Koniec większości parlamentarnej

  Dzisiaj skończyła się większość parlamentarna PiS. Mogą jeszcze dalej udawać, że tę większość mają w innych sprawach, ale w zasadniczej sprawie prowadzącej do zmian w TK musieli podkulić ogon i zrobić fikołka do tyłu.

  Posłanka Lichocka oburzyła się dzisiaj, że posłowie z Suwerennej Polski świętowali z posłanką z Koalicji Obywatelskiej utratę większości przez PiS w głosowaniu nad zmianą składu komisji sprawiedliwości. Nie wiem, ile w tym było świętowania, a ile zwykłej chwili wspólnej radości z upadku aroganckiego kaczorka-dyktatorka, ale pani Lichockiej mogę tylko poradzić, żeby użyła do otarcia łez środkowego palca. Hi, hi, hi…

Sytuacja była dość dynamiczna. Trybunał próbował dzisiaj wydać orzeczenie w sprawie sporu kompetencyjnego prezydenta i Sądu Najwyższego w kwestii ułaskawienia Kamińskiego et consortes, ale buntownicy znowu pokonali Przyłębską. Wprawdzie jeden z buntowników dał się złamać, tyle że pięciu trzyma się sztywno, a to wystarczy na razie do blokowania pełnego składu tej instytucji. Dwie drogi załatwienia środków z KPO zawiodły jednego dnia.

  Czekam teraz na tę ostatnią chwilę Zjednoczonej Prawicy, w której padnie deklaracja o osobnym starcie do wyborów. Wydaje mi się to pewne po dzisiejszym głosowaniu, bo Kaczyński przecież nie okaże uległości i nie podda się Ziobrze. Wielki Strateg z Żoliborza zdaje sobie sprawę z tego, że tak wyglądałaby następna kadencja Sejmu, gdyby teraz wziął na listę posłów z Suwerennej Polski.

  Piotr Tomski

Konfederacja z trupem w szafie

  Mam wrażenie, że opublikowane informacje o panach Mentzenach definitywnie sprowadzą Konfederację do poziomu progu wejściowego do Sejmu. I dobrze. Z organizacji pluralistycznej, ideowej i rozsądnej stała się bandą religijnych oszołomów od Chrystusa króla, na którą już nigdy więcej nie mogę zagłosować. Niestety.

  Najpierw odebrali mi różańcami na pięściach Marsz Niepodległości. Teraz odebrali mi ostatnią partię prawicową, która prezentowała w jakiejkolwiek konfiguracji moje poglądy polityczne. Jako polityczna sierota muszę teraz głosować na „demokratyczną opozycję”. Hi, hi, hi… Decyzję podjąłem już wcześniej, ale ostatnie doniesienia „Gazety Wyborczej” o liderze Konfederacji utwierdziły mnie w niej. Na jesieni pierwszy raz w życiu zagłosuję na Tuska et consortes.

  Zastanawiam się teraz, czy Korwin wiedział, komu przekazuje partię? Korwin nie jest idiotą i powinien o tym wiedzieć. W takim razie dlaczego Korwin namaścił Mentzena? I tu jest clou problemu. Sprawa brata pana Sławka jest powszechnie znana od kilku lat i łatwo można było przewidzieć jej znaczenie. Dlaczego Korwin był tak nieostrożny? A może zwyczajowo Korwin chciał zakpić ze swoich zwolenników i na koniec swojej politycznej aktywności zniszczyć swoje ostatnie polityczne dzieło? Miał przecież do wyboru innych: Dziambora czy Sośnierza. Nie rozumiałem tej decyzji w ubiegłym roku i właściwie po niej Konfederacja zniknęła z moich myśli, ale teraz widzę właśnie ostatni żart stetryczałego dziada.

  I chcę mi się tylko śmiać.

  Piotr Tomski

Nowa odsłona wojny o trybunał

  Po przejęciu władzy w 2015 roku PiS rozpoczął wojnę o Trybunał Konstytucyjny i , to jest prawdziwa ironia losu, kończy drugą kadencję, tracąc definitywnie władzę, nową odsłoną wojny o ten trybunał.

Photo by EKATERINA BOLOVTSOVA on Pexels.com

  Wielki Guru z Żoliborza gardzi praworządnością, ale po cwaniacku chce pokazywać wszystkim, że on jest w stanie każdy niedomiar wpływów i władzy rozwiązać na swoją korzyść, procedując nowe zmiany w przepisach prawa. Ja nie widzę w tym głębszego sensu, bo przecież wyszłoby na to samo, gdyby po prostu bezpośrednio łamali istniejące przepisy prawa, jak już zrobili z niedrukowaniem wyroków TK. Tym razem mogliby na przykład dowieźć sędziów na posiedzenie konwojem policyjnym albo zmienić jakiś regulamin i zarządzić obecność zdalną na posiedzeniu trybunału.

W stu procentach opanowany przez PiS trybunał wziął i się zbuntował kilka miesięcy temu, kiedy Kaczyński był pewien jego wierności. Niestety. Julka kucharka straciła czujność, a konkurencja zaatakowała dosłownie jej stołek. Wielki Strateg z Żoliborza wygłosił nawet wywiad w PAP, ale nie pomogło – buntownicy nie ustępują. Dzisiaj w przestrzeni publicznej pojawił się genialny projekt zmian ustawy, co pozwoli uznać za zgodne z konstytucją zmiany ustaw pro KPO. Kabaret lepiej by nie odegrał tej sytuacji. Ja tylko na wszelki wypadek radziłbym im wpisać osiem zamiast dziewięć. To są przecież starsi ludzie i ktoś może zaniemóc. Zawsze lepiej jest mieć jednego na zapasie. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Ziobrowa suwerenność

  Czekałem z zapartym tchem na konwencję Solidarnej Polski i ogłoszenie samodzielnego startu tej partii w nadchodzących wyborach. I się nie doczekałem.

Oglądanie tej transmisji było po prostu stratą czasu. Wiem, że tego typu spotkania nie są okazją do konkretów, ale pan Zbyszek z kolegami przesadził w ogólnikach; w zasadzie poza jednoznacznym zdefiniowaniem wroga w postaci Unii Europejskiej nie było tam nic. Nie padło nawet jednoznaczne stwierdzenie, że Suwerenna Polska jest nowym bytem formalno-prawnym, a Solidarna Polska przestaje istnieć.

Wielu dziennikarzy zadawało sobie i politykom SP pytanie: dlaczego ta zmiana nazwy? Bo wczoraj obowiązywała wszędzie wersja, że zmienia się tylko nazwa. Hi, hi, hi… Najczęściej padała w odpowiedzi „zmieniona” Unia Europejska, która jest zagrożeniem dla polskiej suwerenności. No właśnie. Patologiczni kłamcy nigdy prawdy nie mówią. Solidarna Polska musiała zniknąć, bo ma trochę za uszami i nikt za to nie będzie teraz płacił, skoro można tylko zarabiać.

  Przypomnijmy choćby problemy z wziętą kasą z Unii Europejskiej na partyjne spotkanie, które nie było zgodne z celem zadeklarowanym we wniosku o dotację. Prokuratura kiedyś będzie musiała zakończyć postępowanie i pieniądze kiedyś byłoby trzeba zwrócić. A pan Zbyszek nie ma w zwyczaju oddawać tego, co już raz sobie dał. Hi, hi, hi…

  Najważniejsze jednak jest to, że nie ma już faktycznie Zjednoczonej Prawicy. Nie ma koalicji z PiS, bo w tej koalicji był nieistniejący byt. Pan Zbyszek czeka na nową ofertę i nic go nie krępuje. Zabawa weszła na wyższy poziom hipokryzji.

  Piotr Tomski

Jak możemy ograć PiS cz. 1

  Musimy przyjąć podstawową zasadę przed zbliżającymi się wyborami: naszym patriotycznym celem nadrzędnym jest odsunięcie PiS od władzy i głosowanie na tak zwane mniejsze zło.

Photo by Kaboompics .com on Pexels.com

  Podstawowa, powyższa zasada musi na przyświecać w większości naszych publicznych działań, żeby nie siać niepotrzebnego fermentu w szeregach opozycji i nie tracić cennych głosów ludzi, którzy nie mają jasno zdefiniowanych poglądów politycznych i oczekują jakiś wskazówek czy porad. Wbrew pozorom takich ludzi jest sporo. Elektorat nie jest tak spolaryzowany, jak twierdzą media głównego nurtu, które walczą głównie o utrzymanie swoich widzów i muszą wzbudzać emocje.

  Wiemy już, że o wyniku będzie decydować wieś i trochę młodzi ludzie. I tu przy wszelkich tematach politycznych i społecznych zasada mniejszego zła musi być najważniejsza. Kto zagwarantuje unijną ochronę dla rolnictwa? Kto zadba o dopłaty? Kto dopilnuje handlu produktami rolnymi? Wreszcie – kto załatwi dopłaty z KPO?

  Kolejnym z ważnych pytań na wsi powinno być: wolicie coniedzielną mszę i święcenie pól, czy może opodatkowanie księży na ogólnych zasadach oraz pełne rozliczenie pedofilii? Sprawę powiązań Kościoła z PiS należy na spokojnie wyjaśniać i podkreślać problem wprzęgnięcia polskiego papieża w brudną politykę. Papież na sztandarach partyjnych to jest zbrodnia.

  Nie wskazujemy przy tym żadnej partii opozycyjnej i mówimy tylko: przecież macie duży wybór na opozycji. Każdy może znaleźć dla siebie godny obiekt poparcia, z którym w największym stopniu może identyfikować swoje przekonania. Skoro politycy nie potrafili stworzyć jednej listy, to możemy walczyć tylko z PiS i pisowską częścią Konfederacji.

  Ja pracę u podstaw z Polonią już rozpocząłem. Hi, hi, hi… A mieszkańców polskich wiosek jest tu dużo.

  Piotr Tomski

Kryzys uchodźczy na Islandii

  Musiało w końcu do tego dojść. Media i urzędnicy zaklinają na razie rzeczywistość, żeby nie dopuścić do poważniejszych problemów, ale tubylcy mają już dość. Sytuację wykorzystują niektórzy politycy i dochodzi do spięć nawet w parlamencie.

  Władze przyjęły z mojego punktu widzenia dość absurdalną politykę pomocy, która polega na zapewnieniu uchodźcom przede wszystkim mieszkań. W kraju, w którym przeciętny czynsz za mieszkanie wynosi w przeliczeniu na złotówki 10 tys., uchodźcom daje się mieszkanie za darmo na pierwszy rok azylu. Państwo płaci. Po pobycie w dobrym hotelu i załatwieniu formalności azylowych wszyscy uchodźcy mogą liczyć na mieszkania, a tylko pechowcy trafią do nielicznych miejsc w ośrodku dla uchodźców.

  Najśmieszniejszym elementem polityki uchodźczej islandzkiego rządu jest wypłata dla tych, którzy zechcą wyjechać z Islandii przed zakończeniem procedury odmowy pobytu. Rząd wypłaca 3 tys. euro na głowę. Innymi słowy – każdy może przylecieć na Islandię, na lotnisku poprosić o azyl i dostanie 3 tys. euro, jeśli za kilka dni zgodzi się odlecieć. Hi, hi, hi… Takie rozwiązania musiały spowodować kryzys.

A co najmocniej drażni miejscowych? Centra handlowe wypełniają się grupkami młodych mężczyzn, którzy bezczynnie sobie tam przesiadują i zaczepiają kobiety. Uchodźcy włóczą się wokół domów i nagrywają telefonami filmiki przez okna. Dzieci zaczynają się bać jeździć autobusami komunikacji miejskiej, bo liczba młodych, ciemnoskórych mężczyzn przekracza liczbę miejscowych. Uchodźcy nie zachowują odpowiedniej higieny na miejskich basenach i nie zakładają właściwych strojów.

