Sraczka szczepionaczka

  Dzisiaj w Polsce rozpoczęło się coś, co z racji medialnej oprawy mogę nazwać sraczką. Miała to być poważna akcja szczepień przeciwko poważnej chorobie, ale wyszło jak zwykle – mało poważnie wyszło. Hi, hi, hi … W ramach antycovidowych zabezpieczeń po zaszczepieniu pielęgniarki pan dyrektor szpitala zdjął rękawiczkę i uścisnął dłoń swojej poddanej. Hi, hi, hi …

  Sraczka szczepionaczka opanowała wszystkich polityków w Polsce z wyjątkiem przedstawicieli Konfederacji, którzy spokojnie punktują słabe ogniwa religii covidowej. Nie ma dostatecznych dowodów naukowych na temat szczepień, a wprowadza się je do masowego użycia. Po pierwszych dniach tego masowego użycia pojawiają się informacje o dużej liczbie reakcji alergicznych czy innych działaniach ubocznych szczepionek, ale tylko nieliczni politycy o tym wspominają. Dlaczego dochodzi do takiej zbiorowej manipulacji? Dlaczego powszechnie stawia się tezę, że przeciwnicy szczepionek są „zbrodniarzami”? Dlaczego proponuje się segregację ludzi pod względem stosowania szczepień?

  Segregację mieliśmy jeszcze niedawno wszechobecną. Może teraz zaproponujemy zaszczepionym żółtą opaskę na lewe ramię. Coś to przypomina? A może opaskę z literką „V”? Takie „V” lepiej się skojarzy? Nie wiem, ale mam wrażenie ostatnio, że zmierzamy w bardzo dziwnym kierunku, z którego już nigdy nie wrócimy. Wolność będzie tak egzotycznym zjawiskiem, że nasi wnukowie nie będą w ogóle rozumieli naszych dzisiejszych dylematów.  

  Okres świąteczny spowodował, że więcej oglądałem telewizję i stąd ta sraczka szczepionaczka, która wylewała się z ekranu bez względu na włączony kanał polskiej telewizji. Jedność przekazu jest zastanawiająca i – jak powiedziała moja żona – oni musieli uwierzyć w to, co mówią. To jest prawdziwy problem. Brak odpowiedniej wiedzy i wiara w jej fragmenty. Sraczka szczepionaczka. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Szczepionka, szczepionka i szczepionka

  Przestrzeń publiczna została zdominowana przez szczepionki przeciw covid. Rodziny podzieliły się na zwolenników i przeciwników szczepień. Firmy podzieliły się na zwolenników i przeciwników szczepień. Rząd polski się podzielił i jeden minister chce się szczepić, a drugi minister odmawia.

  Prezes Kaczyński zdyscyplinował polityków podobno zjednoczonej prawicy i zapowiedział, że da dobry przykład szczepiąc się w pierwszej kolejności z racji wieku. Prezydent Duda podobno jest już za szczepieniem i też się zaszczepi, kiedy przyjdzie jego kolej. Podobno Pan Zbyszek też jest gotowy do szczepienia, żeby tylko mógł dalej bawić się sędziami i prokuratorami. I co dalej z tego wyniknie? Problem dla partii wyniknie z tego.

  Szczepionki mają w Polsce więcej przeciwników i żałuję, że nikt nie przeprowadził dotychczas badań pod kątem podziału na wyborców danych partii w poszczególnych grupach przeciwników lub zwolenników szczepionek. Jestem jednak przekonany, że wyborcy partii rządzącej są w większości przeciwnikami szczepionek, natomiast wyborcy lewicy i liberalnych ugrupowań są zwolennikami szczepionek. Tylko jeśli chodzi o wyborców Konfederacji, to są chyba dość dobrze zdeklarowaną grupą wrogów szczepień. Moje przekonanie o wyborcach PiS w relacji do deklaracji polityków tej partii rodzi zatem … problem. Czy politycy kolejny raz nie wyczuli poglądów swoich wyborców? Czy kolejny raz Wielki Guru z Żoliborza chce wskazywać drogę ciemnemu ludowi? To wskazywanie drogi „dobrym ludziom” w przypadku „piątki dla zwierząt” i przepisów o aborcji „eugenicznej” skończyło się ogromnym spadkiem poparcia dla rządzących.  

  Mam nadzieję, że szczepionki dobiją prezesa Kaczyńskiego i pamięć o nim zatrą. No, oczywiście, myślę tu o dobiciu politycznym. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Zarządzanie strachem czy strach przed zarządzaniem

  Miłościwie nam panująca pandemia w ostatnich dniach dociska, bo i biznes pandemiczny tego docisku właśnie teraz najbardziej potrzebuje. Docisk, oczywiście, ma uzasadnienie wielopoziomowe i jest bardzo dobrze przygotowany medialnie, co polityków paraliżuje oraz zmusza do odpowiedniego zachowania. Kopać się z koniem nikt nie chce.

  Dzisiaj rozsądek czy logika w ocenianiu podstawowych problemów społecznych stały się ryzykownym obciążeniem dla polityków, którzy przecież muszą przede wszystkim utrzymać się przy władzy lub zachować siłę głosu krytycznego w stosunku do rządzących, żeby po jakimś czasie opozycjoniści mogli władzę przejąć. Rozsądek i logika wymagają czasu na wyjaśnienia czy analizy, a przecież w mediach najwięcej czasu trzeba poświęcać na reklamy. Hi, hi, hi … Każdy zresztą wie, że teraz chodzi w polityce wyłącznie o hasła i emocje, co myślenie wyborcy powinno wyłączać nie tylko na czas wyborów politycznych, ale ogólnie pozwolić mu zająć się szybką konsumpcją reklamowanych produktów.

  Liczba ludzi zaangażowanych w tak zwaną walkę z pandemią jest tak duża, że trudno jest racjonalnie mówić o spisku. Dlatego z drugiej strony łatwo jest pominąć informacje podważające istnienie pandemii czy pomijające właściwe metody leczenia chorób powodowanych przez przedmiotowego koronawirusa. Czy jednak poparcie dla Hitlera ze strony większości Niemców nie było formą wielkiego spisku? Czy wiara w niepokalane poczęcie Chrystusa i wieczne dziewictwo Marii nie jest formą zbiorowego szaleństwa? No właśnie. Ludzie mogą popadać w zbiorowe ogłupienie i wyjść z tego jest trudno, zwłaszcza kiedy setki tysięcy istnień ludzkich padło ofiarą tego przedsięwzięcia.

  Boimy się zatem choroby, boimy się odpowiedzialności za popełnione błędy i boimy się zarządzić właściwe postępowanie, żeby nie obnażyć wcześniejszej głupoty. I jak tu żyć? Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Zamknąć po polsku znaczy nie zamknąć

  Narodowa kwarantanna w Polsce jest, chociaż jej nie ma. Konia z rzędem temu, kto wie dokładnie, o co rządowi, premierowi i prezesowi chodzi. Ja pogubiłem się już wiosną, latem nie rozumiałem niczego, a jesienią zgłupiałem, dlatego zimą pozostanie mi posłusznie poddać się zaleceniom polskich władz, chociaż przebywam cztery tysiące kilometrów od Polski. Hi, hi, hi …

  Długo tłumaczono społeczeństwu w Polsce, że gospodarka kolejny raz nie stanie, bo nikt tego nie wytrzyma. No i wychodzi sobie minister zdrowia na konferencję i wali prosto z mostu, że będzie praktyczne zamknięcie gospodarki od świąt, ponieważ idzie trzecia fala pandemii. Wcześniej jasnym wymogiem wprowadzenia nowych ograniczeń w gospodarce miała być dobowa liczba zakażeń, która znacznie spadła i utrzymuje się na stałym poziomie. Nie rozumiem więc takich decyzji po „wielkich sukcesach” rządu w walce z koronawirusem.

  Po ministrze zdrowia inni politycy PiS zaczęli tłumaczyć, że kwarantanna narodowa to nie jest lockdown, a w ogóle to wszystko spowodowali Niemcy i ich obostrzenia. My musimy tylko dostosować się do sąsiednich państw. Rozumiem teraz, że powtarza się historia z wiosny, kiedy zamknięto Polskę przy kilkuset chorych po miesiącu istnienia pandemii w Europie i otwarto przy kilkuset nowych chorych codziennie. Zero w tym jest logiki i nawet nie ma w tym zwykłego rozsądku. O kampanii w wyborach prezydenckich nie wspomnę. Hi, hi, hi …

  Czym wytłumaczyć te decyzyjne zawirowania? Myślę, że dzisiaj wytłumaczenie jest jedno. Szczepionka. Ludzie nie chcą się szczepić, trzeba zatem stworzyć odpowiednie warunki do takiej potrzeby. Stado przestraszonych owieczek zareaguje, kiedy jedynym ratunkiem dla ich wolności będzie szczepienie.

  Piotr Tomski

Nasze i wasze prawdy o szczepionkach

  Nic nie jest pewne w przypadku miłościwie nam panującej pandemii koronawirusa i chyba dalej nic nie jest pewne w przypadku szczepionek, które mają tę pandemię zakończyć. Nie przekonuje mnie rzesza naukowców, którzy nie przeprowadzili wszystkich badań na szczepionkach. Nie przekonują mnie politycy, którzy mają dziwne zwyczaje mówienia wszystkiego, co może przynieść im polityczną lub propagandową korzyść w danej chwili. I nie przekonują mnie producenci szczepionek, którzy konsekwencje ewentualnych szkód po szczepionkach przerzucają na państwa i tym samym na społeczeństwa.

  Wszechobecny upadek autorytetów w życiu społecznym jest korzystnym zjawiskiem. Dziwię się dlatego, że tradycyjne media w Polsce ciągle pokazują przypisanych do siebie profesorów różnych nauk medycznych, którzy za autorytety chcą uchodzić. No właśnie. Wspomniane media dlatego są już tylko tradycyjne, bo za pomocą tych profesorów osiągają niewiele. Naukowe dowody nie powstają w czasie wywiadów, a ci profesorowie ostatnio tylko tym się zajmują. Hi, hi, hi …

  Prześledzenie skutków ubocznych szczepionek wymaga czasu i żaden poważny naukowiec nie powinien powiedzieć, że czas można zastąpić czymkolwiek. Niestety. Rozumiem potrzebę szczepień, ale nie rozumiem potrzeby zmiany wszystkich procedur badawczych i ograniczenia odpowiedzialności za błędy wynikające właśnie z tych badań. Sytuacja na dzisiaj wywołuje duży brak zaufania do szczepionek, a to spowoduje tylko jedno: szczepienia nie będą masowe i tym samym nigdy nie zakończą pandemii. Przy faktycznym braku badań na temat długości działania szczepionki mamy jedynie kosztowną i ryzykowną zabawę za biliony dolarów w skali globalnej.

 Z drugiej strony szczepionki są szansą na normalne życie i dla osób chorych na tak zwane choroby towarzyszące, do których należę, są ostatnią nadzieją na tę normalność. I weź tu się nie szczep. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Islandia kwotami połowowymi stoi

  Islandia była jednym z pierwszych krajów na świecie, które wprowadziły kwoty połowowe dla swoich rybaków. Podstawowym celem była ochrona łowisk, które stawały się coraz mniej liczne. Nikt jednak nie przewidział, do czego te kwoty w systemie tak feudalnym doprowadzą, bo zakładanego celu wcale nie zrealizowały.

  Islandia stosuje bardzo swobodny system kwot połowowych. Kwoty można sprzedawać, wynajmować i generalnie zarabiać na nich bez wysiłku łowienia ryb czy utrzymywania własnej łodzi. Kiedyś kwoty zostały rozdzielone i „amen w pacierzu”, jak mawiali starzy Polacy. Kiedyś ten system na pewno był sprawiedliwy, ale dzisiaj można go nazwać zwykłą patologią, bo z rzeczywistością nie ma on nic wspólnego. Brak jego weryfikacji prowadzi do wielu nadużyć, na których traci społeczeństwo, a zarabiają uprzywilejowane jednostki i duże firmy połowowe. Uprzywilejowane jednostki zostawiają państwu islandzkiemu grosze, bo skuteczność tego państwa wobec bogatych jest zerowa. Duże firmy nie zostawiają nawet grosza na Islandii, o czym doskonale uświadomiły nas publikacje WikiLeaks i Stundina w sprawie … „namibijskiej”. Hi, hi, hi … Sednem tej sprawy były zresztą kwoty połowowe odkupione w Namibii i Angoli przez spółki powiązane własnościowo z islandzką firmą Samherji.

  Kiedy tylko rozpoczyna się dyskusja polityczna na temat kwot na Islandii, to wielki układ z Partią Niepodległości i panem Bjarnim Benediktssonem (obecnie minister finansów) na czele rozbije każdy dobry pomysł na zakończenie tej farsy. No cóż! Spadkobiercy kwot rządzą tym feudalnym rajem dla swoich. Hi, hi, hi … Wkrótce nie będą mieli ryb w oceanie i sprawa sama się zakończy. Hi, hi, hi … Na szczęście wielu młodych Islandczyków widzi ten problem nieuczciwego podziału kwot połowowych.

  Piotr Tomski  

Rocznicowe niespodzianki dla prezesa

  Nikt chyba nie przewidywał jeszcze kilka lat temu, że symboliczne wystąpienia obywatelskie w rocznicę wprowadzenia w Polsce ostatniego stanu wojennego będą skierowane przeciwko politykowi, który sam siebie określa jako opozycjonistę z czasu tegoż stanu wojennego. Opozycjonista jednak z niego tak wielki, że nie był wtedy internowany i sobie spokojnie spał do południa w ciepłym, domowym łóżeczku. Gdyby nie pomogli w karierze brat z Lechem Wałęsą zwanym przez niektórych Bolkiem, to dzisiaj nie byłoby prezesa, a byłby prawdopodobnie jakiś nieznany wykładowca na nieznanej uczelni gdzieś w Polsce. I tę prawdę Wielkiemu Geniuszowi z Żoliborza w tę rocznicę należy zawsze przypominać.

  Podobała mi się nocna niespodzianka dla prezesa od rolników, którzy w okolicach jego domu zrobili zrzut produktów rolnych na ulicy. Prezes pewnie dom opuścił wcześniej, bo boi się niespodzianek ze strony demonstrantów, ale informacje do niego na pewno docierają i poziom jego irytacji rośnie. Mam nadzieję, że prezes wreszcie dotrze do punktu, w którym ostatni dyktator w historii Polski odszedł na emeryturę po dziewięciu latach od wprowadzenia stanu wojennego. Hi, hi, hi …

  Spodziewałem się większej niespodzianki w postaci dzisiejszego marszu w samo południe w Warszawie z ronda Dmowskiego pod dom Kaczyńskiego. Niestety, frekwencja zawiodła. Ludzie może już nie chcą tej permanentnej i kosztownej indywidualnie przepychanki z policją, może kierownictwo od strony feministycznej zawiodło, a może ludzie nie widzą już sensu w tej formie protestu. Nie wiem. W każdym razie liczba protestujących dzisiaj w relacji do zapowiadanej była skromna i duże siły policyjne, które przygotowały się do większej demonstracji, zablokowały przemarsz pod dom Kaczyńskiego już na Marszałkowskiej bez najmniejszego problemu.

  Niespodzianką ze Szczecina byłem poruszony. Plakaty z Jaruzelskim na pomniku brata musiały też poruszyć Kaczafim. Zobaczymy, co jeszcze rocznica przyniesie. Zobaczymy pewnie również, co prezes robił w ten symboliczny dzień i jak kolejny raz zakłamywał historię, żeby kreować jej kościelno-pisowską wersję.

  Piotr Tomski  

Suwerenność według braci Kaczyńskich

  Prawicowa inaczej partia rządząca doprowadziła do sytuacji Polski w Unii, o której nawet lewica nie marzyła. Hi, hi, hi … Jesteśmy w Unii tak głęboko, jak jeszcze nigdy nie byliśmy. Jesteśmy od Unii tak uzależnieni, że polskie władze okiem nie mrugną bez unijnego nadzoru.

  Ocena tej sytuacji, oczywiście, jest skrajnie różna w polskim społeczeństwie i nawet samo określeniem tej sytuacji jest różne w różnych środowiskach. Wynika ten stan różnorodności ze sprzecznych wypowiedzi polityków, sprzecznych doniesień medialnych i tak naprawdę braku konkretnych, rzetelnych wiadomości oraz analiz wydarzeń z ostatnich dni. Niestety. Może nikomu nie zależy na dokładnym uświadomieniu społeczeństwa? Hi, hi, hi …

  Lech Kaczyński podpisał europejski traktat i zgodził się na udział Polski w tak zwanej obronie klimatu. Robił wtedy ukłon w stronę Angeli Merkel. Hi, hi, hi … Za ten ukłon Polacy dzisiaj płacą przy każdym, zużytym kilowacie energii elektrycznej. Jarosław Kaczyński zgodził się na kontrolę polskiej praworządności, co jest milowym krokiem na drodze pełnej integracji Unii. Teraz pozostaje tylko przyjąć wspólną walutę i będzie koniec suwerenności Polski.

  Pytanie wobec powyższego brzmi: czy bracia Kaczyńscy postępowali słusznie czy działali na szkodę Polski i Polaków? No właśnie. Gdyby bracia Kaczyńscy nie chowali się za patriotyzmem, religią i sanacyjnym sentymentalizmem wobec narodowych szaleństw, to pewnie mieliby dużą szansę na bycie bohaterami, ale przy tych ideologicznych klimatach mogą „awansować” wkrótce na największych zaprzańców. Ktoś musi tylko uczciwie omówić historię Wielkich Bliźniaków. Hi, hi, hi … Zaczęli z Wałęsą i skończą w stylu Wałęsy. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Miękiszony z PIS i twardziele z Unii

  Kiedy znowelizowano ustawę o IPN, wpisując do niej penalizację naruszenia dobrego imienia Polski, a następnie w ciągu kilku godzin pod presją Izraela wycofano nowelizacją tę nowelizację, to zrozumiałem jak wielkimi miękiszonami są politycy PiS. Dla dodania śmieszności miękiszońskiej napiszę, że nowelizacjami zajmował się pan Jaki, należący do części koalicyjnej PiS zwanej Solidarną Polską, w której padały jeszcze dzisiaj okrzyki: veto albo śmierć. Hi, hi, hi …

  Zabawne są deklaracje polityków PiS na temat strategii negocjacyjnej rządu. Geniusz Morawiecki! Nic nie uzyskał i zgodził się na wszystko. Po co było to zamieszanie z groźbą veta? Dla uzyskania łagodniejszego stosowania rozporządzenia na temat powiązania budżetu z praworządnością? Dla informacji na temat możliwości zaskarżenia tego rozporządzenia do TSUE? Hi, hi, hi … Wszystko można zaskarżyć, ale TSUE ma od kilku lat określoną linię orzeczniczą i niepohamowaną żądzę poszerzania kompetencji wszystkich organów unijnych z własnymi kompetencjami na czele.

  W lipcu premier Morawiecki poległ w powyższych kwestiach i dzisiejszy szczyt był przypieczętowaniem tego upadku, może dlatego było tyle krzyku o vecie, którego nikt nie miał zamiaru stosować. Myślę też, że podobnie będzie z praworządnością w Polsce i wycofywaniem się przez PiS ze wszystkich kwestionowanych rozwiązań w dziedzinie sądownictwa czy praw mniejszości. PiS ustępuje na każdym kroku, bo nie ma innego wyjścia. Na wyjście z Unii trzeba naprawdę być twardzielem. Hi, hi, hi … Nie każdy zdobywa się na wyjście z pociągu pędzącego dwieście kilometrów na godzinę.  

  Miękiszony już tak mają, że mogą pokrzyczeć i muszą pokornie zrobić wszystko, co im każą. Teraz boję się tylko o życie wszystkich twardzieli z Solidarnej Polski. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Islandzkie ścieki płyną prosto do oceanu

  W Rejkiawiku nie ma oczyszczalni ścieków i wszystkie ścieki płyną sobie spokojnie do oceanu. Jeśli chodzi o całą Islandię, to nie będę jednoznacznie stwierdzał braku oczyszczalni, ponieważ naraziłbym się na zarzut kłamstwa w związku z bardzo prawdopodobnym funkcjonowaniem jakichś małych oczyszczalni ścieków przy jakichś przetwórniach rybnych lub przy hutach aluminium. W każdym razie ścieki komunalne z Rejkiawiku i przyległych miejscowości (łącznie daje to dwie trzecie ludności Islandii) płyną do oceanu.

  Jeżdżę przy dobrej pogodzie rowerem po ścieżce rowerowej nad oceanem i mam tę odrażającą nieprzyjemność widzieć przy odpływach w odległości kilkudziesięciu metrów od brzegu efektowne krążki wybijającego na powierzchnię wody płynu. Tam są końcówki rur kanalizacyjnych. I żeby było weselej dodam, że niedaleko mogą stać wędkarze i łowić ryby z „krystalicznie czystego” oceanu, po czym mogą z całą rodziną spożywać przepyszną kolację z tych ryb. To się nazywa zatoczyć krąg żywieniowy.   

  W epokach słusznie minionej ciemnoty można było uznawać, że ocean wszystko przyjmie i nie będzie żadnych konsekwencji w postaci degradacji środowiska naturalnego. Dzisiaj już wiemy, że udało się ludziom zniszczyć oceany. Nie rozumiem więc Islandczyków i ich lekkomyślności w traktowaniu ścieków.

  Podobno całkiem niedawno również większość śmieci islandzkich z plastiku była topiona w głębi oceanu po odpowiedniej selekcji i zapakowaniu. Wstydliwe są te sprawy dla kraju, którego premierem jest pani z partii zielonych. Hi, hi, hi … Dzisiaj śmieci plastikowe odpływają podobno w całości do spalarni w Europie, ale płyną po oceanie i nie wiem, czy ktoś liczy, ile tych śmieci wypływa, a ile jest spalanych? Hi, hi, hi … Ja nie wierzę Islandczykom, kiedy chodzi o pieniądze.

  Piotr Tomski

  Tekst pochodzi z większej całości zatytułowanej: „Islandia – feudalny raj dla swoich”