Testy i testy i jeszcze raz testy

WHO nie jest firmą z autorytetem w moich oczach, ale zalecenia na temat wykonywania możliwie największej liczby testów uważam za bardzo słuszne. Tylko w ten sposób można wprowadzić w pandemię pewien porządek, który pozwoli ją opanować, natomiast chaos jest czynnikiem wzmacniającym rozwój chorób i śmiertelność.

Polskie władze długo nie chciały wykonywać odpowiednio dużej liczby testów i chciały zastąpić je umieszczaniem w kwarantannie dużej liczby niezbadanych osób. Myślę, że dopiero zarażenie członków rządu i szybkie ich zbadanie trochę otrzeźwiło przedstawicieli władz, którzy nie mogą tak bezczelnie różnić się od reszty społeczeństwa. Prezydent Duda z żoną ujawnili fakt przeprowadzenia błyskawicznych badań dopiero po tygodniu, kiedy liczba testów wykonywanych dla „pospólstwa” znacznie wzrosła.

Jeszcze niedawno nie rozumiałem potrzeby przynależności Polski do Unii Europejskiej czy innych organizacji międzynarodowych typu ONZ czy Rada Europy. Kiedy jednak weźmie się pod uwagę czystą głupotę polskich władz w ostatnim czasie pandemii, to nadzór nad tymi nieodpowiedzialnymi ludźmi jest zbawienny dla Polaków. Gdyby nie jednoznaczne stanowisko WHO, to pewnie do dzisiaj pisowscy politycy tłumaczyliby, że należy badać wyłącznie osoby o wysokim stopniu prawdopodobieństwa zakażenia wirusem. Gdyby nie interwencja władz unijnych, to w kolejkach na granicach do tej pory wjeżdżający do kraju Polacy staliby trzydzieści godzin.

Mam nadzieję, że wkrótce nastąpi interwencja którejś z wyżej wymienionych organizacji w sprawie majowych wyborów prezydenckich w Polsce. Te wybory naruszą prawo, jeśli odbędą się w okresie pandemii i obowiązywania specjalnej ustawy o zagrożeniach, bo narażą część ludzi na zarażenie i de facto pozbawią prawa wyborczego osoby objęte kwarantanną, które nie będą mogły pójść do wyborczych lokali.

Piotr Tomski

Kampanie bez kampanii

Czasy Edwarda Gierka wróciły po czterdziestu latach. Dobry gospodarz jeździ po Polsce i dziękuje Polakom za wsparcie władzy w czasach zarazy. No i prognozy są takie, że ten dobry gospodarz wygra wybory prezydenckie w pierwszej turze.

Polacy przetrwali zabory, sanację i komunę, przetrwają zatem rządy PiS. Polacy potrafią żyć poza państwem i mimo państwa. Niestety. Mamy co prawda dwudziesty pierwszy wiek i takie postawy antypaństwowe w Unii Europejskiej nie powinny się wydarzyć, ale nic przecież nie poradzimy na mechanizmy polityczne, które nie działają we właściwy sposób. Unia Europejska zresztą nie sprawdziła się i jej symboliczna władza działa li tylko w zakresie realizacji zysków przez odpowiednie grupy biznesowe za zgoda właśnie uwikłanych polityków z całej Europy. Pisowscy politycy doskonale opanowali te zasady uwikłania i podejmowania niezbędnych działań, które zapewnią im pełne błogosławieństwo unijnej administracji.

Pozostaje Polakom wziąć karabiny w dłonie i strzelać albo zgodnie z duchem innego patriotyzmu podjąć modernistyczną pracę u podstaw w celu uświadomienia większości obywateli w kwestii konieczności wyprowadzenia Polski z ciemnogrodu wpływów upadłej „sekty JPII”, z którą dogadany PiS chce zarządzać umysłami Polaków przez najbliższe dziesięciolecia. Papież Franciszek podjął już obronne działania w całym Kościele przed wpływami tej sekty, natomiast w Polsce jej wyznawcy razem z PiS nie poddają się żadnym naciskom i dobrowolnie władzy nie oddadzą. Niestety.

Pojawiły się promyczki nadziei w tej pandemicznej sytuacji. Po pierwsze, jeśli zrezygnują z udziału w wyborach wszyscy kandydaci z wyjątkiem Andrzeja Dudy, to wybory zostaną odwołane. Po drugie, wizja zarażenia się śmiertelnym dla osób starszych wirusem powstrzyma te osoby przed wyjściem do lokali wyborczych, jeśli będziemy głośno i powszechnie uświadamiać te osoby przed wyborami, a wiemy, że elektorat PiS w tych wyborach będzie się składał w większości z osób starszych. Nadzieja jest. Hi, hi, hi … Jak to było? Zabierz babci dowód! Hi, hi, hi … Teraz będzie: powiedz babci o koronawirusie przy urnie wyborczej.

Piotr Tomski

 

 

Prezes NBP ma nieprzebrane ilości gotówki

Dzisiejsza konferencja prasowa Premiera RP, Ministra Finansów i Prezesa NBP była farsą nad farsami. Rzucone tam hasła były żenującą próbą zaklęcia rzeczywistości, która nie wytrzymywała już wstępnej analizy. Jest mi bardzo przykro, że moich rodaków ci przedstawiciele najwyższych władz RP potraktowali tak, jak traktuje się bezmyślnych idiotów.

Kto może uwierzyć w stwierdzenie, że NBP ma nieprzebrane ilości gotówki? Rozumiem konieczność uspokojenia narodu w sytuacji rozprzestrzeniającej się pandemii, ale argumenty do takiego działania uspokajającego należy dobierać bardzo rozsądnie, żeby skutki nie były odwrotne od zamierzonych. Myślę, że panowie nikogo nie uspokoili.

Nie chcę tu analizować „Tarczy antykryzysowej”, bo w ogóle nie wierzę w takie zapowiedzi, chyba że płyną już pieniądze do konkretnych odbiorców. Może się okazać, że premier nie wspomniał o wielu warunkach do spełnienia w ramach wniosków o rządową pomoc, co znacznie utrudni jej otrzymanie. A może będą jakieś progi dochodowe lub maksymalne stany konta, które zblokują dopłaty dla obywateli? Nie wiem. Zobaczymy tę tarczę w pracy.

Nie widziałem na tej konferencji realnego planu wyjścia z długów państwa, jakie powstaną po uruchomieniu tarczy. Gospodarka nie wróci na odpowiednie tory wypracowywania zysków przez bardzo długi okres. Co zrobimy przez najbliższe lata? Drukarki NBP będą pracowały ciągle i dostarczały naprawdę nieprzebrane ilości gotówki przez te lata? Mrzonki na tej konferencji, które snuł premier Morawiecki w związku z publicznymi budowami z zakresu ochrony klimatu były dla mnie dowodem totalnego odlotu. Tak. Przypomniały mi się pomysły premiera o elektrycznych samochodach polskiej produkcji. Co z tego wyszło? Nic.

Piotr Tomski

 

Zainfekowany rząd w Polsce

W polskich ławach rządowych pojawił się koronawirus. Przyszedł niespodziewanie i właściwie można rzec: podstępnie. Uderzył w ulubieńców ludu i Wielkiego Stratega z Żoliborza.

Zakończył się wobec powyższego okres beztroski i kampanii wyborczej Andrzeja Dudy, która była prowadzona kosztem ogromnych zagrożeń dla szeregu funkcjonariuszy państwa polskiego. Mam nadzieję, że nie okaże się w najbliższych godzinach, iż choruje w Polsce połowa rządu i połowa kancelarii prezydenta, chociaż nie wiem, czy w chorej głowie Wielkiego Geniusza z Żoliborza nie zrodziła się taka potrzeba w celu wywołania współczucia i podziwu w narodzie dla poświęcenia wyżej wymienionych połów rządu i kancelarii. Nic nie łączy tak, jak łączy wspólna choroba.

Prezydent odwołał dzisiaj nawet posiedzenie rady gabinetowej, które miało przecież dostarczyć następnych punktów w sondażach wyborczych, podobnie do weekendowych występów w Garwolinie, gdzie koronawirus rzeczywiście, jak wyszło po czasie, szalał pomiędzy uczestnikami prezydenckiej imprezy kampanijnej pod szpitalem, bo jeden z pisowskich działaczy połamał wszelkie procedury zabezpieczeń epidemiologicznych i naraził kilkaset osób na infekcję podczas swoich uroczystych imienin. Nic nie dzieli tak, jak dzieli wspólna głupota. Działacza pisowskiego Wielki Prezes już osobiście zawiesił, ale dlaczego nie zawiesił jeszcze prezydenta, który w skali powodowanych zagrożeń tegoż działacza bije na głowę.

Miałem być poważny w sytuacji pandemicznej, ale działania polskich władz nie pozwalają mi na powagę. Jest mi bardzo przykro przy tym, że muszę należeć do grona szyderców, które jest tak bezbożnie … wolterowskie. Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

Życie dla zdyscyplinowanych

Przeżyją tylko ludzie zdyscyplinowani i odpowiedzialni. Buntownicy wyginą w mękach powikłań wirusowych. Hi, hi, hi … Wolność, równość i braterstwo oraz prawa człowieka razem z prawami obywatelskimi przestały istnieć, bo zaistniał imperatyw indywidualnego życia ponad wszystko.

Nie mogę ciągle nabrać stosownej powagi do sytuacji pandemicznej, ale tak naprawdę zagrożenia i ewentualna choroba są mocno niezależne ode mnie, co mogę porównać do wypadku samochodowego albo upadku po poślizgu na islandzkich lodach. Doznałem obu tych wrażeń i żyję, chociaż bezpośrednio po nich miałem wątpliwości w kwestii przeżycia. No cóż! Dyscyplina w czasach pandemii jest konieczna. Możemy sobie żartować, ale tylko zbiorowe działanie może nam pomóc przejść przez tego typu złożone problemy.

Zbiorowe działania ludzi są jednak możliwe i przede wszystkim pożyteczne pod pewnymi warunkami, z których podstawowym jest zaufanie do władz. Musimy sobie zadać te pytania. Czy ufamy władzom? Do jakiego stopnia możemy ufać władzom? Gdzie kończy się dyscyplina i posłuszeństwo?

Może wcale nie jest tak, jak napisałem na wstępie. Zdyscyplinowani i odpowiedzialni mogą tak samo umierać, jak będą umierać buntownicy, jeśli okaże się na przykład, że władze oszukiwały ludzi i problemem nie jest sam wirus, a największym problemem będą ekonomiczne konsekwencje rygorów stosowanych przez władze wobec społeczeństw. Może ci zdyscyplinowani będą pokornie czekać na pomoc władz, która nigdy nie nadejdzie.

Piotr Tomski

 

 

Gdzie jest Wielki Strateg z Żoliborza

Strach ma wielkie oczy i uderza w pierwszej kolejności w ludzi słabych. Od kilku dni Geniusz z Żoliborza prawdopodobnie nie wynurza się z domu chronionego przez kilkunastu „pogromowców”, żeby nie narazić się na oddziaływanie najmniejszych nawet porcji koronawirusa. Nie dziwię się w sumie, bo tak wycieńczona osoba po ostatnich operacjach nie miałaby żadnych szans w starciu z tym akurat koronawirusem, ale warto w takim razie opowiadać o tym we wszystkich polskich mediach. Hi, hi, hi … A tu jest cisza na temat Naczelnika z Żoliborza.

Przypomnijmy sobie sytuacje z pierwszymi sekretarzami sowieckiej partii. Czy nie mamy podobieństw? Hi, hi, hi … Skala jest tu inna, ale kłamliwa propaganda o naczelniku, zbawcy narodu, strategu i geniuszu jest już bardzo podobna, a brak rzetelnych informacji o tym panu jest już identyczny z pierwowzorami. No cóż! Zmiany polityczne po okrągłym stole były tylko ściemą elit i jedynie lekko zmieniły system, żeby stworzyć więcej pozorów dla mas obywatelskich. Pozory, pozory i jeszcze raz pozory. ZSRR ze swoimi „sojusznikami” też był systemem wielkiej ściemy dla mas, w której bogato żyjące elity wciskały ideologiczny kit całej reszcie. Czy nie jest już podobnie w Unii Europejskiej albo Stanach Zjednoczonych? Elity żyją sobie własnym dobrze zakamuflowanym życiem, natomiast zagospodarowane masy żyją iluzją praw obywatelskich, praw mniejszości albo praw zwierząt czy obroną klimatu. I masy mogą znowu sobie za te idee swobodnie umierać, a żyć mogą wyłącznie dzięki zmontowanym na tysiące sposobów liniom kredytowym, za które trzeba płacić przez całe życie tych mas.

Nie trzeba było nam Wielkiego Stratega z Żoliborza, żebyśmy mogli zaimplementować ten powyższy, chory system w Polsce po socjalizmie peerelowskim i dalej ta osoba nie jest nam potrzebna, a zatem zdrowia życzę panu Kaczyńskiemu na dalszej drodze całkowitej izolacji od spraw Polski i Polaków. Nie potrzebujemy więcej tchórzy do rządzenia Polską.

Piotr Tomski

 

Koronawirus w polityce polskiej

Różnica pomiędzy Islandią a Polską jest taka, że na Islandii politycy rzadko występują na konferencjach prasowych w sprawie działań koronawirusa, natomiast w Polsce wszystkie konferencje na ten temat prowadzą politycy. Od problemu pandemii są fachowcy. Polacy, obudźcie się wreszcie i pogońcie premiera, prezydenta i wszystkich innych, których rolą nie jest medialne bicie piany epidemiologicznej.

Jeśli PiS nie przełoży wyborów prezydenckich, to nie wezmę w nich udziału, bo nie będzie to miało najmniejszego sensu. Prezydent bierze udział w działaniach służb państwowych, do których w ogóle nie powinien mieć dostępu. Wszystko staje się jego kampanią wyborczą. Telewizja publiczna wspiera tylko prezydenta. Sytuacja sięgnęła dna nawet na Twitterze, gdzie każda krytyka partii rządzącej lub prezydenta jest natychmiast hejtowana przez pisowskich trolli.

Materialne problemy Polaków po tej pandemii będą na tyle duże, że w dystansie czasowym władza PiS upadnie, bo zaklinanie rzeczywistości nie wypełni portfeli opróżnionych brakiem dochodów, a PiS nie ma w tej chwili konkretnych pomysłów na ochronę ekonomiczną Polaków. Niestety, wobec powyższego przeznaczenie dwóch miliardów złotych na publiczne media jest zbrodnią popełnioną na narodzie i mam nadzieję, że Polacy już nigdy nie zapomną tej zbrodni Wielkiemu Strategowi z Żoliborza.

Piotr Tomski

Wielka ściema potrwa do czerwca

Dzisiaj pojawiły się informacje od wybitnego wirusologa z Chin, z których jednoznacznie wynika, że pandemia wczoraj ogłoszona przez wybitnych specjalistów z WHO potrwa do czerwca. No cóż! Osobiście jako osoba z grupy najwyższego ryzyka nie powinienem mieć ochoty na żarty, ale rozwój sytuacji na świecie i pozbawianie ludzi kolejnych praw w związku z ochroną ich zdrowia oraz życia jest po prostu jednym, wielkim żartem, kiedy pod rozwagę weźmie się skalę wcześniejszych zaniedbań władz poszczególnych państw czy nawet samego WHO.

Informacyjny chaos w kwestii działania koronawirusa na ludzi i braki w zaopatrzeniu szpitali wystarczą jako dowody na niekompetencję polityków. Europa nie jest przygotowana na pandemię lepiej niż Chiny, a miała na te przygotowania więcej czasu. Zarzucano Chińczykom popełnienie błędów w początkowej fazie epidemii, ale błędy Włochów chyba nie dadzą się z nimi porównać. Narażenie włoskich domów starców na chiński personel było prawie świadomym doprowadzeniem setek ludzi starszych do śmierci.

Polska może być klinicznym przykładem demonicznego zła polityków, którzy zajęli się uchwalaniem prawa do swobodnego zniewalania obywateli, kiedy mogli prowadzić realne przygotowania do pandemii, bo prawne narzędzia do tego mieli od dawna. Wykonanie niewielkiej liczby testów na pacjentach czy sposób bezprzetargowego zakupu testów za pośrednictwem prywatnej firmy znajomego pana prezydenta są tylko elementami większej ściemy państwa polskiego. Podobno do takich zakupów była właśnie potrzebna specjalna ustawa, ale wspomniany, bezprzetargowy zakup nastąpił przed wejściem w życie ustawy, bo inne przepisy już dawniej pozwalały na takie zakupy. Co jest zatem istotą problemu? Zysk dla znajomego pana prezydenta? Ile takich zysków trafi teraz w odpowiednie ręce bez kontroli?

Giełdy na świecie pikują w dół. Straty wartości spółek są ogromne, ale przecież nie nastąpił koniec świata. Ktoś zbankrutuje, ale ktoś inny może na tym zarobić krocie. Wielka ściema trwa.

Piotr Tomski

 

 

 

Nie musimy ciągle gonić królika

Światowa gospodarka wpadła w poważne kłopoty, bo wielu ludzi z powodu epidemii koronawirusa zatrzymało się i przestało gonić swoje króliki. Niestety, jedyną receptą na trwanie obecnego systemu ekonomicznego był ciągły bieg większości ludzi za ich królikami. I co będzie dalej? Zobaczymy.

Wszyscy spodziewali się kryzysu ekonomicznego i twierdzili, że koniunktura się skończyła, że spada produkcja w większości krajów na świecie i obniżają się poziomy PKB w wielu krajach. Przyszedł do tego nagle koronawirus i oczekiwania ludzi musiały się zmienić. Z kryzysem każdy się pogodził i tylko niektórzy błagają jeszcze o pomoc w ratowaniu ich biznesów. Czy była lepsza możliwość zagospodarowania oczekiwań ludzkich taką dyscypliną wydatków? Nigdy. Nikt nie miał pomysłu na zatrzymanie szaleństwa konsumpcjonizmu, co zresztą dla wielu, jak już na wstępie napisałem, było jedynym czynnikiem podtrzymującym system ekonomiczny.

Teraz paradoksalnie może się również okazać, że koronawirus był zbawieniem dla ludzkości, bo zmienił styl życia ludzi, wprowadzając niesamowite oszczędności w setkach milionów gospodarstw domowych, rozwagę w działaniu większości ludzi i niesamowity wzrost poziomu higieny osobistej. Hi, hi, hi …

Turystyka i transport oczyszczą się ze słabych przedsiębiorstw, bo to one w zasadzie już zbankrutowały. Najsilniejsi ekonomicznie przetrwają. Jest w tym duża rola do odegrania dla wsparcia państwowych władz i wpuszczenia na rynek kolejnych stosów pieniędzy, ale na oszczędności jest już za późno. Można, oczywiście, na różne sposoby bredzić i poruszać się w literackiej fikcji. Hi, hi, hi … Zrównoważony polski budżet jest w tym przypadku dowcipem stulecia w skali globalnej, natomiast pomysł islandzkiego ministra finansów o budowach z publicznych środków jest … tylko gonieniem królika. Dwie drogi donikąd! Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

 

 

Telewizja kłamie

Dla człowieka wychowanego w PRL zawsze telewizja będzie kłamała. Hi, hi, hi … Kiedy oglądam telewizyjną publicystykę w różnych stacjach telewizyjnych, to najczęściej się zastanawiam nad celem i przyczyną wygłaszania jakiejś wypowiedzi, natomiast wartość informacyjna takich wypowiedzi nigdy nie jest dla mnie jednoznaczna. Wobec powyższego sens oglądania telewizji nie istnieje. Hi, hi, hi … Po co robić coś bez sensu? Po co płacić na coś bez sensu?

TVP podobno ma do spełnienia jakąś misję i dlatego społeczeństwo musi łożyć na nią pieniądze. Od 1944 roku w Polsce zawsze jest jakaś misja do spełnienia za pieniądze społeczeństwa, a telewizja od chwili powstania w tych misjach ma wprawę. Nie zapomnę do końca życia, jak ta misja przy okazji propagowania historii serialem zatytułowanym „Czterej pancerni i pies” namieszała mi głowie. Rosjan uznawałem za sojuszników Polaków. „Stawka większa niż życie” za to mówiła prawdę historyczną o polskim zdrajcy, który w 1941 roku podjął współpracę z radzieckim wojskiem, ale nikt się nawet nie zająknął, że wtedy Związek Radziecki był agresorem w stosunku do Polski i okupował jej znaczne tereny na skutek prowadzonych działań wojennych wspólnie z Niemcami od 1939 roku. Jakim cudem polski oficer mógł w 1941 roku zostać radzieckim szpiegiem w niemieckim wojsku? No właśnie. W ramach misji TVP powyższe seriale wracają często na ekrany i my za to dzisiaj mamy płacić. Czy może za nową, bezkrytyczną wersję historii żołnierzy podziemia po 1945 roku mamy płacić telewizji?

Misyjność telewizji czy radia jest tylko pustym hasłem, którego używa się dla ukrycia zasadniczych celów propagandowych. W Polsce dostosowano w 2015 prawo do potrzeb ręcznego sterowania mediami publicznymi przez polityków i osoby od nich zależne. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że cała ta machina pracuje dla PiS. Wątpliwości dotyczą właściwie tylko zakresu bezpośrednich wpływów poszczególnych polityków i granic prymitywizmu kulturowego, które przekracza przekaz tych mediów.

Piotr Tomski