Po II Wojnie Światowej powstały różne organizacje międzynarodowe, które miały być polem do prowadzenia dyskusji, sporów i negocjacji. A wszystko to, po to, żeby nie było wojen wyniszczających narody na całej Ziemi.

https://commons.wikimedia.org

  Szczytne idee jednak nie zastąpią realnej polityki. Od 1945 roku wojny toczyły się normalnie i ludzi ginęli całkiem licznie. ONZ i inne przybytki były jedynie polem kłótni i wymiany obelg w kontekście tych wojen. Ludzie, którzy uwierzyli w znaczenie międzynarodowych organizacji (ja należałem do tych wierzących), bardzo się rozczarowali. Propaganda w kwestii ochrony praw człowieka i humanitarnej pomocy potrzebującym były na ustach milionów działaczy, ale w praktyce niewiele się działo. Pomoc gdzieś ginęła – większość przejadali działacze – a  prawa człowieka funkcjonowały może w rozwiniętych państwach Zachodu, wyjąwszy USA.

  W Peerelu wierzyliśmy, że ONZ i Rada Europy nas wyzwolą i obronią, jeśli tylko wyzwolimy się z radzieckich kajdan. I co? Trzydzieści lat po wyzwoleniu dalej jesteśmy blisko punktu wyjścia, chociaż Rosja nie ma u nas wiele do powiedzenia. Niestety, prawo międzynarodowe w Polsce i jego reprezentanci też nie mają wiele do powiedzenia. Chaos prawny jest chyba większy, niż ten z końca Peerelu. Nie wiemy dzisiaj, które sądowe wyroki w Polsce są ważne, a które są na tyle wadliwe, że można je obalać albo ich w ogóle nie wykonywać.

  Jeśli do powyższych kwestii dołożymy Pomarańczowego Zarządcę Ameryki, czyli Wielkiego Pedofila z Białego Domu, to pozostaje nam w Zjednoczonych Narodach liczyć wyłącznie na siłę własnych pięści. Wszystko inne, wszelkie zapewnienia i umowy możemy odłożyć.

 Piotr Tomski

Dodaj komentarz