Reparacje wojenne zdaniem pani Róży

Reparacje wojenne zdaniem pani Róży

Dla każdego Polaka sprawa wystąpienia o zadośćuczynienie za drugą wojnę światową do sprawcy tej wojny powinna być oczywista. Relatywizowanie tej sprawy powinno powodować ostry sprzeciw. Dlaczego tak się nie dzieje? Dlaczego duża grupa Polaków jest w tej sprawie po stronie Niemiec?

Muszę przyznać, że jednoznaczne stanowisko części polityków przeciwko żądaniu reparacji było dla mnie zaskakujące, chociaż przewidywałem jakąś formę obrony interesów niemieckich. Wystąpienie pani Róży z PO w TVPinfo w niedzielę wieczorem było już czymś więcej niż zaskoczeniem. Przeżyłem szok. Twierdzenie pani Róży, że Polacy chcą budować dla Niemców obozy koncentracyjne, przebiło wszystko. Dzięki Bogu, ta pani sama opuściła studio telewizyjne przed zakończeniem programu, ale należało się jej wywiezienie na taczkach na gnoju. Chamstwo i drwiny z ofiar dla tej pani były normalnym zachowaniem, natomiast powiedzenie jej, że reprezentuje Niemcy i działa na rzecz Niemiec, dla tej pani było obrazą. Czy bycie Niemcem dla tej pani Róży jest uwłaczające?

Pojawił się też pogląd, że mówienie o reparacjach wojennych jest cyniczną grą PiS-u. Podobno nie ma szans na uzyskanie odszkodowania, a gra idzie o zdobycie głosów wyborców i poparcia dla dwóch obecnych pomysłodawców tego projektu – Kaczyńskiego i Macierewicza. Ci dwaj panowie byli zawsze chowani, kiedy PiS tracił w sondażach. Może więc coś jest na rzeczy? Może PiS idzie po większość konstytucyjną w przyszłych wyborach i już zaczął kampanię wyborczą?

Piotr Tomski

Honor współczesnego generała w Polsce

Wystarczy włączyć myślenie, żeby ocenić poziom poczucia godności osobistej polskich generałów. Honor dla oficera jest podobno bardzo ważny, co nawet ma go stawiać wyżej od innych żołnierzy, dla których zgodnie z tym zakłamanym rozumowaniem honor miałby mniejsze znaczenie, czy może ci inni byliby pozbawieni zdolności honorowej niczym wszystkie kobiety świata. Generałowie jako oficerska elita w sprawach honoru muszą błyszczeć. I co? Każdy polski generał błyszczy? A jaką żołnierską przysięgę składali ci generałowie kilkadziesiąt lat temu? Ustawa zwolniła ich z przysięgi? Ustawa reguluje honor oficerski?

Napluć i wytrzaskać po ryju generalskim jest chyba najlepszym rozwiązaniem. Śmiać mi się chce, kiedy słyszę o sporach między prezydentem a ministrem obrony w kwestii nominacji generalskich na święto w dniu 15 sierpnia. Prezydencki doradca nie ma dostępu do tajemnic, chociaż generałem już jest, a nowych generałów nie będzie, bo przecież ktoś tak doradził prezydentowi, który z całą pewnością aż tak biegły w sprawach wojska nie jest, żeby osobiście znać przedstawionych do nominacji oficerów. Niestety. Takie sytuacje wywołują u mnie totalny brak zaufania do całej formacji rządzącej, w której nie widzę odpowiednich ludzi na odpowiednich stanowiskach, a już na pewno nieodpowiednimi ludźmi są wspomniani: prezydent i minister.

Znam kilku oficerów z epoki ludowego wojska, którzy świetnie odnaleźli się po odnowieniu ojczyzny i sojuszy w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku. Dzisiaj już nie jestem z tej znajomości „dumny”. Przykra to jest sprawa, ale ewidentny udział w prześladowaniu innych ludzi za ich poglądy powoduje, że powinienem im pluć w twarz, a z kolei stopień starej znajomości przed pluciem mnie powstrzymuje. No właśnie. Osobiste relacje z ludźmi powodują jakąś dziwną formę nieuczciwości w stosunkach międzyludzkich.

