Różnica niecałego procenta ze wszystkich oddanych głosów jest symboliczna, ale jednak jest. Różnica jednego europosła dla komitetu KO jest już bardziej realna i dobrze się stało, że jest. Hi, hi, hi… Nie ma przynajmniej gadania o remisie albo dwóch wygranych.

Foto: cytat z X
Głosowałem na zwycięzców, chociaż kandydat, na którego oddałem głos, nie został europosłem. Niestety. Kierowałem się zdrowym rozsądkiem, a to nie jest mocna strona wyborczych preferencji. W tych wyborach znowu zadziałały uczucia – strach i nienawiść. I może tak powinno być, tyle że w Unii Europejskiej na moje oko liczy się właśnie zdrowy rozsądek, stabilna psychika uczestników dyskursu i ich umiejętności, wiedza etc..
Jeśli chodzi o zwycięzców, to reprezentacja nie jest zła, natomiast ekipa z drugiego miejsca jest dość osobliwa. I to jest drugi symbol tych wyborów. Słusznie zauważył premier Tusk przed wyborami, że listy wyborcze PiS są praktycznie listami gończymi, bo tak wielu jest tam ludzi skonfliktowanych z prawem. I niestety ci ludzie zostali wybrani do europejskiego parlamentu. Wstyd i kompromitacja.
Jest i trzeci symbol tych wyborów. Trzecia droga. Hi, hi, hi… Spadek do sześciu procent głosów dla tej grupy jest jej symbolicznym upadkiem. I dobrze. I bardzo dobrze. Jasna deklaracja wyborców w kwestii dróg politycznych na polskiej scenie. Nie ma kompromisów ze złem.
I jest czwarty symbol. Ten najgorszy. Grzegorz Braun będzie polskim europosłem. Mam tylko nadzieję, że na wyciągnięcie gaśnicy w europarlamencie nikt mu nie pozwoli. A jeśli już ją wyciągnie, to wsadzą mu ją w odpowiednie miejsce. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski