Noce na Islandii

  Noce na Islandii nabierają już właściwego – letniego – wymiaru i po prostu jest ciągle widno. Dla przeciętnego Polaka jest to efekt niesamowity i może przez całe noce podziwiać islandzkie plenery.

  Zdjęcia wykonałem o północy na półwyspie Reykjanes. Wszyscy przylatujący turyści z Warszawy stawiają tu pierwsze kroki na islandzkiej ziemi właśnie około północy, kiedy lądują tu samoloty.

  Efekty świetlne są niepowtarzalne przy zachodzie słońca; dla mniej odpornych psychicznie katatonia murowana. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Konwencja z dziadem na pierwszym planie

  Dzisiejsza konwencja PiS przypomniała mi czasy peerelowskie, kiedy partia z dziadami na czele oznajmiała narodowi, jak wspaniałe życie ma i mieć musi. Klakierzy wydawali podobne okrzyki i podobnie, ciągle przerywali oklaskami przemówienia dziadów.

Jedyny konkret tej konwencji, który padł w przemówieniu głównego dziada z Żoliborza, to polecenie dla premiera Morawieckiego w kwestii przebiegnięcia maratonu w cztery i pół godziny. Pozostałe elementy przemówienia były płynne i w zasadzie łatwiej jest powiedzieć, że nic nie powiedziano. Godzinne bajdurzenie dziada żoliborskiego miało chyba jeden cel: poprawić dziadowi samopoczucie poprzez powtórzenie, że wszystko co dobre w Polsce, zrobili wyłącznie dziad i jego brat. Hi, hi, hi…

  Nie wiem, kto jeszcze wierzy w Polsce w bajki i nie potrafi liczyć. Żoliborski dziad zaczął wystąpienie od stwierdzenia, że nie potrafili nawet policzyć liczby uczestników konwencji i ludzie nie mieszczą się na sali. On, oczywiście, widział w tym frekwencyjny sukces, ale każdy, zdrowy na umyśle słuchacz tych wywodów zrozumiał, że organizatorzy zaprosili zbyt dużo osób i tyle. Żaden sukces. Śmieszny błąd i dziadowska retoryka.  

  Podsumowałbym więc konwencję PiS w Markach jednym słowem – dziadostwo. Mam nadzieję, że wkrótce biologia rozwiąże wszystkie problemy Polaków z władzą i zapanuje w mojej ojczyźnie po prostu normalność.  

  Piotr Tomski

Będzie kasa albo nie będzie kasy

  Wizyta szefowej Komisji Europejskiej w Warszawie była kamieniem milowym dla milowych kamieni w procesie przywracania praworządności w Polsce i w procesie przyznania Polsce środków na odbudowę po pandemii. No cóż! Jest wesoło, a będzie prawdopodobnie bardzo wesoło.

  Po roku KE zdecydowała się zatwierdzić KPO, bo polskie władze poszły na kompromis i zgodziły się na pewne ustępstwa w reformowaniu sądownictwa. W Senacie nawet przedstawiciele PiS głosowali za poprawkami w kwestii wywalenia na zbity pysk sędziów z Izby Dyscyplinarnej, chociaż prezydent i Sejm chcieli im zapewnić dalszy ciąg udanej kariery. Zobaczymy, jaki będzie w Sejmie los tych jednogłośnych poprawek, bo mnie się wydaje, że to była taka zgoda pod okiem Ursuli von der Leyen.  

  Jeśli Wielki Guru z Żoliborza nie pozbędzie się pana Zbyszka i będzie chciał utrzymać koalicję większościową w Sejmie, to poprawki senackie muszą być odrzucone, a milowe kamienie rozsypią się w pył. Pył uleci razem z kasą dla Polski. Jeśli koalicja się rozpadnie, to PiS straci kontrolę nad państwem i wyborami i definitywnie pożegna się ze wszystkim. Ja marzę o takiej sytuacji, ale Kaczyński i Ziobro chyba nie mają takich marzeń. Teraz więc jest ciekawe, co się stanie w najbliższych dniach w tak zwanej zjednoczonej prawicy. Czy może pan Zbyszek pójdzie po rozum do głowy i znajdzie możliwość poparcia senackich poprawek?

  Pan Zbyszek nie raz i nie dwa razy robił z siebie … W każdym razie dla dobra Polski i Polaków pan Zbyszek mógłby już zejść … ze sceny.

