Impeachmentu Trumpa nie będzie

Impeachment Trumpa zakończył się w amerykańskim senacie klęską oskarżycieli i zwycięstwem urzędującego prezydenta, co daje większe prawdopodobieństwo jego reelekcji w nadchodzących wyborach. Niestety. Świat będzie musiał znosić obecność tego pana jeszcze pięć lat, chociaż można było załatwić sprawę już teraz. Hi, hi, hi …

Po ogłoszeniu decyzji w sprawie zakończenia impeachmentu zabrzmiały w Polsce głosy PiSpejsów w tonach pochwalnych i rozpoczęło się głoszenie wielkiej miłości Trumpa do Polski oraz bezpieczeństwa Polski w czasie rządów Trumpa. Lekcja z 1939 roku nie została odrobiona nawet w najmniejszym stopniu, a lekcja z 1945 roku nie została nawet wysłuchana. Za sprowadzanie Polski do roli łańcuchowego burka, szczekającego na każdego, kogo wskaże trzymający łańcuch, pisowscy politycy powinni trafić przed plutony egzekucyjne po osądzeniu i wcześniejszym przywróceniu stosownych przepisów prawa do stosowania kary śmierci za zdradę. Szaleństwem jest całkowite uzależnianie naszego bezpieczeństwa od faceta, który na Twitterze kilka razy dziennie wygłasza sprzeczne poglądy i kłamie, a Polskę traktuje li tylko jako źródło zysku. Szaleństwem jest kupowanie samolotów, którymi nigdy Polacy nie będą samodzielnie dysponować.

Impeachment nie mógł się udać i dlatego nie powinno do niego dojść. Podobnie było z wystawieniem w wyborach Hillary Clinton, które musiało w efekcie doprowadzić Trumpa do prezydentury. Demokraci popełniają dziecinne błędy albo celowo wspomagają obecny rozkład władzy w USA, który planowo zmieni się dopiero za pięć lat, bo tego wymaga amerykańskie państwo i przede wszystkim amerykańska gospodarka, na co Demokraci nie mają dobrego pomysłu.

Następne cztery lata rządów Trumpa będą z punktu widzenia Europejczyków czy wszystkich poza Amerykanami czasem niepewności. Ameryka może się rozwijać i zarabiać, ale reszta świata może stracić na tym dużo. Trump jest nieprzewidywalny, a jego groźby o rozwiązaniu NATO, o sankcjach na Unię Europejską czy o wypłaceniu dziesięciu centów za dolara wszystkim wierzycielom Ameryki mogą się przecież ziścić. I co wtedy?

Piotr Tomski

 

 

 

Wybierajmy prezydenta wszystkich Polaków

Mamy już jasność w kwestii terminu wyborów prezydenckich w Polsce i prawie jasność w kwestii kandydatów na ten urząd. 10 maja 2020 roku odbędzie się pierwsza tura wyborów i może ostatnia, jeśli ponad połowa Polaków odda głosy na jedną osobę. Zobaczymy.

Dotychczas jedno jest pewne: jeszcze nie rozpoczęła się kampania wyborcza, a PiS już fauluje przeciwników swojego kandydata. Termin wyborów ogłoszono w możliwie ostatnim czasie na jego ogłoszenie, żeby maksymalnie skrócić kampanię wyborczą, co faworyzuje Andrzeja Dudę. Telewizja publiczna znowu nawet nie zaprasza do większości publicystycznych programów przedstawicieli Konfederacji, a wszystkie jej kanały bezwzględnie faworyzują PiS i krytykują opozycję na wszelkie możliwe sposoby. Do tej telewizji polski podatnik dopłaci dwa miliardy złotych, żeby propaganda PiS szła dniami i nocami bez przerw.

Moja sytuacja jest również jasna i w tej pierwszej turze zagłosuję na kandydata Konfederacji. Nie wiem natomiast, co zrobię w drugiej turze, bo nie wiem, kto będzie brał w nie udział. Pozostaje oczywiście opcja, że będzie w niej Krzysztof Bosak. Hi, hi, hi … No właśnie. Pominąwszy tę humorystyczną wersję wydarzeń, muszę wybierać między udarem a zawałem. Pewne jest tylko jedno: nie oddam głosu na Andrzeja Dudę, bo oddam głos na jego przeciwnika w drugiej turze.

Mam nadzieję, że większość Polaków nie zaufa już drugi raz facetowi, który nie ma własnego zdania, a jego postawa często jest po prostu niegodna. Nie chcę tu przytaczać szczegółów w postaci podpisywania w Białym Domu dokumentów – stojąc – czy spaceru w Auschwitz w drugim szeregu gości, bo po pięciu latach byłaby z tego książka. Mam nadzieję, że coraz więcej Polaków widzi w prezydencie Dudzie tę dziwną uległość, która robi z niego postać … groteskową. Przykra to jest sprawa.

Piotr Tomski

Islandia w kryzysie gospodarczym

Pierwszy miesiąc roku przyniósł Islandczykom prawdziwy kryzys, którego w takim tempie nikt się nie spodziewał. Prawie powtórka z roku 2008, chociaż na razie w skali dającej się opanować na miejscowym podwórku bez potrzeby oszukiwania innych krajów. Co będzie dalej? Patrzymy uważnie.

W orędziu noworocznym pani premier mówiła o trudnościach gospodarczych, które czekają Islandię w nadchodzącym roku, ale nie przewidziała, że dodatkowo uderzy koronawirus chiński i nawet na rynku aluminium zrobi się zastój. Rybołówstwo z kolei nie może sobie poradzić z migracją ławic gromadnika na północ, co uniemożliwia egzystencję dorsza w wodach wokół Islandii i generuje brak zajęcia dla miejscowych. Ogromne środki przeznaczone na badanie sytuacji gromadnika nie przynoszą oczekiwanych rezultatów i trudno przewidzieć dalszy los części ludzi związanych z branżą rybacką. Powyższe trzy elementy islandzkiej gospodarki (turystyka, przemysł ciężki i rybołówstwo) spowolniły na początku roku i nie wiadomo, co będzie dalej.

Budowy apartamentowców w Rejkiawiku też spowolniły, ale tak naprawdę dalsze ich prowadzenie traci sens. Kto kupi te apartamenty? Rozsądni ludzie od kilku lat powtarzają, że potrzebne są w Rejkiawiku małe mieszkania. Politycy przy każdych wyborach obiecują budowę małych mieszkań komunalnych i obietnic nie dotrzymują, bo buduje się za prywatne pieniądze apartamenty dla bogatych, których już nie będzie. W większości firm zaczęły się już zwolnienia.

Na Islandii było tak fajnie. Hi, hi, hi … W 2008 roku Islandczycy nie zostali odpowiednio ukarani za kryzys i dlatego idą teraz na pierwszy ogień. Mam nadzieję, że rządzący jeszcze nie stracili kontroli nad państwem i jest jakiś plan „B”. Banki mogą jeszcze produkować nowe pieniądze, ale ich wykorzystanie muszą kontrolować mądrzy ludzie. Hi, hi, hi … Głupcy mogą sobie wyjechać do USA i pracować dla Wielkiego Donalda.

Piotr Tomski

 

Miłość polsko-francuska

Ktoś ostatnio fascynował się stwierdzeniem, że Polska nigdy w historii nie prowadziła wojny z Francją, co jest znaczącym zjawiskiem historycznym. Ja mógłbym wymienić setki krajów, z którymi Polska nigdy w historii nie prowadziła wojny i nic z tego by nie wynikało. Historia zresztą łączy nasze kraje w dość dziwne sojusze, dlatego Francuzi z Polakami nie musieli walczyć, żeby mieć ich … do dyspozycji. Ostatnio na przykład najsławniejszy w dyspozycji francuskiej był polski hydraulik. Hi, hi, hi …

Pominąwszy zatem grzecznościowe elementy wizyty prezydenta Emmanuel’a Macron’a w Polsce zajmijmy się jej faktycznym celem. Prezydent francuski nie był przez cały czas grzeczny wobec gospodarzy i wyraził swój niepokój w sprawie naszych reform sądownictwa oraz poparcie dla działań Komisji Europejskiej w tej sprawie. Jego wykład na Uniwersytecie Jagiellońskim na temat europejskich imponderabiliów też miał „podwójne dno” i służył z całą pewnością czemuś innemu niż zacieśnianie przyjacielskich kontaktów. Jaki był więc ten prawdziwy cel przyjazdu Francuza? Przyspieszenie głębokiej integracji europejskiej? Likwidacja państw narodowych w Unii? Jestem przekonany, że właśnie do tego zmierzają nasi politycy. Niestety.

Opozycyjne bajki o Polexicie są po prostu śmieszne, jak i śmieszne są zapewnienia PiS o wstawaniu z kolan czy suwerenności Polski w Europie. Na razie wszystkie „reformy” PiS kończyły się „podkuleniem ogona” i przystosowaniem polskich ustaw do prawa europejskiego również na podstawie mitycznej praworządności. Znaczenie formalne TSUE rośnie z każdym następnym wyrokiem tego trybunału, natomiast krajowi ustawodawcy muszą ustępować. Czy w tej sytuacji niepokój prezydenta Macron’a można uznać za miły gest? Nie. Jest to powiedzenie wprost: my mamy pieniądze, a wy nie macie już nawet swoich zasad i musicie robić to, co wam każemy. Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

 

Wspaniały Dolny Śląsk

Odbyłem podróż po kilku miastach Dolnego Śląska i jestem pod niesamowitym wrażeniem. Wrocław, Jelenia Góra, Szklarska Poręba, Karpacz czy Wałbrzych zajęły mnie na tydzień i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Będzie co wspominać przy oglądaniu zdjęć.

Piotr Tomski

W sądach zawiało chłodem

Sąd Najwyższy zdecydował w minionym tygodniu, że sędziowie rekomendowani prezydentowi przez KRS wyłonioną na podstawie nowych, uchwalonych przez PiS przepisów nie są normalnymi sędziami. Z mojego punktu widzenia – osoby mającej do sędziów stosunek jednoznaczny – sytuacja jest w sumie dobra, bo mniej po Polsce będzie chodziło zła w ludzkiej postaci. Hi, hi, hi … Oni co prawda mają jako sędziowie chodzić, tyle że orzekać nie mogą. Hi, hi, hi … A nie lepiej byłoby od razu przed pluton egzekucyjny?

Wyjaśnię natychmiast, że dzisiaj jestem jednakowo niechętnie nastawiony do polityków PiS, którzy tak zajadle walczą o osadzenie na stanowisku I Prezesa Sądu Najwyższego kolejnego pana lub kolejnej pani od rosołków dla prezesa. Politycy, niestety, też są złem w ludzkiej postaci. Hi, hi, hi … Może też przed pluton egzekucyjny?

W polskich sądach zawiało chłodem i nic nie wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości się ociepli. Szary obywatel zmrożony będzie dłużej czekał na orzeczenie, firmy będą ponosiły coraz większe koszty długich procesów, a państwo polskie straci na tym układzie ogromne pieniądze z powodu odszkodowań dla setek tysięcy podsądnych. Myślę, że wiele zagranicznych firm już liczy zyski z tych odszkodowań, ponieważ oni dzięki tak zwanym dobrym kancelariom adwokackim poradzą sobie w poszukiwaniu „sprawiedliwości” poza granicami naszego państwa.

W polskich sądach zawiało chłodem pomiędzy sędziami. Schłodzone relacje międzyludzkie niczego dobrego nie wnoszą do wymiaru sprawiedliwości i nie wiadomo, czego się spodziewać w dalszym biegu różnych spraw w różnych instancjach sądowych. Sędziowie są tylko ludźmi i tego chłodu wobec siebie nie unikną w swoich rozstrzygnięciach.

Piotr Tomski

Co się stało w Jerozolimie?

Nikt nie przewidział, że Putin w Jerozolimie nie będzie atakował Polaków. Dlaczego Putin wygłosił bardzo poprawne politycznie przemówienie? Różne są zdania w tej kwestii, ale znowu moje wątpliwości są duże i nie dają się usunąć.

Chciałbym wierzyć, że Putin zrozumiał swoje wyjątkowe osamotnienie w prezentowaniu stalinowskiego punktu widzenia historii świata. Kilku klakierów na polu rosyjskich mediów nie przekona świata, że zamordowanie polskich oficerów w Katyniu było słuszne i usprawiedliwione antysemityzmem zamordowanych, dlatego zresztą strzelali im w ich potylice Żydzi. Nikt też nie przekona świata, że Polacy wywołali II Wojnę Światową. Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że obozy koncentracyjne prowadzili Polacy, bo są dokumenty i jednoznaczne dowody na sprawstwo niemieckie oraz austriackie. Nikt też nie zapomni, że 17 września 1939 roku Stalin zrealizował z Hitlerem pakt rozbiorowy Polski. Wobec powyższego Putin miał prawo uznać, że świat nie jest jeszcze gotowy na nowy stalinizm, a ja chciałbym w to wierzyć.

Ostatnio, kiedy już nawet w boga nie wierzę, poziom ogólny mojej wiary jest bardzo niski, zatem wiara w rozsądek Putina też nie jest silna. Skoro wystąpienie prezydenta Rosji nie było spowodowane siłą prawdy historycznej, to co skłoniło go do tej poprawności politycznej? Co się stało w Jerozolimie? Niektórzy twierdzą, że Putin zawiera nowe sojusze i musi grać w polityczną poprawność, żeby kamuflować właściwe kierunki rosyjskiej ekspansji. Dodają też niektórzy, że dopiero teraz możemy się w Polsce bać.

Nie wiem, ale świat w swojej złożoności wymaga czasem głębszej analizy i dlatego nie widzę dzisiaj prostego wyjaśnienia stanowiska Putina. Zobaczymy, co przyniesie życie, ale patrzeć teraz musimy uważniej, niż wcześniej to robiliśmy. Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

Pani od rosołku dla prezesa

Trybunał Konstytucyjny się obudził i chce zatrzymać Sąd Najwyższy. Autorytet polskiego państwa spoczął zatem w dłoniach, które z takim ogromnym namaszczeniem jeszcze niedawno przygotowywały rosołki dla prezesa Kaczyńskiego. Hi, hi, hi …

Nie wiem, do czego jeszcze dojdzie partia rządząca w swoich formalno-prawnych rozwiązaniach, ale myślę teraz, że granic tych przedsięwzięć nie znają żadni naukowcy czy zwykli psychiatrzy. Okazało się ostatnio, że partia dostrzegła „spór” kompetencyjny tam, gdzie nikt inny go nie widział. Więcej napiszę: spór miał wynikać z wyroku TSUE, co całkowicie eliminuje stosowanie polskiego ustawodawstwa. Tak. Z całą pewnością po wyleczeniu kolana naczelnik Kaczyński musi udać się do dobrego psychiatry. Hi, hi, hi …

Psychiatra potrzebny jest też dla kogoś, kto wczoraj delegację sędziego uznał za upoważnienie do prowadzenia czynności w sprawie sądowej i załatwione pokątnie cofnięcie delegacji uznał za zamknięcie czynności sądowych. Granice szaleństwa pisowskiego działania poszybowały nad Himalaje. Pytanie najważniejsze brzmi teraz w Polsce: czy leci z nami pilot? Kaczyńskiego widać coraz rzadziej, a reszta tego towarzystwa wzajemnej adoracji chyba nie ogarnia podstaw z partyjnych przekazów esemesowych i plecie ciągle nowe bzdety w mediach.

Dojdziemy może niedługo do zaostrzenia policyjnego nadzoru nad sądami w Polsce, w ramach którego policjanci będą wyprowadzali sędziego z sali rozpraw na polecenie prokuratora lub na polecenie kierownika jednostki policyjnej w uzasadnionych przypadkach. Skoro dokument administracyjny delegacji służbowej sędziego jest ważniejszy od postanowienia sądu, to czemu siła policjanta nie może być ważniejsza od słów sędziego?

Pani od rosołku w Trybunale Konstytucyjnym wytłumaczy wszystko.

Piotr Tomski

 

Davos kolejny raz dla największych

Szczyt ekonomiczny w Davos już tradycyjnie gromadzi szefów państw, największych firm światowych, banków i przedstawicieli mediów. Miejsce dla mnie na zawsze skojarzone z „Czarodziejską górą” stało się też światowym centrum hipokryzji ekonomicznej. Wielcy grają życiem mniejszych i na „wolnym rynku” sprzedają przeróżne regulacje. Hi, hi, hi …

Amerykanie chcą udowodnić światu, że są ciągle najwięksi. Chińczycy chcą ograć do reszty Amerykanów. Europejczycy za to chcą … zachować różnorodność biologiczną planety. Hi, hi, hi … Kiedy przeczytałem gdzieś w czeluściach Internetu o tej różnorodności biologicznej jako temacie debaty w Davos, to po prostu „odleciałem” razem z tym chorym dzieckiem ze Szwecji, które jest wożone po świecie w ramach światowej wojny o klimat i dotarło właśnie do Davos.

Forum odbywa się już pięćdziesiąty raz. Miejscowość jest na tyle piękna, że warto ją odwiedzić, ale czy w takim tłoku można coś zobaczyć? Wątpię. Warto też prowadzić rozmowy, ale czy w takim tłoku można coś uzgodnić, dogadać czy się porozumieć. Wątpię. Moim zdaniem takie spotkania nie mają już najmniejszego sensu, ale przecież współczesny świat z myśleniem i rozsądkiem nie ma zbyt wiele wspólnego, no chyba że zarabianie pieniędzy uznamy za najwyższą wartość samoistną, wtedy wszystko ze szczytem w Davos na czele zyskuje nowy wymiar.

Europa nawet w Davos staje się kolejny raz religijnym „ciemnogrodem”, w którym wiara w moc klimatu ma decydować o polityce, gospodarce i życiu społecznym. Nie wiem, kiedy nastąpi powrót do realnego życia, ale wpychanie nowym kapłanom tej religii ogromnych pieniędzy już trwa w najlepsze i przebija świętopietrze wieków średnich w Europie. Polska, oczywiście, będzie jedną z największych ofiar tej religii. Hi, hi, hi … Taki nowy polski mesjanizm to będzie. Za klimat! Hi, hi, hi …

Trzydzieści lat temu Polacy zniszczyli swoje stocznie na rzecz Niemców, bo panowała religia wolnego rynku. Dzisiaj tracimy kopalnie i huty, bo modlimy się do klimatu i też szanujemy dla Rosjan wolny rynek. Głupota polskich władz jest prawie wzorcowa i nie da się porównać z żadną głupotą na świecie.

Piotr Tomski

Konfederacja po prawyborach prezydenckich

Trudno mi jest powiedzieć, czy dokonano dobrego wyboru w Konfederacji w prawyborach prezydenckich i czy lepszym kandydatem od kolegi Bosaka byłby kolega Braun. Jestem jednak wyborcą Konfederacji i będę głosował na Krzysztofa Bosaka.

W toku głosowania doszło do dziwnej sytuacji, w której elektorzy jednej partii nie oddali na pewnym etapie głosów na swojego przedstawiciela, co w dalszym ciągu wyborów doprowadziło do przerwania głosowania i rozmowy kolegi Dziambora ze swoimi elektorami, którzy oddali potem głosy na kolegę Bosaka, doprowadzając tym do jego zwycięstwa. Po głosowaniu pojawiły się w związku z powyższym niepotrzebne komentarze. Krzysztof Bosak miał przez całe prawybory realnie największe poparcie wyborców Konfederacji i inny wynik wyborów byłby nieuczciwy.

Obawiam się teraz, że te wewnętrzne zawirowania w Konfederacji mogą być wykorzystywane przez jej wrogów. Niektórzy już cytują Korwina i mówią o upadku Konfederacji. Korwin wiele razy doprowadził do upadku swojej partii, kiedy tracił w niej pełną kontrolę, ale na szczęście w Konfederacji nie ma głosu decydującego od początku i może jedynie z niej wyjść jako … emeryt. Hi, hi, hi …

Grzegorz Braun jest chyba na tyle poważnym człowiekiem, że zdaje sobie sprawę ze swojej pozycji w konfederacji i liczby wyborców, którzy go popierali. Mam nadzieję, że ta jego świadomość spowoduje dalsze poparcie dla jedynego kandydata Konfederacji i wspólną prace w kampanii wyborczej. Mam nadzieję, bo rozbicie Konfederacji byłoby przykre.

Piotr Tomski