Czekałem z zapartym tchem na konwencję Solidarnej Polski i ogłoszenie samodzielnego startu tej partii w nadchodzących wyborach. I się nie doczekałem.

Oglądanie tej transmisji było po prostu stratą czasu. Wiem, że tego typu spotkania nie są okazją do konkretów, ale pan Zbyszek z kolegami przesadził w ogólnikach; w zasadzie poza jednoznacznym zdefiniowaniem wroga w postaci Unii Europejskiej nie było tam nic. Nie padło nawet jednoznaczne stwierdzenie, że Suwerenna Polska jest nowym bytem formalno-prawnym, a Solidarna Polska przestaje istnieć.
Wielu dziennikarzy zadawało sobie i politykom SP pytanie: dlaczego ta zmiana nazwy? Bo wczoraj obowiązywała wszędzie wersja, że zmienia się tylko nazwa. Hi, hi, hi… Najczęściej padała w odpowiedzi „zmieniona” Unia Europejska, która jest zagrożeniem dla polskiej suwerenności. No właśnie. Patologiczni kłamcy nigdy prawdy nie mówią. Solidarna Polska musiała zniknąć, bo ma trochę za uszami i nikt za to nie będzie teraz płacił, skoro można tylko zarabiać.
Przypomnijmy choćby problemy z wziętą kasą z Unii Europejskiej na partyjne spotkanie, które nie było zgodne z celem zadeklarowanym we wniosku o dotację. Prokuratura kiedyś będzie musiała zakończyć postępowanie i pieniądze kiedyś byłoby trzeba zwrócić. A pan Zbyszek nie ma w zwyczaju oddawać tego, co już raz sobie dał. Hi, hi, hi…
Najważniejsze jednak jest to, że nie ma już faktycznie Zjednoczonej Prawicy. Nie ma koalicji z PiS, bo w tej koalicji był nieistniejący byt. Pan Zbyszek czeka na nową ofertę i nic go nie krępuje. Zabawa weszła na wyższy poziom hipokryzji.
Piotr Tomski