Zmarła osoba, kobieta, człowiek i tyle. Wiem, że ludzie nie są równi wobec prawa i innych ludzi, ale medialna biegunka w kwestii śmierci jednego człowieka jest dla mnie ośmieszeniem samego majestatu śmierci. Niestety.
Elżbieta i jej następca stanowili duet z czarnej komedii, w której w kulminacyjnym punkcie zginęła księżna Diana. Cała reszta jest tylko zwykłą parodią porządku społecznego w rozwiniętych krajach Zachodu. Mamy dwudziesty pierwszy wiek i utrzymywanie patologicznej rodziny w pałacu nie ma już sensu, celu i uzasadnienia. Jest zatem wspaniała okazja do zakończenia tego archaicznego przedstawienia.
Jest w Europie jeszcze kilka królestw. Nie chcę, oczywiście, nikogo pouczać czy nakazywać jakieś działania, ale łączenie równości wszystkich ludzi z monarchią jest co najmniej hipokryzją. Rodzin królewskich nikt nie wybiera i nawet w sferze symbolicznej funkcjonowanie tych systemów państwowych staje się śmieszne. Uprawnienia królów zresztą są też symboliczne i tym bardziej śmieszne jest ponoszenie kosztów ich utrzymania. W Wielkiej Brytanii koszt utrzymania rodziny królewskiej jest chyba największy w Europie, a jej wpływ na politykę na wyspach jest żaden. Prywatne dochody tej rodziny są przy tym najzwyklejszą formą okradania państwa w relacji z kosztami jej funkcjonowania.
Śmierć jest momentem przykrym, ale też oczyszczającym – zwłaszcza dla chrześcijan. Zmarła przecież głowa chrześcijańskiego Kościoła. To tak dla przypomnienia maksimum hipokryzji brytyjskiej, bo w świecie według Chrystusa też wszyscy są równi.
Piotr Tomski