możliwe w sytuacji, w której są już dwa bieguny światowej polityki – USA i Chiny. Rosja może tylko zostać „stacją benzynową” dla jednego z tych biegunów politycznych i niczym więcej. 

  Piotr Tomski