Pan wybitnie utalentowany, Bjarni Benediktsson, został niedawno premierem Islandii, a zdanie kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Islandii zostało zignorowane. Synek prezesa Islandii jest najlepszy w zabezpieczaniu kraju i potrzeb tatusia oraz jego biznesowych  kolegów.

Foto: cytat z X

  Klanowy charakter Islandii może dziwić w trzeciej dekadzie XXI wieku, ale jest bezspornym faktem dla każdego, kto mieszkał tu chociaż przez kilka miesięcy. Islandczycy są zresztą dumni ze swojego parlamentu, który był do dwudziestego wieku raczej wiecem plemiennych klanów niż parlamentem.

  Obecny sposób prowadzenia polityki gospodarczej państwa też jest bardzo interesujący. Dwa lata temu synek wicepremier sprzedał udziały w banku tatusiowi i stwierdził, że nie miał pojęcia o tej transakcji. I nic się nie stało. Synek dzisiaj jest znowu premierem, bo jego wspólniczka w niedoli rządzenia chciała zostać prezydentem i rzuciła robotę. Pycha jednak gubi, a Bjarni miał zapewne plan B, w którym prezydentem została  pani lepiej zorientowana w potrzebach miejscowych klanów i zagranicznych opiekunów. Hi, hi, hi..

  Rząd ma najgorsze notowania od wielu lat. W kraju szaleje bank centralny ze stopą referencyjną o 50% wyższą od inflacji, co buduje system finansowy i rujnuje obywateli. Wynagrodzenia nie wzrastają albo wzrastają na poziomie połowy inflacji. Finanse publiczne w pierwszym kwartale nie mają już żadnego deficytu, co stawia Islandię jako wzór dla reszty świata. PKB Islandii spadł o 4%, czego od roku oczekiwał prezes banku centralnego. I co dalej?

  Za rok wybory, więc spodziewam się ogromnych wydatków na cele społeczne, żeby zadowolone społeczeństwo przez rok zmieniło swój stosunek do Bjarniego i jego Partii Niepodległości. Hi, hi, hi… I jeszcze spodziewam się kolejnej przeceny nieruchomości, żebyśmy cieszyli się stanem naszego posiadania. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz