Polexit czy wywalenie PiS z Polski

  Partia rządząca poszła na zwarcie z Unią Europejską i wetuje razem z Orbanem budżet unijny. Pisałem już kilka dni temu, że Polska wetuje ogromny sukces negocjacyjny premiera Morawieckiego, który miał przynieść Polakom ogromne środki z Unii. Powodem tego veta jest praworządność.

  W pierwszym momencie nikt nie zrozumiałby, o co chodzi w tej sytuacji, bo kwestie finansowe powiązać z praworządnością jest przecież trudno. A jednak się stało. Hi, hi, hi … Poza dwoma krajami wszyscy są zgodni, że praworządność jest bardzo ważna i powinna mieć bezpośredni wpływ na otrzymywane pieniądze ze wspólnej kasy. Dlaczego? Wspólne przedsięwzięcia europejskie muszą podlegać wspólnym ocenom formalno-prawnym, żeby na terytorium poszczególnych państw było równe traktowanie wszystkich ludzi i firm. Równe! Stara Europa również musi się do tego dostosować i odpowiednie narzędzia prawne przyjąć.

  Wiem, że praworządność dla wielu ludzi jest pustą ideą, mrzonką czy hasłem na banery przy okolicznościowych imprezach. Dla wielu w ogóle nie ma znaczenia prawo czy wszelkie regulacje z zakresu współżycia społecznego, bo stanowi to przeszkodę w prowadzeniu biznesu i zarabianiu pieniędzy. No i dopiero w chwili, kiedy to prowadzenie biznesu wymaga sądowych procesów albo ochrony przed dobrze zorganizowanymi przestępcami, zaczyna się myślenie o praworządności i sprawiedliwości. Banalne są te powyższe wywody, ale prawda bywa bardzo banalna.

  Dochodzenie swoich praw w Polsce pod rządami i sądami PiS będzie ciężkie, jeśli nie będzie nad nimi parasola nadzorczego Unii. Pan Zbyszek może zrobi wtedy to, co zawsze chciał zrobić. Pan Zbyszek ręcznie ustawi sądy w całej Polsce i każdy wyrok, jeśli tylko pan Zbyszek zechce, będzie wydany zgodnie z życzeniem pana Zbyszka. Czy po Polexicie chcemy takiej sprawiedliwości w Polsce? Czy nie wystarczy nam kucharka prezesa PiS w Trybunale Konstytucyjnym?

  Piotr Tomski

Księstwo Samherji w reorganizacji własnościowej

  Samherji jest największą firmą połowową na Islandii i nie tylko. Nie tylko jest połowowa i nie tylko jest na Islandii. Dla przybliżenia sytuacji Samherji Polakom wystarczy podać jedną informację biznesowo-polityczną: Bogusław Szemioth (ten pan od jachtu pływającego z byłym ministrem Szumowskim) jako konsul honorowy Islandii w Polsce był związany z Samherji i jej interesami w Polsce. Hi, hi, hi … Krystaliczna uczciwość Samherji i Bogusława Krzysztofa Szemiotha są bezsporne, ale napiszę więcej: to wredni Namibijczycy z jakiejś zabitej dechami Namibii – po publikacji przez WikiLeaks mejli Samherji i również mejli pana Szemiotha – narazili na utratę dobrego imienia tych wspaniałych, przyzwoitych i szlachetnych ludzi. No nie mogłem w to uwierzyć. I dalej nie mogę w to uwierzyć. Hi, hi, hi …

  Dzisiaj wiem już, że Samherji jest obiektem zainteresowania organów ścigania i różnych służb państwowych w kilku miejscach na świecie. Główne postępowania są w Namibii i na Islandii. Właściwie wszędzie tam, gdzie były przepływy finansowe Samherji, prowadzone są działania sprawdzające ich prawidłowość pod kątem korupcji i prania pieniędzy.

  Dzisiaj główni udziałowcy Samherji sprzed kilku miesięcy nie są już głównymi udziałowcami firmy. Udziały zostały sprzedane ich dzieciom. Hi, hi, hi … I nie ma to nic wspólnego z wyżej wspomnianymi postepowaniami. No nie mogłem w to uwierzyć. I dalej nie mogę w to uwierzyć, że komuś w ogóle przyszło do głowy takie skojarzenie. Hi, hi, hi …

  Po przeczytaniu dzisiejszej publikacji na portalu Stundin z informacjami o niejasnych przepływach finansowych pomiędzy różnymi spółkami oraz osobami fizycznymi widzę słabość tego układu. Główni udziałowcy Samherji stracili chyba czujność albo są bardzo pewni siebie pod względem własnej bezkarności. Trudno się dziwić, kiedy jeden z tych panów nie składał na Islandii deklaracji podatkowych przez kilka lat i poniósł za to tylko symboliczną karę.  

  Samherji przejmuje też wszystkie udziały w głównej firmie od transportu morskiego na Islandii. Udziały sprzedają fundusze emerytalne, żeby Samherji miało pełną kontrolę nad transportem towarów. Nie wzbudza to żadnych podejrzeń, bo wszystkie strony tego układu tworzą ludzie wspaniali, przyzwoici i szlachetni. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Korupcja bez korupcji

  Adam Hofman idzie do biznesmena Czarneckiego rozmawiać na temat biznesów i jest to tylko pogadanka, która nie ma żadnego znaczenia, bo przecież Hofman jest już wyłącznie osobą prywatną. No może Hofman jest lobbystą, ale w przypadku wspomnianej rozmowy lobbuje dla własnej przyjemności. No cóż! W życiu różne cuda widziałem, zatem lobbysta dla przyjemności wśród tych cudów jest jak trabant pomiędzy mercedesami; niby wszystkie są niemieckiej produkcji, tyle że to żaden cud.

  PiS odrobił lekcję z czasów PO i wcześniejszych. Dzisiaj wysyła się z propozycją „nie do odrzucenia” ludzi, od których łatwo jest się odciąć, bo formalnie nie reprezentują nikogo. Pogadać o różnych rozwiązaniach personalnych może każdy, a fantazje na temat profitów płynących z „użycia” określonych ludzi nie są przecież niczym złym. Hi, hi, hi …

  Z drugiej strony tylko naiwniacy mogą wierzyć w krystaliczną uczciwość faceta, który zatrudnia do działań w public relations byłego polityka PiS, bo ten jest tak wybitnym specjalistą, że nikt inny go nie zastąpi. Świat tak nie działa. Czarnecki zatrudnił Hofmana, ponieważ miał taką potrzebę w ramach … prawa karnego. Hi, hi, hi … Potrzeba istniała od kilku lat, natomiast obecne wykorzystanie tego zatrudnienia do takiej rozgrywki jest aktem wyjątkowej desperacji, która z kolei została wygenerowana przez wyjątkowo poważne zagrożenie dla Czarneckiego.

  Nie wiem, jak ta gra się skończy, ale ja osobiście mam nadzieję, że obie strony konfliktu po prostu się wykrwawią na śmierć.

  Piotr Tomski

Chodzi tylko o władzę

  Trump już przez chwilę uznał na Twitterze zwycięstwo Bidena i wielu odetchnęło z ulgą. Oddech nie trwał zbyt długo, bo Trump szybko wyjaśnił, że dalej nie uznaje tego zwycięstwa zdobytego za pomocą fałszerstwa wyborów. Hi, hi, hi …

  Temu tłustemu blondasowi „upasionemu na krwi ludu pracującego” nie mieści się w głowie, że nie będzie miał drugiej kadencji do robienia największych w życiu przekrętów. Trump został prezydentem tylko dla władzy, która gwarantuje bezkarność przy tych mega przekrętach. Nic więcej dla Trumpa nie ma znaczenia. Jeśli komuś wydaje się, że ten facet ma jakieś zasady czy wyznaje jakieś uniwersalne wartości, to bardzo ten ktoś błądzi. Hi, hi, hi … Każdy, oczywiście, ma prawo błądzić.

  Przypadek Bidena jest nieco inny, ale nie dałbym złamanego dolara za jego uczciwość, przyzwoitość czy wiarygodność. Bidenowi również chodzi tylko o władzę, która jemu i grupie związanych z nim ludzi zagwarantuje mega przekręty. I tyle. Chodzi tylko o władzę.

  Sytuacja w Ameryce trochę mnie śmieszy, ale bardziej zaczyna mnie fascynować pod względem ściśle socjologicznym. Co powoduje, że zdemaskowani, patologiczni kłamcy tak mocno poruszają miliony ludzi, że ci wychodzą na ulice i za ich władzę gotowi są ryzykować własne mienie, zdrowie i nawet życie? Jaki jest realny powód takiej polaryzacji społeczeństwa? Nie wiem.

  Musimy po prostu nabrać dystansu do polityki i polityków. Musimy odpowiednimi przepisami prawa ograniczyć władzę polityków do minimum niezbędnego do administrowania państwami, natomiast ich obowiązki egzekwować z bronią w ręku na drodze obywatelskich praw. Hi, hi, hi … Jeżeli teraz ludzkość nie podejmie konkretnych działań wobec polityki, to wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że nastąpi ogólny koniec demokracji. Korwin powiedziałby: wreszcie. Ja powiem: Korwin jest śmieszny i żenuje.

  Piotr Tomski

Ludzie kultury i specjalnej troski

  Rozumiem doskonale, że państwo musi wspierać artystów, twórców i ogólnie tak zwanych ludzi kultury. Rozumiem, że obecny kryzys pandemiczny dotknął ekonomicznie tych ludzi bardzo. Zrozumienie z mojej strony jednak nie obejmuje dziwnych preferencji finansowych dla niektórych ludzi kultury, którzy dostali po kilkaset tysięcy złotych lub po kilka milionów złotych. Dziwna jest przy tym zbieżność politycznych preferencji tych niektórych z miłościwie nam panującą partią albo też wyjątkowa rozbieżność z partią, co trzeba było pieniążkami złagodzić. Polityka ma więc duży wpływ na poziom dochodów ludzi kultury. Hi, hi, hi …

  Ministerstwo od kultury jest prowadzone przez zaufanego człowieka Wielkiego Geniusza z Żoliborza i każda decyzja tej instytucji jest doskonale przemyślana pod katem dobra partii rządzącej. Myślę, że podobnie było już z wypłaceniem milionów euro fundacji Czartoryskich za obrazy przekazane przez jej fundatorów Polakom. Partia miała za to wejść na salony europejskich hochsztaplerów i nawiązać odpowiednie kontakty do oszustw pod osłoną odpowiednich ludzi. Hi, hi, hi … Widocznie te decyzje jednak nie są dobrze przemyślane., chyba że ja o czymś nie wiem. Hi, hi, hi …

  Ludzie kultury są normalnymi ludźmi pracy i jako takim należy im się normalna pomoc państwa w ramach „pandemicznych tarcz”. Nie widzę naprawdę potrzeby organizowania specjalnego funduszu właśnie dla kultury. Czy sprzedawcy ze sklepów meblowych mają taki fundusz? Czy sprzątaczki z branży turystycznej mają taki fundusz? Myślę, że wszyscy powinni podlegać identycznym prawom i obowiązkom w relacji z państwem.

  Piotr Tomski

Veto marzeń i co dalej

  Premier Morawiecki zapowiedział, że zawetuje budżet Unii Europejskiej, jeśli będzie z nim powiązany mechanizm blokowania wypłat środków z powodu naruszania praworządności. Podobnie zrobił premier Orban. Obaj wysłali listy w tym temacie do władz unijnych. No i czekamy na rozwój wydarzeń.

  Budżet został już przyjęty przez Radę Europejską i w sumie to nie wiem, czy konieczne jest ponowne potwierdzanie przyjętego budżetu? Czy zatem będzie okazja do veta? Nie jestem fachowcem w prawnych rozwiązaniach Unii i powszechnie omawiana groźba veta polskiego oraz veta węgierskiego jest chyba realna, zwłaszcza że zapisy z budżetowego spotkania przywódców europejskich były interpretowane na kilka różnych sposobów.

  Potrzeby wewnętrznej polityki w Polsce powodują konieczność twardego veta. Ogłoszono już dawno temu wielki sukces negocjacyjny premiera Morawieckiego, który osiągnął dla Polski ogromne środki. Teraz premier Morawiecki będzie sam ten ogromny sukces wetował. To nie jest tylko rozdwojenie jaźni. To jest życie w podwójnej rzeczywistości. Hi, hi, hi …

  Wielki Strateg z Żoliborza witał z kwiatami premier Szydło, kiedy stanęła przeciwko całej Radzie Europejskiej przy przedłużaniu kadencji Tuska. Dzisiaj marzeniem Wielkiego Stratega jest veto, którym utrudni pracę całej Unii, bo sprzeciw w sprawie Tuska nikogo nie zabolał, a jedynie ośmieszył Polskę. Marzenia chorych ludzi bywają śmieszne i groźne.

  Piotr Tomski    

A miało być święto narodowe

  Przedwczoraj w Warszawie doszło do podpalenia mieszkania podczas Marszu Niepodległości. Ktoś rzucił kilka rac i jedna z nich rozbiła szybę, po czym pojawił się ogień w mieszkaniu, gdzie była pracownia artystyczna. Koszmar. Podpalania mieszkań jeszcze nie było na marszach.

  Zacznę od tego, że używanie rac jest nielegalne w czasie demonstracji. Nielegalne race i de facto nielegalna demonstracja dały razem piorunujący efekt, z którego będą przez najbliższe tygodnie korzystać wszyscy przeciwnicy środowisk narodowych w Polsce. I słusznie. Nie ma żadnego powodu, żeby nie atakować tych środowisk. Przykra to jest okoliczność, ale tym razem kara musi być, bo wina jest bardzo poważna.

  Wpuścić pomiędzy własne szeregi zwykłych chuliganów i twierdzić, że nie ma się z nimi nic wspólnego. To ma być wytłumaczenie? To mówi również paniczyk, na którego głosowałem w ostatnich wyborach prezydenckich. Wstyd mi za to głosowanie. Niestety.

  Organizatorzy tego marszu musieli sobie zdawać sprawę z zagrożeń w sytuacji braku legalności przedsięwzięcia. Mówią dzisiaj o prowokacjach policyjnych czy lewackich, ale one były zawsze i jedynie dobra organizacja marszy przy współpracy ze służbami państwowymi oraz samorządowymi pozwalała te prowokacje zażegnać. Brak tej współpracy musiał skończyć się źle.

  Irytuje mnie tłumaczenie, że demonstracje proaborcyjne upoważniły narodowców do ich marszu. Nie chcę tego analizować, ale zapytam: czy rozpoczęcie Powstania Warszawskiego usprawiedliwiłoby w tym samym czasie Powstanie w Nowym Jorku. No właśnie. A co to ma ze sobą wspólnego poza odbywaniem się na tym samym ziemskim padole?

  Piotr Tomski

Jak PiS z Dziwiszem

  Kościół w Polsce ma trudny okres do przetrwania. Tak zwany układ tronu z ołtarzem wcale nie pomaga teraz w tym przetrwaniu, a straż narodowa jest chyba gwoździem do trumny całego układu. No i bardzo mnie to wszystko cieszy, bo przynajmniej święta i tajemna prawda z dachów jest głoszona. Hi, hi, hi …

  Wczorajszy reportaż w polskiej telewizji i dzisiejszy raport watykański nie pokazały o hierarchach kościelnych niczego, o czym wcześniej bym nie słyszał lub nie czytał. Skupienie się w Polsce na Dziwiszu jest zrozumiałe i ważne, ale o pewnym bardzo istotnym problemie jednak muszę dodać kilka słów. Dziwisz osobiście spowodował, że Lech Kaczyński spoczął na Wawelu. Podobno nawet pomysł tej błazenady był jego. Czy takiego wspaniałego Dziwisza można nie kochać w PiS? Nie można. Wielki Geniusz z Żoliborza w całym polskim Kościele nie ma większego przyjaciela.

  Na tle zarzutów omówionych w reportażu wspomniany przeze mnie związek Dziwisza z Kaczyńskimi jest wyjaśnieniem kolejnych ciekawych wydarzeń. Dlaczego komisja do spraw pedofilii powołana w Sejmie nie działa? Dlaczego nie mógł pracować w niej jedyny, poważnie zaangażowany w walkę z tym zjawiskiem ksiądz? Odpowiedź jest prosta: Dziwisz dzwonił do przyjaciela z Żoliborza i już – wszystko załatwione.

  Śmieszne w sumie byłoby to wszystko wokół Kościoła i Dziwisza, gdyby nie krzywda ofiar kościelnej pedofilii. Bezkarność sprawców ich rozzuchwalała i ofiar były tysiące, kiedy właściwa postawa władz kościelnych mogła temu w odpowiednim momencie zapobiec. Dziwisz jest odpowiedzialny za krzywdy wielu ludzi. Udawaniem wioskowego głupka niczego nie załatwi.

  Piotr Tomski

Nauka zeszła

  Kiedy słucham wywodów różnych ekspertów w czasie miłościwie nam panującej pandemii, to dochodzę do wniosku, że nauka zeszła na psy, manowce czy dno. Naukowcy opowiadają ludziom dosłownie bajki, które wzbudzają sensację lub strach, ale nie są najczęściej poparte żadnymi badaniami naukowymi czy tym bardziej dowodami osiągniętymi za pomocą tych badań. Naukowcy, którzy bajek nie opowiadają, są usuwani z przestrzeni publicznej przez media głównego nurtu i polityków, żeby tylko nie ujawniać pandemicznych kłamstw.

  Jeśli chodzi o mnie, to moja masa krytyczna została przekroczona wystąpieniami prof. Kuny, który wyśmiewał regularnie covidian. Skoro facet przez całe zawodowe życie pracuje z ludźmi chorymi na płuca, to chyba zna się na rzeczy. Skutki zakażenia tym koronawirusem są jego zdaniem podobne do innych zakażeń podobnymi i znanymi od wielu lat wirusami, a skutki powikłań źle leczonych zakażeń u pacjentów z obniżoną odpornością są typowe dla tych zakażeń. Nie ma nic wyjątkowego w covidzie i można do niego podchodzić tak, jak podchodzi się do grypy. I tyle mówi prawdziwa nauka, bo reszta ekspertów i naukowców zaczyna od bicia piany i kończy na liczeniu kasy.

  Jest też Szwecja i inne podejście do koronawirusa. Zgodnie z opiniami powyżej wspomnianych bajkopisarzy Szwedzi nie powinni już istnieć. Szwedzi istnieją i mają się dobrze. Nie zamykali gospodarki i nie wydawali pieniędzy na grupowe eksperymenty medyczno-ekonomiczne, z których nic nie wynika, bo niczemu nie zapobiegły, wprowadziwszy jedynie chaos i śmierć różnych chorych. Wystarczyło skupić się na normalnym leczeniu chorych i izolowaniu wyłącznie ludzi z grupy dużego ryzyka. Pieniądze przeznaczone w tak ogromnych kwotach na świecie na leczenie byłyby bardziej pożyteczne od wydanych na lock down w tysiącu wariantów.  

  Naukowcy mieli obowiązek badania sytuacji i proponowania właściwych rozwiązań. Nie wywiązali się z tego obowiązku i nauka zeszła. Hi, hi, hi …  

  Piotr Tomski

Leczenie czy śmierć polskiej służby zdrowia

  Znam prywatnie lekarzy polskich, z którymi prowadziłem i prowadzę szczere rozmowy o problemach polskiej służby zdrowia. Z biegiem lat i wprowadzanych reform sytuacja w służbie zdrowia jest coraz gorsza, w czym wszyscy jesteśmy zgodni. Postęp światowy w technologiach medycznych jakoś dziwnie Polskę omija szerokim łukiem podobnie zresztą do dobrze wykształconych lekarzy, którzy z Polski wyjeżdżają tam, gdzie mogą wykorzystać swoje umiejętności i godnie żyć z uczciwej pracy.

  Wierzyłem pięć lat temu, że PiS naprawdę chce poprawić funkcjonowanie służby zdrowia i ma konkretny plan na tę poprawę. Pojawiła się nawet propozycja likwidacji NFZ, którą uważam za podstawę do dalszych działań sanacyjnych, bo w państwowym systemie ubezpieczenia zdrowotnego nadzór finansowy powinien być połączony z ogólnym nadzorem państwa nad służbą zdrowia. Płacenie ze strony państwa powinno dotyczyć tylko wykonanych usług i następować po wykonanych usługach z uwzględnieniem możliwości kredytowania dużych placówek. No i chyba konieczny jest element częściowego płacenia za leczenie przez pacjentów, ale po dokładnym przeanalizowaniu możliwości likwidacji tak zwanych prywatnych praktyk w służbie zdrowia, co polegałoby na płaceniu przez pacjenta jakiejś kwoty za wizytę u lekarza, tyle że lekarz musiałby każdą wizytę rejestrować w państwowym systemie służby zdrowia i resztę wynagrodzenia otrzymywać od państwa.

  Powyższe leczenie służby zdrowia jest proste i mam w tej chwili pewność, że jedyną alternatywą jest śmierć. Covid obnażył słabości polskiego systemu opieki zdrowotnej. Wiemy już, że śmierć jest blisko.

  Piotr Tomski