Sensacja terrorystyczna na Islandii

  Specjalny oddział antyterrorystyczny po długich przygotowaniach zatrzymał w minionym tygodniu czterech terrorystów islandzkich, którzy mieli plan ataku na policję i na islandzki parlament. Dwóch terrorystów zostało przez sąd wypuszczonych do domu, natomiast wobec dwóch zastosowano areszt. Czy ja umiem czytać i pisać? Hi, hi, hi…

  Dodatkowo napiszę, że ci wyżej wymienieni terroryści drukowali sobie karabiny na komputerowych drukarkach 3D. Tak. Więcej szczegółów już nawet nie chcę podawać za policją, która czytelników islandzkich gazet uważa chyba za wyjątkowych idiotów. Mogę tylko podsumować problem stwierdzeniem: jaki kraj, tacy terroryści.

Nie znam wieku tych podejrzanych o terroryzm, ale wydaje mi się na dzisiaj, że jacyś młodzi ludzie pod wpływem jakichś substancji aktywnych zaczęli swoje fantazje przekuwać w rzeczywistość przy użyciu drukarek 3D. Do tego kupili gdzieś amunicję i chcieli lub planowali pewnie odegrać się za domniemane krzywdy ze strony policji oraz polityków. Gdzieś coś powiedzieli i się skończyło.

  Policja za to uznała, że ma wyjątkowo dobrą okazję do pokazania społeczeństwu, że o nie dba, że jest potrzebna, że na Islandii wzrasta poziom zagrożenia, że politykom jest potrzebna ochrona. I nie wiem, co jeszcze skłoniło policjantów do takiej polityki informacyjnej? W każdym razie na terroryzm dali się złapać wszyscy – nawet media w Polsce. Teraz czekamy, co z tej sprawy wyjdzie procesowo, bo początek w sądzie policja przerżnęła koncertowo. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Tosiek jednak z medalem

Kiedy TVN wyemitował reportaż na temat kłamstw „smoleńskich” w oficjalnych ustaleniach podkomisji Macierewicza, to pan premier wpadł na pomysł medalu dla kreatywnego twórcy teorii o zamachu, a pan prezydent ten pomysł właśnie realizuje. I wszystko ma być wspaniale.

  Polska jest krainą absurdu. Zgodnie z ustawą o orderach i odznaczeniach posłowi nie wolno dać orderu w trakcie pełnienia tej funkcji, co wyraźnie określa art. 3. PiS jednak nie musi stosować ustaw. Dla Tośka zrobi się wszystko, kiedy atakuje go TVN.

  Wyborcy PiS potrzebują bohaterów, którzy ciągle będą podsycać przekonanie o wyższości tego środowiska nad resztą peerelowskiej opozycji. Pisowscy bohaterowie po prostu muszą ciągle być lepsi od wszystkich polskich bohaterów. Nie liczy się w tym układzie prawda, bo tę stworzą „naukowcy” pokroju Roszkowskiego.

  Nie wiem, jak można jeszcze bardziej upodlić państwo polskie i zniszczyć jego autorytet? Pozostaje już tylko połączyć państwo z Kościołem i na głowę tego tworu wyznaczyć ojca prezesa Jarosława z Żoliborza, a po nim dziedziczną dynastię z następczynią tronu – Martą. Marta jako wzór cnót wszelkich całkowicie zaspokoi oczekiwania pisowskiego czyli polskiego ludu.

  Świat jest dzisiaj zwariowany i wybiera polityków niebezpiecznych, ale w Polsce stało się coś wyjątkowego. Rządzący politycy robią wszystko dokładnie odwrotnie do obietnic wyborczych, prowadzą kraj na krawędź domowej wojny, a obywatele milczą. Politycy medale sobie rozdają, a ludzie zadowoleni za chwilę głodni zamarzną. Fenomen.

  Piotr Tomski

W telewizji bez pamięci

  Telewizja publiczna w wieczornych wiadomościach dla widzów bez pamięci emituje informacje na temat spotkań premiera Tuska z prezydentem Putinem. Ta świeża wiadomość musi być emitowana codziennie, bo widzowie jej nie pamiętają i chyba nie potrafią zapamiętać, a to jest przecież ważna wiadomość sprzed kilkunastu lat.

