Jacek Kurski padł

Podobno nic się nie stało. Podobno wszystko było uzgodnione. Podobno będzie awans. Podobno… Ale na razie z roboty wywalili na tak zwany zbity pysk i nawet dziękuję nie powiedzieli.

  Kurski był chyba od urodzenia powołany do kierowania telewizją publiczną. Od pierwszych dni prezesowania nadał jej kierunek idealny w oczach „jego środowiska partyjnego” i prezesa, co powinno zrobić z niego osobę nietykalną. On awansował i ustawiał w tej telewizji wszystkich. No właśnie. Chyba przeceniałem pana Kurskiego. Wywalili go między jedną filiżanką kawy a drugą filiżanką kawy i od następnego dnia już go w tej telewizji fizycznie nie ma.

  Nie ma ludzi niezastąpionych. Wielki Guru z Żoliborza kieruje się tą regułą od zawsze i dlatego co pewien czas wymienia ludzi na kluczowych stanowiskach. Zostają wyłącznie posłuszne matołki, które wykonują ślepo wszystkie polecenia. Każdy, kto wykaże odrobinę własnej inicjatywy lub zagra na siebie, musi stracić posadę chociaż na moment, żeby Kaczyński mógł wykazać swoją dominującą pozycję.

  Przyszła mi teraz taka myśl do głowy przy okazji tej zmiany statusu Jacka Kurskiego. Otóż zastanawiam się poważnie, czy teraz Jacek Kurski dostałby nowy ślub kościelny? Hi, hi, hi… Wiadomo, że teraz byłby zwykłym grzesznikiem pozbawionym możliwości spowiedzi. Prezes nie poprowadziłby młodych Kurskich po placu przykościelnym, a arcybiskup udawałby, że Jacka Kurskiego nie zna lub znajomości z nim sobie nie przypomina.

  Jacek Kurski padł. Ja na jego miejscu ogarniałbym już sobie pogrzeb, bo usuwani przez PiS umierają. Hi, hi, hi… Może chociaż jakiś biskup odprawi mszę pożegnalną.

  Piotr Tomski

Myśmy zrobiliśmy część druga czyli pozew za pisanie o geju

  Sprawa uprawiania seksu jest sprawą prywatną, ale we współczesnym świecie pisanie o tym na pewno nie jest naruszeniem prywatności osoby publicznej. Wyraziłem, oczywiście, własny pogląd na temat sprawy sądowej Kaczyński kontra Piński. Wyrok w tej sprawie będzie sui generis drogowskazem dla mediów w Polsce. Hi, hi, hi…

  Odwrócę problem i zapytam: czy pisanie o kimkolwiek, że jest mężem swojej żony, narusza jego prywatność? No właśnie. Może dojdziemy niedługo do takich absurdów, że nie będzie wolno pisać o tym, czy ktoś jest w związku, czy jest samotny, czy jest o piętnastej gejem, natomiast w południe jest biseksualny, bo w domyśle piszemy o uprawianiu seksu. Jest granica prywatności, za którą nie wolno omawiać intymnych szczegółów współżycia seksualnego człowieka. I tyle. Ale samo wspomnienie o tym, że jakiś człowiek może uprawiać seks z kobietą albo z mężczyzną nie może naruszać prywatności.

  Czekam z ciekawością na wyrok w tej sprawie, zwłaszcza że Kaczyński jest osobą publiczną i osobiście szydzi z ludzi, którzy nie są heteroseksualni. Kaczyński przede wszystkim jest odpowiedzialny za cały aparat propagandy anty-LGBTQ, który prowadzony jest w zależnych od niego mediach. Czy w takiej sytuacji można w ogóle mówić o prywatności jego orientacji seksualnej? A możliwość szantażu informacjami o jego orientacji?

Mam wrażenie, że Kaczyński nie przemyślał do końca kwestii pozwu. Teraz cała Polska zacznie dyskusję o naczelnym geju RP.

  Piotr Tomski

Myśmy zrobiliśmy część pierwsza czyli obliczenie reparacji

  Wielki Strateg z Żoliborza mówi: myśmy. Kiedy to słyszę, to bez względu na to, co dalej powie ten „krasomówca”, ja zaczynam się śmiać. Myśmy wam, wyście nam, towarzysze drodzy.

  Dzisiaj myśmy zrobiliśmy wyliczenie „reparacji” od Niemiec dla Polski, a Wielki Guru z Żoliborza przedstawił ostateczną kwotę tych roszczeń, których myśmy jeszcze nie zrobiliśmy, bo się zastanawialiśmy, jak myśmy moglibyśmy to zrobić. Ja przynajmniej tak zrozumiałem dzisiejsze działania prezesa wszystkich prezesów i jego sztabu obliczeniowego.  

Idea żądania zadośćuczynienia od Niemców za II Wojnę Światową jest słuszna, tym bardziej że Niemcy nie zwrócili Polakom wielu zrabowanych rzeczy, które zostały opisane i nawet znalezione w niemieckich domach czy galeriach. Niemieckie, rozbójnicze prawo cywilne daje przecież prawo własności przez zasiedzenie po dziesięciu latach posiadania przedmiotu. Moralnie jesteśmy ofiarą i mamy prawo do tego zadośćuczynienia. Ale nie nazywajmy tego reparacjami, bo my tej wojny nie wygraliśmy i nie my ustalaliśmy powojenny ład. Niestety, reparacje dla Polski Niemcy już zapłacili i mają pokwitowania.

  Możemy więc żądać zadośćuczynienia, co może być precedensem w prawie międzynarodowym, ale nie musi być skazane na porażkę. Dobra kancelaria z Nowego Jorku może to załatwić i doprowadzić do ugody polsko-niemieckiej. Chodzi tylko o to, żeby w obecnej sytuacji ten żoliborski nieudacznik nie mówił więcej, że myśmy zrobiliśmy i już nam się należy. W ciszy i spokoju należy rozpocząć działania podobne do tych, które doprowadziły Izrael do niemieckich odszkodowań. I tyle. To, co myśmy zrobiliśmy, nikogo tak naprawdę nie obchodzi.

  Jan Woliński  

Spotkanie z diabłem

  Każdy, kto przeczytał Objawienie św. Jana, może mieć uprawnione skojarzenie, że dzisiejszy Kościół katolicki jest tworem szatana, który chce poprowadzić ludzkość w rejony bardzo oddalone od boga, dobra czy nawet samej prawdy. Napiszę inaczej jako ateista: spotkałem w kościele diabła i uciekłem. Hi, hi, hi…

  Jezus Chrystus powiedział kiedyś, że największa kara spotka tych, którzy krzywdzą dzieci. No i okazało się, że przedstawiciele dzisiejszego Kościoła należą do czołówki krzywdzicieli dzieci. Czy to nie jest dowód, że tym Kościołem zarządza diabeł? Chrystus im mówi, że dzieci są pod szczególną ochroną, a oni dzieci właśnie wykorzystują do zaspokojenia swoich zboczonych potrzeb. Przy tym w tuszowaniu tych mega grzechów biorą udział wszyscy – papieże, biskupi, zakonnicy etc. Nie ma w tym Kościele człowieka, który nie uczestniczyłby świadomie lub nieświadomie w zatajaniu zła.

  Ojciec dyrektor Rydzyk w obecności szefa wszystkich prokuratorów – pana Zbyszka – bronił księży oskarżanych o pedofilię. Przy ewidentnych sprawach pedofilskich Rydzyk stwierdził, że przecież te dzieci same się garną do takiej miłości, że prowokują, a dobry ksiądz tego nie wytrzyma i czasem coś zrobi. Diabeł wcielony przemówił i piorun z nieba powinien w niego uderzyć. Hi, hi, hi… Słabo ten Chrystus król Polski się stara załatwiać ochronę dla dzieci, które podobno tak umiłował.

  Diabeł chciał ze mną pogadać i nie dałem mu okazji, bo przecież w niego też nie wierzę. Hi, hi, hi… Kościołów już nie odwiedzam i pewnie z nim się więcej nie spotkam, ale tak mnie trochę kusi, żeby sobie życie ułatwić. Obawiam się tylko, że diabeł każe mi zapisać się do PiS. Taki nowoczesny cyrograf mi podsunie do podpisania własną krwią.

  Piotr Tomski

A co mnie to obchodzi

  Kiedy patrzę na polityków w Polsce, to śmiać mi się chce przede wszystkim z samego siebie, bo co mnie to obchodzi. Niech oni najlepiej się pozabijają i będzie wreszcie normalnie. Hi, hi, hi… W jednej przestrzeni z bandą nieudaczników postsolidarnościowych i drugą bandą postkomunistów nikt o zdrowych zmysłach oraz ze zdrową moralnością nie stworzy wspólnego organizmu społecznego.  

  Opozycja nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego szarzy obywatele do tej pory w dużej liczbie głosują na PiS, a PiS-owcy nie są w stanie pojąć, dlaczego ci sami szarzy obywatele przestaną na nich głosować i tym samym muszą stracić władzę. No właśnie. Chodzi o to, że ci szarzy obywatele po trzydziestu latach od upadku komuny znowu przez chwilę zaczęli coś dostawać, ale inflacja, drożyzna i recesja zabierają im te benefity. To jest prosty mechanizm dla prostych ludzi. Nie potrzeba tu filozofii, żeby ten mechanizm zrozumieć.  

  Nie jestem emerytem i nie mam dzieci zakwalifikowanych do pomocy, zatem co mnie to obchodzi. Myślę, że wielu pracujących Polaków jest w podobnym położeniu. Skoro PiS w ogóle zatrzymał się nad finansowymi problemami większości społeczeństwa, to potrzeba poważnej siły propagandowej, żeby tę okoliczność wymazać z pamięci tej większości – zatrzeć  to wspomnienie wielkiego sukcesu na miarę tysiąclecia. A my zgodnie mówimy: co to nas obchodzi. I oczekujemy zmiany władzy w Polsce. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski  

Wesele według PiS

  Prezentu w postaci użyczenia nawet Fredro razem z Wyspiańskim by nie wymyślili na weselu. A jednak w PiS do tego doszło. Hi, hi, hi… Kreatywność polityków partii rządzącej jest gigantyczna.

  Oglądałem niedawno film „Wesele” i była tam mowa o daniu samochodu w prezencie ślubno-weselnym. Samochód został wzięty w leasingu, jak się w dalszym ciągu filmu okazało, a że kondycja finansowa leasingobiorcy była kiepska, to i prezent został chyba w końcowym efekcie wirtualny. Z ministrem PiS-owskim i jego ciągnikiem może być podobnie, zwłaszcza że to jest tylko użyczenie. Hi, hi, hi… Żeby chociaż to był ten leasing. Za moment możemy mieć akcję: komornik i ciągnik. I znana pani senator od spraw komorników będzie bronić weselnego prezentu, który z powodu niespłacanego kredytu trafi na komorniczy przetarg.

  Sprawa tego wesela i ciągnika jest doskonałym podsumowaniem siedmiu lat rządów partii „uczciwości”. Tak, skojarzenie z serialem TVP jest właściwe. PiS robi dokładnie wszystko inaczej niż jest napisane w programach wyborczych tej partii, a podstawowym celem PiS-owskich polityków jest realizacja własnych zysków. Wprawdzie w tym akurat względzie jest to zgodne z zapowiedzią prezesa na temat tworzenia nowych elit ekonomicznych, ale z duchem uczciwości to nie ma nic wspólnego i świadczy jedynie o sprzeczności wewnętrznej w partii. Złodzieje, oszuści i defraudanci nie mogą tworzyć elit. Niestety. Rozumiem, że tendencje światowe idą w podobnym kierunku, ale Polska przecież ma twarde zasady. Hi, hi, hi…

  Ciekaw jestem swoją drogą, skąd naprawdę wzięły się środki na opłacenie samego wesela i tego prezentu.

  Piotr Tomski  

Na Islandii właśnie zaczął się wielki kryzys

  Przypuszczam, że dzisiejszy dzień przejdzie do historii Islandii jako początek wielkiego kryzysu społeczno-ekonomicznego. Dlaczego? Bo dzisiaj centralny bank Islandii tak schłodził gospodarkę, że za kilka miesięcy Islandczykom pozostanie do jedzenia tylko lód z topniejących lodowców. Hi, hi, hi…

  Podniesiono w banku centralnym kolejny raz stopy procentowe i tym samym oprocentowanie kredytów znowu wzrośnie. Dzisiaj też okazało się, że w ciągu ostatniego miesiąca praktycznie zatrzymała się sprzedaż mieszkań na Islandii. Czy szefowie banku centralnego właśnie tego chcieli? Zamrozić gospodarkę. Przy tak małej społeczności efekt mrożący wywoła lawinę. Za chwilę staną budowy, podrożeją kolejny raz czynsze za wynajem, wyjadą ostatni tani pracownicy z powodu braku dachu nad głową do spania i nastąpi jeszcze seria wielu nieprzewidzianych zdarzeń mrożących gospodarkę.

  Dodatkowa zapowiedź prezesa banku centralnego na temat zatrzymania podwyżek płac była jeszcze ciekawsza od podwyżek stóp procentowych. Skąd ludzie mają brać kasę na spłacanie droższych kredytów? Już zdarza się zabieranie mieszkań przez banki. Kończą się zbiorowe umowy płacowe i wszystko sprowadza się do zagrożenia strajkiem, a pan prezes banku mówi stanowczo: mam was wszystkich w du… Hi, hi, hi…

  Wiem, że wielu Islandczyków żyje z posiadanego majątku, ale wielu młodych mieszkańców wyspy tego majątku nie ma i już nigdy nie będzie go osiągać inną drogą niż dziedziczenie. Kolejnego kryzysu w tak ostrej formie ten kraj po prostu nie przetrwa, bo to dziedziczenie dotyczy wąskiej grupy Islandczyków, natomiast większość zacznie rozliczać rządzących, którzy mogą tym razem nie zdarzyć uciec lub się ukryć. I tym razem już nikt długów islandzkich nie spłaci. Hi, hi, hi… Frajerzy z Wysp Brytyjskich czy z Holandii drugi raz nie dadzą się wydy… Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Pożegnanie ojczyzny dzisiaj

  Na przestrzeni wieków Polacy musieli uciekać z ojczyzny i tęsknili za nią, tworząc wielkie dzieła literackie, muzyczne czy plastyczne. Dzisiaj pożegnanie ojczyzny wygląda nieco inaczej. Niestety. Z ojczyzny dzisiaj ucieka się przed biedą i niemocą, a tęsknota została zastąpiona jakąś dziwną formą wstydu, zażenowania czy niesmaku.

  W epoce PRL Polacy na emigracji musieli się czuć podobnie i wstydzić za innych Polaków, którzy w imieniu Rosjan zarządzali ich ojczyzną. Cała propaganda jednak była czytelna i większość zdawała sobie sprawę z kłamstw tej władzy, która została osadzona w Polsce radzieckimi bagnetami. Kłamstwa dzisiejszej władzy są tak konstruowane, że bardzo wielu Polaków w nie wierzy i je wspiera, zwłaszcza członkowie Kościoła katolickiego wspierają ten „chocholi taniec”, co z kolei ma przekonać resztę do uczciwości czy przyzwoitości tej władzy.

  Nigdy nie przestanę myśleć o Polsce i zajmować się polskimi sprawami, ale chyba też nigdy nie byłem tak zniechęcony do Polaków, którzy pozwalają sobą aż tak manipulować, że jedna trzecia głosujących wybiera do rządu tak złych ludzi. Zniechęcenie jest tym większe, im więcej poznaję uzasadnień tego wyboru. Bo oni coś dają ludziom. Bo kradną i trochę się dzielą. Bo zła Unia Europejska z Tuskiem. Bo bronią wiary przodków. Bo te pedały i lesby. Bo cały świat chce podbić Polskę. Duszno się robi i nie chce się rozmawiać.

  Mickiewicz czy nawet Miłosz mieli sprawę prostą, bo chłopi pańszczyźniani lub ich peerelowscy potomkowie rzadko wyrażali swoje zdanie, a ich wpływ na bieg zdarzeń był znikomy. Niestety, dzisiaj w dobie Internetu każdy jest jednakowo głośny. „Ostał ci się ino sznur” – sobie powiem, zwłaszcza że jestem tym potomkiem chłopów pańszczyźnianych i podwójnie pęka mi serce: po pierwsze, bo moi ziomkowie za tanią gorzałkę ciągle odrzucają wiedzę i rozum, a po drugie, bo świat biegnie do przodu, kiedy Polska stoi w miejscu.

