Upadek dziadka z Żoliborza

Dzisiaj mogę z czystym sumieniem napisać, że Jarosław Kaczyński stał się dla mnie tylko śmiesznym staruszkiem z deficytami (niepełnosprawność ruchowa, wady wymowy, zaburzenia psychiczne i socjalne), który już nie budzi szczególnych emocji. A jeszcze niedawno na samą myśl o nim robiłem się poirytowany. Hi, hi, hi…

  Sprawczość całej partii z jej otoczeniem zeszła w ostatnich dniach do zera i starania prezydenta też tego nie zmieniają. Rada Gabinetowa będzie zapewne kolejnym elementem upokorzenia prezydenta Dudy, który zostanie przez ministrów rządu Tuska przywołany do szeregu w porządku konstytucyjnym i dowie się prawdopodobnie, że jego kompetencje sięgają żyrandola w pałacu i niech się na tym skupi. I nawoływania Kaczyńskiego w sprawie działań Dudy są tylko wyciem zarzynanego zwierzęcia, które siłą natury chce powiadomić cały świat, że powinno jeszcze żyć. Ten ostatni krzyk znaczenia większego już nie ma i tylko potwierdza upadek.

  Sondaże poparcia dla partii politycznych są gwoździem do trumny Wielkiego Guru z Żoliborza. Nie napiszę, że mnie to zaskoczyło. Spodziewałem się takich sondaży już w ubiegłym roku, ale lekkie opóźnienie sprawia mi większą satysfakcję. Hi, hi, hi… Kaczyński robi teraz wszystko, żeby poparcie tracić. Wspiera przestępców, traci panowanie nad sobą, opowiada bzdury dziennikarzom podczas spacerów po sejmowych korytarzach i ciągle się mu wydaje, że nie stracił władzy nad całym państwem. Polacy głupi nie są i własne rozumy mają. Hi, hi, hi…

  Jestem bardzo ciekaw, jak skończy dziadek Kaczyński. On był pewien, że zostanie honorowym naczelnikiem Polski, ale mnie teraz nachodzi wizja „dziada kalwaryjskiego” w podartych ubraniach, stojącego i żebrzącego pod jakimś kościołem w Warszawie i mającego właśnie smutną twarz Kaczyńskiego. Na szyi wisi u niego napis: zbieram na nową telewizję. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Przestępcy z PiS

  Codziennie coś mnie zaskakuje w wykonaniu pisowców. Rozumiem popełnianie przestępstw w ukryciu, ale nagrywanie takich działań i wrzucanie do sieci jest odważną nowością.

Foto: Bąkiewicz niszczy zabytki

  Ten pan ma już od niedawna jeden wyrok prawomocny za działania dla pisowców w ramach „obrony kościołów”, a teraz niszczy zabytek, w którym ma siedzibę Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Uważam, że należy go natychmiast zatrzymać, bo idzie bardzo złą drogą. Jest niebezpiecznym przestępcą i recydywistą, który musi odczuć karę. Hi, hi, hi…

  Myślę, że prawdziwym sprawcą tego wszystkiego jest prezydent Duda. Wszyscy pisowcy po aferze ułaskawieniowej Kamińskiego i Wąsika zrozumieli jedno: jesteśmy bezkarni, bo prezydent nam to gwarantuje. I pierwsze efekty tej gwarancji mamy u pana Bąkiewicza, który niszczy zabytki, chwali się tym i jest pewien, że nikt go za to nie ukarze.

  To zdarzenie jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ wszyscy znają hasła, jakie głosił ten pisowski przestępca. Jego oenerowska proweniencja jest w tym przypadku elementem najobrzydliwszym wobec znaku, który maluje na murze. Tak, Panie Prezydencie, zszedł Pan na samo dno życia publicznego w Polsce i już nigdy Pan nie wróci do grona ludzi honoru. Niestety. Ułaskawianie przestępców i zabieranie ofiarom ich praw jest tragicznym nieporozumieniem, zwłaszcza kiedy ułaskawia się przyjaciół, których dzień później się przytula do własnego serca. Po ludzku można to zrozumieć, ale przy działaniu organu państwa, to Pana serce, Panie Prezydencie, jest teraz w czarnej du… Hi, hi, hi…

  I pomyśleć, że w 2015 roku w drugiej turze wyborów prezydenckich oddałem głos na kogoś takiego. Ale Bronka wtedy nie mogłem wybrać, tyle że mogłem drugi raz nie głosować. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

W prokuratorskim garażu

  Znam dość dobrze pracę prokuratorów, bo dokładnie od dwudziestu sześciu lat regularnie, służbowo i prywatnie bywałem w polskiej prokuraturze. Nie jestem z tego powodu dumny, nie będę więc rozwijał tej kwestii, ale chcę tylko napisać, że problem na pewno nie jest mi obcy.