  Piotr Tomski

Pamiętam o Wołyniu i o Jedwabnem

  Pamiętam też o Katyniu i o Kielcach. Pamiętam o pedofilach w Kościele katolickim i pamiętam, że niektórzy księża byli patriotami. Dzisiaj jednak nie o moją pamięć chodzi, bo na Ukrainie umierają ludzie od rosyjskich strzałów, a należy koniecznie doprowadzić do tego, żeby to w Rosji zaczęli umierać ludzie od ukraińskich strzałów. I tylko tyle.

  Polityka historyczna w różnych państwach jest prowadzona dla wzmocnienia narodu albo dla jego zjednoczenia, natomiast w Polsce najczęściej ta polityka nie istnieje lub jest narzędziem do dzielenia Polaków. Rosjanie potrafili pogodzić Stalina z mitem przedmurza chrześcijaństwa w Europie. Dało się! Hi, hi, hi… Ten sam Putin mówi o wielkiej historii Związku Radzieckiego i o walce o chrześcijańską przyszłość narodów europejskich. Kaczyński za to mówi o Polakach gorszego sortu i o prawdziwym Polaku katoliku. A ilu jest tych prawdziwych katolików w Polsce? Myślę, że w kategoriach pisowskich jest tych katolików polskich około 30%; reszta jest wykluczona.

  Gdybyśmy dzisiaj nie stanęli po żadnej ze stron w rozbójniczym ataku Rosji na Ukrainę, a tak naprawdę wiele do tego nie było potrzebne, to moglibyśmy sobie pisać na samochodach o Wołyniu i o Katyniu z podobną częstotliwością, natomiast po opowiedzeniu się za jedną ze stron, nie możemy być niekonsekwentni i przypominać dzisiejszym, ukraińskim żołnierzom, co robili ich dziadkowie. Nie ma sensu dzisiaj takie przypominanie, bo to tylko określa nas jako egoistów, którzy chcą załatwić przy okazji swoje sprawy.

  Podobnie jest z cmentarzem we Lwowie. Jeśli prawdą jest, że usunięto napisy pod lwami, to musimy do tego wrócić po wojnie i wystawić rachunek, ale dzisiaj odpuśćmy.

  Piotr Tomski

Legendę z roboty wywalili

  Wiem, że nie jest ładna radość z jakiejkolwiek formy cudzej przykrości, z której nie mamy nic, ale usprawiedliwiam się tylko tym, że Tomasz Lis wszedł raz ze mną w tak zwaną interakcję na Twitterze – zablokował mnie z powodu krytycznych uwag pod jego adresem. Marne to usprawiedliwienie, które tylko pogłębia podłe podłoże tej radości. Hi, hi, hi..

  Czytam Tomasza Lisa, bo mam subskrypcję jego tygodnika, i czytałem jego ostatni, bardzo obszerny wstępniak o upadku polskiego dziennikarstwa. Tak. Piękne pożegnanie to było z redakcją. Nie jestem jednak jakimś szczególnym fanem Newsweeka i nie uważam, że Tomasz Lis jest niezastępowalnym geniuszem na dotychczasowym odcinku pracy. Dlaczego? A choćby dlatego, że pamiętam, jak do tego Newsweeka trafił. Pamiętam, jak odchodził z Wprost. Pamiętam, jak żegnał się z TVN. Moja pamięć jest obciążeniem, niestety. Hi, hi, hi… Więcej pożegnań panu Tomaszowi Lisowi nie będę wypominał, ale pani Hania Lis mimo interakcji na Twitterze mnie nie zablokował. Różnimy się znacznie w spojrzeniu na wiele kwestii, ale klasa tej pani nie pozwoliłaby mi na jej krytykowanie pod jakimkolwiek względem.

  Z dzisiejszej perspektywy ubolewam tylko nad jednym wobec powyższego zredukowania redaktora naczelnego Newsweeka, a mianowicie obawiam się jednak zmiany tak zwanej linii redakcyjnej pisma w kierunku PiS. Kasa może zwyciężyć.

  Piotr Tomski    

Odbudowa Europy bez Polski

  Po II Wojnie Światowej odbudowywano Europę bez jej wschodniej części. Obecnie po pandemii i wywołanym nią sztucznym kryzysie Unia Europejska będzie odbudowywana bez Polski i Węgier. Ciekawy zbieg okoliczności.

  Kiedy zadłużenia państw i przede wszystkim luki w systemie bankowym po wykreowaniu dziewięćdziesięcioprocentowych depozytów na bazie udzielonych kredytów spowodują zawalenie się współczesnej ekonomii? Nie da się rolować długów w nieskończoność. No właśnie. Czy na pewno się nie da rolować długów w nieskończoność? Czy ciągle nowe mechanizmy i narzędzia finansowe nie „rozwiążą” problemu tych pustych finansów?