  Nigdy na Tuska nie głosowałem i wątpię, żebym kiedykolwiek zagłosował, ale uważam, że telewizja publiczna po tego typu audycjach musi przestać istnieć. Tak tępej propagandy nie prowadziły nawet media peerelowskie, bo widzowie pisaliby skuteczne skargi do komitetów partii matki z powodu marnotrawienia kasy na puszczanie ciągle tego samego. Z roboty by wywalili takich dziennikarzy za komuny, a dzisiaj dają im nagrody. No cóż, czasy mamy trudne i idiotów coraz więcej na wszystkich szczeblach i we wszystkich trybach i bez trybu też.

  Dzisiaj tylko telewizja bez pamięci wystarczy mi do jednoznacznego uznania, że PiS jest czystym złem. Podstawową zasadą dziennikarstwa w całym cywilizowanym świecie jest bezstronne przekazywanie informacji, co znaczy po prostu, że dziennikarz nie może prezentować swojego stosunku do informacji. Co zrobiło z tą zasadą TVP? Zastąpiło ją misją? Hi, hi, hi…

  Publicystyka telewizyjna ma swoje prawa i tam można wyrażać opinie publicystów, ale programy informacyjne mają służyć wszystkim, którzy za nie płacą. Wobec powyższego ludzie powinni masowo żądać zwrotu opłat abonamentowych i zadośćuczynień za naruszanie miru domowego przez reakcje na pisowskie programy informacyjne.

   Piotr Tomski

A w Polsce ciągle się obszczekują

  Patrzę na Polskę z odległości czterech tysięcy kilometrów, mam więc dość duży dystans do wszystkiego, co mogę jednocześnie zobaczyć. Ten dystans wyłącza może pewne szczegóły, ale za to pozwala dobrze widzieć całość, która jest bardzo przykra.

  Konflikty, spory i różne formy dzielenia ludzi na tyle zdominowały polską politykę, że niedługo nie da się znaleźć niczego wspólnego dla Polaków w Polsce. Mamy okazję zjednoczyć się wobec wspólnego wroga, który rozpętał wojnę na Ukrainie i gigantyczny ekonomiczny kryzys w Europie, a my obszczekujemy się nawzajem i zarzucamy sobie rosyjską agenturalność, co prowadzi w końcu do wizji absurdalnej, w której w Polsce żyją wyłącznie rosyjscy agenci. Nie wiem, czy w czasie II wojny światowej było podobnie i w Polsce żyli jedynie agenci niemieccy, czy może faktycznie coś jest na rzeczy, a najgłośniej krzyczą o agenturze właśnie agenci – według zasady: najgłośniej każe łapać złodzieja sam złodziej.

Z tego obszczekiwania jest jeden straszny efekt: chaos informacyjny. Nikt już nie rozumie , o co w tym szczekaniu chodzi. Szczekają wszyscy i nikt nie wie, co jest ważne, co jest prawdą i co należy zrobić. Chaos. Jeśli ta agentura rosyjska działa w Polsce, to właściwie już nie ma nic do roboty, bo jej cel został osiągnięty. Tak podzielona społeczność będzie szczekać do momentu, w którym jedna iskierka spowoduje przejście do gryzienia.

  Nadchodzi ciężka i kosztowna zima. Jeśli Polacy nie włączą myślenia i nie zaczną ze sobą rozmawiać, to faza wzajemnego zgryzania nastąpi szybko. Nie myślę tu o wybaczaniu sobie win, ale proponuję zwykłą wymianę poglądów bez upierania się przy swoich stanowiskach. Ostatnia szansa.

  Ustalmy na przykład, kto realizuje w Polsce nieuzasadnione zyski i zróbmy coś z tym. Nie mówmy, że wojna coś usprawiedliwia, tylko rozliczmy natychmiast przyczyny podwyżek, które powstały, bo ktoś chce na wojnie zrobić biznes. Tak. Natychmiastowe działania państwa są niezbędne, a obywatelskie donosy i kontrole muszą się stać normalnością. I jak to w Polsce zrobić przy tej wszechobecnej rosyjskiej agenturze? Się nie da? Bo donosiciele? Bo konfidenci? Bo trzeba golić frajera? Bo ferajna trzyma się razem? Bo państwo zawsze jest wrogiem?

No właśnie. Najlepiej od razu połóżmy większość Polaków do grobów i postawmy im pomniki za bohaterski opór albo (tańsza wersja) pokątnie twórzmy ludowe przekazy i legendy.

  Piotr Tomski

Początek opowieści z Elbląga

  Może na początek jednak wyjaśnię tę kwestie z „początkiem opowieści”. Nie polecam, oczywiście, powieści Mariana Brandysa pod tym tytułem, ale ją czytałem i skojarzyć musiałem bezwzględnie z dzisiejszymi wydarzeniami. Na usprawiedliwienie mam tylko jedno – starszy z braci Brandysów służył w 1939 roku u gen. Kleberga razem z moim wujem i dlatego miałem do niego tak zwany sentyment. Hi, hi, hi… Później zresztą obaj uderzyli w głęboką komunę, chociaż już nie robili tego razem.

  Książka Brandysa opowiada o budowie Nowej Huty pod Krakowem. To jest tragiczna pozycja literacka. To jest propaganda aż do bólu wątroby. Wydaje mi się dzisiaj, że Marian Brandys zniszczył sobie życie napisaniem tej powieści, ale z drugiej strony przecież Tadeusz Konwicki napisał swój „Klucz” i wszyscy o tym zapomnieli. No cóż! W Elblągu powiedziano tyle słów, że mamy nowy początek opowieści i czekamy teraz na nową powieść i nowego Mariana. Hi, hi, hi…

  Nowa Huta była przedsięwzięciem ogromnym i pożytecznym dla rozwoju Polski, czego złego bym o niej nie napisał, natomiast przekop mierzei jest ekonomicznym i cywilizacyjnym bublem. Te dwa projekty mogą się porównywać jedynie w sensie polityczno-propagandowym i to dlatego, że obecna władza prowadzi wiele działań w stylu „Początku opowieści” Mariana Brandysa.

  Swoją drogą, pomyślałem sobie, że przydałby się jakiś konkurs na powieść o sukcesach obecnej władzy. Może bym się skusił i napisał nowego „Sycylijczyka” albo jakiegoś „Ojca chrzestnego”. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Kiedyś wierzyłem Antoniemu

  Antoni Macierewicz jest w moich oczach po prostu wyjątkowo złym człowiekiem. Piszę to właśnie dlatego, że mu wierzyłem i uważałem go za dobrego człowieka. Tak. W ten sposób się zmienia zdanie i zaczyna oceniać ludzi, chociaż powinno się oceniać wyłącznie ludzkie działania i ich efekty.

  Uwierzyłem nawet, że pod Smoleńskiem musiało dojść do ingerencji w lot prezydenckiego tupolewa i nie powinniśmy mówić o katastrofie. Nie będę teraz analizował przyczyn moich błędów, bo kiedyś przecież wierzyłem również w boga, co znaczy że jestem bardzo omylny. Hi, hi, hi… No cóż! Dzisiaj obejrzałem reportaż i drobiazgową ocenę badań komisji Macierewicza, co wystarczyłoby żebym uwierzył w diabła. Hi, hi, hi…

  Opuszczenie ojczyzny na stałe jest niebezpieczne dla zdrowia psychicznego. I właśnie tym tłumaczę moją wiarę w teorię Macierewicza i inne cuda. Na szczęście udało mi się z tego po kilku latach spędzonych na Islandii otrząsnąć i wrócić do zdrowia. Dzisiaj mogę już spokojnie spojrzeć na moją chorobę i wiarę w różne patriotyczne dzieła, które okazały się totalnymi nieporozumieniami, oszustwami czy zwykłymi przedsięwzięciami skierowanymi na wyłudzenie kasy od patriotów-idiotów albo od państwa. Dystans w czasie i przestrzeni jest najlepszym narzędziem do oceny własnych błędów i ich przyczyn.

Ubolewam teraz nad znajomymi, którzy jeszcze wierzą takim typom jak Tosiek Macierewicz, kolega Bąkiewicz, poseł Braun czy poseł Bosak; wymieniać mógłbym długo. Przyzwoici ludzie wierzą, bo przecież z drugiej strony trudne jest zaakceptowanie takiej hipokryzji, cynizmu i czystego zła w jednym. Niestety, wiara dzisiaj jest ogromnym błędem, bo weryfikacja czegokolwiek jest stosunkowo prosta. Dzisiaj nie musimy wierzyć, ponieważ wiele możemy już wiedzieć.