  Bez wątpienia ostatni argument z powyższych kryzys uchodźczy może zamienić w otwartą wojnę. Basen dla Islandczyka to jest miejsce święte. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Polska z Ukrainą

  Czy można w ciągu kilku lat zapomnieć o wiekach wzajemnych pretensji, powodowania cierpień i śmierci? Można, ale obie strony muszą usunąć w cień swoich bohaterów, którzy działali przeciwko jednej ze stron tego układu.

  Nie myślę tu tylko o Polakach czy tylko o Ukraińcach. Razem musimy przyznać, że popełnialiśmy w przeszłości ogromne błędy, które nas dzieliły, różniły i zabijały. Razem musimy ustalić wspólne sprawy, na których będziemy budować przyszłość. Cha, cha, cha…

  PiS niedawno wprowadził blokadę handlową na granicy z Ukrainą, z której równie szybko się wycofał na rzecz konwojów ze zbożem. Posunięcie genialne po roku pewności, że będzie problem z polskim zbożem. Posunięcie genialne po tym, jak już wszyscy wiedzą, że widmo głodu na świecie było chwytem propagandowym. Posunięcie genialne, bo można tym tematem walić w Unię Europejską; w końcu na tym temacie wypromował się od 2004 roku francuski nacjonalizm pod rosyjskim wezwaniem.

  Zaczynam się też obawiać, że budowanie naszej wspólnej przyszłości będzie … śmieszne. Jeśli ukraiński przywódca poważnie mówi o zamachu w 2010 roku na polskiego prezydenta pod Smoleńskiem, to mam wrażenie, że powstaje nowa mitologia, która ma stworzyć silne rządy silnych bohaterów na najbliższe dziesięciolecia. Wspólny wróg zdefiniowany na lata usprawiedliwi wszystko. I tak ma być. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Wybory już bez wyboru

  Stara komunistyczna zasada mówi: nie jest ważne kto i jak głosuje, ważne natomiast jest kto i jak liczy głosy. Wiemy, co zrobiło PiS. Wiemy więc, jaki będzie wynik liczenia głosów i kto będzie od jesieni rządził w Polsce.

Photo by Pixabay on Pexels.com

  Ciężko jest uwierzyć, że manipulacja wyborcami odbywa się na kilku poziomach i jest skutecznie zarządzana przez jednego kurdupla, który nie ma prawa jazdy i jeszcze niedawno nie miał konta w banku. Mnie też nie mieściło się w głowie takie zjawisko, ale teraz już wierzę. Hierarchiczne zarządzanie partią i rozległe wpływy ludzi z komunistycznych służb zaowocowały dobrze naoliwioną machiną samoodnawiającej się władzy w Polsce. Każdy w tym ma swoją rolę do odegrania i nie może poza nią wykraczać. Każdy jest też zabezpieczany prawnie, finansowo i propagandowo. O każdym decyduje boss – kurdupel z Żoliborza.

  Państwo zostało tak oplecione pajęczyną uwikłań, że nawet przegrana w wyborach parlamentarnych niewiele zmieni, ale tak w ogóle na razie nie ma na nią szans. Całym sercem jestem za zwycięstwem opozycji, ale mam oczy i uszy, a gdzieś pomiędzy mam jeszcze mózg. PiS wykorzystuje cały potencjał państwa do pozyskania wyborców i przy braku politycznego wyrobienia Polaków to wystarczy, bo przed PiS inni tego nie robili tak bezczelnie, jawnie i wprost.

  Teraz pozostała już tylko pozytywistyczna praca u podstaw i czekanie na działanie biologii. Kiedy padną ostatnie złogi peerelu razem z pomnikami polskich pomyłek i zaczniemy ze sobą normalnie rozmawiać, to jest szansa dla Polski. Za dwadzieścia lat. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Polskie podziały bolesne

Ostatnio pojawiło się w Polsce kilka recept na zwycięstwo wyborcze. Podzielić, poszczuć i podsypać kasy albo połączyć, pochwalić i przysięgać pomoc wszystkim. Dla dodania kabaretowego charakteru sytuacji, wszyscy jednocześnie zaczynają stosować wszystkie recepty w miarę własnych, partyjnych możliwości.