  Piotr Tomski

Milionerzy polityczni w Polsce

  Milion złotych może dzisiaj nie jest dużą kwotą, ale szary obywatel musi pracować wiele lat, żeby ją zarobić i tym trudniej – zaoszczędzić. A w PiS produkują milionerów na taśmie.

  Kiedy Kaczyński mówił o stworzeniu nowych elit finansowych w Polsce, które mają zastąpić wrogie PiS elementy postkomunistyczne i liberalne z PO, to śmiałem się z jego paplaniny. Okazało się zaledwie po kilku latach, że tych nowych milionerów jednak stworzył. A ja, jak zwykle, moje pięć minut przegapiłem i nie skorzystałem ze współpracy z PiS. Ubolewam nad tym brakiem chociaż jednego miliona złotych, ale może przeżyję bez niego. W każdym razie nawet na płaszczyźnie polonijnej w Islandii nie chciałbym więcej podać ręki nikomu, kto z PiS miał coś wspólnego. Głośna sprawa zaniżenia ceny elektrycznego promu, na którym polska strona na rzecz Islandczyków straciła miliony, unaoczniła mi sposób pracy pisowców i ich wspólników. Za godziwą zapłatę sprzedają wszystko. Hi, hi, hi… A oficjalnie mamy do czynienia z „dobrymi wujkami” i pomocą negocjacyjną na najwyższym poziomie.

  Dojna zmiana jako alternatywne hasło dla „dobrej zmiany” oddaje idealnie charakter zmiany władz w Polsce w 2015 roku. Ludzie bez oporów w dojeniu państwa krzyczeli jeszcze: nam się to należy. Poprzedników poddawali audytom i grozili więzieniem, chociaż do dzisiaj nie znaleźli przeciwko nim dowodów, które pozwoliłyby ich skazywać. Sami jednak po sobie zostawiają szlak dowodowy, milionerzy za dychę. Hi, hi, hi… Podobno w kolejce po świadka koronnego stoi już kilkadziesiąt osób, czekając na zmianę władz w prokuraturze.

  Piotr Tomski

Gdy Polaków rozumy śpią

  PiS wygrywa, gdy Polaków rozumy śpią – upojone gorzałką, wiarą katolicką i marzeniami o wolności, której nikt nigdy nie widział. Ze śpiącym rozumem nie pogadasz. Hi, hi, hi… Inni o tym stanie mówią: polityką rządzą emocje. W takim razie ja dodam, że polską polityką rządzą skrajne emocje ludzi z deficytami intelektualnymi.

Jakość tego zdjęcia pozostawia wiele do życzenia, ale uchwycony na nim moment z tymi właśnie ludźmi we wspólnych pląsach usprawiedliwia wszystkie wady obrazu. Zabrakło tu tylko Wielkiego Guru z Żoliborza, ale i ci wystarczą do oceny rozumowych aspektów politycznego działania Polaków w kontekście rządów tych pląsaczy.

  Jeden z poczytnych tygodników wydał właśnie pomocnik historyczny, który jest poświęcony przyczynom i skutkom rozbiorów naszej ojczyzny – bliznom na mentalności Polaków. Lektura tego pisma była dla mnie bardzo przykra, bo właśnie uświadomiła mi ten problem do bólu polski: śpiący rozum. Czego bym o analogiach nie napisał, to: znowu mamy wojska sojusznicze w Polsce, bo sami nie potrafimy sobie zapewnić suwerenności, znowu karty polityczne rozdaje w dużej mierze Kościół katolicki, znowu władza robi biznes na niedoinformowanym narodzie, znowu patriotyczny kit – hit ma zastąpić wiedzę i rozsądek, znowu gloryfikuje się śmierć i męczeństwo dla ojczyzny i znowu pomija się wartość pracy dla ojczyzny.

  Kiedyś nienawidziłem Tuska za jego brak narodowo-patriotycznego podejścia do polskości, ale dzisiaj doceniam właśnie tę „wadę”, bo tylko rozum we współczesnym świecie może Polakom zapewnić biologiczne przetrwanie. Nikt nam nie każe dzisiaj walczyć o naszą pamięć czy nasz język. Nikt w Europie nie zamyka nam głów przed wiedzą i edukacją.

  Piotr Tomski