Covid do rezygnacji Biden’a

  Biden powiedział niedawno, że tylko Wszechmogący może go skłonić do rezygnacji z kandydowania na stanowisko prezydenta USA. I ma znak od Wszechmogącego. Wszystko stało się prostsze.

Foto: cytat z NBC NEWS

  Znam się na czytaniu znaków bożych, bo byłem kiedyś katolikiem. Dla katolików pozory są na tyle ważne, że praktycznie w każdej poważniejszej decyzji katolik chowa się za bożym znakiem. Najgorsze w tej sytuacji jest jedno: kiedy katolik w to sam uwierzy. Hi, hi, hi… Biden’a o to nie podejrzewam, ale katolicką mentalnością może się posługiwać, skoro w ogóle wspominał Wszechmogącego.

  Jestem prawie pewien, że weekend przyniesie rezygnację z powodu ciężkiej choroby. Naciski na Joe’go idą zewsząd bez najmniejszego zawoalowania. Nie dość, że facet jest chory, to jeszcze go tak prześladują nawet jego przyjaciele. Wydaje mi się teraz, że świat polityki nie zmienił się od tysięcy lat i jest brutalny wobec każdego w podobny sposób. Elementy niepasujące do całości po prostu się usuwa.

  Zdrowy rozsądek podpowiada większości Demokratów amerykańskich, że Biden nie ma najmniejszych szans z Trump’em, zwłaszcza po użyciu palca bożego. Hi, hi, hi… A śmiałem się z katolików.

  Istnieje jeszcze jeden scenariusz złożonej gry, który przerasta wszystkie znane mi do dzisiaj teorie spiskowe. Otóż wydarzenia ostatnich dni są zaplanowane przez kogoś, kto chce utrzymać na stanowisku prezydenta Biden’a i nie pozwoli przeżyć tej kampanii Trump’owi. I w takim układzie żadnej rezygnacji nie będzie. Hi, hi, hi… Wiara w te scenariusze jednak przerasta wiarę w znaki i palce boże.

  Piotr Tomski

Posła Marcina rozebrali

  Stała się tragedia narodowa. W niedzielę modlili się o pomoc bożą dla posła Marcina, a w poniedziałek został zatrzymany i brutalnie pozbawiony odzieży. Straszne! Hi, hi, hi.. Ale już we wtorek go wypuścili.

  Foto: Słodziaki. Cytat z X

Rozmowy na X przekonały mnie, że Polacy nie mają zielonego czy bladego pojęcia o systemie prawnym, w jakim żyją. Dziennikarze podobnie do zwykłych obywateli wypisują bzdury o bezprawnym przeszukaniu osobistym posła albo o niby-obowiązującym  immunitecie, który tak naprawdę ma bardzo ograniczony charakter. Z kolei wypowiedzi ludzi, którzy mają znajomość sprawy i uregulowań prawnych z nią związanych, są ośmieszane, a autorzy wyzywani w wulgarny sposób. Polskie życie codzienne.

  Hipokryzja PiS jako zorganizowanej grupy przestępczej, która dobrze zaplanowała zbiorowe unikanie odpowiedzialności karnej, jest w ostatnich dniach na poziomie szczytów Himalajów. Nagle największe znaczenie dla nich mają instytucje międzynarodowe i „ruki pa szwam Palaczki z koalicji trzynastego grudnia”. Jakiś Grek ma decydować o życiu Polaka? Oczywiście, bo to jest dobry Grek, a Polak lub Polka z prokuratury są źli. Co z wyrokiem od Przyłębskiej o prymacie prawa krajowego nad europejskim? Nic! Cisza. Dzisiaj Przyłębskiej nikt nie uznaje.

  Martwi mnie bardzo pewna okoliczność, która w teoriach spiskowych wybija się na czoło. Otóż poseł Michał jest członkiem Opus Dei. Nasuwa się pytanie, na ile to wpłynęło na decyzję sądową w tej sprawie? Nie wiem, ale dla mnie ta organizacja pseudoreligijna  jest na mojej liście do likwidacji, gdybym miał coś do powiedzenia w tej rzeczywistości. Hi, hi, hi…

Piotr Tomski

Dla tych narzekających na dziennikarzy

  Ostatnio dużo czytam na temat sprzedajności, nieuczciwości i upadku autorytetu dziennikarzy. Jako człowiek nieco z tym środowiskiem zaznajomiony od wielu lat po dzień dzisiejszy – napiszę stanowczo: przestańcie się czepiać. Hi, hi, hi…

Photo by Kaboompics .com on Pexels.com

  Na mojej drodze życia spotkałem wielu ludzi i starałem się (inna rzecz, czy to mi się udawało) szanować każdego. Może wychowanie w peerelu wyrobiło we mnie powyższą formę egalitaryzmu, a może spowodowało to chrześcijańskie wychowanie połączone z dość silną wiarą w młodości. Nie wiem, ale wiem, że szacunek dla każdej istoty ludzkiej jest czymś bardzo ważnym. Dlatego właśnie szanuję również dziennikarzy. I nie napisałem, że tylko dlatego szanuję dziennikarzy. Hi, hi, hi…

  No cóż. Skoro już przywołałem peerel, to wspomnę o dziennikarzach z Peerelu. Czy dzisiaj można powiedzieć, że tamci dziennikarze byli dziennikarzami? Wobec obecnej wiedzy na temat pracy dziennikarskiej (lepiej propagandowej) w peerelu możemy chyba śmiało powiedzieć, że nikt nie był prawdziwym dziennikarzem. Niestety.

  Dlaczego po upadku peerelu miałoby coś się zmienić? Nowe pokolenie dziennikarskie wychowane zostało przez stare autorytety, które wiele lat w odnowionej ojczyźnie uczyły „dziennikarstwa” młodych. Efekty są przerażające, ale naprawdę nie spadło to wszystko z nieba, a jest wyłącznie produktem lokalnym. Hi, hi, hi… Inaczej napiszę dla jasności: peerelowskie skundlenie w tej dziedzinie życia społecznego zostało przez większość Polaków zaakceptowane i przyjęte w pakiecie z pokojowymi przemianami bez rozlewu krwi.

  Czy inne tak zwane środowiska intelektualne w Polsce są lepsze? Hi, hi, hi… Niech więc pierwszy rzuci kamieniem, kto jest etycznie kryształowy.

  Piotr Tomski

Jak prokurator prokuratorowi

  W Polsce nie ma już nic pewnego w kwestiach prawnych, lepiej więc bardzo uważać na każdego prokuratora, który mówi o popełnianych przestępstwach. Może się okazać, że jesteśmy groźnymi przestępcami. Hi, hi, hi…

Photo by EKATERINA BOLOVTSOVA on Pexels.com

  Zaprowadzą nas pod sąd i wydadzą wyrok. Znamy ten problem z „Procesu” Franciszka Kafki i chyba nikt nie przewidywał, że w Polsce w XXI wieku dojdzie do powszechnego wcielenia w życie literackiej fantazji lekko szurniętego niemieckiego Czecha czy czeskiego Niemca. Prokurator w Polsce dwudziestego pierwszego wieku grozi prokuratorowi, a sędzia chce skazywać sędziego. Wszyscy są przekonani do swoich racji, natomiast przeciętny obywatel ma bezwzględnie każdego z osobna uznawać za autorytet, który może spowodować zniewolenie tego obywatela w każdej chwili jego wolnego żywota.

  Istotą „Procesu” Kafki dla mnie było tak naprawdę pozbawienie człowieka jego podmiotowości – poza innymi absurdami funkcjonowania społeczeństwa w jakichś dziwnych ramach państwa. Czy dzisiaj w całej złożoności systemów prawnych Europy może dojść do podobnych zdarzeń? Może! Jeśli do władzy w państwie dojdą nieodpowiedzialni paranoicy z PiS, to wszystko jest możliwe.

  Za miłościwie panującego w prokuraturze Zbigniewa Ziobro doszło do pierwszych prześladowań prokuratorów przez prokuratorów. Dość jednolite i zhierarchizowane formalnie środowisko zostało podzielone. Jednych, posłusznych feudalnemu panu prokuratorów awansowano i sowicie opłacano, natomiast innych, uczciwych, którzy nie chcieli wykonywać politycznych poleceń – wysyłano w delegacje po całej Polsce i pozbawiano możliwości najmniejszego awansu.

  Czy dzisiaj uczciwi prokuratorzy nie maja prawa do odwetu? Mają! Dzisiaj prokurator tylko odpowiada prokuratorowi i rozlicza go za polityczne uwikłania, za umarzanie spraw na polityczne polecenia, za ślepotę na wiele gospodarczych nadużyć etc.. Dzisiaj prokurator przychodzi do Sejmu i żąda wymierzenie sprawiedliwości. Dzisiaj wszyscy pisowscy prokuratorzy (termin użyty przez posła Kownackiego z PiS) powinni być zawieszeni do wyjaśnienia.

  Piotr Tomski

A ja lubię salceson

  Afera z aresztowaniem ojczulka od salcesonu i torturowaniem go podczas pobytu w areszcie jest poważnym dowodem na skretynienie PiS i jego otoczenia. Opis konwojowania ojczulka w wykonaniu pana Sakiewicza powinien bezwzględnie przejść do historii polskiego dziennikarstwa politycznego.

  Foto: cytat z X

Widziałem w moim życiu setki konwojów, które woziły więźniów z aresztów czy zakładów karnych, ale nigdy nie widziałem konwoju, który nie miałby broni i ostrej amunicji. Nie wiem, co widział w swoim życiu pan Sakiewicz, ale wydaje mi się na granicy pewności, że widział bardzo mało. Ciekaw jestem, czy pan Sakiewicz kiedykolwiek jadł salceson? Hi, hi, hi…

  Ja bardzo lubię salceson i zrobiło mi się przykro, że ktoś tak sprofanował mój przysmak. Jak można było salcesonem odprawiać gusła i zabobony? I taki guślarz liczy teraz na szacunek u ludzi, którzy zarabiają na życie konwojowaniem prawdziwych przestępców. Oni przecież musieli padać ze śmiechu na samą myśl o salcesonie w rękach ojca Michała. I ta myśl musiała ich prześladować godzinami. Oni na pewno już nie zjedzą salcesonu. Hi, hi, hi…

  Rzecz ująwszy poważniej, muszę zauważyć, że wszyscy są równi wobec prawa. Ksiądz nie może mieć przywilejów za kratami, bo jest tylko człowiekiem i właśnie on powinien tę sytuację rozumieć najlepiej. Jeśli skarży się do odwiedzających go bliskich i opowiada o swoich „wielkich krzywdach”, to znaczy tylko, że wymaga resocjalizacji. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Gdyby Polska była Polską (cz.1)

  Wróciłem właśnie z Polski na Islandię po dwóch tygodniach wakacji. I samo słowo „wróciłem” stało się dla mnie zaskakująco ważne, bo nigdy wcześniej nie traktowałem Islandii aż tak poważnie w relacji z Polską.

  Co więc się stało, że Moja Polska już nie jest Polską? Minęło tylko dziewięć lat od chwili, w której przeprowadziłem się na Islandię z Polski. W Polsce byłem w tym czasie kilka razy, chociaż od ostatniego pobytu minęło trzy lata, i nigdy wcześniej nie miałem takiego poczucia obcości. Może to jest kwestią czasu przeżytego na Islandii. Może to jest kwestią zmian mojej osobowości i upływu mojego życia w ogóle. Może po prostu jestem dojrzalszy. Nie wiem, ale myślę nad tym już dwa dni i zupełnie inne odpowiedzi mi się nasuwają.

  Moje idealistyczne podejście do Polski ma chyba największy wpływ na powyższy stan rzeczy. Od szkoły podstawowej uczono mnie, że mam wyjątkową ojczyznę, w której od wieków szanuje się wszystkich. Tak, a na przestrzeni wieków prześladowań i pogromów w Europie, w mojej ojczyźnie spalono jedynie trzy czarownice i wszyscy pomagali Żydom. Zacząłem wierzyć ślepo w nauki o Polsce i od Polski oderwałem się całkowicie. Hi, hi, hi…

  Moje politologiczne zamiłowania również wypaczyły moje podejście do ojczyzny. Wierzyłem ciągle w wybór mniejszego zła w polskiej polityce i chyba pierwszy raz w praktyce poczułem, że to jest błędne myślenie, że ojczyzną należy wstrząsnąć i obudzić Polaków. Bez tego przebudzenia …

c.d.n.