Foto: Jerzy Ziarkiewicz z Fakty TVN

  Prokurator Ziarkiewicz z Lublina razem ze swoim garażem służbowym przeszedł jednak moje wyobrażenia o pracy w prokuraturze. Widziałem dziesiątki tomów akt w prokuratorskich gabinetach, ale w garażach prokuratorskich widziałem tylko samochody.

  Gromadzenie akt w miejscach do tego nieprzeznaczonych jest chyba przestępstwem. Nie widziałem garażu prokuratorskiego w Lublinie, ale przypuszczam, że nie ma on odpowiednich zabezpieczeń od kradzieży, pożaru czy warunków atmosferycznych, które gwarantowałyby właściwe przechowanie akt postępowań przygotowawczych. To już wystarczy, moim zdaniem, do skazania pana Ziarkiewicza.

  Cel przetrzymywania tych akt jest drugim, jasnym zarzutem dla wyżej wymienionego. Cel jest do tego dowodem na działanie zorganizowane. Ktoś decydował o przesłaniu tych akt do garażu Ziarkiewicza. Ktoś je tam składował. Ktoś miał je przyjąć w odpowiednim momencie. Ktoś czuwał nad całością procederu. Zorganizowana grupa przestępcza wokół jednego garażu jest ewidentna, a świadomość działania poszczególnych osób oczywista.

  Nie wiem, dlaczego prokurator Ziarkiewicz nie został jeszcze zatrzymany. Przede wszystkim, uwzględniwszy ucieczkę za granicę pana Ziobry, należałoby natychmiast zastosować areszt tymczasowy wobec pana Ziarkiewicza. Nie rozumiem takiej frywolności w dzisiejszej, prawie odnowionej prokuraturze. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Prezydencki terror praworządności

  Spory polityczne w Polsce weszły wczoraj na nowy poziom, który nazwany został przez prezydenta terrorem praworządności. Nie wiem, co kierowało wczoraj prezydentem, ale wiem, że nie było to nic mądrego.

Foto: Katarzyna Wódecka

  Wszyscy pamiętamy filmy z propagandowych występów polityków niemieckich z lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku na wiecach partii rządzącej w Niemczech. Szybkie słowa, szybkie gesty i to napięcie twarzy było niepowtarzalne do wczoraj. Hi, hi, hi… Tak. zabrakło mi tylko jednego, prężnego gestu na zakończenie przemówienia.

  Prezydent, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego czy zbuntowani Prokuratorzy Krajowi zapomnieli o jednej kwestii: ich decyzje na podstawie ich opinii prawnych nie mają walorów absolutu i muszą podlegać procedurom wykonawczym. I w tym miejscu pojawia się problem. Większość proceduralnych ścieżek jednak trafia do rządu, a rząd poprzez swoich przedstawicieli, nawet tych najmniejszych, może te „gwiazdy” prawnicze zatrzymać. Jeśli dodamy do takiej blokady Sejm, to możliwości na moje oko robią się dość poważne. W każdym razie jestem spokojny o rządzących i ich oczyszczanie złogów starego bezprawia.

  Obawiam się tylko, że pisowcy od jutra ogłoszą powstanie narodowe, a rządowi zostanie tylko wprowadzenie stanu wyjątkowego. Mam nadzieję, że do buntu przystąpią nieliczni staruszkowie i trochę oenerowskiej młodzieży, co pozwoli na aresztowanie towarzystwa w ciągu kilku godzin. Będzie głośno na całym świecie, ale przy okazji zdelegalizujemy PiS i wreszcie będzie spokojnie. Hi, hi, hi… Terror to jest terror.

  Piotr Tomski

Wspólnota bezprawia

  W Polsce ludzie w wieku powyżej pięćdziesięciu lat znają doskonale rzeczywistość, w której bezprawie działało wszędzie tam, gdzie tworzono prawo i je wykonywano. Szary człowiek nie miał nic do powiedzenia, kiedy ta wspólnota bezprawia (piękne określenie użyte niedawno przez „starego” sędziego) decydowała o jego życiu. Ale nawet ci mniej szarzy, którzy wtedy decyzje podejmowali, nigdy nie mogli mieć pewności, że wspólnota ich obroni, jeśli przestaną być wspólnocie potrzebni.

Foto: Katarzyna Wódecka

  Cieszyłem się bardzo, kiedy Polska dołączyła do – wspólnoty – europejskich państw, co miało zagwarantować praworządność i demokrację. No i przyszło do władzy Prawo i Sprawiedliwość. Wyjątkowa hipokryzja w nazwie przełożyła się na wyjątkowo paskudne działania wspólnoty bezprawia żywcem przeniesionej z epoki peerelowskiej. Polska ma być samotną wyspą, na którą żadne europejskie instytucje nie mają prawa wpływać. Funkcjonariusze PiS mają być bezkarni i ułaskawiani przez prezydenta na każdym etapie przestępstw, czyli łaska działa nawet na etapie planowania przestępstwa przed jego popełnieniem. Hi, hi, hi… Kilka wieków walki o równość wszystkich wobec prawa poszło w błoto.

  Teraz prezydent w zajmowanych budynkach ukrywa przestępców. Policja obstawia wszystkie wyjścia z pałacu i czeka na skazańców. Hi, hi, hi… Cyrk na cały, cywilizowany świat. Prezydent pomaga przestępcom.

  Nie wiem, jak to wszystko się skończy. Nie wiem też, kiedy się to wszystko skończy. Ale wiem na pewno, że to musi się skończyć. Panie Tusk, bagnet na broń i do roboty. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Ale to będzie rok…

  Już po pierwszych dniach 2024 roku zrozumiałem, że takiego roku jeszcze nie przeżyłem. Te same wydarzenia będą przedstawiane w skrajnie różny sposób, a ci sami ludzie będą bohaterami albo zdrajcami – w zależności od przekazu. Jak tu żyć, panie Tusk? Hi, hi, hi…

Photo by Ella Wei on Pexels.com

  Dotychczas znałem dwie wersje historii Polski: tę, która obowiązywała przed PiS, i tę, którą stworzyło PiS. W Polsce to jest właściwie normalne, że politycy tworzą własną wersję historii, ale rzeczywistość po 1989 roku była jedna. A może tylko tak mi się wydawało? Może za mało czytałem Gazetę Polską? Nie wiem, bo ten fenomen dwóch opisów rzeczywistości uderzył mnie w okolicy zimowego przesilenia i nie mogę się pozbierać. Rozumiem teraz problem żołnierzy wyklętych i band zwalczających państwo w początkach PRL-u. Rozumiem marzenie wszystkich pisowców o przejściu do podziemia.

Ująwszy rzecz poważniej, to będzie rok wielu zagrożeń. I mam podstawowy problem z określeniem hierarchii ważności tych zagrożeń. Zagrożenie wewnętrzne w Polsce uznaję za mniej istotne, bo Kaczyński dokonuje na naszych oczach samozaorania, ale będą jeszcze boje o sądy i trybunały, o praworządność w ogóle, co może podzielić Polskę. Zagrożenia globalne są tak skomplikowane, że naprawdę się boję. Trump, Putin, Netanjahu i Xi będą mieszali w kotle historii, żeby tylko utrzymać własny wpływ na cały świat, natomiast żaden z powyższych nie będzie liczył się z dobrem wspólnym czy dobrem ludzi. Niestety. Nigdy jeszcze nie było tak groźnie dla demokracji i praw człowieka, zwłaszcza że potencjalna współpraca tej czwórki w osiągnięciu wspólnych celów – dyktatorskiego zarządzania światem – jest już bardziej prawdopodobna od rozkwitu światowej praworządności i demokracji.

  Jak tu żyć, panie Tusk? Mamy niewielki wpływ na świat, ale możemy chociaż o nim mówić. I modlić się do naszych najstarszych bogów, żeby złe czyny złych ludzi w nadchodzącym roku straciły znaczenie. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Ale to był rok …

  Na początku 2023 roku miałem nadzieję, ale nie spodziewałem się takich sukcesów w przestrzeni osobistej i publicznej, jakie ten rok przyniósł. Hm! Życzenia polityczne składane rok temu prawie się spełniły. A może tylko normalność pojawiła się po wielu latach i to właśnie jest największym sukcesem.

