Zabawa w KNF w Jachrance

Komisja Nadzoru Finansowego jest jedną z kluczowych instytucji finansowych państwa, która łączy świat polityki ze światem finansów. Jest to instytucja, która ma zapewnić wyższość świata polityki nad światem finansów. I co? I oczywiście jest odwrotnie. Komisja wymaga specjalnego nadzoru, a świat finansów rządzi polską polityką przez zwyczajowe łapówki.

Wobec powyższego muszę tylko jedno dodać: wbrew rzeczywistości posłowi Jarosławowi Kaczyńskiemu wydaje się ciągle, że rządzi państwem i finansami. Ha, ha, ha… Dzisiejsze wystąpienie pana Kaczyńskiego jest po prostu śmieszną próbą przekonania Polaków, że PiS jeszcze istnieje. Ja wiarę w jakąkolwiek wartość PiS straciłem chyba ponad rok temu, ale teraz wystąpienia polityków tej partii już tylko mnie bawią. Dziwię się nieustannie kilku osobom, z którymi utrzymuję internetowo nieco bliższą znajomość, że ciągle do tej partii należą i bronią tak przegranej sprawy.

Nie znamy, niestety, wszystkich powiązań osób, które w tej całej grze z KNF biorą udział, ale z całą pewnością główni bohaterowie działali bezpośrednio we współpracy z politykami rządzącymi państwem, bo tak skonstruowany jest państwowy system. Nie można zatem uwierzyć, że PiS czy PO z PSL mają czyste ręce. Zatrzymanie szefów KNF nastąpiło wprawdzie w czasie rządów PiS, ale to zewnętrzne okoliczności wymusiły zatrzymanie „swojaka”, natomiast zatrzymanie szefa KNF z opcji przeciwnej następuje w momencie bardzo wątpliwym, co dla mnie jest koronnym dowodem na złe intencje rządzących polityków.

Na uwagę szczególną zasługuje przy tej sprawie rola Gazety Wyborczej. To jest niesamowite. Która to już afera rusza dzięki tej gazecie? Zazdroszczę tych mocy sprawczych. Hi, hi, hi… Czekam na więcej.

Piotr Tomski

Murem za panią Kozlovską

Polskie państwo prowadzi dziwną działalność wokół pani Ludmiły Kozłowskiej i myślę sobie, że ta działalność ma na celu tylko jedno: pozbawienie tego państwa resztek wartości. Bezwartościowe państwo nawet dla jego obywateli przestanie po prostu być niezbędne. Wielka i silna Unia za to będzie czekała na Polaków.

Od kilku miesięcy za panią Kozłowską powinien być wystawiony list gończy. Wprawdzie i takie dokumenty polskiego państwa nie są dla innych europejskich, praworządnych państw obowiązujące (vide: sprawa Michnika) ale współdziałanie z domniemaną kryminalistką byłoby o wiele trudniejsze od współdziałania z osobą niechcianą przez jakieś państwo. Procedury karnej jednak nie ma, a rozwój sprawy finansowania fundacji pani Ludmiły jest co najmniej powolny.

Spotkanie i wspólne zdjęcie Ambasadora RP w Belgii z panią Kozłowską jest ewidentną prowokacją ze strony grupy osób związanych z tą panią i jej działalnością … artystyczną. Miałem kłopot z określeniem rodzaju działalności pani Ludmiły, bo widziałem różne filmy w Internecie z jej udziałem. Ad rem! Prowokacja nie była trudna do przeprowadzenia. Znam luźny przebieg takich spotkań nawet na terenie ambasady, a co dopiero mówić o jakichś rygorach czy procedurach poza ambasadą. Niemniej ambasador na terenie kraju, w którym najbardziej znana osoba wydalona z Polski bywa regularnie, musiał wiedzieć, kim ta osoba jest. Obowiązkiem ambasadora jest odpowiedni stosunek do takiej osoby. Dopuszczenie do wykonania pozowanej fotografii było zatem niedopełnieniem obowiązku i tyle. Dymisja od zaraz. Prowokacja pokonała pana ambasadora.

Dodatkowy elementem tej prowokacji jest udział w niej znanych przecież osób. Jeśli sprawa finansów „Otwartego Dialogu” jest sprawą kryminalną, to współudział tych osób należy dokładnie zbadać, a te osoby należy w tym celu zatrzymać. I tyle zrobiłoby normalne państwo.

Piotr Tomski

Zakochany prezes

Zastanawiam się ostatnio nad przyczynami takiego silnego poparcia ze strony prezesa Kaczyńskiego dla premiera Morawieckiego. Gdyby nie chodziło o Polskę, o dobro milionów Polaków i o życie, to może śmiałbym się do bólu z dziwnych wypowiedzi o największym talencie w polskiej polityce po 1989 roku czy komentarzy o „romantycznej historii”. Chodzi jednak o bardzo poważne sprawy, w których to uwielbienie staje się po prostu groźne dla Polski.

Przeszłość premiera Morawieckiego jest co najmniej dwuznaczna wobec jego kariery bankowej, którą ewidentnie zawdzięcza pracownikowi peerelowskich służb wywiadowczych, panu majorowi Jackowi Kseniowi. Jeśli do tego dodamy różne informacje na temat „związków” prezesa Kaczyńskiego – bliższych i dalszych – z pracownikami WSI już od początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, to mamy zestaw intrygujący. Uwielbienie idzie więc ścieżką uwikłań, które ukrywane przed ogółem rosną, jak rośnie wrzód. Czy jak wrzód pękną? Mam nadzieję, bo zakrywanie tego wołaniem o zaufanie niczego nie zmienia, natomiast zbyt długo rosnący wrzód jest naprawdę zagrożeniem dla życia.

Jeśli do powyższego dołożymy jeszcze historię uwikłań wielce szanownego prezesa Adama Glapińskiego z jego finansowaniem z pieniążków FOZZ, to dochodzimy do ściany, za którą jest aneks do protokołu z likwidacji WSI, odnowiony zbiór zastrzeżony IPN i archiwa w Moskwie oraz w Waszyngtonie. Najważniejsze osoby w państwie nie wyjaśniają swoich decyzji, swojej przeszłości, swoich znajomości i próbują nawet wymuszać milczenie na mediach we wspomnianych kwestiach.

No cóż. Nie chciałbym się dowiedzieć kiedyś, że to zakochany prezes kierował się uczuciem, kiedy po wyborach w 2015 roku zaprezentował Polakom nowe objawienie w osobie Mateusza Morawieckiego.

Piotr Tomski

Nasz ukochany klimat

Zjechali do Katowic ważni ludzie z całego świata, żeby obradować nad problemami klimatycznymi globu. Zjechali i już wszystko jest nie tak, jak miało być.

Najważniejsza jest tym razem nieobecność na szczycie przywódców USA, Rosji, Niemiec i wielu innych. Niestety. Klimatyczne porozumienia są dobre, ale najlepsze jest utrzymanie stanu obecnego w tej kwestii, żeby przypadkiem nie mówiono zbyt głośno o hipokryzji mocarstw wobec krajów biedniejszych, które nie mogą się rozwinąć albo za rozwój muszą po prostu dodatkowo płacić. Inaczej napiszę: najwięksi mają klimat w dupie.

Rozśmieszyli mnie boleśnie przeciwnicy PiS w związku z nieobecnością wielu głów państw w Katowicach. Można być głupim i liczyć na jeszcze większą głupotę słuchaczy tych bredni, ale wszystko ma swoje granice. Przywódcy nie przyjechali walczyć o klimat, bo PiS im się nie podoba. Ha, ha, ha… Porażka PiS! Ha, ha, ha…

Europejska polityka klimatyczna opiera się na dwóch hasłach, które teoretycznie przynajmniej mają się uzupełniać. Chodzi o dekarbonizację i emisję dwutlenku węgla. Dokładnie chodzi o wyeliminowanie węgla z produkcji energii elektrycznej i wprowadzenie dużych opłat za prawa do emisji dwutlenku węgla. Problem tylko polega na tym, że te opłaty i ograniczenia nie dotyczą całego globu, a ich stosowanie przez dwadzieścia lat zwiększyło globalnie emisję CO2 dwukrotnie.

Hasła hasłami a najlepszym przykładem ekologicznego zakłamania jest dla mnie ukochana Islandia. Islandczycy bardzo dbają o planetę, zobowiązują się do całkowitego wyeliminowania emisji dwutlenku węgla i rejestrowania wyłącznie samochodów elektrycznych po 2030 roku, ale jednocześnie prawie wszystkie (niewiele spalają po sortowaniu) śmieci z wyspy ci wspaniali Islandczycy topią w oceanie i wszystkie ścieki z wyspy bez oczyszczania spływają do oceanu. Jest bardzo ekologicznie. Zielona wyspa szczęśliwości.

Piotr Tomski

 

Zjednoczenie narodowe w chmurach

Rozpoczął się proces jednoczenia „narodowców” pod kierownictwem posła Jakubiaka. Odbyła się nawet debata transmitowana w Internecie, ale jej poziom dla mnie był tak wysoki, że zasnąłem. No i dlatego mam jakąś niechęć do tego procesu jednoczenia. Przykra to jest sprawa.

Często myślałem i mówiłem i pisałem o jednoczeniu ludzi wokół idei narodowych. Dzisiejszy podział organizacyjny jest przyczyną słabości całego środowiska. I co? I nic się nie zmieni. Pan Jakubiak tak samo nadaje się na przywódcę, jak nadają się do tego panowie Bosak, Winnicki czy urodzony przywódca – pan Janusz Korwin Mikke. Wypowiedzi pana Jakubiaka są bardzo interesujące, poważne, merytoryczne i … brakuje panu Jakubiakowi tego czegoś, co przywódca musi mieć.

Nie chcę teraz analizować historii życia pana Jakubiaka, ale nie wierzę w „cudowne” robienie biznesu w Polsce, zwłaszcza w relacji z dwukrotną zmianą życiowych priorytetów u pana Jakubiaka. Najpierw był żołnierzem, potem był biznesmenem i na końcu został politykiem. Trzy bardzo różne postawy życiowe i dwie diametralne przemiany. W takim przypadku zapala mi się lampka alarmowa.

Podniosły się też głosy o udziale służb specjalnych w tym jednoczeniu „patriotów”. Nie wiem nic konkretnego, ale jest wiele tak zwanych zbiegów okoliczności, którym trzeba się przyglądać, a przy okazji może zobaczymy coś interesującego w kreowanych autorytetach.

Piotr Tomski

Koszulki z napisem konstytucja

Jeśli jedna ze stron sądowego procesu paraduje w koszulce z takim samym napisem, z jakim wystąpiła wcześniej przewodnicząca składu orzekającego, to proces robi się co najmniej dziwny. Jeśli ten napis (zwłaszcza charakterystyczny sposób jego wykonania) jest jawną deklaracją polityczną, a proces toczy się pomiędzy dwoma politykami, to kontynuacja procesu z taką przewodniczącą jest naruszeniem podstawowych zasad procesowych.

Pani przewodnicząca składu orzekającego powinna się wyłączyć sama z tego procesu, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobiła. Z jakiegoś powodu nie złożył wniosku o jej wyłączenie pełnomocnik powoda ani sam powód. Dlaczego wszyscy w tym procesie robią sobie jaja? Nie wiem.

Na szczęście byli rozsądni ludzie, którzy robili zdjęcia protestów pod sądami. Mamy więc całe archiwa politycznych występów sędziów i mam nadzieję, że wkrótce posypią się wnioski dyscyplinarne wobec tych pajaców ulicznych, którzy – jak Małgośka Gersdorf – brali do ręki to, co im dawali. Teraz można sobie wyobrazić nową starą panią prezes Małgosię na ulicy ze sztucznym penisem w ręku, bo przecież wzięła to, co dali.

Koszulka z napisem konstytucja też kojarzy się z pewną postawą moralną, która opiera się na świadomym dążeniu do utrzymania wszechwładzy starych, postkomunistycznych układów w wymiarze sprawiedliwości. Mówiąc inaczej, chodzi o utrzymanie układów, które przy odpowiednich pieniądzach za pośrednictwem odpowiednich ludzi załatwią każdą sprawę. Wymiana tych układów byłaby groźna dla użytkowników koszulek z napisem konstytucja i dla ich sponsorów, walczą więc tchórze o bezkarność.

Piotr Tomski

Proces dwóch

W historii naszego kraju były różne procesy sądowe różnie nazywane, ale ten dzisiejszy na pewno przejdzie do historii jako proces dwóch. Spotkali się w sądzie dwaj starsi panowie, którzy z dużą pomocą gdańskiego sądu zrobili z siebie głupków. Tak. Nie mam zamiaru bronić albo usprawiedliwiać żadnego z tych dwóch.

Wałęsa jest w tej sprawie pozwanym i nie musi niczego udowadniać, a przyjęta przez niego linia „politycznej wypowiedzi” wielokrotnie się sprawdziła przed sądami. Nikt zresztą nie traktuje poważnie wypowiedzi Wałęsy i w przedmiotowej sprawie tak też powinno pozostać.

Kaczyński jednak z wypowiedzi jednego głupka jako drugi głupek zrobił wielki problem na miarę procesu sądowego. No i teraz jak udowodnić, że nie wpływało się na decyzję o lądowaniu?  A rozmowa z bratem w czasie lotu się odbyła. A kampania wyborcza musiała się zacząć z przytupem w Smoleńsku. No i pytania przed sądem padły. Podłe to i przykre było, ale czego można szukać w sądzie.

W toku przesłuchania niby kuty na cztery łapy prezes dał się podejść jak dziecko i sam chciał odpowiedzieć na pytanie adwokata Wałęsy o to, dlaczego nie odszedł z kancelarii prezydenta po uzyskaniu wiedzy na temat jego agenturalnej przeszłości. Odpowiedź mnie powaliła. Dymisje już były napisane, ale nie wszyscy chcieli odejść, dlatego wszyscy zostali. To się wydarzyło w styczniu lub w lutym 1991 roku. A mógł nie odpowiadać, bo sędzia dodatkowo zapytała po interwencji adwokata Kaczyńskiego, czy chce odpowiedzieć na to pytanie? Nie wszyscy chcieli odejść. Bez komentarza!

Proces dwóch stał się wspaniałym dopełnieniem współpracy tych dwóch i jednocześnie żałosnym dowodem nędzy współczesnej (myślę tu o okresie od 1989 roku do dzisiaj) polskiej polityki.

Piotr Tomski

Koniec złudzeń pisowskich

Dzisiaj, nowelizując ustawę o Sądzie Najwyższym,  PiS pokazał całej Europie, że jest niczym. To nie jest już upadek na twarz przy wstawaniu z kolan. To jest po prostu upadek ryjem w odchody.

Jest mi bardzo przykro, bo głosowałem na PiS z ogromnymi nadziejami. Przez prawie rok wierzyłem w słuszność mojego wyboru i wierzyłem, że Polska będzie poważnym państwem, z którym będzie liczył się świat. Po trzech latach okazało się nagle (znowu nagle) że ważniejsza jest „kasta” sędziów i europejscy politycy, których nikt nie wybiera, natomiast zdanie polskich polityków wybranych przez Polaków nie ma najmniejszego znaczenia. Jakie zresztą jest to zdanie? Ile razy jeszcze rządzący dokonają wolty przekonaniowej?

Nikt nie rozlicza sędziów z działalności stricte politycznej. Nikt nie postawił Małgośce Gersdorf zarzutów za podawanie się za prezesa albo za inne, ujawnione jej przestępstwa. Gdzie jest Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego? Czy znowu wybrano jakich politycznych figurantów? Państwo polskie ściga za to biednych obywateli, którzy gdzieś po godzinach prowadzonej działalności wykonają usługę i nie wystawią paragonu. I to jest właśnie ryj w odchodach.

Piotr Tomski

Pobawmy się w bank

Od kilku dni w Polsce rozwija się afera finansowa na miarę stulecia. Pan bankster Leszek Czarnecki stracił oszczędności życia i obwinia za to zdarzenie skorumpowanych urzędników państwowych, którzy złożywszy mu propozycję nie do odrzucenia, siedem miesięcy czekali na jej efekty i podali się do dymisji.

Prowadzona od kilkudziesięciu lat działalność pana Czarneckiego w oparciu o ochronny parasol polskich służb, polskiego systemu państwowego i polskich polityków doprowadziła tysiące Polaków do ogromnych strat. Nikt nie był zainteresowany problemami tych ludzi i nikt nie chciał im pomóc w zderzeniu z panem Czarneckim. Jeszcze rok temu w odpowiedzi na interpelację poselską nie widziano potrzeby objęcia nadzorem Prokuratora Generalnego spraw dotyczących doprowadzenia do gigantycznych strat klientów pana Czarneckiego. Pan Zbyszek zajmował się w tym czasie podnoszeniem Polski z kolan i padaniem na pysk przed Żydami w sprawie nowelizacji ustawy o IPN, dlatego nie miał czasu na jakieś bankowe bzdury.

Pan Czarnecki wyraźnie gra na uzyskanie odszkodowania od państwa polskiego w przeróżnych instytucjach sądowniczych za straty poniesione na skutek niewłaściwych działań polskich urzędników. Bankrut dostanie odszkodowanie, a jego ofiary za to zapłacą dodatkowo swoimi podatkami. Takie rozwiązania możliwe są tylko w Europie i USA, gdzie prawem (jego tworzeniem i stosowaniem) zarządzają pieniądze a nie ludzie. Ruski dyktator potrafił okiełznać niepokornych finansistów, a „praworządne” systemy międzynarodowe tego nie potrafią.

Wniosek z tej historii jest tylko jeden: pobawmy się w bank. Orżniemy tysiące ludzi i jeszcze nam zapłacą odszkodowanie … głupki jakieś.

Piotr Tomski

Wszyscy won

  Powyższe dwa słowa skierowane do polskich polityków są bardzo mocnym podsumowaniem analizy ich działań od 1989 roku do dzisiaj. Bez względu na przynależność partyjną można śmiało zawołać do wszystkich polityków: wszyscy won. Dlaczego? Nie potrzebujemy jako społeczeństwo takich polityków i możemy sobie lepiej radzić bez nich.

  Podstawowym argumentem za wyrzuceniem wszystkich polityków jest ich uwikłanie w porozumienia okrągłostołowe. Niestety. I niech nikt nie mówi, że młodzi politycy przecież nie brali udziału w tym zdradzieckim przedsięwzięciu. Owszem, udziału nie brali, ale realizują te porozumienia do dzisiaj i do dzisiaj wykonują polecenia ludzi te porozumienia tworzących. Cała partia rządząca okazała się ślepym i posłusznym prezesowi Kaczyńskiemu zbiorowiskiem tchórzy, którzy nie potrafią realnie zadbać o Polaków, jedynie obiecując „złote góry”. Cała opozycja natomiast nawet nie kryje swojego totalnego zaangażowania we własne interesy z interesami ubeków włącznie i totalnego „olania” spraw Polaków.

  Nie można znaleźć w Polsce jednego polityka, który nie byłby zaplątany w partyjne rozgrywki, w gry polskich służb specjalnych i finansowe manipulacje najczęściej wykraczające poza granice Polski. Kiedy przez chwilę wydaje się Polakom, że pojawił się przywódca czysty i uczciwy, to po tej chwili ujawniane są najczęściej przez konkurencję informacje, po których z przywódcy zostaje tylko kolejny, polityczny pajacyk. Nie chcę pisać o konkretnych osobach, ale tych nowych autorytetów przerobiliśmy w Polsce bez liku.

  Najgorsze w tym wszystkim jest jednak jedno: straciliśmy suwerenność państwową na rzecz nieokreślonych „grup wpływu” w Europie i w USA. Politycy polscy nie mają już głosu decydującego w istotnych dla społeczeństwa sprawach, a prawo polskie stanowi nam ktoś obcy. Po co zatem Polacy mają polityków utrzymywać? Wszyscy won!

  Piotr Tomski