  Piotr Tomski

Symbole wyniku wyborów europejskich

Różnica niecałego procenta ze wszystkich oddanych głosów jest symboliczna, ale jednak jest. Różnica jednego europosła dla komitetu KO jest już bardziej realna i dobrze się stało, że jest. Hi, hi, hi… Nie ma przynajmniej gadania o remisie albo dwóch wygranych.

Foto: cytat z X 

Głosowałem na zwycięzców, chociaż kandydat, na którego oddałem głos, nie został europosłem. Niestety. Kierowałem się zdrowym rozsądkiem, a to nie jest mocna strona wyborczych preferencji. W tych wyborach znowu zadziałały uczucia – strach i nienawiść. I może tak powinno być, tyle że w Unii Europejskiej na moje oko liczy się właśnie zdrowy rozsądek, stabilna psychika uczestników dyskursu i ich umiejętności, wiedza etc..

  Jeśli chodzi o zwycięzców, to reprezentacja nie jest zła, natomiast ekipa z drugiego miejsca jest dość osobliwa. I to jest drugi symbol tych wyborów. Słusznie zauważył premier Tusk przed wyborami, że listy wyborcze PiS są praktycznie listami gończymi, bo tak wielu jest tam ludzi skonfliktowanych z prawem. I niestety ci ludzie zostali wybrani do europejskiego parlamentu. Wstyd i kompromitacja.

  Jest i trzeci symbol tych wyborów. Trzecia droga. Hi, hi, hi… Spadek do sześciu procent głosów dla tej grupy jest jej symbolicznym upadkiem. I dobrze. I bardzo dobrze. Jasna deklaracja wyborców w kwestii dróg politycznych na polskiej scenie. Nie ma kompromisów ze złem.

  I jest czwarty symbol. Ten najgorszy. Grzegorz Braun będzie polskim europosłem. Mam tylko nadzieję, że na wyciągnięcie gaśnicy w europarlamencie nikt mu nie pozwoli. A jeśli już ją wyciągnie, to wsadzą mu ją w odpowiednie miejsce. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Syn prezesa Islandii

  Pan wybitnie utalentowany, Bjarni Benediktsson, został niedawno premierem Islandii, a zdanie kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Islandii zostało zignorowane. Synek prezesa Islandii jest najlepszy w zabezpieczaniu kraju i potrzeb tatusia oraz jego biznesowych  kolegów.

Foto: cytat z X

  Klanowy charakter Islandii może dziwić w trzeciej dekadzie XXI wieku, ale jest bezspornym faktem dla każdego, kto mieszkał tu chociaż przez kilka miesięcy. Islandczycy są zresztą dumni ze swojego parlamentu, który był do dwudziestego wieku raczej wiecem plemiennych klanów niż parlamentem.

  Obecny sposób prowadzenia polityki gospodarczej państwa też jest bardzo interesujący. Dwa lata temu synek wicepremier sprzedał udziały w banku tatusiowi i stwierdził, że nie miał pojęcia o tej transakcji. I nic się nie stało. Synek dzisiaj jest znowu premierem, bo jego wspólniczka w niedoli rządzenia chciała zostać prezydentem i rzuciła robotę. Pycha jednak gubi, a Bjarni miał zapewne plan B, w którym prezydentem została  pani lepiej zorientowana w potrzebach miejscowych klanów i zagranicznych opiekunów. Hi, hi, hi..

  Rząd ma najgorsze notowania od wielu lat. W kraju szaleje bank centralny ze stopą referencyjną o 50% wyższą od inflacji, co buduje system finansowy i rujnuje obywateli. Wynagrodzenia nie wzrastają albo wzrastają na poziomie połowy inflacji. Finanse publiczne w pierwszym kwartale nie mają już żadnego deficytu, co stawia Islandię jako wzór dla reszty świata. PKB Islandii spadł o 4%, czego od roku oczekiwał prezes banku centralnego. I co dalej?

  Za rok wybory, więc spodziewam się ogromnych wydatków na cele społeczne, żeby zadowolone społeczeństwo przez rok zmieniło swój stosunek do Bjarniego i jego Partii Niepodległości. Hi, hi, hi… I jeszcze spodziewam się kolejnej przeceny nieruchomości, żebyśmy cieszyli się stanem naszego posiadania. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Na Islandii mamy nową prezydent

Po bardzo ciekawej kampanii wyborczej Islandczycy dokonali wczoraj wyboru nowej pani prezydent, którą będzie od sierpnia Halla Tómasdóttir.

