Sankcje i kary domniemane bez skutku

  Wydarzenia w Polsce i w całej Unii Europejskiej związane z wojną w Ukrainie zaczynają mnie bawić, chociaż giną ludzie i będą ginąć za pewien czas moi rodacy. Polskie władze już mnie przyzwyczaiły do hipokryzji i totalnej nieodpowiedzialności, która wysłała w czasie pandemii ponad sto tysięcy Polaków do grobów, bo rządzący nie potrafili zarządzać służbą zdrowia, a teraz wyślą na wojnę miliony Polaków i sami zawiną się polskim zwyczajem na rządzenie emigracyjne gdzieś w tej Unii. Unię jednak miałem, za twór poważniejszy. Hi, hi, hi…

  Unia nie potrafi poradzić sobie z takim małym, podłym człowieczkiem z Węgier i daje mu w prezencie władzę na następne lata. Nie liczy się łamanie wyborczych procedur, wykorzystywanie majątku narodowego do własnych celów wyborczych i nie liczy się jawne wspieranie zbrodniarzy wojennych, którzy za chwilę staną przy granicach Unii. Orban naruszył praworządność europejską na setki sposobów i się śmieje z europejskich władz, bo już łasi się do następnego Hitlera. I co? Mogę się tylko pośmiać i stwierdzić, że ufać Unii mogą tylko osoby niepełnosprawne.

  Zakładam, że z Polską i jej prawnikami – geniuszami będzie podobnie. Ziobro z Kaczyńskim  nie pozwolą na uzdrowienie sądownictwa, a pieniądze do Polski zaczną płynąć, bo taka jest mądrość etapu. Nie. To jest głupota etapu unijnej bezsilności. Rosja właśnie dostaje kasę, bo sankcje w praktyce nie działają i Putin zabija za europejskie pieniądze Ukraińców.

  Piotr Tomski

Na Islandii manewry przed wojną

  W porcie w Rejkiawiku pojawił się wielki lotniskowiec, który ma zademonstrować natowską siłę w obronie Islandii, która nie ma nawet jednego własnego żołnierza, ale należy do NATO, płaci sojuszowi i udostępnia swoje terytorium wojskom sojuszu.

  Atmosfera wokół tematów wojskowych wśród Islandczyków jest dość dziwna, patrząc okiem człowieka, który pochodzi z kraju doświadczonego przez wiele wojen. Po pierwsze, potomkowie Wikingów stracili zapał do walki i wyobrażają sobie, że tak urodziwych i pięknych ludzi kochają wszyscy na ziemi i nikt ich nie zaatakuje. Po drugie, Islandczycy we własnym mniemaniu są tak inteligentni, że załatwią z każdym okupantem najlepsze swoje interesy. Po trzecie, Rosjanie, Chińczycy czy kiedyś hitlerowscy Niemcy w gruncie rzeczy nigdy nie byli – ich zdaniem – źli i zawsze można się z nimi dogadać. NATO wobec powyższego może stacjonować na Islandii, ale równie dobrze można pozbyć się sojuszniczych baz i żołnierzy.

  Islandczycy mają wybitny talent do skupiania się na własnych korzyściach przy powtarzaniu odwrotnych do działania haseł o charakterze uniwersalnych idei równościowych i wolnościowych ze szczególnym uwzględnieniem praw mniejszości seksualnych, etnicznych, rasowych etc.. Talent jednak już nie wystarcza, a działania dezawuują hasła w tempie błyskawic, zatem Islandia może źle skończyć pod chińskim albo ruskim butem z knutem. Wyobraźnia Islandczyków nie obejmuje takiej formy poddaństwa, obawiam się więc o biologiczne przetrwanie tego narodu, który przywódcy zostawią na pastwę zbrodniarzy bez mrugnięcia okiem. Już dzisiaj większość tutejszych polityków i biznesmenów ma nieruchomości i oszczędności poza ojczyzną.

  Piotr Tomski

Jak się żyje na bombie atomowej

  Mogę odpowiedzieć krótko na tak postawione pytanie: normalnie. Hi, hi, hi… Żyję w tej chwili dwa kilometry w linii prostej od hangarów, w których stacjonują najnowocześniejsze amerykańskie bombowce zdolne do przenoszenia bomb atomowych. Oczywiście, więcej nikt oficjalnie na ten temat nie napisze, a wszelkie pytania dziennikarzy i nawet miejscowych polityków są zbywane tajemnicą natowską i odniesieniami do międzynarodowych umów.

