Kiedy zobaczyłem, że Mariusz Kamiński dostaje po twarzy od posła Tośka Macierewicza, to padłem ze śmiechu. Ten łobuz przytrzymał sobie drugą ręką tego wygłodzonego biedaka i walnął z całych sił. A wszystko miało iść na konto marszałkowskiego strażnika.

Foto: X
Wiem, wiem… Stosowanie przemocy wobec człowieka nie powinno nikogo bawić. Przepraszam. Jednak nie mogę się powstrzymać, kiedy czytam, że Tosiek rano dowiedział się o liście pisowców podsłuchiwanych „pegasusem”, a przed sejmem przeczytał tę listę razem ze swoim nazwiskiem na niej. I ruszył na Mariuszka, aż polała się krew.
Nie wiem, jak było naprawdę, ale obrazy przecież nie kłamią. Poseł walnął w twarz byłego posła. Po co to zrobił? Sytuacja wcale tego nie wymagała i chyba PiS tego też nie wymagało. Nie wiem zresztą, jaki był cel tego zamieszania przed sejmem, bo Poseł Kaczyński uznał po jakimś czasie, że partia cel osiągnęła i ma materiały procesowe w postaci pisma marszałka Hołowni do Straży Marszałkowskiej. Czy nie wiedzieli, że Hołownia chętnie im udostępni kopię pisma bez bicia, szarpania i obelg? Dziwni ludzie są w PiS.
Jestem teraz ciekaw, czy Kamiński pozwie Macierewicza. Nie dość, że go torturowali w więzieniu, nie dali jeść i pić, to jeszcze pobili pod sejmem. Moim zdanie, masa krytyczna w poświęceniu dla partii w jego przypadku została przekroczona. Mariusz, nie daj się poniewierać!!!
Piotr Tomski