Zdjęcia wykonałem w muzeum Polin w Warszawie. Należy tam wysyłać wszystkich, którzy negują fakty.
Piotr Tomski
Po tym święcie do bólu przypominającym polskie totalne zawirowanie historii, w którym przyzwoici ludzie honoru musieli umierać i ustępować przed pospolitym złem, przyszło mi kolejny raz słuchać w polskojęzycznych mediach o rodzącym się faszyzmie czy nacjonalizmie. Unikam już wszelkiego kontaktu z tymi mediami, ale przypadkowo włączyłem telewizję i na pierwszej pozycji do odtwarzania była właśnie amerykańska stacja polskojęzyczna prowadzona przez „uczniów” zbrodniarzy komunistycznych. No i usłyszałem kilka zdań jadu na temat marszu narodowców w Warszawie, co było ich zdaniem prawie zbrodnią, którą dodatkowo wspierała policja. Koszmar!
Najgorsze jednak nie były te występy we wrogich Polsce mediach. Najgorsze było pewne zdarzenie w szeregach rządzących Polską, po którym chyba już definitywnie straciłem zaufanie do tych szeregów. Chodzi mianowicie o pewnego generała, który otrzymał dostęp do tajemnic, chociaż wcześniej go stracił. Ogłaszanie tej decyzji w takim dniu było wielkim błędem i policzkiem wymierzonym środowisku patriotycznemu. Nie da się teraz inaczej tego zinterpretować, a zaufanie z przemówień staje się mrzonką – marzeniem cwaniaka, któremu się wydaje, że otaczają go sami frajerzy. Ta decyzja po prostu domknęła sprawę pana Macierewicza. Koniec i kropka!!! Tej decyzji się spodziewałem, bo cały układ rządzący Polską jest coraz bardziej … klarowny.
Najgorsze wobec powyższego jest to, co wiele osób ostatnio pisze: denerwujemy się, a i tak przy najbliższych wyborach zaciśniemy zęby i zagłosujemy na PiS, bo przecież nie ma innej, realnej alternatywy. No właśnie. Proszę mojego Boga, żeby ta alternatywa powstała i pamięć o bohaterach narodowych nie była już nigdy zasłoną dla nikczemnych decyzji nikczemnych polityków.
Piotr Tomski
Uważałem bardzo długo redaktora Wildsteina Bronisława za mądrego człowieka o ogromnej wiedzy i umiejętności korzystania z tej wiedzy. No i już tak nie uważam. Przykro jest przekonać się kolejny raz, że szanowało się niewłaściwą osobę. Niestety!
Wystąpił wyżej wymieniony w telewizji publicznej razem z jakimś Żydem i stwierdził coś, co było piramidalną bzdurą. Wynikało z jego wypowiedzi, że Żydzi urodzeni jako Żydzi i ścigani w czasie drugiej wojny światowej jako Żydzi po 1945 roku jako komuniści już Żydami nie byli. Nie wyjaśnił tylko szanowny pan redaktor, czy po wyjeździe do Izraela, jak zrobił bandyta Salomon Morel, ci osobnicy stawali się ponownie Żydami, czy może byli już Izraelczykami, którzy przecież z Żydami nie mają wiele wspólnego. Czy Żydzi, którzy uciekli na Zachód Europy, byli znowu Żydami, jak sami twierdzili, czy może zostali kosmitami? A Żydzi, którzy uciekli do USA, kim byli? Chaos w tego typu myśleniu jest zaiste żydowski.
Wobec powyższego sens wyjazdu pana Wildsteina do Izraela, gdzie na zlecenie polskiego rządu ma reprezentować interesy Polski i Polaków w związku z negowaniem naszych rozwiązań prawnych, jest co najmniej wątpliwy. Ja nie mam wątpliwości, że dla tego pana czysta onomastyka jest ważniejsza od historii i rozsądku, a zatem jego rozmowy w Izraelu będą … chaotyczne.
Piotr Tomski
Polski rząd podobno zgodził się po presją władz Izraela na zamrożenia zmian wprowadzonych nowelizacją ustawy o IPN. Izraelskie media odtrąbiły sukces i ma być teraz dobrze. To znaczy: Żydom ma być teraz dobrze. A gdzie w tym jest prawda? No właśnie. W całej tej sprawie prawda, rozum i rzeczywistość nie miały żadnego znaczenia, a liczyła się wyłącznie gra polityków i dziennikarzy skierowana na kreację własną. Podeptali pamięć milionów istnień ludzkich i są zadowoleni z siebie, bo zmroziło im żydowskie móżdżki.
