Zamknąć po polsku znaczy nie zamknąć

  Narodowa kwarantanna w Polsce jest, chociaż jej nie ma. Konia z rzędem temu, kto wie dokładnie, o co rządowi, premierowi i prezesowi chodzi. Ja pogubiłem się już wiosną, latem nie rozumiałem niczego, a jesienią zgłupiałem, dlatego zimą pozostanie mi posłusznie poddać się zaleceniom polskich władz, chociaż przebywam cztery tysiące kilometrów od Polski. Hi, hi, hi …

  Długo tłumaczono społeczeństwu w Polsce, że gospodarka kolejny raz nie stanie, bo nikt tego nie wytrzyma. No i wychodzi sobie minister zdrowia na konferencję i wali prosto z mostu, że będzie praktyczne zamknięcie gospodarki od świąt, ponieważ idzie trzecia fala pandemii. Wcześniej jasnym wymogiem wprowadzenia nowych ograniczeń w gospodarce miała być dobowa liczba zakażeń, która znacznie spadła i utrzymuje się na stałym poziomie. Nie rozumiem więc takich decyzji po „wielkich sukcesach” rządu w walce z koronawirusem.

  Po ministrze zdrowia inni politycy PiS zaczęli tłumaczyć, że kwarantanna narodowa to nie jest lockdown, a w ogóle to wszystko spowodowali Niemcy i ich obostrzenia. My musimy tylko dostosować się do sąsiednich państw. Rozumiem teraz, że powtarza się historia z wiosny, kiedy zamknięto Polskę przy kilkuset chorych po miesiącu istnienia pandemii w Europie i otwarto przy kilkuset nowych chorych codziennie. Zero w tym jest logiki i nawet nie ma w tym zwykłego rozsądku. O kampanii w wyborach prezydenckich nie wspomnę. Hi, hi, hi …

  Czym wytłumaczyć te decyzyjne zawirowania? Myślę, że dzisiaj wytłumaczenie jest jedno. Szczepionka. Ludzie nie chcą się szczepić, trzeba zatem stworzyć odpowiednie warunki do takiej potrzeby. Stado przestraszonych owieczek zareaguje, kiedy jedynym ratunkiem dla ich wolności będzie szczepienie.

  Piotr Tomski

Nasze i wasze prawdy o szczepionkach

  Nic nie jest pewne w przypadku miłościwie nam panującej pandemii koronawirusa i chyba dalej nic nie jest pewne w przypadku szczepionek, które mają tę pandemię zakończyć. Nie przekonuje mnie rzesza naukowców, którzy nie przeprowadzili wszystkich badań na szczepionkach. Nie przekonują mnie politycy, którzy mają dziwne zwyczaje mówienia wszystkiego, co może przynieść im polityczną lub propagandową korzyść w danej chwili. I nie przekonują mnie producenci szczepionek, którzy konsekwencje ewentualnych szkód po szczepionkach przerzucają na państwa i tym samym na społeczeństwa.

  Wszechobecny upadek autorytetów w życiu społecznym jest korzystnym zjawiskiem. Dziwię się dlatego, że tradycyjne media w Polsce ciągle pokazują przypisanych do siebie profesorów różnych nauk medycznych, którzy za autorytety chcą uchodzić. No właśnie. Wspomniane media dlatego są już tylko tradycyjne, bo za pomocą tych profesorów osiągają niewiele. Naukowe dowody nie powstają w czasie wywiadów, a ci profesorowie ostatnio tylko tym się zajmują. Hi, hi, hi …

  Prześledzenie skutków ubocznych szczepionek wymaga czasu i żaden poważny naukowiec nie powinien powiedzieć, że czas można zastąpić czymkolwiek. Niestety. Rozumiem potrzebę szczepień, ale nie rozumiem potrzeby zmiany wszystkich procedur badawczych i ograniczenia odpowiedzialności za błędy wynikające właśnie z tych badań. Sytuacja na dzisiaj wywołuje duży brak zaufania do szczepionek, a to spowoduje tylko jedno: szczepienia nie będą masowe i tym samym nigdy nie zakończą pandemii. Przy faktycznym braku badań na temat długości działania szczepionki mamy jedynie kosztowną i ryzykowną zabawę za biliony dolarów w skali globalnej.

 Z drugiej strony szczepionki są szansą na normalne życie i dla osób chorych na tak zwane choroby towarzyszące, do których należę, są ostatnią nadzieją na tę normalność. I weź tu się nie szczep. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Islandia kwotami połowowymi stoi

  Islandia była jednym z pierwszych krajów na świecie, które wprowadziły kwoty połowowe dla swoich rybaków. Podstawowym celem była ochrona łowisk, które stawały się coraz mniej liczne. Nikt jednak nie przewidział, do czego te kwoty w systemie tak feudalnym doprowadzą, bo zakładanego celu wcale nie zrealizowały.

  Islandia stosuje bardzo swobodny system kwot połowowych. Kwoty można sprzedawać, wynajmować i generalnie zarabiać na nich bez wysiłku łowienia ryb czy utrzymywania własnej łodzi. Kiedyś kwoty zostały rozdzielone i „amen w pacierzu”, jak mawiali starzy Polacy. Kiedyś ten system na pewno był sprawiedliwy, ale dzisiaj można go nazwać zwykłą patologią, bo z rzeczywistością nie ma on nic wspólnego. Brak jego weryfikacji prowadzi do wielu nadużyć, na których traci społeczeństwo, a zarabiają uprzywilejowane jednostki i duże firmy połowowe. Uprzywilejowane jednostki zostawiają państwu islandzkiemu grosze, bo skuteczność tego państwa wobec bogatych jest zerowa. Duże firmy nie zostawiają nawet grosza na Islandii, o czym doskonale uświadomiły nas publikacje WikiLeaks i Stundina w sprawie … „namibijskiej”. Hi, hi, hi … Sednem tej sprawy były zresztą kwoty połowowe odkupione w Namibii i Angoli przez spółki powiązane własnościowo z islandzką firmą Samherji.

  Kiedy tylko rozpoczyna się dyskusja polityczna na temat kwot na Islandii, to wielki układ z Partią Niepodległości i panem Bjarnim Benediktssonem (obecnie minister finansów) na czele rozbije każdy dobry pomysł na zakończenie tej farsy. No cóż! Spadkobiercy kwot rządzą tym feudalnym rajem dla swoich. Hi, hi, hi … Wkrótce nie będą mieli ryb w oceanie i sprawa sama się zakończy. Hi, hi, hi … Na szczęście wielu młodych Islandczyków widzi ten problem nieuczciwego podziału kwot połowowych.

  Piotr Tomski  

Rocznicowe niespodzianki dla prezesa

  Nikt chyba nie przewidywał jeszcze kilka lat temu, że symboliczne wystąpienia obywatelskie w rocznicę wprowadzenia w Polsce ostatniego stanu wojennego będą skierowane przeciwko politykowi, który sam siebie określa jako opozycjonistę z czasu tegoż stanu wojennego. Opozycjonista jednak z niego tak wielki, że nie był wtedy internowany i sobie spokojnie spał do południa w ciepłym, domowym łóżeczku. Gdyby nie pomogli w karierze brat z Lechem Wałęsą zwanym przez niektórych Bolkiem, to dzisiaj nie byłoby prezesa, a byłby prawdopodobnie jakiś nieznany wykładowca na nieznanej uczelni gdzieś w Polsce. I tę prawdę Wielkiemu Geniuszowi z Żoliborza w tę rocznicę należy zawsze przypominać.

  Podobała mi się nocna niespodzianka dla prezesa od rolników, którzy w okolicach jego domu zrobili zrzut produktów rolnych na ulicy. Prezes pewnie dom opuścił wcześniej, bo boi się niespodzianek ze strony demonstrantów, ale informacje do niego na pewno docierają i poziom jego irytacji rośnie. Mam nadzieję, że prezes wreszcie dotrze do punktu, w którym ostatni dyktator w historii Polski odszedł na emeryturę po dziewięciu latach od wprowadzenia stanu wojennego. Hi, hi, hi …

  Spodziewałem się większej niespodzianki w postaci dzisiejszego marszu w samo południe w Warszawie z ronda Dmowskiego pod dom Kaczyńskiego. Niestety, frekwencja zawiodła. Ludzie może już nie chcą tej permanentnej i kosztownej indywidualnie przepychanki z policją, może kierownictwo od strony feministycznej zawiodło, a może ludzie nie widzą już sensu w tej formie protestu. Nie wiem. W każdym razie liczba protestujących dzisiaj w relacji do zapowiadanej była skromna i duże siły policyjne, które przygotowały się do większej demonstracji, zablokowały przemarsz pod dom Kaczyńskiego już na Marszałkowskiej bez najmniejszego problemu.

  Niespodzianką ze Szczecina byłem poruszony. Plakaty z Jaruzelskim na pomniku brata musiały też poruszyć Kaczafim. Zobaczymy, co jeszcze rocznica przyniesie. Zobaczymy pewnie również, co prezes robił w ten symboliczny dzień i jak kolejny raz zakłamywał historię, żeby kreować jej kościelno-pisowską wersję.

  Piotr Tomski  

Suwerenność według braci Kaczyńskich

  Prawicowa inaczej partia rządząca doprowadziła do sytuacji Polski w Unii, o której nawet lewica nie marzyła. Hi, hi, hi … Jesteśmy w Unii tak głęboko, jak jeszcze nigdy nie byliśmy. Jesteśmy od Unii tak uzależnieni, że polskie władze okiem nie mrugną bez unijnego nadzoru.

  Ocena tej sytuacji, oczywiście, jest skrajnie różna w polskim społeczeństwie i nawet samo określeniem tej sytuacji jest różne w różnych środowiskach. Wynika ten stan różnorodności ze sprzecznych wypowiedzi polityków, sprzecznych doniesień medialnych i tak naprawdę braku konkretnych, rzetelnych wiadomości oraz analiz wydarzeń z ostatnich dni. Niestety. Może nikomu nie zależy na dokładnym uświadomieniu społeczeństwa? Hi, hi, hi …

  Lech Kaczyński podpisał europejski traktat i zgodził się na udział Polski w tak zwanej obronie klimatu. Robił wtedy ukłon w stronę Angeli Merkel. Hi, hi, hi … Za ten ukłon Polacy dzisiaj płacą przy każdym, zużytym kilowacie energii elektrycznej. Jarosław Kaczyński zgodził się na kontrolę polskiej praworządności, co jest milowym krokiem na drodze pełnej integracji Unii. Teraz pozostaje tylko przyjąć wspólną walutę i będzie koniec suwerenności Polski.

  Pytanie wobec powyższego brzmi: czy bracia Kaczyńscy postępowali słusznie czy działali na szkodę Polski i Polaków? No właśnie. Gdyby bracia Kaczyńscy nie chowali się za patriotyzmem, religią i sanacyjnym sentymentalizmem wobec narodowych szaleństw, to pewnie mieliby dużą szansę na bycie bohaterami, ale przy tych ideologicznych klimatach mogą „awansować” wkrótce na największych zaprzańców. Ktoś musi tylko uczciwie omówić historię Wielkich Bliźniaków. Hi, hi, hi … Zaczęli z Wałęsą i skończą w stylu Wałęsy. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Miękiszony z PIS i twardziele z Unii

  Kiedy znowelizowano ustawę o IPN, wpisując do niej penalizację naruszenia dobrego imienia Polski, a następnie w ciągu kilku godzin pod presją Izraela wycofano nowelizacją tę nowelizację, to zrozumiałem jak wielkimi miękiszonami są politycy PiS. Dla dodania śmieszności miękiszońskiej napiszę, że nowelizacjami zajmował się pan Jaki, należący do części koalicyjnej PiS zwanej Solidarną Polską, w której padały jeszcze dzisiaj okrzyki: veto albo śmierć. Hi, hi, hi …

  Zabawne są deklaracje polityków PiS na temat strategii negocjacyjnej rządu. Geniusz Morawiecki! Nic nie uzyskał i zgodził się na wszystko. Po co było to zamieszanie z groźbą veta? Dla uzyskania łagodniejszego stosowania rozporządzenia na temat powiązania budżetu z praworządnością? Dla informacji na temat możliwości zaskarżenia tego rozporządzenia do TSUE? Hi, hi, hi … Wszystko można zaskarżyć, ale TSUE ma od kilku lat określoną linię orzeczniczą i niepohamowaną żądzę poszerzania kompetencji wszystkich organów unijnych z własnymi kompetencjami na czele.

  W lipcu premier Morawiecki poległ w powyższych kwestiach i dzisiejszy szczyt był przypieczętowaniem tego upadku, może dlatego było tyle krzyku o vecie, którego nikt nie miał zamiaru stosować. Myślę też, że podobnie będzie z praworządnością w Polsce i wycofywaniem się przez PiS ze wszystkich kwestionowanych rozwiązań w dziedzinie sądownictwa czy praw mniejszości. PiS ustępuje na każdym kroku, bo nie ma innego wyjścia. Na wyjście z Unii trzeba naprawdę być twardzielem. Hi, hi, hi … Nie każdy zdobywa się na wyjście z pociągu pędzącego dwieście kilometrów na godzinę.  

  Miękiszony już tak mają, że mogą pokrzyczeć i muszą pokornie zrobić wszystko, co im każą. Teraz boję się tylko o życie wszystkich twardzieli z Solidarnej Polski. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Islandzkie ścieki płyną prosto do oceanu

  W Rejkiawiku nie ma oczyszczalni ścieków i wszystkie ścieki płyną sobie spokojnie do oceanu. Jeśli chodzi o całą Islandię, to nie będę jednoznacznie stwierdzał braku oczyszczalni, ponieważ naraziłbym się na zarzut kłamstwa w związku z bardzo prawdopodobnym funkcjonowaniem jakichś małych oczyszczalni ścieków przy jakichś przetwórniach rybnych lub przy hutach aluminium. W każdym razie ścieki komunalne z Rejkiawiku i przyległych miejscowości (łącznie daje to dwie trzecie ludności Islandii) płyną do oceanu.

  Jeżdżę przy dobrej pogodzie rowerem po ścieżce rowerowej nad oceanem i mam tę odrażającą nieprzyjemność widzieć przy odpływach w odległości kilkudziesięciu metrów od brzegu efektowne krążki wybijającego na powierzchnię wody płynu. Tam są końcówki rur kanalizacyjnych. I żeby było weselej dodam, że niedaleko mogą stać wędkarze i łowić ryby z „krystalicznie czystego” oceanu, po czym mogą z całą rodziną spożywać przepyszną kolację z tych ryb. To się nazywa zatoczyć krąg żywieniowy.   

  W epokach słusznie minionej ciemnoty można było uznawać, że ocean wszystko przyjmie i nie będzie żadnych konsekwencji w postaci degradacji środowiska naturalnego. Dzisiaj już wiemy, że udało się ludziom zniszczyć oceany. Nie rozumiem więc Islandczyków i ich lekkomyślności w traktowaniu ścieków.

  Podobno całkiem niedawno również większość śmieci islandzkich z plastiku była topiona w głębi oceanu po odpowiedniej selekcji i zapakowaniu. Wstydliwe są te sprawy dla kraju, którego premierem jest pani z partii zielonych. Hi, hi, hi … Dzisiaj śmieci plastikowe odpływają podobno w całości do spalarni w Europie, ale płyną po oceanie i nie wiem, czy ktoś liczy, ile tych śmieci wypływa, a ile jest spalanych? Hi, hi, hi … Ja nie wierzę Islandczykom, kiedy chodzi o pieniądze.

  Piotr Tomski

  Tekst pochodzi z większej całości zatytułowanej: „Islandia – feudalny raj dla swoich”

Wraca nasz wspaniały PRL

  Wiadomość o kupieniu polskiej grupy wydawniczej „Polska Press” przez Orlen jest kolejnym elementem budowania nieformalnych wpływów partii rządzącej na media w Polsce. Hasło repolonizacji mediów nie obejmowało przecież upaństwowienia tych mediów. I znowu zostaliśmy przez Wielkiego Stratega z Żoliborza oszukani już na płaszczyźnie deklaratywnej.

  Nie mam nic przeciwko własności narodowej w mediach. Działania podjęte zaraz po 1989 roku, które spowodowały pewnego rodzaju podział mediów pomiędzy grupy polityczne był dość słuszny, ale przy ciągłym mieszaniu się tych grup nie mógł dać trwałych efektów. Kaczyńscy z „Expressem Wieczornym” byli najlepszym przykładem słabości tego rozwiązania. Do tego publiczna czy państwowa telewizja i radio nie sprzyjały trwałości jakichkolwiek podziałów medialnych, bo ich betonowy charakter do dzisiaj służy propagandzie jedynie słusznej linii „grupy trzymającej władzę”. Jeśli ta „grupa trzymająca władzę” jest konsekwentna w prowadzeniu wydatków z kasy państwowej, to zniszczy każde media – zabierając im większość pieniędzy z reklam. Kaczyński ze swoją grupą jest w takich sprawach konsekwentny. Zniszczyć można wszystko, ale czy wszystko później można odbudować?

  Przypuszczam, że „Polska Press” zostanie zniszczona w ciągu roku. Media lokalne w takim wariancie nie przetrwają, jeśli zaczną prowadzić propagandę prorządową. A zaczną na pewno. Nie wiem, czy pracujący dzisiaj w tych mediach dziennikarze zgodzą się zaprzeczyć swojej dotychczasowej pracy. Nie wiem, bo wielu ludzi ma kredyty do spłacenia. Hi, hi, hi … Zobaczymy. Może nastąpić pompowanie państwowej kasy w tę spółkę i praca dziennikarska będzie wrzeć.

  Piotr Tomski

Dokąd idziesz Polsko

  Pytanie powinno trafić wyłącznie do PiS i prezesa Kaczyńskiego, ale prawa współczesnej demokracji powodują, że dzisiaj PiS może mówić w imieniu Polski i utożsamiać się z Polską w Europie. Nie jest to wybryk chwili, bo PiS kilkukrotnie wygrał demokratyczne wybory jako partia. Nie unikniemy zatem ogólnopolskiego rozliczenia za PiS i za prezesa Kaczyńskiego.

  Współczesny system zarządzania społeczeństwami w państwach demokratycznych składa się z kilku naczyń połączonych, które nie mogą działać zupełnie samodzielnie i jest to oczywiste dla wszystkich uczestników tego sytemu. Jeden ośrodek nie może kontrolować wszystkich składników systemu, a właśnie do tego dąży Wielki Strateg z Żoliborza i zakłada naiwnie, że ten cel osiągnie. Nie osiągnie. Naczyń jest zbyt wiele i ludzie są świadomi. Hi, hi, hi … Z ciemnotą w okresie międzywojennym było łatwiej i Piłsudski mógł łatwiej ukryć swoje draństwa z całego swojego parszywego żywota wielokrotnego zdrajcy – indywidualnych ludzi, idei i Polski. Kaczyński jest wystawiony na bezpośrednie działanie konkurencyjnych mediów, artystów, świata nauki i w dużej części jest wystawiony na działanie świata prawniczego, który z kolei może wkrótce pana prezesa osądzić.

  Wielki Geniusz z Żoliborza zdaje sobie sprawę z roli pieniędzy we wspomnianym systemie zarządzania i utrzymania ważnych ośrodków władzy. Dlatego właśnie Kaczyński nie chce się zgodzić na uzależnienie wypłat środków unijnych od praworządności. Polska mogłaby nie dostać nic i nie byłoby już czym przekupywać wyborców czy utrzymywać wsparcie medialne. Wpływy z unijnego prowizorium budżetowego też nie będą rewelacyjne. Dochody wewnętrzne Polski spadają i będzie … strasznie.

  Piotr Tomski

Faszyzm islandzki ma się dobrze

  Kiedy w Warszawie przeszedł Marsz Niepodległości w 2018 roku, w którym brałem udział, to portal Stundin napisał o dwustu tysiącach faszystów na polskich ulicach. Kiedy czynny sędzia islandzki wygłasza faszystowskie przemówienia na Islandii, to jest ciszej na ten temat. Wspomniano jedynie w mediach o islandzkim nacjonalizmie.

  „Ziemia islandzka ma być tylko dla Islandczyków”. „Silne państwo islandzkie ma dbać tylko o Islandczyków”. Takie hasła padają na Islandii w drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku, a żeby było śmieszniej, to głosi je bez większej refleksji sędzia Arnar Thor Jonsson. No faszyzm w czystej postaci to jest i nikt nie krzyczy; nie protestują nawet działacze LGBT, bo przecież faszyści właśnie dla nich zaraz zaczną budować na Islandii obozy koncentracyjne. Hi, hi, hi …

  Na całym świecie odradzają się ruch nacjonalistyczne i może nie demonizowałbym tej okoliczności na Islandii, gdyby nie chodziło o sędziego. Wyobraźmy sobie teraz postępowanie prowadzone przez tego osobnika i jego stosunek do podsądnych, jeśli nie będą Islandczykami. Nikt mnie teraz nie przekona, że ten pan będzie obiektywnie oceniał wszystkie sprawy.

  Islandzkie sądy ostatnio nie mają dobrego wizerunku. Wróciła sprawa powołania na sędziów znajomych byłej pani minister od sprawiedliwości – Sigrid Andersen – ponieważ Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał to powołanie za złamanie praw człowieka, a teraz dojdzie do całości obrazu sądownictwa faszyzujący i polityczny sędzia.

  Piotr Tomski