Pierwszy raz w historii Unii Europejskiej dochodzi do tak nietypowej sytuacji, jaką jest otwarty bojkot „szczytu” przywódców wszystkich państw unijnych przez grupę czterech państw grupy wyszehradzkiej. Szczyt ma co prawda charakter nieformalny i nawet pan Tusk był przeciwny jego zwołaniu, ale wobec trudnej sytuacji w kraju samej jaśnie pani kanclerz Merkel ten szczyt miał być bardzo istotny dla losów Europy. Myślę, że przywódcy państw z grupy wyszehradzkiej doskonale zrozumieli „grę” pani Merkel z panem Macron i nie chcą w niej uczestniczyć w roli statystów.
Duet Merkel-Macron chce wprowadzić w Europie ostateczną dyktaturę. Mają o wszystkim decydować pieniądze, a idee czy polityka mają się podporządkować. Dyktatura jest ubrana w praworządność i humanitaryzm, ale tak naprawdę chodzi tylko o definitywny koniec demokracji. Rozumiem Niemców, bo mają pieniądze. Nie rozumiem Francuzów, bo oni mają tylko długi. Reszta Europy również pieniądzem nie śmierdzi, nie wyobrażam sobie zatem jakiejś ogólnej euforii w związku z tą „nowoczesną dyktaturą pieniądza”.
Bojkot może nie będzie obecnie miał dużego znaczenia formalnego, ale może będzie pewnym symbolem walki o idee i zasady. Niedawno polska premier była osamotniona w walce o zasady, kiedy wybierano pana Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej, a teraz jest już kilka państw z Polską. Tak trzymać!
Piotr Tomski