  Większość dyskutantów zapomina w powyższej kwestii, że Islandia nie ma nawet jednego żołnierza i tym samym nie ma własnej broni, co z kolei powoduje, że broń używana przez obce wojska do obrony Islandii jest pod pełną i wyłączną kontrolą państw, z których pochodzą żołnierze stacjonujący na Islandii. W przypadku bazy w Keflaviku chodzi o żołnierzy USA. Amerykanie bazę w Keflaviku traktują jako własną i tym samym mogą w niej mieć dokładnie wszystko, co chcą w niej mieć. Hi, hi, hi… I nie muszą się z tego spowiadać jakimś natrętnym tubylcom.

  Nie wiem tylko, co stałoby się z Reykjanesbær w przypadku wojny jądrowej z Rosją? No i zdarzają się różne awarie takich instalacji „obronnych” w bazach, co może też nie być atrakcją turystyczną i uśmiercić nas wszystkich w promieniu wielu kilometrów. Człowiek w Reykjanesbær musi zatem wyłączyć myślenie o bezpieczeństwie i cieszyć się każdym dniem, bo z drugiej strony nie wygasła jeszcze lawa po ubiegłorocznej erupcji wulkanu. Hi, hi, hi… Czy to będzie wulkan, czy to będzie bomba atomowa, człowiek jest tylko pyłkiem na wietrze.

  Piotr Tomski

Sąd nad rosyjskim umysłem

  Ostatnie doniesienia na temat zbrodni wojennych w ukraińskiej Buczy są tylko konsekwencją tego, o czym Rosjanie zdecydowali już dawno temu. Nie jest to problem lat, to jest problem wieków. Przykro jest o tym pisać, ale lepiej chyba będzie zlikwidować kilka milionów zbrodniarzy, niż doprowadzić do śmierci setek milionów niewinnych ludzi, bo tyle ludzi uśmiercą bomby atomowe Putina, jego wyznawców i odwet ze strony zaatakowanych państw.

  Za ostatnie wydarzenia przede wszystkim odpowiada „rosyjski umysł”. Jedni mogą mówić o „rosyjskiej duszy” i podziwiać jej złożoność, która stworzyła wspaniałe dzieł artystów w różnych dziedzinach sztuki, natomiast ja chcę zwrócić uwagę na „rosyjski umysł” i skutki jego istnienia. Kto nie poznał Rosjan, ten mnie nie zrozumie, ale kto miał kontakt bezpośredni z tymi ludźmi, szybko uzna za słuszne moje rozważania.

  Rosjanie od wieków żyli w ucisku nieznanym innym nacjom. Czy to byli chłopi, czy tak zwani bojarzy, to ucisk za pomocą knuta i buta był podobny. Rewolucja „proletariacka” nie zmieniła niczego poza hasłami i knut z butem dalej zarządzał rosyjskim społeczeństwem. I tak jest do dzisiaj. Władca Putin jest zarządcą życia wszystkich Rosjan – oligarchów, urzędników, artystów, żołnierzy i zwykłych ludzi. A ich umysł mówi tylko jedno: wykonasz polecenia albo umrzesz. Czasem doda ten umysł: pilnuj innych, to dostaniesz nagrodę.

  Rosjanom lżej robi się właśnie wtedy, kiedy podbijają w różny sposób inne narody i mogą sobie na nich poużywać. Dojeżdżani przez wieki już nie znają innego kształtu zbiorowości ludzkiej, a nawet kiedy zobaczą ten inny świat, to on dla nich jest tak słaby i godny pogardy, natomiast ich władza jest tak silna, że wybór ich umysłu może być tylko jeden. Rozterki „rosyjskiej duszy” są jedynie wypełniaczem czasu, kiedy Rosjanie piją i wyłączają na bardzo krótkie chwile „rosyjski umysł”. Tak. Piłem z płaczącymi Rosjanami, którzy płakali nad Rosją, ale … po każdej takiej chwili oglądali się za siebie. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Węgrzy podobno wybrali Orbana

  Węgrzy znowu wybrali Orbana i tym razem wiedzieli dokładnie, że wybierają Putina. Niestety. Takich wyborów już nie powinno się komentować, ale przecież z drugiej strony mamy czasy, w których komentuje się wszystko, czemu więc tę formę prostytucji należałoby pominąć. Hi, hi, hi…

  Propaganda w czasach współczesnych weszła na tak wysoki poziom oddziaływania, że faszystowskie Niemcy trwałyby wieki, gdyby jej rozwój nastąpił o sto lat wcześniej. No właśnie. Nie było wtedy telewizji, nie było takiej różnorodności prasy czy stacji radiowych i przede wszystkim nie było internetowych serwisów, portali oraz społecznościowych mediów. Dzisiaj Orbana podobno wybierali Węgrzy, ale czy oni mieli jasny wybór? Czy w państwie tak upośledzonym wybiera ten, kto wrzuca głos do urny? Wątpię.

  Moje wątpliwości i pewna forma rozgoryczenia narastają, bo na mojej Islandii jest od wielu lat podobny układ. Zdominowane przez rybacki biznes media tak piorą islandzkie mózgi, że ciągle rządzi tym krajem Partia Niepodległości, która delikatnie mówiąc ma szarych obywateli w „wielkim niepoważaniu”. Koalicja rządowa chyba tylko dla kamuflażu łączy Partię Niepodległości z lewicowymi zielonymi, co jest zaprzeczeniem wszelkich logicznych pojmowań polityki, a jednocześnie sprowadza tę działalność do haseł i obietnic wyborczych bez pokrycia.

  Żarcik Orbana na temat jego zwycięstwa z prezydentem Ukrainy był totalną kompromitacją. Jeśli Węgrzy z Orbanem wybrali Putina, to szybko należy opracować procedurę wydalania państw z Unii Europejskiej i wyrzucić natychmiast Węgry.

  Piotr Tomski

No wreszcie węgiel z Rosji zatrzymają

  Wczorajsza wiadomość o zatrzymaniu importu rosyjskiego węgla do Polski jest małym kroczkiem w dobrym kierunku. Po pierwsze, Polska węglem stoi. Po drugie, Rosja nie może dostawać kasy na działania zbrodnicze i terrorystyczne wobec innych państw. Po trzecie, nie należy finansować okradania Ukrainy. Po czwarte, wszyscy dowiedzieli się bezpośrednio, że pisowcy wcześniej kłamali w tej kwestii, zrzucając konieczność podjęcia takich decyzji na szczebel unijny.

  Nie wiem, kiedy ta ewentualna zmiana ustawowa wejdzie w życie i kiedy węgiel rosyjski przestanie wjeżdżać do Polski. A może składy węgla zapełnią się w najbliższym czasie – przed ustawą – taką jego ilością, że starczy na następne dziesięć lat? A może Putin po prostu nie jest już zainteresowany sprzedażą węgla do Polski, bo ma inne, chłonniejsze rynki zbytu? Nie wiem i przypuszczam, że nigdy nie poznam prawdziwych powodów niewstrzymania handlu węglem natychmiast po inwazji Rosji na Ukrainę, a tylko to mogło naprawdę zaboleć Rosjan. Dzisiaj ci zbrodniarze już się przegrupowali i przygotowali wiele alternatywnych rozwiązań.

  Premier Morawiecki opowiada jakieś bajki o polskich naciskach na Unię, która nie chce karać Rosji. Podobno to nasze władze są jedynymi, które interes Ukrainy stawiają na pierwszym planie wszystkich rozmów w Europie. I co? I nie można zatrzymać TIR-ów z zaopatrzeniem dla Rosji? Nie można zamrozić aktywów firm rosyjskich terrorystów i ludobójców, chociaż pan Zbyszek już dawno temu w tej sprawie nakazał wszcząć polskie śledztwo? Bajki były dobre dla niegrzecznych dzieci, żeby je wychować. Dzisiaj jesteśmy w stanie realnie oceniać każdy ruch takich panów Zbyszków czy Mateuszków i powiedzieć wprost: spadajcie. Hi, hi, hi… Ukraina jest dla was tylko przykrywką waszych brudnych interesów z największymi zbrodniarzami na świecie. Przypomnijmy sobie, dla kogo „święty” Mateuszek skupował kiedyś przez WBK akcje „Azotów”, i mamy olśnienie. Hi, hi, hi… Na pal z nimi!!! Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Wujek Biden w Polsce

  Wizyta prezydenta amerykańskiego w Polsce jest na pewno ważna i jej konsekwencje dla polskiej polityki będą duże, chociaż dla większości polityków polskich jeszcze nie są znane. Nie wiedzą biedacy z PiS, jak na Polaków wpłynie zmarginalizowanie posła Kaczyńskiego czy wypromowanie prezydenta Dudy? Nie wie biedna opozycja w Polsce, jak się promować bez spotkania z Bidenem? Hi, hi, hi…

  Kaczyński i Morawiecki wiedzą tylko, że przy okazji tej wizyty trzeba walić w łeb opozycji zmianami w konstytucji. Hasło ma przekonać grupę najgłupszych wyborców, którzy nie potrafią słuchać ze zrozumieniem najprostszych analiz prawnych na temat konfiskat, że opozycja chce ratować rosyjskie majątki, natomiast PiS musi je ratować, bo polska konstytucja go do tego zobowiązuje. Cyrk! A kucharka to już nie może biegusiem z konstytucji nowej wykładni o tych ruskich oligarchach zrobić? Hi, hi, hi…

  Prezydent Duda został nagrodzony za stanowisko wobec „lex TVN”, a z dzisiejszej perspektywy tego prawa widać całą nieudolność Wielkiego Nieudacznika z Żoliborza, który z kolei nawet pamiątkowej fotki z tej wizyty nie będzie miał, natomiast cała Polska znowu skojarzy go z zamachem smoleńskim i przypominaniem go w czasie pobytu Bidena. Czyżby to była symboliczna wymiana pokoleń w PiS? Miejmy nadzieję, bo dalej takiego obciachu wizerunek Polski nie zniesie.

  Przemówienia Bidena w Polsce to był „plaster miodu” na polskie serca. Zaczął od papieża Polaka, a zatem wszyscy Polacy (może z wyjątkiem zatwardziałych ateistów, do których należę) natychmiast go pokochali. I co z tego przemówienia zostanie? Czy tyle zostanie, ile zostało po papieżu Polaku? Smród demoralizacji i pustki? No właśnie. Z symbolami trzeba postępować ostrożnie, zwłaszcza na wojnach należy ważyć słowa i bohaterów, bo są ludzie myślący i mogą stracić chęć do wojowania za pedofilów i innych degeneratów. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Wojna, wojna i po wojnie

  Świat jest już znudzony wojną na Ukrainie i teraz nastąpi najgorszy czas dla Ukraińców. Przeciętni obywatele Unii Europejskiej czy szerzej pojmowanego Zachodu rzucą od czasu do czasu jakiś pieniążek na pomoc Ukraińcom, ewentualnie utoczą jakąś łezkę dla nich na koncercie charytatywnym, ale nic więcej w tej sprawie nie zrobią.

  Putin już osiągnął swoje cele. Sprawdził bojem zdolności NATO i wartość całej reszty instytucjonalnego wsparcia tego sojuszu. Sprawdził bojem Ukrainę. Sprawdził swoich sojuszników i ich postawy. Takiego sprawdzianu nie było od lat. Wyniki chyba zadowoliły cara Putina, zwłaszcza że ma do tego autentyczne wsparcie milionów rodaków, którzy gotowi są za niego walczyć z resztą zgniłego, zdemoralizowanego świata.

  Na polskim podwórku car Putin też sprawdził swojego oddanego dłużnika z Żoliborza i już ma pewność, że nasze podziały będą długo obowiązywać, a głupota dużej części Polaków została trwale wykształcona dzięki katolickiemu wychowaniu, różnym „ordom“, Czarnkom i panom Zbyszkom. Sprawdziło się doskonale w Polsce działanie trolli w sieci, którzy swoją krecią robotę prowadzili nawet w najgorętszej, pierwszej fazie wojny. Sprawdziło się w Polsce bezczelne zrzucanie na opozycję odpowiedzialności za wszystko, bo na przykład przeszkadza władzy w zmianie konstytucji, co w ogóle nie jest potrzebne, ale medialnie – dla głupków – jest  „złotem” i usprawiedliwia obecne działanie władz na rzecz Rosji.

  Co można dzisiaj w tej uśpionej ludzkości osiągnąć? Nic. W czwartek idziemy z żoną na koncert dla Ukrainy do opery w Rejkiawiku. Utoczymy chociaż te łezki i pieniądze od nas za bilety oddadzą  na pomoc Ukraińcom.