Foto: cytat z ruv.is

  Dla mnie najważniejsze było jedno: porażka wyborcza Katrin Jakobsdóttir. Spodziewałem się jednak, że to, co jest dla mnie najważniejsze, jest tylko moim marzeniem, bo ta kobieta wystartowała w wyborach prezydenckich jako pewniaczka i reprezentantka islandzkich elit rządzących, rezygnując z fotela premiera tuż przed wyborami. Jej współpraca z synem prezesa Islandii (Bjarni Benediktsson) i udział w ostatnich kilku latach zarządzania patologicznym państwem islandzkim jasno wskazywały, że była pani premier jest „nasza”.

  W tej mojej nienawiści do Katrin nie zwróciłem uwagi na inną kandydatkę, która w końcu te wybory wygrała, czyli nie zauważyłem Halli. No właśnie. Gdybym zauważył i poznał ją bliżej, to modliłbym się żarliwie do boga ateistów, żeby wygrała Katrin; inaczej: Islandia wpadła z deszczu pod rynnę. Hi, hi, hi…

Foto: cytat z ruv.is

  Kariera zawodowa po ukończeniu studiów w Alabamie w USA wyraźnie określa nową panią prezydent. Nie chcę wdawać się w szczegóły, które łatwo można znaleźć w sieci, ale pani jest mocno związana z obcym biznesem. Pracowała dla Virgin Group. Ostatnio podobno jej praca podzielona była na dwa miejsca: Reykjavik i Nowy Jork. Nie mam, oczywiście, żadnych udokumentowanych zarzutów do tej pani, ale przecież w 2008 roku, kiedy padał system finansowy Islandii, nikt nie miał na początku żadnych udokumentowanych zarzutów. Swoją drogą jestem bardzo ciekaw, gdzie była i co robiła Halla w 2008 roku?

  Na szczęście prezydent na Islandii jest jeszcze bardziej dekoracyjny niż w Polsce. Kolejny raz przekonałem się po prostu, że w Islandii zmienia się wszystko, żeby nie zmieniło się nic.

  Piotr Tomski

Polska większość

Ostatnio zastanawiam się nad problemem tak zwanej większości w Polsce. Jaka jest większość Polaków? Jak identyfikować poglądy polityczne większości Polaków? Jak wybrać właściwych reprezentantów tej większości? I za nic nie mogę tego problemu rozwiązać. Hi, hi, hi…

Photo by Kaboompics .com on Pexels.com

  Najbardziej zastanawia mnie w przypadku Polaków ich przywiązanie do partii i polityków, a pomijanie politycznych działań, poglądów czy nawet wygłaszanych deklaracji. Płynność sceny politycznej w Polsce jest tak duża, że dwie główne partie wymieniają się co kilka lat deklaracjami na temat uchodźców, obrony granic, praworządności etc., natomiast ich wyborcy uparcie przy nich stoją z niewielka grupą zmienną. Fenomen! Czy ludzie zmieniają swoje przekonania z tymi zmianami w partiach?

  Jeśli dodamy do tego poziom zacietrzewienia politycznego Polaków i ich wybitnej pewności siebie we własnych wyborach, to problem większości staje coraz bardziej niejasny. Dochodzi w końcu do tego, że wyznawcy PiS czy wyznawcy PO nie mówią słowa o swoich poglądach, ale krzyczą, że nie pozwolą na rządy przeciwnika. Dlaczego? Bo musi jako zbawca ojczyzny rządzić ich idol.

  Powoli dociera do mnie, że wzorcowy Polak nie ma poglądów politycznych i jest w tym bardzo konsekwentny. Wzorcowy Polak nie odróżnia też religii od polityki, kościoła od urzędu i księdza od polityka. Polakowi zresztą jest to wszystko w dużym stopniu obojętne. Chodzi o to, żeby na tym wszystkim możliwie najmniej stracić, a jeśli się da, to coś dostać i pokazać innym, że Polaka wreszcie docenili. Tusk docenił Polaków ciepłą wodą w kranach przez siedem lat, a Kaczyński docenił Polaków programem 500+ i dodatkowymi emeryturami. Docenieni Polacy nie zdradzą swoich przywódców.

  Piotr Tomski