Piotr Tomski

Mariusz Wiśniewski to jest sędzia

Dużo dyskutuje się w Polsce o wymiarze sprawiedliwości, muszę więc powiedzieć o kilku moich osobistych doświadczeniach, które są oparte o fakty i ludzi z rzeczywistości. Do bólu poczułem działania sędziów i prokuratorów w Polsce. Zakłamani i śmieszni ludzie kreują się na obrońców ludzkości, kiedy tak naprawdę bronią siebie i swoich interesów. Pośmiejmy się więc razem na przykład z pana sędziego Sądu Okręgowego w Płocku.

W Polsce nawet najmniejszy nikt może zostać sędzią, a kiedy jeszcze da się upodlić bez reszty, to szybko awansuje na sędziego do sadu okręgowego i najlepiej do wydziału odwoławczego, żeby nie myśleć – Boże broń – samodzielnie. Nie wiem, czy to działanie jakiegoś lobby środowiskowego (może lobby homoseksualne) czy może odpowiednie predyspozycje osobowościowe, ale pan Wiśniewski po osądzeniu mnie w sposób dość „ekstrawagancki” robi karierę sędziego sądu okręgowego do dzisiaj od piętnastu lat; zapewne nie miał już po mojej sprawie okazji do podobnego upodlenia i tym samym dalszego awansu.

Nie chcę i właściwie nie mogę tu omówić szczegółów mojej sprawy prowadzonej przed sądem przez pana Wiśniewskiego, bo sprawa po szesnastu latach nie jest dla mnie zakończona, a do tego obecnie w części tej sprawy prowadzone jest postępowanie prokuratorskie z mojego zawiadomienia. Mogę jednak napisać o epizodzie tak śmiesznym, że tylko z jego powodu pan Wiśniewski nie powinien osądzać po mojej sprawie już nigdy czynów nikogo. No właśnie. Jakie to typowo polskie zjawisko zaistniało? Awans otrzymuje się za błąd, a za prawdę dostaje się podwójną karę. Ad rem! Złożyłem wniosek dowodowy istotny dla sprawy, bo dotyczący zeznań świadka, który mógł rozpoznać jednego z głównych sprawców przypisywanego mi sprawstwa kierowniczego w związku przestępczym. Pan Wiśniewski przyjął ten wniosek i odroczył rozprawę. Za miesiąc „po przemyśleniach domowych” (zacytowałem zapis z protokołu rozprawy) przyjęty już przed miesiącem wniosek odrzucił i właściwie zamknął procedowanie. Przyjęty wniosek sędzia odrzucił po przemyśleniach domowych. Do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu dla talentu sędziego Wiśniewskiego. Nie mogłem przedstawić dowodów, ale że zostałem skazany za nieokreślony bliżej udział w przestępstwie, to podobno nie miało to wpływu na kwestię sprawstwa kierowniczego – do dzisiaj nie wyjaśnionego.

W maju 2012 roku poszedłem z żoną na spacer na skwer za płocką katedrą. Co widzę? Sędzia Wiśniewski siedzi na ławce i czyta sobie akta sądowe. Jest południe. Świeci słońce. Rozumiem w sumie faceta. Wracamy ze skweru drogą przy katedrze i co widzę? Te same akta leżą na dachu samochodu pani mecenas z Płocka, a pan sędzia razem z panią adwokat czytają te akta i rozmawiają namiętnie. Byłem w takim szoku, że z trudem udokumentowałem te fakty, ale dzięki temu pan Wiśniewski nawet im nie zaprzeczył; zinterpretował je jedynie inaczej w postępowaniu wyjaśniającym, uznawszy całe zdarzenie za wymianę pozdrowień z panią mecenas. No cóż! Ciekaw jestem, czy plucie na niego będzie uznane za opady deszczu?

Jan Woliński

Nie masz cwaniaka nad Hankę Gronkiewicz Waltz

Pani prezydent Warszawy zrobiła z siebie tak zwaną postać groteskową, co może byłoby śmieszne, gdyby nie chodziło o reprezentantkę mieszkańców stolicy Polski. Jestem Polakiem i czuję się z tą postacią groteskową nieprzyjemnie. Niestety. Jeśli do tego dodać jej profesorski tytuł z Uniwersytetu Warszawskiego, na którego autorytet zresztą ciągle się ta pani powołuje, to wychodzi żenująca mamałyga z pychy, arogancji i zwykłej głupoty.

Mój stosunek do „półświatka” prawniczego jest jednoznacznie negatywny i nie mam widoków na poprawę tego stosunku, ale z całą pewnością żaden prawnik w Polsce nie ma z powodu mojego stosunku problemów. Stosunek pani Hanki do całego świata (wyjąwszy prawników i członków władz Platformy Obywatelskiej) jest negatywny, co staje się ostatnio problemem powszechnym i kosztownym dla Polaków. Grzywny i wynajęcie renomowanej podobno kancelarii adwokackiej kosztowało kilkadziesiąt tysięcy złotych, a służyło li tylko kaprysowi cwanej urzędniczki, która za wszelką cenę chce uniknąć składania wyjaśnień. Świat nie ma prawa do wyjaśnień, bo w ogóle ten świat jest niekonstytucyjny – w konstytucji nie jest opisany.

Państwo Waltz wiedzą dzisiaj, że odziedziczyli majątek przejęty bezprawnie po wojnie. Wyrok sądu w tej sprawie był jednoznaczny, a jedynie niewykonanie tego wyroku przez jakichś urzędników dało asumpt do skutecznych roszczeń Waltzów. Co jest więc ważniejsze dla profesora prawa: wyrok czy niewykonanie wyroku? Jaki jest prawnik, takie jest podejście do stosowania prawa. Czy Waltzowie wspomnieli coś od oddaniu pieniędzy? Nie słyszałem.

Piotr Tomski

Angela Merkel w KGB

Przeszłość pani kanclerz Niemiec jest powszechnie znana i uznana za odpowiednią do pełnienia tak ważnej dla kraju funkcji. Zaangażowanie w działalność polityczną i społeczną już w młodości czyni z niej osobę doświadczoną, co z kolei w oczach Niemców podnosi jej pozycję. Czy Niemcy zastanawiają się nad szczegółami z życia swojej pani kanclerz? Nie. Niemcy w ogóle nie chcą zastanawiać się nad szczegółami przeszłości.

Angela Dorothea Kasner była działaczką młodzieżowej organizacji w socjalistycznych Niemczech, co odbywało się za aprobatą radzieckich władz i po odpowiednim przygotowaniu przez radzieckie władze. Jeśli ktoś żył w tamtych realiach, to chyba nie ma wątpliwości co do udziału radzieckich towarzyszy w funkcjonowaniu kierownictwa każdej organizacji politycznej w krajach podporządkowanych ZSRR. NRD było dodatkowo pod nadzwyczajną kontrolą Rosjan i dlatego pani Kasner musiała przejść szkolenie w Moskwie, gdzie musiała wykazać się na tyle wysokim stopniem uzależnienia od komunistycznego systemu, żeby robić polityczną karierę w Niemczech. Jaki był ten stopień uzależnienia? Agent. Radzieckie służby były konsekwentne w kwestii panowania nad ludźmi i nie odpuszczały nikomu, dlaczego miałyby potraktować inaczej córkę swojego współpracownika – pastora Kasnera.

Niemcy chyba mają świadomość udziału pani kanclerz w systemie sowieckim i może dlatego wszelkie dociekania na tym polu są utrącane w głównym nurcie mediów niemieckich, żeby tylko honor niemiecki nie ucierpiał. Gdyby w powszechnym obiegu medialnym ktoś przeprowadził logiczną analizę przeszłości Pani Merkel, to wtedy obecne odczucia przeciętnego Niemca lub przeciętnej Niemki można byłoby porównać do odczuć po gwałtach radzieckich żołdaków w czasie wojny. Niestety.

Piotr Tomski

Dajcie spokój panu Tuskowi

Tusk jest wspaniałym fachowcem od zarządzania państwem i zarządzania Radą Europejską, a przede wszystkim jest wybitnym intelektualistą, jest piękny i jest … A w ogóle dajcie spokój panu Tuskowi, bo on za nic nie odpowiada, on nie podejmował żadnych decyzji, natomiast wszystkie jego działania wynikały z obowiązujących procedur. Dajcie spokój panu Tuskowi, bo jego nigdy nie było. No właśnie. Czy można oczekiwać czegokolwiek od postaci fikcyjnej, wykreowanej do potrzeb określonego czasu i określonych grup interesu?

Zdałem sobie dzisiaj sprawę z małości tego biedaka, który zaliczył się dzisiaj do grona ludzi istniejących wyłącznie dzięki nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego. Wyszedł z przesłuchania i kilka razy powiedział o Kaczyńskim, chociaż sam stwierdził, że przesłuchanie odbyło się zgodnie z prawem w kulturalnej atmosferze z udziałem miłych prokuratorów. Ale to było przesłuchanie powodowane chęcią zemsty na panu Tusku i to zemsty Kaczyńskiego. W dwóch wyartykułowanych po sobie zdaniach pan Tusk sobie zaprzeczył. Błysk intelektu pana Tuska znowu oślepił całą Europę a może nawet cały wszechświat. No i jeszcze ten błysk intelektu objął ochronę kornika w lasach podlaskich, czy (tym razem może to nie wybrzmiało) ochronę latających bocianów przed strzelbami pisowskich złoczyńców. O koniach i Kuniu nie wspomnę, bo ten ostatni przy okazji bronił się sam przed atakiem TVP, z którą Kuń się nie zadaje.

Zdałem sobie dzisiaj sprawę z jeszcze jednej okoliczności, która całkowicie zwalnia pana Tuska z odpowiedzialności za jego premierostwo. Otóż pan Tusk nie podejmował decyzji, a jedynie wykonywał polecenia zewnętrzne według zadanych procedur. Spełniał, innymi słowy, pan Tusk funkcję czysto techniczną. W ten właśnie sposób tłumaczyli się hitlerowcy, a przecież u pana Tuska jest to przypadłością rodzinną.

Piotr Tomski

Umarł w Polsce Kościół katolicki

Należę, niestety, do Kościoła katolickiego, z którym nie mogę się identyfikować. Boli mnie serce z tego powodu bardzo i nie potrafię tego bólu w żaden sposób uleczyć. Odkładanie aktu apostazji może tylko ten ból wzmacnia, ale ciągle nie mam ostatecznej odwagi na zerwanie z całym dotychczasowym życiem duchowym i nie tylko duchowym. Kościół przecież zajmował w moim życiu naprawdę sporo miejsca. Zastanawiam się ostatnio, ilu ludzi myśli podobnie do mnie? Ilu też nie ma odwagi? Jak rozwiązać ten problem braku odwagi?

Na moich oczach historia nabrała niesamowitej prędkości. Kościół jako organizacja mająca dwa tysiące lat, wraca powoli do skali i wpływu na ludzkość sprzed dwóch tysięcy lat, kiedy Chrystusa za Boga uważała garstka ludzi. Kiedy się rodziłem, Kościół miał w Europie ogromne znaczenie, a wielu polityków szczyciło się swoją chadeckością. Po pięćdziesięciu latach życia widzę koniec Kościoła, a chadeckość polityków sprowadza się między innymi to permanentnego wspierania grzechów z homoseksualizmem na czele. Papież wyraża się z wyrozumiałością o homoseksualistach. I ja miałbym należeć do takiej organizacji religijnej?

Kiedy zobaczyłem kościoły w Edynburgu, w których prowadzi się działalność rozrywkową czy handlową z religią w ogóle nie związaną, pojąłem powagę sytuacji. Ktoś te budynki przeznaczył na ten cel. Ktoś nie zareagował we właściwy sposób i nie uratował „domów bożych”. W tym samym czasie na szczytach Watykanu hierarchowie gwałcili młodych chłopców. I ja mam ciągle problem z odwagą.

Piotr Tomski

Ciągnie wilka do lasu

Podane w tytule polskie powiedzenie jest idealnym określeniem dla mechanizmu, który był przyczyną wetowania ustaw sądowych przez prezydenta zwanego też Dudusiem. Prawnik po Uniwersytecie Jagiellońskim nie jest przecież zwykłym człowiekiem, bo czy zwykły człowiek mógłby tę uczelnie skończyć? Nigdy! Absolwent UJ jest właśnie wilkiem pośród prawników. Hi, hi, hi …

Obóz rządzący uderzył w świat prawniczy, do którego należał prezydent. Prezydent miał więc wybór pomiędzy polityką a światem prawniczym. No i wybrał swoją przeszłość. Nie widzę w tym wyborze niczego nadzwyczajnego, bo wiele sygnałów z jego strony wskazywało na jego przywiązanie do swojej przeszłości, jak wskazywała na to bierność w sprawie ułaskawienia Zygmunta Miernika, który ośmielił się naruszyć autorytet sądu, czy bezczynność w sprawie aneksu do raportu z likwidacji WSI. Prezydent od początku urzędowania miał jakiś sentyment do swojej przedpisowskiej przeszłości i poddał mu się właśnie w chwili pierwszego konfliktu przeszłości z teraźniejszością. Działanie prezydenta rozumiem, ale uznaję go od poniedziałku za … Nie mogę wyartykułować moich myśli, bo popełnię przestępstwo, pisząc o prezydencie.

Działanie prezydenta nasunęło mi jeszcze jedną myśl: Jarosław Kaczyński nie zna się na ludziach. Kolejny raz wybrał faceta, który go wystawił do wiatru. Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

 

Sądy polskie

Reforma sądownictwa wprowadzana teraz przez PiS niewiele zmienia w trzeciej władzy, a już na pewno nie daje kontroli nad sądami społeczeństwu. Kontrola pośrednia poprzez wybieranych polityków jest tylko iluzją, jak dotychczasowa kontrola nad prokuraturą lub policją jest śmiechu warta. Nie wiem wprawdzie, jak zadziała izba dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym, ale na pewno będą w niej sędziowie, którzy przecież nie spadną z nieba.

Czy można uzdrowić sądy polskie? Można. Podstawowym rozwiązaniem jest wprowadzenie rad sądowych już na poziomie powiatów, które będą wybierane w wyborach powszechnych na wzór samorządów i będą się składały ze zwykłych obywateli. Rady powinny oceniać pracę sędziów, ale także ich „życiowe doświadczenia”, bo to właśnie sędziowie na podstawie własnych doświadczeń życiowych wydają wyroki w procedurze karnej. I co? Czy te doświadczenia mają być poza kontrolą? Bez obywatelskich rad sądowych nie będzie sprawiedliwych sądów. Drugim koniecznym rozwiązaniem jest ograniczenie immunitetu sędziów do sali rozpraw. Trzecim koniecznym rozwiązaniem jest równy i bezpłatny dostęp do sądu dla każdego. Proste rozwiązania powyżej opisane byłyby początkiem prawdziwej reformy, a reforma PiS-u jest tylko zamianą dżumy na cholerę albo odwrotnie.

Sądy polskie składają się z rodzin mafijnych, które mają opanowany cały system. Każda sprawa daje się w tym systemie za odpowiednią opłatą „załatwić” na ugodowych warunkach. Każdy, kto zbliżył się do polskich sądów, potwierdzi moją ocenę. Liczymy więc na cud w wykonaniu PiS-u i jednak liczymy na niebo, które zrzuci nam uczciwych, nowych sędziów.

Jan Woliński

Jak leczyć ból głowy złamaniem palca

Partia rządząca miała świetny pomysł na rozwiązanie problemu związanego ze złamaniem obietnic i podniesieniem obciążeń podatkowych w postaci opłaty paliwowej. Każdy wie, że ból głowy idealnie leczy złamanie palca. Wystarczyło więc wrzucić projekt w sprawie Sądu Najwyższego, żeby opłata paliwowa zeszła na dalszy plan. Głupota opozycji i jej uwikłanie w mafijne układy peerelowskie daje tylko odpowiedni klimat do działania PiS-owi, w którym to klimacie ciągle nie ma na kogo głosować, głosuje się tym samym na mniejsze zło PiS-u.

Oszustwo w wykonaniu rządzących jest obrzydliwe i świadczy o ich niskim poziomie moralnym. W kampanii wyborczej obiecywali nie tylko niepodniesienie podatków, ale mówili o kwocie wolnej od podatku w okolicy ośmiu tysięcy złotych dla każdego. I co z tego wyszło? Jeszcze rok temu wszyscy zapewniali o nieistnieniu sprawy opłaty paliwowej. I co z tego wyszło? Kłamstwo w polityce jest normą, tyle że normy miały się też zmienić.

Polska jest pięknym krajem i Polacy są wspaniałym narodem, marzę więc o prawdziwej dobrej zmianie, w której pojawi się siła polityczna zdolna do uczciwego kierowania państwem polskim. Proste to jest marzenie. Nie chodzi w tym marzeniu o bohaterstwo i stawanie przeciwko wszystkim. Nie chodzi też o wielkie idee, wielkie cele czy projekty, po których Polska byłaby mocarstwem. Chodzi wyłącznie o uczciwe kierowanie państwem. Chodzi o odsunięcie od władzy pozostałości po „okrągłym stole”, które niszczą wszystko i wszystkich. Proste marzenie.

Piotr Tomski