  Piotr Wódecki

Chińskie kombinacje

  Od początku wojny na Ukrainie Chiny zachowują dziwny dystans do tych zdarzeń, co powoduje, że wielu ludzi od ostatecznej postawy chińskich polityków uzależnia wynik rosyjskich działań wojennych. Ciekawe.

  Ciekawe też jest samo użycie określenia – politycy – w odniesieniu do Chińczyków, którzy rządzą Chinami. Kogo można nazywać politykiem? No właśnie. Definicję może sobie każdy sprawdzić i próbować dociec, na ile klasyczne rozumienie polityki wywodzące się z Grecji jest do przyjęcia w Chinach. Nie chodzi nawet o samą demokrację w relacji z „dobrem wspólnym”, ale chodzi mi o przepaść cywilizacyjną i mentalność ludzi, które nas różnią. Patrzymy na siebie przez tę przepaść i zupełnie tracimy ze sobą kontakt.

  Islandię odwiedzają rocznie setki tysięcy Chińczyków. Często rozmawiamy o nich przy rodzinnych, niedzielnych obiadach i zawsze dochodzimy właśnie do tych różnic, które powodują między naszymi społecznościami taki dziwny dystans. Chińczycy wchodzą już w nasz krąg cywilizacyjny, natomiast my do ich cywilizacji jednak nie dołączamy. Chwilowe fascynacje Zachodu filozofią chińską czy chińskimi sztukami walki nie miały zbyt wiele wspólnego z życiem Chińczyków i całe w tym szczęście. Hi, hi, hi… Chińczycy za to toną w fascynacjach naszym stylem życia, posiadaniem naszych zabawek, podróżowaniem i chyba też wolnością rozumianą w sposób zachodni.

  I co wobec powyższego? Na jak długo chińscy dyktatorzy zatrzymają społeczeństwo biegnące na Zachód? Na ile Putin może dogadać się z tymi oprawcami? Co z tych złożonych procesów chińskich i wojennych wyniknie w najbliższej przyszłości? Nie wiem, ale chińskie kombinacje do światowej wojny zupełnie mi nie pasują, natomiast Putinowi, mam wrażenie, Chińczycy wydają się być wojennym sojusznikiem. Hi, hi, hi… Głupi Rusek. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Unijnym zezem na Wschód

  Nie zobaczyłem do dzisiaj jakiegoś spektakularnego działania Unii Europejskiej w związku z wojna na Ukrainie. Nie zobaczyłem też jakichkolwiek efektów unijnych  sankcji nakładanych na Rosję. Nie wiem, czy te sankcje i działania w ogóle zostały poczynione, czy wszystko zostało na etapie deklaracji?

  Zaśmiałem się przez łzy rano, kiedy dowiedziałem się o wizycie Wielkiego Cykora z Żoliborza w Kijowie. Unijnym zezem minister Dworczyk informował, że Kaczyński z Morawieckim reprezentują w Kijowie Unię Europejską, ale za chwilę przedstawiciele władz unijnych dementowali tę wiadomość i stwierdzili jedynie fakt poinformowania ich o takim wyjeździe na Ukrainę. No cóż! W Kijowie giną ludzie i dwa polskie pajace jadą sobie rozpocząć kampanię wyborczą na nowych, świeżutkich trumnach, bo te smoleńskie już się wyeksploatowały.

  Paradoksalnie ten bohaterski wyjazd na wojnę może bardzo wielu ludziom w Europie nasunąć dwa bardzo ważne pytania: dlaczego nie słychać na konferencjach prasowych wybuchów, a pociąg z politykami spokojnie dojechał do Kijowa? Mistyfikacja? Wszystko uzgodnione ze wszystkimi? Nie chcę już wdawać się w dywagacje o tajnych związkach między politykami Rosji, Polski, Czech, Ukrainy czy Słowenii, ale nie widzę żadnych korzyści z tego wyjazdu, natomiast wzbudzenie różnych podejrzeń jest pewne.

  Propozycja utworzenia misji pokojowej NATO na Ukrainie jest już jawną putinowską prowokacją zrobioną wprost. Niestety. Pojechać do Kijowa po to, żeby rozpocząć trzecią wojnę światową potrafi tylko Wielki Guru z Żoliborza.

  Piotr Tomski