Cenckiewicz podał się do dymisji i zrozumiał, że jego wojna o stanowisko szefa BBN została zakończona. Ja mogę tylko podsumować tę sytuację stwierdzeniem kompletnej klęski i braku przygotowania polityków z otoczenia kancelarii prezydenckiej. Ich wypowiedzi w tej sprawie możemy zapisać dla potomnych.

https://commons.wikimedia.org

  Cenckiewicz po prostu nie nadawał się do pełnienia tu i teraz funkcji szefa BBN. Znam jego możliwości jako publicysty historycznego i już na tej podstawie wiem, że powinien pozostać wyłącznie przy tej roli publicznej. Wszystkie inne jego zadania nie mają racji bytu, bo on zawsze wejdzie w rolę publicysty. Odrębną kwestią jest brak talentu do publicystyki, ale przecież w Polsce tysiące ludzi bez talentu pełni role publicystów i wszyscy są zadowoleni.

  Cenckiewicz należy do dużej grupy ludzi zagubionych w odmętach twardego katolicyzmu i rozważania jego najcięższych grzechów. Taki stan umysłu bywa często w okolicach chorób psychicznych i dlatego ja osobiście obawiam się bezpośredniego kontaktu z takimi osobnikami. Kiedyś ktoś taki zaczął mi opowiadać, jak wygląda niebo. Wysłuchałem tej opowieści, ale jak ognia niebiańskiego unikałem następnego spotkania z tym człowiekiem. Tak. Z Cenckiewiczem bałbym się spotkać. Mieszanka jego twardej, katolickiej wiary ze spiskowymi teoriami o resetach, wpływach obcych służb, podlana lekami psychotropowymi, może eksplodować w każdej chwili.

  Dzisiaj Cenckiewicz pisze o tym, że on zawsze walczył z Zondą. Co on w takim razie robił w batyrowym BBN? Co on robił u Chrystusa w Białym Domu?

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz