Tematem bardzo ciekawym i bardzo ważnym w 2023 roku stał się w Polsce prawdziwy problem dostępu do grzybów w lesie. Zbieractwo było sposobem na życie ludzkości, ale trochę czasu od tego minęło.

Słyszałem, że PiS cofa nas w wielu obszarach funkcjonowania społeczeństwa do Średniowiecza. Teraz okazało się, że Wielki Guru z Żoliborza postanowił cofnąć nas o kilkadziesiąt tysiącleci w rozwoju społecznym. W sumie to przy biedzie inflacyjnej nie jest zły pomysł, zwłaszcza dla wiejskich emerytów, którzy lasy mają relatywnie blisko od domu.
Osobiście lubiłem zbieranie grzybów w dzieciństwie, kiedy jeździłem do miejscowości, w której urodził się mój ojciec, i stamtąd miałem kilka kroków do dużych obszarów leśnych z dużą ilością grzybów. Chodziłem godzinami w lesie i zbierałem. Ale to było w dzieciństwie. Dzisiaj wprawdzie daleko mam do lasu, ale i tak, wracając do Polski, o lesie i grzybach nawet nie pomyślę. Nie wiem, na kogo ten sentyment grzybowy może działać, ale na pewno wynika to dokładnie z badań pisowskich. Po prostu: grzyby idą na grzyby. Hi, hi, hi…
PiS nie przebadał jednak sytuacji europejskich lasów. Stosowanie argumentu o zamknięciu lasów w Polsce miałoby sens wyłącznie w sytuacji zamknięcia lasów w Europie. A tak nie jest. Mieszkam w kraju skandynawskim i wiem, że tak nie jest, bo nie mam tu żadnych ograniczeń w wejściu do lasu, chyba że jest ogrodzony na czyimś polu. Hi, hi, hi… Niemcy nawet nie zamknęli lasów i tylko ograniczają ilość jednorazowo zebranych grzybów do dwóch kilogramów. No tak. Dwa kilogramy grzybów na osobę to mało, żeby przeżyć wyłącznie na grzybach, które wartości odżywczych mają tyle, co kot napłacze.
Piotr Tomski