  Piotr Tomski

Islandia budzi się ze snu oligarchii

  Kryzys inflacyjny ma pierwszy dobry skutek na Islandii. Obywatele się obudzili i zaczynają dostrzegać problem oligarchii w ich własnym kraju, który miał być taki wspaniały, równościowy, postępowy i cudowny, a niewiele różni się pod względem sposobu podejmowania decyzji politycznych od Rosji Putina.

  Feudalny system kwot połowowych spowodował ich zgromadzenie w kilku dużych organizacjach biznesowych, które realizują ogromne zyski. One decydują teraz, kto ile dostanie z tego kurczącego się kawałka toru. One niedługo zdecydują, kto będzie miał środki na przeżycie na Islandii, a kto będzie musiał zostawić wszystko i stąd emigrować „za chlebem”. Czy o to chodziło Islandczykom? Myślę, że nastąpiło zrozumienie problemu i wkrótce przyjdzie okres wielkich rozliczeń.

  Islandczycy pozwolili swoim politykom razem z biznesmenami na oszustwa, wyprowadzanie pieniędzy z banków, korupcję, wyzysk pracowników i wiele innych działań stricte przestępczych, bo żyło się im relatywnie dobrze na tle reszty świata zachodniego. Niestety, sytuacja uległa kolejny raz na przestrzeni ostatnich czternastu lat diametralnej zmianie. W 2008 roku kryzys spadł niczym grom z jasnego nieba, ale obecnie chyba już wszyscy widzą powoli narastający problem, a przy tym mają dosłownie przed nosem właściwe rozwiązania z określonymi sprawcami do zatrzymania i skonfiskowania ich majątków.

  Trzymam kciuki za komisję rządową, która ma opracować zmiany w systemie kwot połowowych, tyle że nie widzę szans na powodzenie jej prac. Partia Niepodległości stoi na straży status quo i będzie opóźniać wszelkie, niezbędne zmiany. Dlaczego? A kto w 2008 roku brał udział w ratowaniu prywatnych pieniędzy przed upadkiem Glitnira? A kto jest dzisiaj szarą eminencją islandzkiego rządu? 

  Minęło 233 lata od pewnego wydarzenia, po którym już żaden człowiek mający władzę nad innymi nie powinien być zbyt pewien siebie. Tak, myślę o Bastylii. Skutkiem ubocznym może być w Reykjaviku naostrzenie kilku gilotyn, bo przecież ofiary muszą być zawsze. Hi, hi, hi… Otwarta pozostaje jeszcze droga negocjacji dla islandzkiego ministra finansów.

  Piotr Tomski

Kiedy przyjdą po Putina

  Zastanawiają mnie ostatnie informacje z Ukrainy i odwrót żołnierzy rosyjskich. Co by było, gdyby Ukraińcy od początku mieli lepsze uzbrojenie? Może byliby już pod Moskwą? Hi, hi, hi…

  Pojawiły się podobno głosy sprzeciwu wobec Putina w Rosji. W tym kontekście stają się ciekawym polem do rozważania wielu scenariuszy informacje o kontrofensywie ukraińskiej, o ruchach większych oddziałów policyjnych w Moskwie czy o podejrzewaniu Dugina o zamordowanie swojej córki dla budowy własnego mitu. Zachód chce handlować z Rosją, ale nie może ustąpić w sprawie wojny. Rosja potrzebuje pieniędzy, ale Putin w porywach rosyjskiego honoru również nie ustąpi. Najprostszym rozwiązaniem problemu i unormowaniem sytuacji jest zamach stanu w Moskwie, po czym Putin ucieknie do Korei Północnej albo Chin, a władzę obejmie zbawca Rosji – Nawalny. Wszyscy będą zadowoleni; może niewielka grupa najbliższych współpracowników Putina będzie usunięta w cień.

  Myślę, że Putin bierze pod uwagę powyższy scenariusz. Rosja przecież nie przeszła oczyszczenia po okresie „błędów i wypaczeń” z czasów Związku Radzieckiego, a on sam jest bezpośrednim produktem tego okresu. Nawalny może być bezpiecznym rozwiązaniem i może przynieść zamachowcom – patriotom poparcie ze wszystkich stron wewnętrznych i zewnętrznych, a przede wszystkim Nawalny mógł już się zgodzić na pewne układy, które zabezpieczą interesy wszystkich uczestników tej wymiany władz.

  Wyniki gier służb rosyjskich i również amerykańskich są jak wyroki opatrzności – nieznane. Nie wiem, na ile jeszcze wpływ Putina na służby determinuje ich działania, ale właśnie po chaosie na Ukrainie i po ośmieszeniu militarnej potęgi Rosji, mam nadzieję, że ten stary, ruski cwaniak przelicytował. Hi, hi, hi… I już idą po niego silni panowie.

  Piotr Tomski

Orzeł Glapiński w przestworzach

  Odlot to delikatne określenie dla stanu prezesa NBP, w który wpada ten pan podczas wypowiedzi przed kamerami. Nie mamy kryzysu – powiedział przy kilkunastoprocentowej inflacji – a przed wzrostem inflacji rok temu zapewniał – w Polsce inflacji nie będzie.

  Prezes centralnego banku powinien dbać między innymi o realizację założonego celu inflacyjnego, bo Narodowy Bank Polski prowadzi tak zwana politykę pieniężną.

  Napiszę inaczej: NBP powinien prowadzić politykę pieniężną i za czasów poprzedników Glapińskiego ją prowadził. Orzeł Glapiński jednak odleciał tak wysoko, że nie patrzy na swoje obowiązki – patrzy na partyjne i towarzyskie zobowiązania. Wybranie Glapińskiego na drugą kadencję w momencie, kiedy nie realizuje „głównego ustawowego celu polityki pieniężnej” jest nieporozumieniem i podstawą do postawienia przed trybunałem stanu wielu osób. Posłowie przecież mają też określone obowiązki wobec ojczyzny, za którymi musi iść odpowiedzialność.

  Znowu się rozmarzyłem o odpowiedzialności polityków. Hi, hi, hi… Kiedyś pisałem o wprowadzeniu odpowiedzialności karnej dla polityków za oszukiwanie wyborców składaniem obietnic wyborczych, których nigdy nawet nie próbują realizować po zwycięstwie. Czy prezes banku nie powinien ponieść odpowiedzialności za zwykłe oszukanie wielu klientów?  Musimy jako obywatele i ofiary tych oszustw żądać zmiany prawa karnego, a drogą cywilnego prawa dochodzić odszkodowań za indywidualne straty i udowadniać, że nasz wyborczy głos jest naszym dobrem. Puśćmy PiS z torbami. Niech uciekają do swoich w Moskwie.

  Piotr Tomski

Królowa nie żyje

  Zmarła osoba, kobieta, człowiek i tyle. Wiem, że ludzie nie są równi wobec prawa i innych ludzi, ale medialna biegunka w kwestii śmierci jednego człowieka jest dla mnie ośmieszeniem samego majestatu śmierci. Niestety.

  Elżbieta i jej następca stanowili duet z czarnej komedii, w której w kulminacyjnym punkcie zginęła księżna Diana. Cała reszta jest tylko zwykłą parodią porządku społecznego w rozwiniętych krajach Zachodu. Mamy dwudziesty pierwszy wiek i utrzymywanie patologicznej rodziny w pałacu nie ma już sensu, celu i uzasadnienia. Jest zatem wspaniała okazja do zakończenia tego archaicznego przedstawienia.

  Jest w Europie jeszcze kilka królestw. Nie chcę, oczywiście, nikogo pouczać czy nakazywać jakieś działania, ale łączenie równości wszystkich ludzi z monarchią jest co najmniej hipokryzją. Rodzin królewskich nikt nie wybiera i nawet w sferze symbolicznej funkcjonowanie tych systemów państwowych staje się śmieszne. Uprawnienia królów zresztą są też symboliczne i tym bardziej śmieszne jest ponoszenie kosztów ich utrzymania. W Wielkiej Brytanii koszt utrzymania rodziny królewskiej jest chyba największy w Europie, a jej wpływ na politykę na wyspach jest żaden. Prywatne dochody tej rodziny są przy tym najzwyklejszą formą okradania państwa w relacji z kosztami jej funkcjonowania.

  Śmierć jest momentem przykrym, ale też oczyszczającym – zwłaszcza dla chrześcijan. Zmarła przecież głowa chrześcijańskiego Kościoła. To tak dla przypomnienia maksimum hipokryzji brytyjskiej, bo w świecie według Chrystusa też wszyscy są równi.

  Piotr Tomski