Ostatnio pojawiło się w Polsce kilka recept na zwycięstwo wyborcze. Podzielić, poszczuć i podsypać kasy albo połączyć, pochwalić i przysięgać pomoc wszystkim. Dla dodania kabaretowego charakteru sytuacji, wszyscy jednocześnie zaczynają stosować wszystkie recepty w miarę własnych, partyjnych możliwości.
Podział Polaków przez trzydzieści trzy lata „wolnej” Polski stał się tak głęboki i wielopoziomowy, że trudno jest dzisiaj mówić o narodzie. Nie wiem zresztą, ilu Polaków myśli dzisiaj w kategoriach stricte narodowych, a ilu na przykład katolicyzm uznaje za miernik polskości? Obawiam się, że patrioci muszą być katolikami, natomiast ateiści nie mogą być Polakami. Hi, hi, hi… Horror. Popatrzmy na dzisiejsze marsze, które zresztą porażką frekwencyjną mojemu sercu dały nadzieję. I niebo nad nimi płakało, krzycząc: idźcie do domu.

Z rodzinnego domu wyniosłem podstawową zasadę: nie należeć do żadnej partii. Nigdy! Trzymam się tej zasady i chyba tylko to pozwala mi zachować zdrowie psychiczne. Hi, hi, hi… W każdej polskiej partii trzeba co pewien czas zmieniać zdanie i opowiadać ludziom bajki o planach, których się nie realizuje. Nie ma jednak dla wszystkich Polaków jednej, wspólnej bajki, którą opowiadaliby wszyscy, a to z kolei musi źle się skończyć. Dzielenie ludzi zawsze źle się kończy.
Dzielenie Polaków za pomocą Jana Pawła II jest największą znaną mi hipokryzją, bo dotyczy ukrywania prawdy. A prawda was wyzwoli. Z dachów będzie wykrzyczane to, co staracie się ukryć w domach. No właśnie. Byłem kiedyś chrześcijaninem i nie dam się oszukać, a do tego uważam ciągle, że prawda jest bardzo ważnym elementem egzystencji.
Piotr Tomski