Koronawirus uderzył po linii partyjnej

Gazeta Wyborcza podkreślała, że koronawirusa przywlekł do Polski były działacz PiS, natomiast TVP uparcie komunikowała, że koronawirus przybył do Polski z Niemiec.  W każdym razie PiS ma przy koronawirusie ogromne znaczenie, bo to PiS broni nas przed Niemcami, a działacz tej partii „poległ” jako pierwsza ofiara choroby. Życzę zdrowia, oczywiście, działaczowi zainfekowanemu koronawirusem, zwłaszcza że to jest były działacz i ofiara pisowskich rozgrywek wewnętrznych.

Wszyscy polscy politycy zaangażowali się w problem koronawirusa i przy okazji realizują kampanię prezydencką swoich partyjnych kandydatów. Mam ciągle porównanie spokoju i milczenia politycznego na Islandii, gdzie infekcji jest, ująwszy rzecz statystycznie per capita, tysiąc razy więcej. Do jakiego stopnia poziom politycznego opluwania wzajemnego wzrósłby w Polsce, gdyby chorowało tam cztery tysiące ludzi? Co robiłyby media ulokowane od wielu lat po przeciwnych stronach sporu politycznego?

W Polsce uchwalili jedynie przy sprzeciwie Konfederacji ustawę przeciwko ludziom, natomiast na Islandii rząd w ciągu dwóch dni zmienił przepisy prawa, żeby ludzie objęci kwarantanną musieli otrzymywać normalne wynagrodzenie; wcześniejsze przepisy nie uwzględniały płacenia pensji w czasie pobytu pracownika na kwarantannie. Jest różnica? Powie ktoś, że Islandia może, bo jest małym i bogatym krajem? Nie. Islandia stoi na krawędzi przepaści ekonomicznej, trwają protesty i strajki, ale nikomu nie przychodzi do głowy oskarżać się wzajemnie o problemy związane z zagrożeniem koronawirusem. Jeśli ktoś musi być zatrzymany przez policję na kwarantannie, to nie potrzeba do tego specjalnych przepisów, bo wystarczą przepisy prawa karnego jednakowe na całym świecie, według których człowieka powodującego świadomie zagrożenie zdrowia lub życia innych ludzi po prostu się zatrzymuje.

Po trzydziestu latach od „upadku” peerelowskiej dyktatury politycy w Polsce przywrócili przepisy ustawowe, na podstawie których mogą wprowadzać wyjątkowe działania wobec obywateli – podobne do stanu wojennego junty Jaruzelskiego. Niestety. Zadziałali po liniach partyjnych i byli prawie zjednoczeni w tym antyobywatelskim, zbrodniczym zamyśle. Do tego właśnie uderzenia posłużył koronawirus i jego legenda.

Piotr Tomski

 

 

 

Ludzie się zmieniają i tyle

Przy okazji zamieszania wokół panów Michnika i Tarczyńskiego doszedłem do wniosku najprostszego z prostych: ludzie się zmieniają i dlatego spieszmy się odzwyczajać od przyjętego powszechnie ich wizerunku. Hi, hi, hi … Prośba o pozdrowienie brata adresowana do redaktora Michnika nie jest niczym złym, ale pan Tarczyński powinien był też poprosić o pozdrowienie siostry panią Pawłowicz albo o pozdrowienie brata prosić powinien był pana Kurskiego.

Nie jestem obiektywny, bo z panem Tarczyńskim kiedyś na Twitterze się obserwowaliśmy i nawet coś do siebie pisaliśmy, ale nasza znajomość legła w gruzach i ten pan mnie po prostu zbanował za słowa krytyki chyba przy okazji jego „ani kroku w tył” w związku z nowelizacjami ustawy o IPN. Pan sobie pokrzyczał o tym tyle, po czym PiS pod wpływem Izraelczyków tyłem wyszedł z honorowej sprawy karania za kłamstwa historyczne. Do pana Tarczyńskiego powiedziałbym, gdybym go spotkał: pan pozdrowi ten tył od nowelizacji ustawy o IPN. Hi, hi, hi …

Pan Tarczyński kojarzy mi się jeszcze z jedną akcją w Sejmie, kiedy przywołał go do siebie na sali plenarnej poseł Kaczyński i zrugał go jak uczniaka, po czym kazał mu iść na miejsce. Żenujące upokorzenie posła było dla mnie jednym z wielu dowodów na małość tych … ludzi PiS. A przecież głosowałem na PiS i widziałem tam wielu przyzwoitych ludzi, uwzględniwszy w tym gronie przyzwoitych również posła Tarczyńskiego. Niestety, ludzie się zmieniają.

Pan Michnik powinien wreszcie pozdrowić brata i za te prośby z różnych stron o pozdrowienie brata powinien dziękować z uśmiechem na twarzy, dodając może coś o zażyłości pozdrawiającego z bratem pana Michnika. Alergiczne reakcje redaktora Michnika są nie na miejscu i nakręcają różnych ludzi do dalszego działania. Autorytet kogokolwiek nie ma tu nic do rzeczy, jeśli w ogóle można mówić o autorytecie tylko z powodu oporu wobec władz peerelowskich. Niestety, autorytety jako ludzie też się zmieniają. Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

 

 

 

Finanse świata drżą a prezydent Duda buja w obłokach

Wiemy już na pewno, że koronawirus odegra w światowej ekonomii ogromną rolę. Analitycy zastanawiają się tylko nad skalą kryzysu i umiejscowieniem jego najczarniejszych wersji.

Od pewnego czasu wszystkie światowe gospodarki spowalniały i globalna koniunktura się skończyła. Trump co prawda twierdził, że USA są w najlepszej sytuacji od dziesięcioleci, ale te twierdzenia i wskaźniki nie oddawały chyba rzeczywistości, w której były biliony niespłacalnych kredytów studenckich i wojny Ameryki z resztą świata na cła oraz sankcje. Giganty amerykańskiej gospodarki miały ciągle różne kłopoty i wahania wartości giełdowych swoich akcji, a ich łańcuch dostaw oparty o Chiny ostatecznie podkopał ich pozycję. No i finanse całego świata drżą.

Dosypywanie pieniędzy do rozdygotanych rynków może już nie pomoże. Nie wiem. Dosypuje się pieniądze nawet do takich dziwnych państw, jakim jest Islandia, która bez zewnętrznych zrzutów pieniędzy może się po prostu zamknąć na patyk w ciągu najbliższych tygodni. Dzisiejsza decyzja FED o obniżeniu stóp procentowych i tym samym o nowych kredytach na rynku pomogła na chwilę. A co dalej?

Rozśmieszył mnie dzisiaj prezydent Duda, który przyjmował w Warszawie prezydenta Islandii. Mówił na spotkaniu o funduszach „norweskich”, w których ma udział Islandia. Mówił też prezydent Duda o rozwoju inwestycji w tym kontekście, ale chyba nie wiedział, że na dzisiaj trzeba grubych miliardów euro, żeby Islandię przeciągnąć przez kryzys w turystyce, kryzys w rybołówstwie i kryzys na rynku aluminium. Hi, hi, hi … Polscy politycy mają szczęście do sojuszników, z którymi mają tak sprzeczne interesy, że zarabia na tym tylko strona niepolska.

Modelowym przykładem współpracy Polski z Islandią była w ubiegłym roku budowa promu elektrycznego w polskiej stoczni dla Islandczyków. Efekt tej współpracy był taki, że Polacy dołożyli do produktu. Hi, hi, hi … Islandczycy większych frajerów na świecie nie znajdą. Wstyd.

Piotr Tomski

 

 

Koronawirus i polskie władz

Prezydent poprosił o zwołanie specjalnego posiedzenia Sejmu, żeby omówić problem koronawirusa w Polsce. Sam nie zabrał głosu na tym posiedzeniu, a większości posłów PiS nie było na sali obrad przez większą część posiedzenia. Hi, hi, hi … Ot i powaga polityków PiS.

Może jednak wszystko było zasłoną dymną dla uchwalenia specjalnej ustawy, która daje władzom uprawnienia równe uprawnieniom junty Jaruzelskiego w stanie wojennym w 1981 roku. Nie wiem, czy Kaczyński jest aż tak głupi? Przeczytałem projekt ustawy i nie mogę wyjść z podziwu, do czego przy okazji zagrożenia epidemiologicznego zdolna jest partia rządząca.

Mam w tej chwili nadzieję, że Polacy przekonali się ostatecznie o znikomej wartości wszystkich sił politycznych w Sejmie. Jedynie przedstawiciele Konfederacji nawoływali do rozsądku i zaprzestania jałowych dyskusji o koronawirusie, ale ich głos i tak zginął w masie politycznej sieczki między głównymi siłami politycznymi. Niestety.

Mam teraz porównanie polityki islandzkiej i polskiej wobec zagrożenia koronawirusem. Na Islandii polityka nie ma nic do działań medycznych. Rząd pomógł jedynie zabezpieczyć wynajęcie jednego hotel w mieście na ewentualną kwarantannę dla osób, które przyjechały do Rejkiawiku i są podejrzewane o infekcję. Nikt z nikim się nie kłóci. Nikt nie atakuje nikogo. Problem rozwoju epidemii na Islandii jest ogromny, bo wielu Islandczyków było we Włoszech w rejonie epidemii. Wielu turystów z Azji z rejonów zagrożonych było jeszcze ostatnio na Islandii.

Polacy nie mogą liczyć na władze, a nawet muszą teraz uważać, żeby przedstawiciele rządu nie zabrali im ich mienia pod pozorem walki z koronawirusem. Mamy dwudziesty pierwszy wiek i w Polsce wracamy do średniowiecza, kiedy władza feudalna miała tylko swoje prawa, a ludzie mieli wobec władzy tylko obowiązki.

Piotr Tomski

 

Turcja idzie na wojnę

Świat dzisiaj jest globalną wioską i wszystko dzieje się w nim szybciej oraz mocniej, a przy tym wszystko jest dokładniej kontrolowane, przetwarzane medialnie i używane do różnych celów zarobkowych. Hi, hi, hi … Jeszcze sto lat temu ludzkość żyła ideami. Dzisiaj ludzkość już tylko liczy pieniądze w skali globalnej. W tym kontekście trzeba spojrzeć na działania Turcji w Syrii, które są tylko liczeniem pieniędzy.

Wojna w Syrii jest od wielu lat problemem złożonym i nakręcającym wiele innych komplikacji na całym świecie. Wczorajsze działania wojenne Turcji są tylko epizodem w tej grze. Konflikt wcześniej wygasał, ale okazało się jednak, że porozumienia między Turkami i Rosjanami nie są już zwyczajowo warte funta kłaków, bo z jakichś powodów wojna musi trwać i ludzie muszą ginąć. Dodatkowo ruszyła na Europę fala uchodźców z Turcji, co było przecież od początku tej wojny groźne i kosztowało już Unię kilka miliardów euro haraczu dla Turcji. Ile teraz Unia zapłaci za zatrzymanie uchodźców? Zobaczymy.

Wobec powyższego jedno powinno nastąpić niezwłocznie: Turcja powinna być usunięta z NATO. Działania Turków od dłuższego czasu stwarzają dziwne konflikty wewnątrz sojuszu i nie służą w najmniejszym stopniu bezpieczeństwu sojuszników. Niedawno Turcy sprzeciwili się rozbudowie tak zwanej wschodniej flanki sojuszu, co bezpośrednio dotknęło Polskę. Może nadszedł czas na rewanż i podjęcie bezpośrednich działań skierowanych przeciwko Turcji w sojuszu?

Piotr Tomski

Prezydenckie minimum wymagane

Kampania prezydencka nie wzbudza mojego szczególnego zainteresowania, bo jest oparta głównie o kwestię być albo nie być „długopisem” PiS, ale o tym już pisałem i mam określone plany z tym związane, których nie zmienię do maja. Prezydenckie minimum nie bycia „długopisem” PiS spełni każdy kandydat inny niż prezydent Duda.

W 2015 roku nie spodziewałem się tak ogromnej metamorfozy PiS. Wiedziałem, kim jest Wielki Strateg z Żoliborza, ale byłem przekonany o dużej roli młodego pokolenia w PiS, czyli wierzyłem w moc Dudy, Szydło czy nawet młodszych, trzydziestoletnich działaczy, którzy zmarginalizują (w moich wyobrażeniach) Kaczyńskiego i jego „zakon PC”. Dostałem Morawieckiego niczym królika z kapelusza i ścisłe podporządkowanie wszystkich woli prezesa, czy raczej niezidentyfikowanym siłom sprawczym polskiej polityki od 1989 roku zgodnych przypadkowo z wolą prezesa Kaczyńskiego.

Prezydent Duda od początku zachowywał się niepoważnie i popełniał błąd za błędem. Wyznaczył zbyt późno pierwsze posiedzenie Sejmu, czym wydłużył kadencję poprzedniego Sejmu i usankcjonował wybór trzech z pięciu awansem wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Skoro taki prawniczy dyletant jak ja od początku to widział, to błąd prezydenta był niedopuszczalny albo celowy i niedopuszczalny. Podobnie ze wstrzymywaniem nominacji sędziów Trybunału Konstytucyjnego, do czego prezydent nie miał formalnych podstaw. Obrzydliwą hipokryzją w wykonaniu Dudy było „uwolnienie sądów” od sprawy Kamińskiego i Wąsika. Szczytem zakłamania prezydenta Dudy było zawetowanie ustawy degradacyjnej i nieopublikowanie aneksu do raportu z likwidacji WSI. No i obiecane działania w kierunku podwyższenia kwoty wolnej od podatku. O odbudowie pałacu saskiego nie wspomnę. Hi, hi, hi …

Wiem, że nie ma w tej kampanii idealnego kandydata. Niestety. Obowiązkiem Polaków jednak jest dbać o Polskę i zapewnić jej … prezydenckie minimum. Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

Prace zlecone pani ministrowej

W Gazecie Wyborczej ukazał się wczoraj obszerny artykuł o żonie ministra Ziobro. Publikacja opiera się na zeznaniach świadka koronnego i śledztwie dziennikarskim, które te zeznania potwierdziło. Fragmenty tej publikacji są również potwierdzone post factum obecnym postępowaniem głównych postaci materiału z gazety, co dopiero mnie przeraziło i uderzyło. Można, oczywiście, nie wierzyć Gazecie Wyborczej, ale wtedy trzeba ślepo zaufać dziwnemu małżeństwu, które stawia sobie dziwne cele i dziwnie je realizuje.

Świadek koronny dość szczegółowo opisał życiorys pani ministrowej, a gazeta uzupełniła opis karierą medialną tej pani i rozwojem jej współżycia na tym tle z panem Zbyszkiem, co rozpoczęło się przy okazji „bycia zerem” przez pana Zbyszka w oczach Leszka Millera podczas prac komisji do spraw korupcji Rywina. Kariery tych dwojga jakoś tak dziwnie się zbiegły od czasu prac tej komisji. No cóż! Przypadki chodzą po ludziach, a miłość nie wybiera. Hi, hi, hi …

Pan Zbyszek był sławny i mógł dużo, a że chciał jeszcze więcej, rozpoczął wojnę z samym Wielkim Strategiem z Żoliborza, co może wielkich sukcesów nie przyniosło, ale pozwoliło mu po właściwych warunkach ugody na bycie ministrem do dzisiaj, natomiast pani ministrowa może dzięki temu do dzisiaj prowadzić swoje dochodowe, biznesowo-medialne działania. Małżeństwo po prostu kwitnie.

Po publikacji ja mam tylko jedną wątpliwość: dlaczego tak obszerne zeznania na temat pani ministrowej nie zostały wyjaśnione przez kilka lat? Nie jest to wątpliwość kierowana do gazety, bo akurat jej rola w tej sprawie została dobrze spełniona. Chodzi o prokuratorów, którzy te informacje mają od wielu lat. Co się stało?

Piotr Tomski

 

 

 

 

Koronawirus i ludzie nieodpowiedzialni

Przerażające informacje docierają na temat sytuacji we Włoszech po stwierdzeniu tak zwanych ognisk chorobowych koronawirusa. Panika spowodowała opróżnienie sklepów i tym samym dodatkowe zagrożenia. Nie robiło to może wrażenia, kiedy te zagrożenia pojawiały się w chińskich miastach, ale w Europie już na wyobraźnię działają. Działają do tego stopnia, że w naszym domu z żoną zrobiliśmy zapasy żywności pozwalające spokojnie, bez zakupów przeżyć przez trzy tygodnie. Dyscyplina zużywania zapasów i kupowania na bieżąco uzupełnień zapewni spokojne przejście przez ewentualne kryzysy w islandzkich sklepach.

Śmiertelność po zakażeniu koronawirusem jest podobno na poziomie kilku procent i jest porównywalna do śmiertelności przy zachorowaniu na grypę, chociaż przechodzenie przez chorobę i hospitalizacja na pewno nie są łatwe. Czy stosunek do epidemii nie jest przesadny? Nie wiem. Wydaje mi się teraz, że nie możemy nikomu ufać w tej kwestii. Skoro nie możemy ufać nikomu, to musimy liczyć tylko na naszą odpowiedzialną postawę, czyli musimy się zabezpieczać i kontrolować, natomiast w leczeniu musimy zdać się na lekarzy i nadzór bliskich.

Problem wymaga odpowiedzialnego zachowania. Musimy dbać o higienę w sposób nadzwyczajny. Musimy unikać kontaktów z dużymi grupami ludzi. Musimy ograniczyć w ogóle wyjścia z domu do momentu wyjaśnienia sytuacji z rozwojem zakażeń. Problem na Islandii jest duży, bo jeszcze miesiąc temu jedną z większych grup narodowych w tutejszej turystyce byli turyści z Chin, a z kolei jednym z ulubionych zimą kierunków wyjazdów Islandczyków są północne Włochy.

Teoretyczne rozważania są łatwe, ale dopiero praktyka pokaże, czy ludzie pokonają epidemię. Boję się przy tym, że problem się rozwinie, bo współcześni ludzie Zachodu są zbyt pogubieni już bez epidemii. Chińczycy żyją w innej dyscyplinie społecznej i też mają kłopot ze zwalczeniem epidemii.

Piotr Tomski

Gryząca kampania wyborcza

Wyjaśnię na wstępie, że zajmowanie się przez główne polskie media panią, która wyprowadza na spacer o drugiej w nocy dziecko i psa, jest nieco śmieszne i upokarzające dla Polski. Nocne napady i pogryzienia po prostu się zdarzają na świecie. Wystarczy nocą spać, jak postępuje większa część ludzkości, i problemów nie będzie. Hi, hi, hi …

Poziom konfliktu w Polsce pozbawia ludzi zdrowego rozsądku i powoduje ślepe zaangażowanie po jednej ze stron tegoż konfliktu. Ja nie chcę w sprawie gryzącej pani mecenas zajmować jednoznacznego stanowiska i w ogóle uważam, że zajścia o drugiej w nocy na ulicy są obarczone ryzykiem jednakowym dla wszystkich uczestników. Niestety. Gdyby chodziło o wyjątkowe zdarzenie losowe, przy którym należało wyjść z domu na ulicę przy domu, nie miałbym żadnych wątpliwości. Ale…

Reakcje pisowskie na wszelkie słowa krytyki w powyższej sprawie są niesamowite. Przypuszczam, że pani mecenas jest ważną osobą w jakiejś nowej układance Wielkiego Stratega z Żoliborza. Może pan Zbyszek powinien czuć się zagrożony, bo rośne nowa pani minister od sprawiedliwości? Hi, hi, hi … A może wielki Mario traci wpływy, bo rośnie nowa lwica od służb porządkowych? Nie wiem.

Chodzi pewnie o kampanię wyborczą i nowe poruszenie wszystkich Polaków. Obojętnym wobec takich zdarzeń nikt nie może być, zwłaszcza że pani mecenas tyle uwagi poświęca szacunkowi, kulturze i walce z hejtem. No anioł to jest wprost. Hi, hi, hi … No właśnie. A ja takich aniołów się boję najbardziej.

Piotr Tomski

Co się dzieje w Unii Europejskiej

Spotkanie przywódców państw członkowskich Unii przyniosło konkretne dowody na podział Unii, którego już nic nie przykryje. Różnice w potrzebach poszczególnych państw są tak duże, że nie ma możliwości ich pogodzenia. Co dalej się stanie z tym podziałem? Nie znam jednoznacznej odpowiedzi, bo nawet zawarty teraz kompromis pozostawi wzajemną niechęć i w przyszłości może zrodzić obronne działania państw tym kompromisem w jakiś sposób pokrzywdzonych. Pokrzywdzeni mogą być bogaci, bo wpłacą jeszcze więcej do budżetu unijnego, ale pokrzywdzeni mogą być też biedni, bo dostaną mniej z budżetu unijnego.

Propagandowe tuby rządu już odtrąbiły sukces premiera Morawieckiego w Brukseli i dodatkowe miliardy euro dla Polski. Tak. Stracimy w nowym budżecie w stosunku do starego kilkadziesiąt miliardów euro, ale zyskamy w stosunku do projektowanych strat kilka miliardów euro w ostatecznej wersji budżetu. Ocenę tych zysków i strat pozostawiam każdemu, tyle że ja widzę ciągle same straty.

Jednym z zasadniczych problemów jest kwestia dopłat dla polskich rolników. Prawdopodobnie polscy rolnicy mogą się pożegnać z podniesieniem dopłat do poziomu europejskiego, a w ogóle ten poziom europejski podobno też będzie niższy. I co zrobią rolnicy polscy? Dalej będą głosowali na PiS? Może znowu dadzą się przekonać jakimiś programami z plusami i będzie super.

Unia Europejska już nie wróci do okresu, w którym nowi członkowie byli zadowoleni z dotacji, chociaż większość tych środków i tak znikała w formie zapłaty za towary lub usługi nabyte w starej Unii, natomiast nowy, „zielony” plan wyrwania kasy przez bogate państwa od państw słabszych też staje się coraz bardziej przejrzysty i śmieszny. Premier Morawiecki błysnął już oporem w sprawie neutralności klimatycznej Polski, ale jasne jest, że po wyborach prezydenckich premier przyklaśnie pomysłom Brukseli. Jak jednak zmusić obywateli słabszych państw Unii do zgody na obciążenia z powodów ideologicznych, którym reszta świata nie ma zamiaru się podporządkować? Kretynów jest coraz mniej i czasy chrześcijaństwa sprzed dwóch tysięcy lat trudno będzie powtórzyć.

Piotr Tomski