Polacy mogliby uznać, że banderowska Ukraina nie zasługuje na obronę. Mamy do tego historyczne podstawy. Na podobnych argumentach Żydzi do dzisiaj szantażują pół świata. Nasi przodkowie byli w czasie drugiej wojny światowej mordowani masowo przez Ukraińców, którzy stworzyli instytucjonalne podwaliny współpracy z Hitlerem i do dzisiaj to uznają za bohaterstwo. Moglibyśmy przypominać o tym światu codziennie.
W obliczu wojny jednak musimy naszą pamięć wyłączyć i zmierzyć się ze wspólnym wrogiem. Tak, Rosja Putina jest wspólnym wrogiem zachodniego świata i musimy wspomagać Ukrainę, a zatem nasze bolesne problemy historyczne odłożyć na inne czasy czy nawet o nich już nigdy nie myśleć, uznawszy naszą wspólną przeszłość za zbyt skomplikowaną na dzisiejsze rozważania wojenne.
Dzisiaj każdy w Polsce, kto w jakikolwiek sposób broni Putina bądź robi z niego obrońcę konserwatywnych wartości, jest dla mnie po prostu niebezpiecznym idiotą albo pospolitym zdrajcą. Z każdym wyżej wymienionym nie chcę mieć nic wspólnego. Każdego wyżej wymienionego widziałbym w ośrodku odosobnienia do zakończenia działań wojennych.
Jest taki piękny, grecki termin – synkretyzm – który jest teraz najbliżej moich myśli. Etymologia tego określenia jest właśnie wojenno-polityczna i znowu kojarzy mi się bezpośrednio z wojną. Musimy się połączyć i walczyć z Putinem, licząc też na część cywilizowanych Rosjan, którzy będą gotowi wyeliminować tego złego osobnika. Możemy tylko pomóc, gromadząc na przykład specjalny fundusz na nagrodę za ujęcie Putina i doprowadzenie go przed trybunał w Hadze. Myślę, że zebranie kilkudziesięciu milionów dolarów na taką nagrodę załatwiłoby problem i Putin byłby niegroźny.
Piotr Tomski