Podział Polaków przez trzydzieści trzy lata „wolnej” Polski stał się tak głęboki i wielopoziomowy, że trudno jest dzisiaj mówić o narodzie. Nie wiem zresztą, ilu Polaków myśli dzisiaj w kategoriach stricte narodowych, a ilu na przykład katolicyzm uznaje za miernik polskości? Obawiam się, że patrioci muszą być katolikami, natomiast ateiści nie mogą być Polakami. Hi, hi, hi… Horror. Popatrzmy na dzisiejsze marsze, które zresztą porażką frekwencyjną mojemu sercu dały nadzieję. I niebo nad nimi płakało, krzycząc: idźcie do domu.

Z rodzinnego domu wyniosłem podstawową zasadę: nie należeć do żadnej partii. Nigdy! Trzymam się tej zasady i chyba tylko to pozwala mi zachować zdrowie psychiczne. Hi, hi, hi… W każdej polskiej partii trzeba co pewien czas zmieniać zdanie i opowiadać ludziom bajki o planach, których się nie realizuje. Nie ma jednak dla wszystkich Polaków jednej, wspólnej bajki, którą opowiadaliby wszyscy, a to z kolei musi źle się skończyć. Dzielenie ludzi zawsze źle się kończy.

  Dzielenie Polaków za pomocą Jana Pawła II jest największą znaną mi hipokryzją, bo dotyczy ukrywania prawdy. A prawda was wyzwoli. Z dachów będzie wykrzyczane to, co staracie się ukryć w domach. No właśnie. Byłem kiedyś chrześcijaninem i nie dam się oszukać, a do tego uważam ciągle, że prawda jest bardzo ważnym elementem egzystencji.

  Piotr Tomski

Chińskie kalkulacje

  Jeśli świat się szykuje na wojnę, to Chińczycy stracą na niej najwięcej. O co więc chodzi w tej wizycie Chińczyka o różnie tłumaczonym nazwisku w Moskwie? Nie wiem. Straciłem rozeznanie.

Photo by Suzy Hazelwood on Pexels.com

  Przed atakiem Rosji na Ukrainę pisałem, że Putin nie będzie atakować, bo zbyt dużo będzie to kosztowało. I się pomyliłem podwójnie. Rosjanie uderzyli na Ukrainę i nie kosztuje to ich zbyt dużo, a na pewno są w stanie ten koszt udźwignąć. Sprawnie zmienili kierunki eksportu gazu, węgla i ropy. Na razie największe straty finansowe ma na tej wojnie Europa Zachodnia i to tylko z racji prowadzonej polityki. A w ogóle to powyższa wiedza wcale nie jest pewna, bo w zależności od źródeł jest różna – nic pewnego po roku wojny nie mogę napisać o sytuacji finansowej Rosji.

  Media tak zwanego Zachodu utrzymują nas w przekonaniu słuszności naszych sprzeciwów wobec wojny i agresywnego Putina, ale nie informują o tym, że ten sam Putin ma poparcie większej liczby państw niż liczy Zachód. Innymi słowy, gdyby w świecie panowała demokracja, to Rosja prowadziłaby słuszną wojnę wyzwoleńczą na Ukrainie. Taki absurd jest na Zachodzie nie do przyjęcia, ale nie znaczy to, że mniejszości zachodniej uda się przeforsować swoje stanowisko i narzucić interpretację wydarzeń większości.

  Co kalkulują wobec powyższego Chińczycy? Na pewno liczą. Na pewno chcą utrzymać dobre stosunki ze wszystkimi dokąd się da. Ale z kim pójdą do końca? Czy rozbudzone aspiracje społeczeństwa Chin będą silniejsze od imperialnych zapędów władz? Napisałbym, że kupiłem popcorn i patrzę, ale … umierają ludzie i może umrzeć znany nam porządek świata. I to już nie jest zabawne.