Po bardzo ciekawej kampanii wyborczej Islandczycy dokonali wczoraj wyboru nowej pani prezydent, którą będzie od sierpnia Halla Tómasdóttir.

Foto: cytat z ruv.is

  Dla mnie najważniejsze było jedno: porażka wyborcza Katrin Jakobsdóttir. Spodziewałem się jednak, że to, co jest dla mnie najważniejsze, jest tylko moim marzeniem, bo ta kobieta wystartowała w wyborach prezydenckich jako pewniaczka i reprezentantka islandzkich elit rządzących, rezygnując z fotela premiera tuż przed wyborami. Jej współpraca z synem prezesa Islandii (Bjarni Benediktsson) i udział w ostatnich kilku latach zarządzania patologicznym państwem islandzkim jasno wskazywały, że była pani premier jest „nasza”.

  W tej mojej nienawiści do Katrin nie zwróciłem uwagi na inną kandydatkę, która w końcu te wybory wygrała, czyli nie zauważyłem Halli. No właśnie. Gdybym zauważył i poznał ją bliżej, to modliłbym się żarliwie do boga ateistów, żeby wygrała Katrin; inaczej: Islandia wpadła z deszczu pod rynnę. Hi, hi, hi…

Foto: cytat z ruv.is

  Kariera zawodowa po ukończeniu studiów w Alabamie w USA wyraźnie określa nową panią prezydent. Nie chcę wdawać się w szczegóły, które łatwo można znaleźć w sieci, ale pani jest mocno związana z obcym biznesem. Pracowała dla Virgin Group. Ostatnio podobno jej praca podzielona była na dwa miejsca: Reykjavik i Nowy Jork. Nie mam, oczywiście, żadnych udokumentowanych zarzutów do tej pani, ale przecież w 2008 roku, kiedy padał system finansowy Islandii, nikt nie miał na początku żadnych udokumentowanych zarzutów. Swoją drogą jestem bardzo ciekaw, gdzie była i co robiła Halla w 2008 roku?

  Na szczęście prezydent na Islandii jest jeszcze bardziej dekoracyjny niż w Polsce. Kolejny raz przekonałem się po prostu, że w Islandii zmienia się wszystko, żeby nie zmieniło się nic.

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz