Pinokio przemówił   

  Zespół Delbrücka jest ciężką przypadłością, która powoduje, że osoba nią dotknięta wcześniej czy później się ośmiesza i zaczyna budzić tylko politowanie. Niestety, podobnie jest z premierem Mateuszem Morawieckim. Podobnie, bo tak naprawdę to on nigdy nie budził we mnie innych odruchów. Hi, hi, hi…

Photo by CARLOSCRUZ ARTEGRAFIA on Pexels.com

W czasie działania studia nagrań u Sowy wystąpił również nasz Pinokio. I nie było to jakieś tam wystąpienie, bo mieliśmy od razu wielki przebój. Dwa elementy tego przeboju uderzyły mnie najbardziej. Chodzi mianowicie o miskę ryżu i banki służbowe oraz państwowe. Facet skompromitował się maksymalnie, a Kaczyński poprowadził go za rączkę na fotel premiera z PiS. Ten ciąg zdarzeń był dla mnie wytłumaczalny tylko w jeden sposób: wielki Strateg z Żoliborza musiał wykonać polecenie. No właśnie. Czyje to było polecenie? Kto miał tyle mocy, żeby na fotelu premiera posadzić człowieka z zespołem Delbrücka i ryzykować przez wiele lat jego mitomanią? Nie wiem, ale Kaczyński samodzielnie aż tak głupi nie jest.

  Entuzjastyczne zapowiedzi Morawieckiego z początku jego rządów mogę tylko porównać do szklanych domów u Żeromskiego; niby wszystko się układa w logiczną całość, tyle że sensu w tym nie ma najmniejszego. Mity podtrzymywane na siłę potrafią się za to zemścić. Morawiecki ma zapewne ostatni moment istnienia w obszarze zainteresowania obywateli, chyba że jego rząd przetrwa dłużej niż dwa tygodnie. Za tydzień weryfikacja „szklanych domów”. Hi, hi, hi… A w Warszawie jednak kilka szklanych wieżowców pobudowano.

  Piotr Tomski

Na Islandii lekko nie jest

Od kilku tygodni żyjemy na Islandii pod dyktando Matki Ziemi i dostosowujemy się do jej trzęsień albo do oczekiwań na erupcję wulkanu. Na Islandii nigdy nie było lekko i lekko nigdy nie będzie. Ale i tak nigdzie się nie wybieram. Hi, hi, hi…

Foto: Ostatnia erupcja na Reykjanes. Noc 25 lipca 2023 roku.

  Mało jest miejsc na Ziemi, gdzie natura zmusza ludzi do uległości w takim stopniu, w jakim dzieje się to na Islandii. Nie ma chyba większej potęgi natury niż wulkan czy trzęsienie ziemi. Po człowieku może zostać tylko garstka pyłu czy chmurka oparów nad lawą. Gdybym miał popełniać samobójstwo, to chyba wybrałbym taki właśnie sposób jako bezwzględnie najskuteczniejszy. Hi, hi, hi… Rzut na płynącą lawę.

  Śmieję się z tej domniemanej sytuacji, ale tak naprawdę wielu ludzi jest w położeniu, w którym do tej sytuacji jest blisko. Po pierwsze, lawa ciągle może zalać całe miasto. Po drugie, ludzie nie mieli pełnego ubezpieczenia i stracą dorobek życia w postaci domów. I wesoło nie jest. Stan obecny już pokazuje, że sporo domów będzie do rozbiórki, bo znalazły się na szczelinach, które pojawiły się przy trzęsieniach ziemi.  

  Mieszkańcy Grindaviku nie mogą wrócić na stałe do domów od kilku tygodni i nic nie wskazuje na ten powrót w dającym się określić czasie. Ostatniej nocy magma znowu dała o sobie znać i czekamy. Trzydzieści tysięcy ludzi może stracić dostęp do ogrzewania i wody, a między tymi ludźmi jestem ja. Wesoło nie jest.

  Piotr Tomski

Poczekalnia polska

  Poczekamy jeszcze dwa albo trzy tygodnie na nowy rząd w Polsce, bo pewna grupa ludzi nie daje się oderwać od koryta. Czekamy i czekamy, a oni żrą i żrą. Ryją przy tym wszystko niemiłosiernie. Hi, hi, hi…

Ludzie PiS mówili dużo o honorze i wartości głosu Polaków, ale w praktyce, jak zwykle, nie robią tego, co mówią. Morawiecki stwierdza, że ma dziesięć procent prawdopodobieństwa na stworzenie rządu, i chce go dalej tworzyć. Prezydent to słyszy i twierdzi, że akurat do niego premier mówi coś diametralnie innego o tworzeniu rządu.

  Na granicy z Ukrainą trwa protest polskich przewoźników, tyle że premier nie ma czasu się tym zajmować, bo w poczekalni wszyscy muszą czekać. Nasze stosunki z Ukrainą zostaną teraz tak zepsute, że rząd Tuska już nie będzie miał czego naprawiać. W sporze na granicy racja zapewne jest bardzo rozłożona, ale zamknięcie problemu w poczekalni jest dobre wyłącznie dla Putina.

  Mam wrażenie, że do chwili powołania rządu Donalda Tuska w parlamencie też jest poczekalnia i odkładane są poważniejsze uchwały w sprawie sądów oraz trybunałów. Dlaczego? Bo premier Morawiecki mógłby i tak ich nie publikować. Uchwały nie działałyby, a strona przeciwna znałaby ich treść.

  Po sześćdziesięciu dniach od wyborów i od jednoznacznego wyrażenia woli przez naród możemy liczyć na nowy rząd. Ciekawym krajem jest moja ojczyzna. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Zbyniu Fujara Ziobro

  Wystąpienie ministra sprawiedliwości w Sejmie zawierało jedno piękne słowo, którym od dzisiaj będę go nazywał. Dlaczego? Bo drugiej takiej ofermy w polskiej polityce nie ma. Hi, hi, hi…

Fujara w furii

Kiedy rzucał PiS, to liczył na zajęcie miejsca Kaczyńskiego. I co z tego wyszło? Zero. Zero zresztą było wcześniej i jest do dzisiaj. W każdym razie bunt Ziobry skończył się mikroskopijnym poparciem wyborców i powrotem na łono Jarosława, na którego Zbysiu piszczał niemiłosiernie, żeby po kilku latach złożyć mu pokłony. Śmieszne to jest, bo Kaczyńskiemu była właśnie potrzebna taka fujara do zrzucania na nią odpowiedzialności za błędy i niepowodzenia w reformowaniu sądownictwa, które w Polsce zeszło na dno.

  Na himalajską wielkość tego Ziobrowego fujarstwa wskazuje przede wszystkim jego związek małżeński, który według zeznań pewnego świadka koronnego jest efektem szeroko zakrojonych działań pruszkowskiego gangu w porozumieniu z pewnym pajacowatym detektywem. Jeśli w tych zeznaniach koronniaka jest cień prawdy na temat wielkiej miłości Zbysia, to fujara jest w jego przypadku komplementem. A w ogóle ta miłość zbiegła się z nabyciem pseudonimu Zero. Ciekawa koincydencja. Czy twórca tego pseudonimu już coś wiedział?

  Tylko wielka fujara mogła dopuścić do działania hejterskiej grupy na czele z najbliższymi współpracownikami z ministerstwa. Byłem bardzo blisko tej grupy na Twitterze i pękałem ze śmiechu, kiedy ujawniono szczegóły jej działalności, a z jedną z ofiar panów ministrów rozmawiałem już w czasie jej pobytu w szpitalu psychiatrycznym.

  No i jaką fujarą trzeba być, żeby przy posiadanych narzędziach przez tyle lat nie wsadzić do więzienia Tuska. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Gdybym był bogaty

  Islandia jest krajem dla ludzi bogatych i ustosunkowanych w miejscowych elitach. Pozostali mają pracować i służyć tym ustosunkowanym. Gdybym był bogaty, to zmieniłbym te rozwiązania społeczne. Hi, hi, hi…

Grindavik. Foto z RUV.is

  Przy trwającej w najlepsze katastrofie w Grindaviku okazało się na początku jedno: większość mieszkańców poniesie osobiste straty w skali ogromnej. Żal mi szczególnie polskich rodzin, które nabyły tam domy po sprzedaniu mieszkań w Polsce i dobrały islandzkie kredyty. Ci ludzie zostali teraz bez pracy i dostaną zasiłki, z których nie pokryją w przyszłości nawet rat kredytów. Tragedia. W ciągu kilku dni stali się nędzarzami bez perspektyw na zmianę swojego położenia.

  Wiele nieruchomości nie było ubezpieczonych, a w momencie ogłoszenia stanu wyjątkowego żaden zakład nie mógł już podpisywać polis ubezpieczeniowych. Rozumiem, że każdy jest kowalem swojego losu, ale w Grindaviku podobno tylko 30% nieruchomości było objęte ryzykami trzęsienia ziemi i wulkanu, dlatego że wszyscy minimalizują koszty w obecnym kryzysie na Islandii. Tragedia. Dorobek życia wielu ludzi przepada na naszych oczach i nikt nic nie może zrobić. Mieszkańcy mogli jedynie wjechać już po ewakuacji i w obecności służb ratunkowych zabrać najwartościowsze przedmioty.

  My, Polacy, przylecieliśmy na Islandię, bo właśnie nie byliśmy bogaci, Niektórzy upierają się wprawdzie, że żyją tu dla przygody, ale to są raczej bajki dla naiwnych małolatów. Dzisiaj przekonujemy się coraz częściej, że na Islandii bogaci nie będziemy. Matka Ziemia też nam o tym mówi dość bezpośrednio. Ach, gdybym był bogaty, to bym wrócił do Polski. Hi, hi…

  Piotr Tomski

Parlament ruszył w dobrym kierunku

  Po pierwszym posiedzeniu Sejmu widzę, że wszystko zaczyna się układać zgodnie z wolą suwerena. Cieszę się z tej okoliczności, bo za nią oddałem głos w wyborach, głosując na Donalda Tuska.

Photo by Kaboompics .com on Pexels.com

  Szymon Hołownia nie był dla mnie osobą godną mojego głosu nawet w kalkulacjach mniejszego zła czy strategicznego poparcia dla wroga moich wrogów politycznych. Uważam do dzisiaj, że opozycja mogłaby pójść na jednej liście wyborczej, co dałoby jej prawdopodobnie bonus w obowiązującej metodzie przeliczenia głosów na mandaty. Niestety, to Hołownia był głównym przeciwnikiem jedności i wszyscy na tym stracili, czego najlepszym dowodem jest pakt senacki, gdzie partie demokratyczne zyskały dużą większość. Ale cieszy mnie dzisiejsza postawa marszałka Hołowni i zapomniałem już wcześniejsze urazy.

Większość w Sejmie jest zwarta i gotowa do pracy. Bardzo podobało mi się demokratyczne wybranie na marszałka posła Bosaka i demokratyczne odrzucenie kandydatury posłanki Witek. Tak zdecydował Sejm i nikt nie może powiedzieć, że nie miał do tego prawa. Wiele razy przez ostatnie osiem lat dokładnie tak mówili politycy PiS. Wczoraj padli ofiarą prawdziwej demokracji. Podobnie zresztą odbyły się wybory wicemarszałków Senatu. Kara dyscyplinarna w poprzedniej kadencji Senatu powinna eliminować kandydata do pełnienia funkcji, która wymaga pełnego zaufania wszystkich senatorek i senatorów.

  Kierunek jest więc dobry, a rozwój wypadków zobaczymy. Po pierwszych decyzjach drugiego dnia obrad poznamy więcej szczegółów wojny polsko-polskiej w wykonaniu ruskich chamów z PiS. Hi, hi, hi…

Piotr Tomski

Życie na beczce prochu

  Spodziewałem się w życiu wielu rzeczy, ale mieszkania w odległości kilku kilometrów od miejsca dosłownie puchnącego przed erupcją wulkanu nie przewidziałem. Życie nabiera innego smaku.