  W Polsce rząd jest tak bogaty, że pozwala sobie nie brać pieniędzy od Unii, bo ma swoje zasady. Hi, hi, hi… Nie jest przy tym ważne, że rząd ma tylko pieniądze podatników i nimi dysponuje. Bogaty rząd chce jedynie ciągle być rządem i mieć nieskrępowane przez Unię możliwości rządzenia. Nie ważny jest dobrobyt podatników – ważny jest dobrobyt rządzących. Jeśli powyższe zasady zrozumiemy, to reszta polskich problemów jest klarowna do bólu, bo polski rząd ma przy tym do wyłącznej dyspozycji kilku kreatorów polskich pieniędzy. Tak kończy się centralizacja władzy – „nieprzekopane pokłady gotówki w NBP”.

  Kretyni z PiS uwierzyli po prostu we własną propagandę ekonomiczną i wydawało im się, że są cudotwórcami, a reszta Polaków to są chłopi pańszczyźniani do roboty za miskę kaszy. Hi, hi, hi… Ci cudotwórcy i tak mieli dużo szczęścia i sprzyjających wydarzeń międzynarodowych, ale „dzień dziecka” też się kończy. Plutony egzekucyjne posła Brauna czekają. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Przekręty nałogowego kłamcy

  Ludzie dobrze mówią o piciu alkoholu i słabej głowie, której wystarczy pół literka, żeby zacząć chwalić się prawdą o słupach bankowych, miskach ryżu i zagospodarowywaniu oczekiwań motłochu. Wszystko byłoby fajnie, ale ten nałogowy kłamca jest premierem i objawieniem polskiej „prawicy”. Kiedy na początku urzędowania Sejmu w 2015 roku Paweł Kukiz powiedział publicznie jako pierwszy, że Morawiecki ojciec odszedł od niego, bo musi wspierać syna, który będzie wkrótce premierem, to śmiałem się do łez i zrozumiałem na czym polega cały ten „myk” pisowski. Dodam z wielkim ubolewaniem i wstydem, że głosowałem w 2015 roku na Pawła Kukiza w wyborach prezydenckich (w drugiej turze na Dudę) i na PiS w wyborach parlamentarnych.

  Artykuł w „Wyborczej” pokazał w sposób jednoznaczny, czym zajmował się te geniusz obok pracy w banku. Nie da się tego pana obronić, zwłaszcza że jego kompetencje do pracy w banku nie istniały, natomiast powiązania „wojskowo-informacyjne” pana Ksenia z panem Morawieckim i jeszcze Kościńskim chyba istniały. Hi, hi, hi…

Układ opisany na tej kartce wziętej z Internetu jeszcze niedawno przekładał się na całość polskich finansów, ale kto wierzyłby Internetowi. Hi, hi, hi…

  Sam Morawiecki przy alkoholu i słabej głowie powiedział: w Polsce są tylko dwa rodzaje banków – państwowe i służbowe. I pozostańmy na tej informacji w połączeniu z tekstem „Gazety Wyborczej”. Czy bezkarność tej bandy jest już oczywista dla wszystkich? Czy już rozumiecie, dlaczego ich majątki są nietykalne? Czy wiecie już, gdzie są pieniądze z FOZZ-u i innych przekrętów? No to wiecie. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Koniec polityki

  Mam nadzieję, że dziedzina ludzkiej działalności, którą tak bardzo lubię codziennie oceniać, zostanie już niedługo definitywnie zakończona, bowiem dalsze funkcjonowanie polityki we współczesnym świecie nie ma już sensu – i nie ma uzasadnienia.

  Ile jeszcze czasu będziemy jako wyborcy pozwalać na oszustwa wyborcze w postaci nierealizowanych obietnic czy całych programów? Nie wiem, czy w  dwudziestym pierwszym wieku przy nieskrępowanym dostępie do informacji można jeszcze wierzyć komuś, kto – jak politycy – ciągle kłamie? Widocznie można, skoro jeszcze duże grupy ludzi głosują na partie lub „wielkie gwiazdy” polityczne typu Trumpa, Kaczyńskiego i Orbana. Ja, jeśli w ogóle dzisiaj biorę udział w wyborach, robię to tylko po to, żeby głosować na przeciwników dużych partii.