Polskie móżdżki zresztą też zmroziło w dość dużej liczbie. Niestety. Kiedy patrzę na ludzi z polskojęzycznych mediów niemieckich, amerykańskich czy „zegarkowych”, to rozumiem dzięki tym obrazom, że w czasie ostatniej wojny światowej działali ich przodkowie i Żydzi się ich po prostu bali. Ja również się ich boję i chyba wiem do czego są zdolni oraz do czego mogą doprowadzić Polskę i Polaków.
Trzeba teraz będzie rozgrzać te wszystkie zmarzliny i może je zagotować. Najlepsza do tego będzie prawda. Prawda tak ich grzeje, że się gotują i pienią. Hi, hi, hi… Prawda głoszona z dachów polskich wieżowców zmiecie ich ze szczytów hipokryzji i zapanuje na całym świecie spokój. Gdyby słowa Chrystusa miały moc sprawczą dla każdej prawdy, którą ktoś próbuje zataić, to świat byłby szczęśliwy. Prawda jednak w kwestii relacji Polaków z Żydami zwycięży, ponieważ sami Żydzi do tego zwycięstwa doprowadzą. Jak?! Świat Żydom nie wierzy i w dystansie czasowym będzie głoszona prawda, a żydowski przekaz o holokauście w całej poprawności politycznej zostanie pogrzebany na ołtarzu chwały Islamu. Myślę do tego, że na tym ołtarzu polegnie już niedługo wielu Żydów, którzy znowu stracili rozum.
Piotr Tomski
Kiedy mi się wydawało, że granice polskiej żenady już zostały wytyczone, do gry wszedł Sąd Najwyższy i sędzia roztargniony, którego będę nazywał sędzią za pięć dych dla ułatwienia. Sędzia za pięć dych zachował się wprawdzie racjonalnie, bo po prostu zainkasował pięćdziesiąt złotych, ale jego głupota do tej pozornej racjonalności poraża. Jakim głupim trzeba być, żeby nie pomyśleć o monitoringu na stacji benzynowej? I taki zwykły głupek zdaniem tych z Sadu Najwyższego może dalej sądzić? No, chyba że sędzia za pięć dych ze swoją porażającą głupotą jest osobą odpowiednią dla całego systemu sądowego, gdzie głupota wręcz jest pożądana w orzekaniu, żeby nie myśleć na sali rozpraw kompletnie o niczym, wyjąwszy zalecenia zarządzających systemem.
Kiedyś mówiło się o kimś dziwnym, że jest za dychę. Teraz będziemy mówili, że jest za pięć dych. Zawsze to jest rozwój i progresja. Za pięć dych sędzia jest lepszy od sędziego za dychę, który na przykład był robotnikiem powołanym przez sowieckich komunistów do sądzenia Polaków. System sądowy jest co prawda ten sam, ale rozwój jednak nastąpił.
Sędzia za pięć dych pokazał już całej Polsce na co go stać, kiedy po uniewinnieniu wyszedł i zaczął oskarżać media o robienie z niego złodzieja. Arogancja i agresja tego osobnika za pięć dych były czymś niepojętym, zwłaszcza w relacji do jego pokory z wcześniejszych wystąpień w Sadzie Najwyższym była to jakaś demoniczna metamorfoza. Koszmar! Co teraz będzie z jego podsądnymi?
Piotr Tomski
Nie należę do grona fanów premiera Morawieckiego i uważam, że znacznie lepszym premierem była pani Beata Szydło, ale od kilku dni jestem dumny z postawy zmienionego premiera, a nawet przyznaję, iż zaistniała w Monachium sytuacja post factum tę zmianę na stanowisku premiera w jakimś sensie usprawiedliwiła. Pani premier nie zostałaby odebrana tak mocno i jednoznacznie, jak odbyło się to w przypadku osoby mówiącej po angielsku i celnie, bezpośrednio odpowiadającej na prowokacyjne pytania. Nie było już zbędnych wyrazów uniżenia, a padły jasne słowa trudnej prawdy o Żydach.
Zastanawiałem się, jak ja bym zareagował na pytanie izraelskiego dziennikarza, który wygłosił sui generis oskarżenie Polaków, polskości i nawet języka polskiego. Najprawdopodobniej źle to skończyłoby się dla mnie, bo dziennikarz w odpowiedzi dostałby to, na co zasłużył, czyli dostałby prosto w nos. Jakim zresztą chamem i prostakiem trzeba być, żeby tak formułować pytania? No właśnie. A jakie stado prostaków tam siedziało, że to dziennikarskie wystąpienie wzbudziło oklaski? Dlatego tym mocniej podziwiam zachowanie premiera Morawieckiego. Wytrzymał i dał ripostę, po której cały świat zaczął myśleć o Polsce.
Trawestując pewną wypowiedź z polskiego filmu o wykłuwaniu oczu napiszę, że żydowskie oczy będziemy wykłuwać prawdą i przy tym patrzeć prosto w te oczy, bo naprawdę nie mamy czego się wstydzić.
Piotr Tomski
Jeśli pamięć mnie nie myli, to ponad dwa lata temu obiecywano nam całkowite uzdrowienie prokuratury i w tym celu przywrócono rozwiązania ustawowe, które dały ogromne uprawnienia panu Ziobro. Uprawnienia wiążą się z obowiązkami, jakby pan Ziobro tego nie wiedział, a obiecywanie w jego wykonaniu było dokładnym określeniem przyjętych przez niego obowiązków. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek zmuszał pana Ziobro do przyjmowania tego stanowiska. Nie słyszałem również, żeby zmieniono w ciągu tych dwóch lat przepisy prawa w zakresie odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych za niedopełnienie obowiązków. I nie słyszałem wreszcie, żeby ktokolwiek robił cokolwiek w kierunku uzdrowienia prokuratury albo jakiegokolwiek rozliczenia jakichkolwiek błędów prokuratorskich. Słuch mam dość dobry i nie słyszałem.
Wobec powyższego nie potrzeba asa prawniczego do stwierdzenia, że pan Ziobro powinien mieć postawione zarzuty z art. 231&1 kodeksu karnego. PiS robi na przykład medialną kampanię w sprawie warszawskiej reprywatyzacji i tym samym pokazuje, co w setkach spraw reprywatyzacyjnych przy jasnych dowodach popełnionych przestępstw robili konkretni prokuratorzy. Czy pan Ziobro nie powinien już dawno temu ich rozliczyć? Podobna kampania medialna jest w sprawie Amber Gold i podobnie cała grupa „ślepych i głuchych” prokuratorów nie poniosła żadnej odpowiedzialności. Czy pan Ziobro o nich nie słyszał?
Pan Ziobro ze swoimi współpracownikami zajmuje się śmiesznymi ułatwieniami w obronie koniecznej i tworzeniem serii komicznych projektów ustaw, które blokują reformę sądów czy psują stosunki Polski z innymi krajami, bo są poza wszystkim jeszcze dziwnie utajniane. No cóż! Można widzieć w panu Ziobro geniusza i wielkiego szeryfa, ale ja zalecałbym odrobinę zastanowienia oraz zastosowanie starej zasady: po owocach ich poznacie. Owoce są zgniłe, zatem pan Ziobro musi siedzieć.
Piotr Tomski
Pewien facet siedział w więzieniu za działalność polityczną i chwalił się swoim grypsowaniem, co dla wielu innych jest po prostu upadkiem człowieczeństwa. Pewien facet paktował z kierownictwem największego związku przestępczego w historii Polski, bo przez ten związek został wybrany do spisku przeciw Polakom. Pewien facet na działalności biznesowej prowadzonej równolegle do działalności politycznej zarobił miliony złotych, zaczynając od zera. Pewien facet usiadł na ulicy i szarpał policjanta, który z tej ulicy go usuwał. Pewien facet nie zgłaszał się na wezwania do prokuratury i został do niej doprowadzony przez policję. No i teraz jest ten facet znowu nieugięty. Jak mało potrzeba dla niektórych, żeby powstał bohater. Dla frajerów wystarczy krzyczeć coś przez okno lub na ulicy, żeby uznali kogoś za twardziela. Przykra to jest konstatacja.
Dzisiaj przeczytałem w Internecie, że pan Frasyniuk jest rurą bardaszaną i pucował ludzi spod celi. Pił wódkę z szefem wszystkich milicjantów polskich. Kradł pieniądze społeczne, związkowe czy po prostu przyjęte na działalność polityczną od ludzi, którzy mu ufali i wierzyli w jego uczciwość. Dzisiaj wiem, że ten pan zasłużył na rozliczenie. Kto jednak tego pana rozliczy?
Piotr Tomski
Po dwóch latach od przejęcia władzy w Polsce PiS chce rozliczać frajerów od Kulczyka za, stosując terminologię platformianą, robienie Kulczykowi laski. Prywatyzacja Ciechu była ostatnim „mistrzowskim” przedsięwzięciem wielkiego geniusza biznesu i chyba największym upodleniem środowiska polityków rządzących Polską, co było oczywiste od samego początku zaistnienia tego faktu dzięki nagraniom kelnerów zwanym „taśmami prawdy”. Dwa lata trwało zebranie wystarczających dowodów do przedstawienia zarzutów i zatrzymania sześciu osób?! Nie wierzę.
Kulczyka już nie da się rozliczyć, a jego spadkobiercy formalnie nie mają ze sprawą wiele wspólnego, dlatego postępowanie będzie tylko połowiczne. Niestety. Połowiczna sprawiedliwość nie jest w ogóle sprawiedliwością. Do tego mówimy na razie o działaniu prokuratury, natomiast nie mamy jeszcze żadnej wiedzy o stanowisku sądu, które będzie przecież decydujące. Fantazja polskich sędziów nie ma granic i w przedmiotowym przypadku z pewnością pozwoli na analizy, które z tych rządowych frajerów zrobią bohaterów. Była już zresztą wersja, według której Kulczyk ratował polską firmę przed rosyjskim przejęciem, zatem to byli sami patrioci.
Dużo mówi się ostatnio o wielu genialnych pomysłach Kulczyka, przy których dziwna pomoc funkcjonariuszy publicznych różnych opcji rządzących Polską właściwie sprowadzała się do dawania czystych pieniędzy firmom Kulczyka. I przez dwadzieścia lat nikt nic nie zrobił w tej konfiguracji dla dobra Polski.
Piotr Tomski
W Polsce dzieje się ostatnio tak dużo, że trudno wybrać tematy naprawdę ważne, mające największy wpływ na państwo, społeczeństwo czy na życie poszczególnych Polaków. Żydzi, amerykańska broń, Unia Europejska czy sądownictwo to tylko najważniejsze hasła, które determinują polską politykę. W poniedziałek ukazał się wywiad z pewną panią sędzią, który jedno z powyższych haseł postawił w minionym tygodniu w moich oczach ponad innymi. Wywiadu mianowicie udzieliła dla „Do Rzeczy” sędzia Barbara Piwnik, a powiedziała jednoznacznie o definitywnym końcu niezawisłości polskich sędziów. Szok! Nie lubię pani Piwnik i nie cenię jej orzeczeń, które w kilku przypadkach były co najmniej podejrzane, ale jej wywiad wzbudził mój podziw dla szczerości, uczciwości i odwagi tej pani.
Sędziowskie stowarzyszenia osiągnęły ostatnio tylko jedno: udowodniły zawisłość większości polskich sędziów w podejmowaniu decyzji o ich osobistym udziale w systemie państwowym. I jak teraz można myśleć o niezawisłości tych samych sędziów na salach rozpraw? Skoro ich doświadczenie życiowe opiera się na uzależnieniu ich działania od stowarzyszenia, to tym bardziej orzekanie w różnych sprawach ludzkich będzie właśnie z tego doświadczenia wynikało już zgodnie z prawnymi normami. Niestety.
Każdy Polak powinien teraz składać w toku rozprawy we własnej sprawie wniosek do sądu orzekającego o złożenie oświadczenia przez skład orzekający w kwestii osobistego stosunku do zaleceń sędziowskich stowarzyszeń i udziału w procedurach powołujących konstytucyjne organy władzy sądowniczej. Od treści tego oświadczenia zależeć może przebieg każdego procesu, zwłaszcza ocena sposobu orzekania może być uzależniona od zawisłości sędziego od swoich kolegów i ich zdania w każdej sprawie. Z punktu widzenia czysto ludzkiego znaczenie awansu dla sędziego, jego kariera zawodowa, opinia o nim i współżycie z kolegami dają się chyba porównać do jego tysięcy codziennych decyzji na salach rozpraw.
Pewne jest, że zdecydowana większość sędziów poddała się woli grupy, kiedy każdy sędzia powinien dokonywać autonomicznych wyborów. Pewne jest też, że nie ma żądnego przepisu prawa pozwalającego uzasadnić ten bunt sędziów. No i pewne jest, że za wszystkich sędziów zapłacą Polacy.
Piotr Tomski