Prawdopodobne miejsce erupcji

Wprosiłem się w kłopoty świadomie. Kupiliśmy nowe mieszkanie wybudowane w odległości około dziesięciu kilometrów od czynnego wulkanu. Przewidywania naukowców jednak skupiały się na innych kierunkach ewentualnego rozwoju szczelin wulkanicznych, które miały iść prosto w kierunku stolicy Islandii. Przewidywania sprawdzały się przez dwa lata i przestały się sprawdzać. Magma ruszyła w przeciwnym kierunku, a właściwie lekko cofnęła się do miejsc, w których zamieniała się w lawę jakieś osiemset lat temu.

  Prawdopodobnie największymi kłopotami będą braki ogrzewania, wody i energii elektrycznej, ale służby nad tym pracują i robią plany awaryjne. Grindavik, który leży bliżej domniemanego miejsca erupcji, ma już opracowany plan ewakuacji wszystkich mieszkańców, a Błękitna Laguna (światowej sławy basen z błękitną wodą) został chwilowo zamknięty z powodu strachu pracowników.

  Dzisiaj wieczorem w Keflaviku w filharmonii odbędzie się spotkanie mieszkańców, na którym zostaniemy poinformowani o planach w kwestii naszych losów. Nie wiem, czy nas również planują ewakuować, ale będziemy musieli się przystosować. W każdym razie mamy nadzieję, że chwilowo przygarną nas nasze dzieci w Rejkiawiku albo rodzice mojej żony w Polsce. Hi, hi, hi… Tak to jest być atrakcją turystyczną. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Odwracanie prawdy

  Prawda nawet nie leży pośrodku. Prawda zawsze jest tylko jedna i leży tam, gdzie leżeć powinna – po drugiej stronie kłamstwa.

Photo by Pixabay on Pexels.com

  Prezydent nie powierza nikomu tworzenia rządu, bo reprezentanci dwóch grup posłów stwierdzili podobno, że dysponują poparciem większości parlamentarnej. I prezydent Duda uwierzył wszystkim, dlatego wstrzymuje decyzję. Nie wiem, jak długo wiara prezydencka będzie blokowała wybór premiera, ale pierwsze posiedzenie Sejmu, które odbędzie się trzynastego listopada, przyniesie jasną ocenę parlamentarnej większości w związku z wyborem marszałka Sejmu. Prawda jest i będzie jedna.

  Kolejnym kłamstwem obozu rządzącego jest konieczność wyznaczenia posiedzenia nowego Sejmu na trzynastego listopada, bo do piętnastego listopada trwa kadencja poprzedniego parlamentu. Zachodzą tu na siebie różne zapisy konstytucyjne i żaden z nich nie jest ważniejszy od drugiego. Gdyby literalnie trzymać się konstytucyjnych wskazówek, to prezydent w inkryminowanym przypadku zwołuje Sejm za wcześnie.

  Ostatni tydzień był koncertem kłamstw PiS. TVP przebiła w minionym tygodniu własne wyczyny z kampanii wyborczej. Omawianie przeróżnych, nieistniejących kłótni w opozycji, rozliczanie opozycji z obietnic wyborczych przy podkreślaniu zwycięstwa PiS, straszenie federalizacją Unii Europejskiej i wszechobecni uchodźcy to tylko fragment zawartości tego ścieku.

  Zaczynam się obawiać, że ten informacyjny bajzel potrwa jeszcze kilka tygodni albo miesięcy, ale poziom nienawiści między Polakami (w wymiarze około 3:2 w przewadze dla opozycji) doprowadzi do tragedii. Miałem nadzieję, że po wyborach kurz opadnie i zaczniemy się porozumiewać i dojdziemy do jakiejś formy koegzystencji. Niestety. Na szczęście jest nas więcej. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

CBA ochrania PiS

  Informacje przekazane przez pana Wojtunika na temat odprawy szefostwa CBA w Lucieniu były porażające. Najgorsze jest jednak coś innego: nasze doświadczenie życiowe je potwierdza. I właściwie mamy całość do wydania ostatecznego wyroku w sądzie.

PiS doprowadził Polskę do stanu kompletnego rozkładu moralnego. Dwa plemiona, które ze sobą walczą, uznają się za wyłącznych posiadaczy praw do oceny przeciwnego plemienia i siebie. Inni w tym układzie muszą zniknąć natychmiast, a na końcu wszyscy oprócz zwycięzców muszą zginąć. Niestety, to tak nie działa.

  Wynik wyborów wyraźnie pokazał, że opozycja wobec PiS jest tworem złożonym z wielu opcji i organizacji politycznych. Jest w nim jedenaście partii i ponad jedenaście milionów wyborców, którzy połączyli się od prawej do lewej strony ideowej. Demokracja. Możemy w tym zbiorze kłócić się między sobą, różnić i wspólnie zarządzać państwem przez wybranych przedstawicieli. I żaden Piłsudski czy Kaczyński nie ma prawa nas pozbawiać tego, jeśli stanowimy wyraźną większość.

  CBA powstało jako zbrojne ramię PiS i tylko w czasach kierowania nim przez pana Wojtunika było w miarę uczciwą służbą. Zaraz po wyborach w 2015 roku CBA wróciło na partyjne tory. Nie interesuje ich Orlen z Obajtkiem, NCBiR z Bielanem, Kościół katolicki z handlem działkami, Czarnek z fundacjami, Błaszczak z bankami koreańskim czy wielki premier Morawiecki. Interesują ich informacje o opozycyjnych rozmowach w czasie i zaraz po wyborach z naciskiem na nową formację (Trzecią Drogę), która może być najsłabszym ogniwem w opozycji. Większość z tej formacji jest nowicjuszami i tym samym może być podatna na zastraszanie.

Czekamy na rozwój wydarzeń. Smród z tej sprawy czuje się już w całej Europie i Ameryce Północnej. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Kaczyński przegrał z obcymi służbami

  Wielki Guru z Żoliborza stwierdził ostatnio, że obce służby stworzyły opozycyjną partię w Polsce i postawiły na jej czele prezentera telewizyjnego. I te wydarzenia spowodowały porażkę PiS. I już tylko historycy o tym napiszą.

  Jakim więc państwem była Polska pod rządami tego palanta żoliborskiego? Założyli mu partię pod nosem i w koalicji z Niemcami wygrali z nim wybory, kiedy spokojnie się przyglądał tym działaniom i nic akurat o tym nie powiedział w kampanii wyborczej. Interesujące.

  Podobno przez osiem lat o nasze bezpieczeństwo dbały wspaniałe służby specjalne, które wyposażono w najlepsze programy komputerowe typu Pegasus. Grzebano w telefonach polityków, dziennikarzy i nawet prokuratorów, na co zebrano już konkretne dowody. A wobec powyższego Kaczyński spokojnie sobie opowiada o partii stworzonej przez obce służby.

  Niestety, do dużej części elektoratu PiS ta narracja trafi i pozostanie na długo. Połączenie prezentera telewizyjnego z najwyższymi generałami polskiego wojska dobrze działa na wyobraźnię, ale taki spisek na taką skalę musiałby w oczywisty sposób zaniepokoić wszystkich zainteresowanych obcymi wpływami w Polsce. Generałowie, którzy zajmowali najwyższe stanowiska w wojsku, nigdy nie wychodzą z obszaru zainteresowania służb w przeciwieństwie do prezenterów telewizyjnych.

  Tak przy okazji mi się skojarzyło, że do historyków opisujących tę partię obcych służb na pewno Kaczyński wyśle Cenckiewicza. Jeden „Reset” już zrobił, z drugim więc nie będzie najmniejszego problemu, zwłaszcza że Pan Wawrzyk znowu pomoże we wszystkim.

  Piotr Tomski