Karol Nawrocki jest bez wątpienia sobą, mimo że został też przypadkowo prezydentem w Polsce. Bycie sobą Nawrockiego porywa tłumy robotniczo-chłopskie i wkrótce będziemy mieli prawacki socjalizm narodowy w wydaniu rosyjskim.

Kiedy zobaczyłem pana Nawrockiego w akcji podczas bitwy o klucze do budynku Trybunału Konstytucyjnego, to byłem naprawdę pod wrażeniem. Nigdy w historii Polski nikt tak nie ośmieszył instytucji „głowy państwa”. Śmieszny jako naczelnik był Piłsudski. Śmieszni byli sekretarze partii robotniczych. Śmieszny był Wałęsa i śmieszny był Komorowski. Ale akcja pana Nawrockiego pod trybunałem weszła na poziom śmieszności nieosiągalny dla nikogo. Głowa państwa odbija klucze do budynku. Jego przyboczni straszą i atakują ludzi, bo nie mogą im normalnie zabrać kluczy. Przez kilka godzin debatują w małym gronie, jak zdobyć klucze, po czym wychodzą pokonani – bez kluczy. Klucze pozostały w rękach lewactwa. Hi, hi, hi…
Symboliczne sceny użycia siły na terenie Trybunału Konstytucyjnego przez pana Nawrockiego wobec sędzi Korwin Piotrowskiej zapiszą się na kartach historii. Niestety, nie zdali egzaminu ochroniarze z SOP, którzy powinni powalić agresora na glebę i pokazać mu, gdzie jest jego miejsce. Nie zdali egzaminu policjanci, którzy powinni chronić sędziów trybunału. Nie zdali egzaminu prokuratorzy, którzy nie zatrzymali pomocników agresora na miejscu przestępstwa. Nie zdało więc egzaminu państwo polskie, bo „zgniłe jabłka” dalej psują zdrową tkankę społeczną.
Sytuacja jest rozwojowa i z zainteresowaniem będę patrzył na nowe wyczyny pana Nawrockiego. Myślę, że już wkrótce pan Nawrocki po prostu padnie od używek, z których zbyt intensywnie korzysta, porzyga się ostatni raz i odejdzie w chwale do panteonu polskich bohaterów. Hi, hi, hi… Był taki jeden podobny, któremu postawili pomnik akurat pod pałacem prezydenckim. Upił się i spadł z konia, wchodząc bohatersko do naszej historii.
Piotr Tomski