Photo by cottonbro studio on Pexels.com

  W Polsce najczęściej panuje ideowo-religijne wzmożenie, bo zawsze jest jakieś świętowanie jakiejś klęski, przy okazji której zmarło wielu Polaków. Jeśli ktoś nie chodzi do kościoła i nie wzdycha do zmarłych bohaterów, to nie ma czego szukać pomiędzy Polakami. Hi, hi, hi… No właśnie, już ten stan rzeczy nie obowiązuje. PiS razem z Kościołem przerżnął wybory w październiku i wróciła normalność. I nawet jeśli polskość, to jest nienormalność, ja wreszcie poczułem sukces.

  Odzyskanie normalności dało mi wiarę, że Polska ma szansę na rozwój i na trwałe wejście do grupy najwyżej rozwiniętych państw na świecie. Polacy dają sobie doskonale radę, żyjąc pomiędzy wieloma narodami, dlaczego więc mieliby wreszcie nie osiągnąć szczytu rozwoju gospodarczego i społecznego we własnym kraju? Droga jest tylko jedna – kooperacja w Europie. Samotna wyspa PiS zatonęłaby w morzach niepokoju w ciągu kilku najbliższych lat, natomiast Polska kierowana przez koalicję czterech kooperujących ze sobą sił politycznych może wszystko. Hi, hi, hi…

  Nie chciałem wprawdzie rok temu powrotu Donalda Tuska w roli premiera Polski, ale w końcu na niego oddałem głos w październiku, więc czasem bywa tak, że dobry bóg nie wysłucha po prostu dokładnie wszystkich życzeń. Hi, hi, hi… I biedny, pogubiony człowiek może wtedy na moment zmienić upodobania polityczne.

  Piotr Tomski

Moje polityczne poglądy i wnioski

  Zastanawiam się coraz częściej, czy ja w ogóle mam jakieś polityczne przekonania, poglądy albo wizje ideowe. Polityką interesuję się od dziecka, a chyba pierwszą moją „czytanką” była „Polityka”, którą prenumerował mój wujek. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku nie miałem w Polsce zbyt dużego wyboru.

Photo by Kaboompics .com on Pexels.com

  Jeśli chodzi o moje głosowania w wyborach parlamentarnych lub prezydenckich, to z ręką na sercu mogę napisać, że głosowałem już na wszystkie aktualnie działające partie polityczne z wyjątkiem PSL. Ale byłem blisko oddania głosu na prezesa PSL w 2020 roku w wyborach prezydenckich, gdyby Trzaskowski nie zastąpił Kidawy Błońskiej w PO. Śmieszne? Bardzo śmieszne. Głosowałem na początku na antykomunistyczną opozycję. Głosowałem na lewicę w latach dziewięćdziesiątych XXw.. Głosowałem na Kwaśniewskiego. Głosowałem na PiS. Głosowałem na Konfederację i Bosaka. Głosowałem na Trzaskowskiego i PO.

  Dzisiaj wiem, że najczęściej głosowałem przeciw, oddając głos na politycznych przeciwników. Nie wiem, czy kiedyś znajdę grupę polityków, z którymi mógłbym się identyfikować, ale na razie nigdy nie należałem do partii bądź jakiejkolwiek organizacji politycznej. Nigdy! I szukać specjalnie takiej grupy nie będę.

  Właściwie – wobec powyższego – to jest ze mnie idealny dziennikarz. Hi, hi, hi.. Problem jest tylko w tym, że nie ma dla mnie odpowiedniej, obiektywnej, bezstronnej redakcji do pracy. Hi, hi, hi… A poważniej rzecz ująwszy, to dzisiaj dziennikarzem jest każdy, kto ma konto w mediach społecznościowych i pisze, mówi czy coś pokazuje. To jest prawdziwa wolność słowa i dziennikarze nie muszą płakać nad swoim zniewoleniem. Tak. Tam, gdzie jest Internet, jest już wolność słowa i nikt jej nie zabije, nie musimy o nią walczyć albo z nią walczyć. Nie musimy jako społeczeństwo płacić miliardów złotych w podatkach na zabawę kilkuset dziennikarzy w opowieści o wolności słowa.

  Panie Rachoń, telefon w dłoń i proszę nadawać, jeśli ma Pan coś do powiedzenia. Zresztą chyba już Pan nadaje przez telefon, bo tak mniej więcej wyglądają Pana ostatnie programy z tytułową jazdą. Hi, hi, hi… Życzę dalszej, wolnej jazdy.

  Piotr Tomski

Wspólnota islandzko polska

Co połączyło Polaków z Islandczykami przed Bożym Narodzeniem? Wulkany. Na Islandii, w okolicy mojego mieszkania, wybuchł piękny, szczelinowy wulkan, natomiast w Polsce wybuchł w mediach wulkan politycznego, pisowskiego szamba związany z TVP.

 Foto: Piotr Wódecki

  Erupcja na Islandii była w początkowej fazie dość groźna, bo szczelina miała cztery kilometry długości, a lawa z niej zajmowała coraz większą powierzchnię. Już po kilku godzinach sytuacja się ustabilizowała. Na same święta Grindawiczanie wrócili już do swoich domów; oczywiście ci, którzy mieli domy niezniszczone. Ale! Magma dalej płynie w tunelach kilka kilometrów pod ziemią, która dalej się trzęsie i wszystko zapowiada szybki dalszy ciąg. Erupcja w Polsce trwa w najlepsze i bawi nas do łez. Dzisiaj postawiono państwowe spółki medialne w stan likwidacji razem z okupującymi je posłami PiS. Hi, hi, hi…

  Wobec powyższego wspólnota naszych narodów polega na zawieszeniu wulkanicznym w dynamicznym procesie zmian. Na Islandii głównie działa natura, a w Polsce działają politycy. W każdym razie ludzie w obu krajach nie mogą być pewni jutra. Hi, hi, hi…

  Polacy i Islandczycy jednak są twardzi i mają nadzieję na odbudowę swoich miejsc pracy i życia. Na przestrzeni wieków nie takie problemy były pokonywane z poświęceniem wielu obywateli. Na Islandii kilka razy wymierała z powodu głodu i chorób większość mieszkańców, a w Polsce większość mieszkańców traciła mienie lub życie w wojnach przetaczających się przez kraj. Przetrwamy. Wulkany wybuchają i gasną. Musimy tylko zachować zimną krew i reagować błyskawicznie na każde drżenie. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Czy już zatrzymali świat na Islandii

  Kilka miesięcy temu przeczytałem gdzieś wypowiedź szefa banku centralnego Islandii, który dosłownie ubolewał nad kwestią ciągłego, wysokiego wzrostu gospodarczego w tym kraju. Strzelił mądrością jak gejzer. Jego zdaniem bank zbyt słabo zwalczał ten wzrost gospodarczy i dlatego szaleje tu inflacja.

Foto: Piotr Wódecki

  Hasło o przegrzaniu gospodarki słyszę na Islandii od kilku lat. Od pierwszych raportów ekspertów międzynarodowych organizacji na temat sytuacji gospodarczej Islandii po wyjściu z kryzysu 2008 roku czytam o schładzaniu przegrzanej gospodarki Islandii. I tak sobie myślę, że nie widzę ratunku dla współczesnego człowieka. Ten chaos ekspercko-medialno-polityczno-kabaretowy zabije każdego, a pozostaną wśród żywych wyłącznie bezmyślne matoły. Jak można schładzać gospodarkę, która dopiero wyszła z upadku?

  Zasiłki, renty i emerytury czy inne rozdmuchane formy redystrybucji środków mogą istnieć, jeśli budżet państwa w ogóle ma środki. Na Islandii informacje o deficycie budżetowym lekko przerażają. Korona jest coraz słabsza. Turystyka leży i kwiczy po akcji ewakuacyjnej Grindaviku, a cała obrona przed wulkanem, którego jeszcze nie ma, kosztuje miliardy koron. I w tej sytuacji dyrektor banku centralnego schładza gospodarkę wysokimi stopami kredytów i zatrzymuje świat.

  Islandia znowu się wyludni, bo tutaj za miskę ryżu nikt nie będzie pracował. Nowa emigracja z Wenezueli czy nawet z Ukrainy nie chce pracować za mieszkanie w pokoju i wyżywienie. A normalne mieszkanie, utrzymanie samochodu i odżywianie się według europejskich norm kosztują więcej, niż może zarobić dwoje ludzi żyjących w tym kraju w związku zwanym kiedyś rodziną. Zresztą tutejszy urząd statystyczny ostatnio podał, że 30% mieszkańców Islandii nie ma dochodów na poziomie kosztów egzystencji.

  Jestem bardzo ciekawy nowych oświadczeń bankierów i polityków, którzy tak mądrze opisują rzeczywistość. Pod koniec grudnia zobaczymy, czy przeżyjemy następny rok, czy będziemy uciekać z tutejszego raju i prosić o azyl na przykład w Wenezueli. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski