Mamy problem z niemieckim Onetem

Klasycznym przykładem negatywnego wpływu Onetu na Polaków jest metamorfoza redaktora Stankiewicza, który obecnie wygłasza nieprzychylne Polsce opinie, a osoby broniące Polskę próbuje po chamsku zakrzyczeć i sprowokować do reakcji emocjonalnych. Drugim przykładem złego działania Onetu jest osoba redaktora Węglarczyka, który chyba genetycznie ma awersję do wolnej Polski i robi wszystko, żeby Polska była podporządkowana silniejszym państwom. Tak. Obaj wyżej wymienieni nie byli tak gorliwi antypolsko, kiedy jeszcze nie brali niemieckich wynagrodzeń. Z oboma dało się rozmawiać o polskich interesach bez uwzględniania oczekiwań obcych państw.

Obrzydliwa rozgrywka „sankcjami” amerykańskimi dla naszego prezydenta czy naszego premiera jest kolejnym elementem gry, w której pozory prawdy mają Polaków przekonać, że nie możemy robić niczego, co nie jest w świecie pozytywnie przyjmowane. Nie możemy bronić pamięci o naszych przodkach, a za chwilę nie będziemy mogli bronić żadnych naszych wartości, które nie są odpowiednie dla nowoczesnych i zmodernizowanych gejów lub lesbijek. Nie liczy się przy tym głos społeczeństwa, bo to „głupie społeczeństwo” wybrało przecież PiS, a PiS nie ma prawa do reprezentowania Polski. PiS może reprezentować jedynie Polskę PiS, a ta Polska PiS już nie będzie przyjmowana w Waszyngtonie. Cóż! Jeśli polskie władze będą objęte sankcjami, to mamy po prostu do czynienia z kolejną „Jałtą”. Historia lubi się w taki sposób powtarzać dla słabych.

Przywołam więc myśl „klasyka realnej polityki zagranicznej” od robienia „łaski” i powiem, że, zdaniem Onetu, to polskie władze muszą teraz robić „łaskę” Izraelczykom, Amerykanom, Rosjanom i, co jest oczywiste, Niemcom. Wysiłek oralny to będzie gigantyczny, ale Onet na pewno wtedy pochwali polskie władze.

Piotr Tomski

Wstydu pan oszczędź i odejdź pan panie Gliński

Przyznać muszę, że pan Gliński od pierwszych moich spojrzeń na niego wzbudza moją wyjątkową niechęć. Na żywo czy z tabletu, moim skromnym zdaniem, nie powinien nigdy być kandydatem na premiera, a już na pewno nigdy nie powinien zostać wicepremierem. Niestety. Wiem, że po tej deklaracji moje dalsze słowa tracą wiarygodność, ale wobec hipokryzji i osobistego stosunku do problemów załatwianych przy zaangażowaniu publicznej funkcji pana Glińskiego to ja jestem wzorem cnót wszelkich.

Mam wrażenie, jak to mówią graniczące z pewnością, że pan Gliński zawdzięcza swoją karierę polityczną bezpośredniej i bliskiej znajomości z Panem prezesem Kaczyńskim. Nie mam nic przeciwko znajomościom, tyle że nie mogą one być głównym czynnikiem przy obsadzaniu państwowych stanowisk, a szczególnie nie mogą być siłą utrzymującą na tych stanowiskach ludzi pozbawionych osobistych cech koniecznych do pełnienia takich funkcji.

Pan Gliński jest źle wychowany i w chwilach, w których poziom jego emocji gwałtownie rośnie, staje się na poziomie werbalnym agresywnym chamem. W dwóch znanych mi przypadkach medialnych rzucił się na dziennikarzy, którzy zadawali mu niewygodne pytania, i zaczął ich pouczać (to przeszło granicę absurdu) o osobistej kulturze i zasadach pracy dziennikarskiej.  Pan Gliński walczył wtedy jak lwica o dobre imię i szacunek dla tak zwanych organizacji pozarządowych (czytaj: dla żony pana Glińskiego) i walczył też o usprawiedliwienie własnego nieróbstwa, którego skala jest niewyobrażalna.

Rozumiem, że świat szeroko pojmowanej kultury jest przesiąknięty ideologią lewicową czy, używszy starszego terminu, postępową, ale nie rozumiem poddania się tej ideologii w wykonaniu ludzi zapewniających o swoim konserwatyzmie, swojej prawicowości i prawości. Nie rozumiem postawy ugodowej wobec środowisk, które nie kryją pogardy dla PiS-u i demonstracyjnie pokazują swoją wyższość nawet przy okazji ich artystycznych występów. Myślę, że pan Gliński jako starszy mąż młodej żony dla dobra tego układu rodzinnego zachowuje się według reguły z porzekadła: świni pluć, a świnia powie, że deszcz pada.

Najgorszy w tych problemach pana Glińskiego jest w tej chwili brak działania wobec dyrektora muzeum Auschwitz. Nie wolno nam, Polakom, pozwolić na taką sytuację, w której tracimy kontrolę nad kawałkiem Polski, gdzie za nasze pieniądze robi się z nas podludzi, barbarzyńców i odbiera prawo do mówienia prawdy o zbrodniach popełnionych właśnie na Polakach. Pan Gliński musi teraz swoje problemy rozwiązać w jedyny honorowy sposób, czyli musi podać się do dymisji.

Piotr Tomski

Po Dniu Żołnierzy Wyklętych

Po tym święcie do bólu przypominającym polskie totalne zawirowanie historii, w którym przyzwoici ludzie honoru musieli umierać i ustępować przed pospolitym złem, przyszło mi kolejny raz słuchać w polskojęzycznych mediach o rodzącym się faszyzmie czy nacjonalizmie. Unikam już wszelkiego kontaktu z tymi mediami, ale przypadkowo włączyłem telewizję i na pierwszej pozycji do odtwarzania była właśnie amerykańska stacja polskojęzyczna prowadzona przez „uczniów” zbrodniarzy komunistycznych. No i usłyszałem kilka zdań jadu na temat marszu narodowców w Warszawie, co było ich zdaniem prawie zbrodnią, którą dodatkowo wspierała policja. Koszmar!

Najgorsze jednak nie były te występy we wrogich Polsce mediach. Najgorsze było pewne zdarzenie w szeregach rządzących Polską, po którym chyba już definitywnie straciłem zaufanie do tych szeregów. Chodzi mianowicie o pewnego generała, który otrzymał dostęp do tajemnic, chociaż wcześniej go stracił. Ogłaszanie tej decyzji w takim dniu było wielkim błędem i policzkiem wymierzonym środowisku patriotycznemu. Nie da się teraz inaczej tego zinterpretować, a zaufanie z przemówień staje się mrzonką – marzeniem cwaniaka, któremu się wydaje, że otaczają go sami frajerzy. Ta decyzja po prostu domknęła sprawę pana Macierewicza. Koniec i kropka!!! Tej decyzji się spodziewałem, bo cały układ rządzący Polską jest coraz bardziej … klarowny.

Najgorsze wobec powyższego jest to, co wiele osób ostatnio pisze: denerwujemy się, a i tak przy najbliższych wyborach zaciśniemy zęby i zagłosujemy na PiS, bo przecież nie ma innej, realnej alternatywy. No właśnie. Proszę mojego Boga, żeby ta alternatywa powstała i pamięć o bohaterach narodowych nie była już nigdy zasłoną dla nikczemnych decyzji nikczemnych polityków.

Piotr Tomski

 

Przecież można było przestać być Żydem

Uważałem bardzo długo redaktora Wildsteina Bronisława za mądrego człowieka o ogromnej wiedzy i umiejętności korzystania z tej wiedzy. No i już tak nie uważam. Przykro jest przekonać się kolejny raz, że szanowało się niewłaściwą osobę. Niestety!

Wystąpił wyżej wymieniony w telewizji publicznej razem z jakimś Żydem i stwierdził coś, co było piramidalną bzdurą. Wynikało z jego wypowiedzi, że Żydzi urodzeni jako Żydzi i ścigani w czasie drugiej wojny światowej jako Żydzi po 1945 roku jako komuniści już Żydami nie byli. Nie wyjaśnił tylko szanowny pan redaktor, czy po wyjeździe do Izraela, jak zrobił bandyta Salomon Morel, ci osobnicy stawali się ponownie Żydami, czy może byli już Izraelczykami, którzy przecież z Żydami nie mają wiele wspólnego. Czy Żydzi, którzy uciekli na Zachód Europy, byli znowu Żydami, jak sami twierdzili, czy może zostali kosmitami? A Żydzi, którzy uciekli do USA, kim byli? Chaos w tego typu myśleniu jest zaiste żydowski.

Wobec powyższego sens wyjazdu pana Wildsteina do Izraela, gdzie na zlecenie polskiego rządu ma reprezentować interesy Polski i Polaków w związku z negowaniem naszych rozwiązań prawnych, jest co najmniej wątpliwy. Ja nie mam wątpliwości, że dla tego pana czysta onomastyka jest ważniejsza od historii i rozsądku, a zatem jego rozmowy w Izraelu będą … chaotyczne.

Piotr Tomski

Mrożony móżdżek żydowski

Polski rząd podobno zgodził się po presją władz Izraela na zamrożenia zmian wprowadzonych nowelizacją ustawy o IPN. Izraelskie media odtrąbiły sukces i ma być teraz dobrze. To znaczy: Żydom ma być teraz dobrze. A gdzie w tym jest prawda? No właśnie. W całej tej sprawie prawda, rozum i rzeczywistość nie miały żadnego znaczenia, a liczyła się wyłącznie gra polityków i dziennikarzy skierowana na kreację własną. Podeptali pamięć milionów istnień ludzkich i są zadowoleni z siebie, bo zmroziło im żydowskie móżdżki.

Polskie móżdżki zresztą też zmroziło w dość dużej liczbie. Niestety. Kiedy patrzę na ludzi z polskojęzycznych mediów niemieckich, amerykańskich czy „zegarkowych”, to rozumiem dzięki tym obrazom, że w czasie ostatniej wojny światowej działali ich przodkowie i Żydzi się ich po prostu bali. Ja również się ich boję i chyba wiem do czego są zdolni oraz do czego mogą doprowadzić Polskę i Polaków.

Trzeba teraz będzie rozgrzać te wszystkie zmarzliny i może je zagotować. Najlepsza do tego będzie prawda. Prawda tak ich grzeje, że się gotują i pienią. Hi, hi, hi… Prawda głoszona z dachów polskich wieżowców zmiecie ich ze szczytów hipokryzji i zapanuje na całym świecie spokój. Gdyby słowa Chrystusa miały moc sprawczą dla każdej prawdy, którą ktoś próbuje zataić, to świat byłby szczęśliwy. Prawda jednak w kwestii relacji Polaków z Żydami zwycięży, ponieważ sami Żydzi do tego zwycięstwa doprowadzą. Jak?! Świat Żydom nie wierzy i w dystansie czasowym będzie głoszona prawda, a żydowski przekaz o holokauście w całej poprawności politycznej zostanie pogrzebany na ołtarzu chwały Islamu. Myślę do tego, że na tym ołtarzu polegnie już niedługo wielu Żydów, którzy znowu stracili rozum.

Piotr Tomski

Sędzia za pięć dych

Kiedy mi się wydawało, że granice polskiej żenady już zostały wytyczone, do gry wszedł Sąd Najwyższy i sędzia roztargniony, którego będę nazywał sędzią za pięć dych dla ułatwienia. Sędzia za pięć dych zachował się wprawdzie racjonalnie, bo po prostu zainkasował pięćdziesiąt złotych, ale jego głupota do tej pozornej racjonalności poraża. Jakim głupim trzeba być, żeby nie pomyśleć o monitoringu na stacji benzynowej? I taki zwykły głupek zdaniem tych z Sadu Najwyższego może dalej sądzić? No, chyba że sędzia za pięć dych ze swoją porażającą głupotą jest osobą odpowiednią dla całego systemu sądowego, gdzie głupota wręcz jest pożądana w orzekaniu, żeby nie myśleć na sali rozpraw kompletnie o niczym, wyjąwszy zalecenia zarządzających systemem.

Kiedyś mówiło się o kimś dziwnym, że jest za dychę. Teraz będziemy mówili, że jest za pięć dych. Zawsze to jest rozwój i progresja. Za pięć dych sędzia jest lepszy od sędziego za dychę, który na przykład był robotnikiem powołanym przez sowieckich komunistów do sądzenia Polaków. System sądowy jest co prawda ten sam, ale rozwój jednak nastąpił.

Sędzia za pięć dych pokazał już całej Polsce na co go stać, kiedy po uniewinnieniu wyszedł i zaczął oskarżać media o robienie z niego złodzieja. Arogancja i agresja tego osobnika za pięć dych były czymś niepojętym, zwłaszcza w relacji do jego pokory z wcześniejszych wystąpień w Sadzie Najwyższym była to jakaś demoniczna metamorfoza. Koszmar! Co teraz będzie z jego podsądnymi?

Piotr Tomski

Prawda w oczy żydowskie kole

Nie należę do grona fanów premiera Morawieckiego i uważam, że znacznie lepszym premierem była pani Beata Szydło, ale od kilku dni jestem dumny z postawy zmienionego premiera, a nawet przyznaję, iż zaistniała w Monachium sytuacja post factum tę zmianę na stanowisku premiera w jakimś sensie usprawiedliwiła. Pani premier nie zostałaby odebrana tak mocno i jednoznacznie, jak odbyło się to w przypadku osoby mówiącej po angielsku i celnie, bezpośrednio odpowiadającej na prowokacyjne pytania. Nie było już zbędnych wyrazów uniżenia, a padły jasne słowa trudnej prawdy o Żydach.

Zastanawiałem się, jak ja bym zareagował na pytanie izraelskiego dziennikarza, który wygłosił sui generis oskarżenie Polaków, polskości i nawet języka polskiego. Najprawdopodobniej źle to skończyłoby się dla mnie, bo dziennikarz w odpowiedzi dostałby to, na co zasłużył, czyli dostałby prosto w nos. Jakim zresztą chamem i prostakiem trzeba być, żeby tak formułować pytania? No właśnie. A jakie stado prostaków tam siedziało, że to dziennikarskie wystąpienie wzbudziło oklaski? Dlatego tym mocniej podziwiam zachowanie premiera Morawieckiego. Wytrzymał i dał ripostę, po której cały świat zaczął myśleć o Polsce.

Trawestując pewną wypowiedź z polskiego filmu o wykłuwaniu oczu napiszę, że żydowskie oczy będziemy wykłuwać prawdą i przy tym patrzeć prosto w te oczy, bo naprawdę nie mamy czego się wstydzić.

Piotr Tomski

Pan minister Ziobro powinien siedzieć

Jeśli pamięć mnie nie myli, to ponad dwa lata temu obiecywano nam całkowite uzdrowienie prokuratury i w tym celu przywrócono rozwiązania ustawowe, które dały ogromne uprawnienia panu Ziobro. Uprawnienia wiążą się z obowiązkami, jakby pan Ziobro tego nie wiedział, a obiecywanie w jego wykonaniu było dokładnym określeniem przyjętych przez niego obowiązków. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek zmuszał pana Ziobro do przyjmowania tego stanowiska. Nie słyszałem również, żeby zmieniono w ciągu tych dwóch lat przepisy prawa w zakresie odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych za niedopełnienie obowiązków. I nie słyszałem wreszcie, żeby ktokolwiek robił cokolwiek w kierunku uzdrowienia prokuratury albo jakiegokolwiek rozliczenia jakichkolwiek błędów prokuratorskich. Słuch mam dość dobry i nie słyszałem.

Wobec powyższego nie potrzeba asa prawniczego do stwierdzenia, że pan Ziobro powinien mieć postawione zarzuty z art. 231&1 kodeksu karnego. PiS robi na przykład medialną kampanię w sprawie warszawskiej reprywatyzacji i tym samym pokazuje, co w setkach spraw reprywatyzacyjnych przy jasnych dowodach popełnionych przestępstw robili konkretni prokuratorzy. Czy pan Ziobro nie powinien już dawno temu ich rozliczyć? Podobna kampania medialna jest w sprawie Amber Gold i podobnie cała grupa „ślepych i głuchych” prokuratorów nie poniosła żadnej odpowiedzialności. Czy pan Ziobro o nich nie słyszał?

Pan Ziobro ze swoimi współpracownikami zajmuje się śmiesznymi ułatwieniami w obronie koniecznej i tworzeniem serii komicznych projektów ustaw, które blokują reformę sądów czy psują stosunki Polski z innymi krajami, bo są poza wszystkim jeszcze dziwnie utajniane. No cóż! Można widzieć w panu Ziobro geniusza i wielkiego szeryfa, ale ja zalecałbym odrobinę zastanowienia oraz zastosowanie starej zasady: po owocach ich poznacie. Owoce są zgniłe, zatem pan Ziobro musi siedzieć.

Piotr Tomski

Frasyniuk i frajerzy wszyscy

Pewien facet siedział w więzieniu za działalność polityczną i chwalił się swoim grypsowaniem, co dla wielu innych jest po prostu upadkiem człowieczeństwa. Pewien facet paktował z kierownictwem największego związku przestępczego w historii Polski, bo przez ten związek został wybrany do spisku przeciw Polakom. Pewien facet na działalności biznesowej prowadzonej równolegle do działalności politycznej zarobił miliony złotych, zaczynając od zera. Pewien facet usiadł na ulicy i szarpał policjanta, który z tej ulicy go usuwał. Pewien facet nie zgłaszał się na wezwania do prokuratury i został do niej doprowadzony przez policję. No i teraz jest ten facet znowu nieugięty. Jak mało potrzeba dla niektórych, żeby powstał bohater. Dla frajerów wystarczy krzyczeć coś przez okno lub na ulicy, żeby uznali kogoś za twardziela. Przykra to jest konstatacja.

Dzisiaj przeczytałem w Internecie, że pan Frasyniuk jest rurą bardaszaną i pucował ludzi spod celi. Pił wódkę z szefem wszystkich milicjantów polskich. Kradł pieniądze społeczne, związkowe czy po prostu przyjęte na działalność polityczną od ludzi, którzy mu ufali i wierzyli w jego uczciwość. Dzisiaj wiem, że ten pan zasłużył na rozliczenie. Kto jednak tego pana rozliczy?

Piotr Tomski