  Jeżeli zaczniemy rozważać poważnie analizy niektórych naukowców na temat przyszłości zarządzania ochroną zdrowia, bezpieczeństwem czy nawet wymiarem sprawiedliwości, to rzeczywiści ten koniec polityki jest zjawiskiem pożądanym. Zastanówmy się, co jest potrzebne współczesnemu człowiekowi do życia, czego by nie zapewniono mu bez pośrednictwa państwa? A może spójrzmy na kompetencje państwa i zastanówmy się, których na pewno nie da się sprywatyzować? Po wykonaniu tego testu w dwóch wariantach, założywszy że uczciwie do niego podejdziemy, koniec polityki będzie dla nas oczywisty.

  Fukuyama przesadził kiedyś z końcem historii, chociaż intencje miał dobre. Harari całkiem niedawno wyraził wiele zastrzeżeń w kwestii przyszłości ludzi i moim zdaniem przesadzał, ale co do zarządzania ludźmi przez sztuczną inteligencję miał wiele słusznych spostrzeżeń. Koniec polityki idzie szybkimi krokami. Czy będziemy się opierać? Zapewne będziemy, jak już opieraliśmy się wiele razy i tyleż samo razy przegraliśmy. Hi, hi, hi…

  Do powyższych wniosków doszedłem po moim ostatnim głosowaniu na Islandii, kiedy Partia Niepodległości znowu wygrała, a prawa do zwycięstwa nie miała. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

I znowu zadeptują Islandię

  Zrobiliśmy dzisiaj objazd tak zwanego złotego kręgu i przekonaliśmy się na własne oczy, że turyści po dwóch latach pandemii wrócili na Islandię w pełnym wymiarze. Zadeptywanie Islandii ruszyło na całego.

Powyższe zdjęcie wykonałem przed gejzerem. Liczba turystów w tym miejscu była dzisiaj tak duża, że dosłownie kończyły się miejsca na parkingu. Ludzie chodzili przy gejzerze, ale też wspinali się na pagórki wokół, żeby podziwiać całą okolicę. Zaskakujące!

  Przy Gullfossie też było tłoczno i mokro, bo wiatr wiał w stronę parkingu, co powodowało chmurę wody. Zdjęcie poniżej.

Uwzględniwszy, że sezon wakacyjnych wycieczek jeszcze się nie zaczął, to liczba turystów na złotym kręgu kilkadziesiąt kilometrów wgłębi lądu jest zapowiedzią prawdziwych tłumów w wakacje. Już się boję. Hi, hi, hi…

Piotr Tomski

Człowiek spod Telegrafu

  Rozśmieszyła mnie wiadomość o tym, że Adaś Glapiński został na drugą kadencję prezesem NBP. Ten człowiek spod Telegrafu i wielu innych podejrzanych afer Wielkiego Guru z Żoliborza jest tak kompetentny i uczciwy, że może tę funkcję pełnić dożywotnio. Hi, hi, hi…

 

Adaś był przy Kaczyńskich we wszystkich aferach założycielskich ich partii. Podpisywał listy intencyjne spółki Telegraf z Włochami, dawał dziwne koncesje na sprowadzanie ropy naftowej, dogadywał się z ludźmi z FOZZ-u w imieniu Kaczyńskich czy też uczestniczył w trójkącie seksualno-informacyjnym Jarka z  żołnierzami WSI. Glapiński był wszędzie, ale w pewnym momencie zniknął z horyzontu bliźniaków, bo pojawili się niewygodni świadkowie jego korupcyjnych słabości.

  Pierwszy PiS po wielu latach dał mu kasę i możliwości prezesowania Polkomtelem, który Adaś przekazywał w paskudne i pazerne ręce wiadomo kogo. Drugi PiS dał mu już jego marzenia – prezesurę NBP. Adaś uznał wtedy, że może wszystko, jeśli Jareczek mu pozwala, i poszedł po tak zwanej bandzie. Polska należy do człowieka spod Telegrafu. Hi, hi, hi… Ma nieprzekopane pokłady pieniędzy do dyspozycji i może dać je każdemu.

  Jeśli ten człowiek ma znowu nadzorować polski bank centralny, to nieszczęście jest gotowe. Ten kłamca i fantasta od stóp procentowych wprowadził przed rokiem wielu Polaków w błąd i naraził na straty przy wzięciu kredytów, które miały być oprocentowane bez zmian. Czy można mieć zaufanie do takiego kłamcy? Nigdy. Czy zatem PiS oczekuje poparcia dla jawnych kłamstw tego pajaca ekonomicznego? Wątpię. Co w takim razie zdecydowało o poparciu dla Adasia? No właśnie. Człowiek spod Telegrafu jest jednym z cieni, które zawsze są przy głównych bohaterach polityki. Zawsze! Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski