Jak obrażamy nasze uczucia religijne

  Spotkało się dwóch wyznawców Chrystusa pod krzyżem. Krzyż połamali, po mordach się obili i trafili do aresztu, bo przecież w swojej gorliwej religijności nie mogli się zatrzymać, dopóki jeden drugiego nie zabije. Hi, hi, hi… Poszło o to, że jeden uznawał krzyż za narzędzie potwornej zbrodni na bogu, natomiast drugi do tego samego narzędzia modlił się całymi godzinami.

  Przy okazji świąt warto jest zastanowić się nad tym, jak obrażamy nasze uczucia religijne. Ja zastanawiam się nad tym każdego roku i, wobec totalnego braku uczuć religijnych, śmieszy mnie ten problem od wielu lat. Niedawno nawet kpiłem z jakiegoś gorliwego chrześcijanina, że mój ateistyczny gniew z powodu czyjejś wiary w boga jest też uczuciem religijny, które powinno być chronione przez prawo. Gniew jest przecież uczuciem. Hi, hi, hi…

  Penalizowanie problemu uczuć religijnych jest samo w sobie śmieszne i archaiczne. Przede wszystkim jednak takie rozwiązanie prawne pozwala krzywdzić ludzi niewierzących i karać ich za jakąkolwiek emanację przekonań, bo zawsze znajdzie się obrażony katol w Polsce, który doniesie katolowi policjantowi, a ten z kolei wspólnie z katolem prokuratorem pójdzie ze sprawą do katola sędziego. Niestety. Nikt na drodze takich doniesień nie zauważy, że sam stosunek do religii narusza bezstronność rozpatrywania religijnych problemów.

  Mamy zatem wyznaniowe państwo i już możemy sobie wielkanocne jajko wsadzić tam, gdzie kończy się u każdego proces trawienny takich jajek. Będzie przynajmniej śmiesznie i radośnie w sposób oczywisty. A potem polejemy się lodowatą wodą. Hi, hi, hi… Ale będą jaja.

  Piotr Tomski

Prawda w czasie wojennym

  Z Gazetą Wyborcza pożegnał się Dawid Warszawski (właściwie Konstanty Gebert) którego felieton z opisem neofaszystowskiego oddziału wojskowego z Ukrainy został zatrzymany, bo zawierał właśnie określenie: neofaszystowski. Redakcja chciała to słowo zastąpić łagodniejszym,  ponieważ prawda w czasie wojny jest zbyt brutalna, jeśli dotyczy wspieranej przez nas strony tej wojny, ale autor na zamianę nie pozwolił i się pożegnał. I co my na to?

  Już zauważyłem pierwsze prawicowe wsparcie dla Żyda z Wyborczej, a lawina dopiero rusza. Hi, hi, hi… Prawda musi być ważniejsza od wspierania sojuszników, oczywiście, jeśli ta prawda nam akurat odpowiada. Ataki na Ukraińców nabierają siły i obawiam się o ciąg dalszy tej naszej przyjaźni, zwłaszcza że Ukraińcy prawdziwych przyjaciół na Zachodzie nie mają, natomiast Rosjanie włożyli duże pieniądze w Zachód, co teraz musi się zwrócić.

  Nie podejrzewam żadnej ze stron sporu w Wyborczej o złe intencje, ale samo zaistnienie sprawy jest dla mnie skrajnym nierozsądkiem na pograniczu głupoty. Pan Gebert wykazał się niezłomnym charakterem i chwała mu za tę niezłomność, chociaż nie musiał przy tym demonstrować i wprowadzać w kanał gazetę, która po prostu nie chce rzucać oskarżeń z pozycji putinowskich. Problem powinien przejść w ciszy i kwestia tego felietonu powinna pozostać w ścianach redakcji. Niestety.

  Prawda w czasie wojennym jest największą ofiarą, bo nawet najwspanialsi ludzie czasem muszą milczeć, żeby prawdą nie wspierać pospolitych zbrodniarzy.

  Piotr Tomski

Glapiński jest wielki

  Prezes NBP ma ogromne możliwości i wpływy, które może wykorzystać w celu wsparcia polityki rządu albo odwrotnie. Wielki Adaś na tym stanowisku jest ślepo posłuszny Wielkiemu Guru z Żoliborza, ale swoje interesiki też potrafi dobrze załatwiać.

  Glapiński właśnie ubiega się o ponowny wybór na stanowisko prezesa NBP i stwierdził, że jest wyjątkowo dobrze przygotowany do pełnienia tej funkcji. Na jednym wdechu wymienił pełnione przez siebie funkcje i swoje wybitne kompetencje. No cóż! Nie przewidział inflacji w Polsce i nie reagował w odpowiednim czasie na jej wzrost, a zatem gadanie o kompetencjach jest tylko śmieszne. Glapiński znowu stwierdził, że stopy procentowe  rosną i spadają, co jest normalne. Nie dodał tylko, że ktoś bierze ogromną kasę od państwa polskiego za pilnowanie tych wzrostów i spadków. On kasę wziął i nie dopilnował swoich obowiązków ciecia polskiego pieniądza.

  W NBP Glapiński zatrudnił słynne na całą Polskę panie, które sobie z nim chodziły. Dzisiaj już tych pań nie widziałem, co chyba świadczy o jakimś lęku wyborczym. Hi, hi, hi… Może panie się zużyły, bo swój wiek już miały, a może panie wygląd straciły, ale na pewno pań nie było już widać przy prezesie, co dobrze wróży rozwojowi sektora bankowego w Polsce. Spadną koszty jego funkcjonowania albo wzrosną, bo i kompetencje przybocznych szefa wzrosną, ale rozwój już jest widoczny.

  Kiedyś podobno Glapińskiemu garnitury kupowali z pieniędzy FOZZ (sprawa Pineiro) bo biedny był chłopaczyna, chociaż milionowe koncesje sprzedawał na handel paliwami odpowiednim ludziom. Koleje losu bywają skomplikowane i trójkąty WSI też. Hi, hi, hi… Gdyby tak wszystkie ukryte u Tośka Macierewicza filmy puścili na YouTube, to mielibyśmy czysty kraj. Niestety. Tosiek woli bawić się pornografią spod Smoleńska. I to jest dopiero przykre.  

  Piotr Tomski

Zamach to jest zamach

  Nie da się zapomnieć o pomysłach Pana Tośka Macierewicza i nie da się już przywrócić godności państwu, które pozwoliło na prowadzenie zamachowego cyrku grupie kompletnie odjechanych staruszków, którzy naiwnie myślą, że dzięki tym bajaniom utrzymają mit jedynie słusznej partii i jej najwspanialszego przywódcy. Nie da się też nie kpić z tego i poważnie traktować ludzi wierzących w ten zestaw zamachowych manipulacji.

  Nie chcę kolejny raz analizować bzdur i kłamstw Macierewicza, bo zrobiły to tysiące ludzi przede mną. Chodzi mi głównie o wyrażenie mojego podziwu dla tego pana za jego bezdenną głupotę i równie bezdenną wiarę w to, że jego wyborcy są tak samo bezdennie głupi jak on. Chodzi mi jeszcze o wyrażenie równie wielkiego podziwu dla posła Kaczyńskiego, który w swojej równie bezdennej głupocie uwierzył posłowi Macierewiczowi i uwierzył, że dzięki wojnie na Ukrainie może kogokolwiek przekonać do zamachowej teorii dziejów.

  W zasadzie to jest chyba moje ostatnie pisanie o katastrofie smoleńskiej, bo nie mogę już nawet myśleć o tej tragedii bez natychmiastowego skojarzenia tych myśli z twarzami dwóch powyżej wymienionych osobników i bez przykrego odruchu po tym skojarzeniu, który jest wstępem do rzygania. Nie wiem, jaka będzie reakcja większości Polaków na wczorajsze i dzisiejsze dochodzenie tych dwóch dziadów warszawskich, ale mam nadzieję, że Polacy wreszcie się obudzą i zamachną się na nich w przyszłych wyborach. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dwanaście lat dochodził i nie doszedł

  Dzisiejsza rocznica katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem jest obchodzona w szczególnych warunkach, bo toczy się wojna Rosji z Ukrainą. Niestety, jeden z największych łobuzów w polskiej polityce postanowił i tę wojnę wmieszać w rojenia o zamachu smoleńskim, w którym podobno „zmordowano” mu brata.

  Szczyt smoleńskiego wzmożenia odbędzie się jutro o jedenastej przed południem, ale już dzisiejsze, wieczorne wystąpienie Wielkiego Guru z Żoliborza jasno pokazało, czego możemy spodziewać się przez najbliższe dni, tygodnie i miesiące. Zachód musi im pomóc wsadzić do więzienia Tuska i jego rosyjskich oraz polskich wspólników smoleńskiej zbrodni. Trzy lata czekali na ujawnienie tej wielkiej prawdy i doszli do tego momentu. Trzy lata odjęte od sześciu lat rządów Wielkiego Stratega z Żoliborza dają nam trzy lata, podczas których nie czekali na to objawienie. Nie rozumiem, ale nie chcę już rozumieć czegoś, co z założenia wymaga wielkiej wiary do zaakceptowania prostych kłamstw.

  Prezes Kaczyński dochodził dwanaście lat i dojdzie dopiero jutro. No, mamy fenomen w skali światowego lotnictwa, bo dojdzie bez dowodów, bez wraku samolotu i bez odpowiednich ekspertów od dochodzenia. Rozgrzebywanie zwłok nie pozwoliło wcześniej dojść, a teraz wojna w Ukrainie pozwoliła? No, fenomen mamy w dochodzeniu.

  Poseł Kaczyński sprofanował chyba już wszystko w Polsce. Kościół katolicki sprowadził do roli tuby propagandowej partii. Autorytet sądów i trybunałów zamienił na kwestie kulinarne. Policję zmienił w osobistych ochroniarzy. Wojsko już na początku rządów upodlił pod Misiewiczem od Tośka. Sejm natomiast przerobił na maszynkę do wielokrotnej reasumpcji. No cóż. Kiedy już jutro poseł dojdzie i ukarze wszystkich, to w ramach satysfakcji po tym dojściu – mam nadzieję – da Polsce i Polakom odpocząć od siebie.

  Piotr Tomski  

I znowu Íslandsbanki trafił w dobre ręce

  Islandia sprzedała część udziałów w Íslandsbanki prywatnym inwestorom i tak zupełnie przypadkowo znaleźli się wśród nabywców ludzie zarządzający tym bankiem przed jego upadkiem podczas kryzysu w 2008 roku.

  No i wiadomość rodzynek: ukochany tatuś wicepremiera Bjarniego Benediktsona również znalazł się na liście oferentów, którą zatwierdzał osobiście sam pan wicepremier. Hi, hi, hi… To jest po prostru żart ze społeczeństwa islandzkiego, które w pocie czoła pracowało na spłatę długów po tych oszustach i złodziejach.

Na zdjęciu powyżej jest pan wicepremier Bjarni Benediktson, który jest szefem Partii Niepodległości, mającej największe poparcie Islandczyków, co de facto powoduje, że wicepremier rządzi koalicją i państwem. Szara eminencja Islandii jest w ogóle „dzieckiem szczęścia”, któremu zawsze udaje się wyjść na swoje i dobrze zarobić. Przed kryzysem w 2008 roku pozbył się razem z rodziną „trefnych” udziałów w bankach i spółkach upadających z powodu błędów w zarządzaniu właśnie takich ludzi jak on. I zawsze razem z tatusiem podejmują genialne decyzje inwestycyjne. Tak jest do dzisiaj. Jeden kupuje od drugiego, o czym ten drugi nie wie, chociaż się pod tym podpisuje.

  Po 2008 roku nie rozliczono sprawców największych przekrętów, a jedynie płotki z banków dostały wyroki, których nie wykonano albo wykonano w dobrych warunkach w więzieniu w willi w Rejkiawiku (środkowy budynek na zdjęciu powyżej jest więzieniem), gdzie skazańcy przybywali spędzić noc i każdego ranka wyjść na miasto. Teraz znowu te same lisy wpuszczono do kurnika i będzie płacz. I niech będzie. Skoro ten naród wybiera taką partię do władzy, to zasługuje na regularne dojenie. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Sankcje i kary domniemane bez skutku

  Wydarzenia w Polsce i w całej Unii Europejskiej związane z wojną w Ukrainie zaczynają mnie bawić, chociaż giną ludzie i będą ginąć za pewien czas moi rodacy. Polskie władze już mnie przyzwyczaiły do hipokryzji i totalnej nieodpowiedzialności, która wysłała w czasie pandemii ponad sto tysięcy Polaków do grobów, bo rządzący nie potrafili zarządzać służbą zdrowia, a teraz wyślą na wojnę miliony Polaków i sami zawiną się polskim zwyczajem na rządzenie emigracyjne gdzieś w tej Unii. Unię jednak miałem, za twór poważniejszy. Hi, hi, hi…

  Unia nie potrafi poradzić sobie z takim małym, podłym człowieczkiem z Węgier i daje mu w prezencie władzę na następne lata. Nie liczy się łamanie wyborczych procedur, wykorzystywanie majątku narodowego do własnych celów wyborczych i nie liczy się jawne wspieranie zbrodniarzy wojennych, którzy za chwilę staną przy granicach Unii. Orban naruszył praworządność europejską na setki sposobów i się śmieje z europejskich władz, bo już łasi się do następnego Hitlera. I co? Mogę się tylko pośmiać i stwierdzić, że ufać Unii mogą tylko osoby niepełnosprawne.

  Zakładam, że z Polską i jej prawnikami – geniuszami będzie podobnie. Ziobro z Kaczyńskim  nie pozwolą na uzdrowienie sądownictwa, a pieniądze do Polski zaczną płynąć, bo taka jest mądrość etapu. Nie. To jest głupota etapu unijnej bezsilności. Rosja właśnie dostaje kasę, bo sankcje w praktyce nie działają i Putin zabija za europejskie pieniądze Ukraińców.

  Piotr Tomski

Na Islandii manewry przed wojną

  W porcie w Rejkiawiku pojawił się wielki lotniskowiec, który ma zademonstrować natowską siłę w obronie Islandii, która nie ma nawet jednego własnego żołnierza, ale należy do NATO, płaci sojuszowi i udostępnia swoje terytorium wojskom sojuszu.

  Atmosfera wokół tematów wojskowych wśród Islandczyków jest dość dziwna, patrząc okiem człowieka, który pochodzi z kraju doświadczonego przez wiele wojen. Po pierwsze, potomkowie Wikingów stracili zapał do walki i wyobrażają sobie, że tak urodziwych i pięknych ludzi kochają wszyscy na ziemi i nikt ich nie zaatakuje. Po drugie, Islandczycy we własnym mniemaniu są tak inteligentni, że załatwią z każdym okupantem najlepsze swoje interesy. Po trzecie, Rosjanie, Chińczycy czy kiedyś hitlerowscy Niemcy w gruncie rzeczy nigdy nie byli – ich zdaniem – źli i zawsze można się z nimi dogadać. NATO wobec powyższego może stacjonować na Islandii, ale równie dobrze można pozbyć się sojuszniczych baz i żołnierzy.

  Islandczycy mają wybitny talent do skupiania się na własnych korzyściach przy powtarzaniu odwrotnych do działania haseł o charakterze uniwersalnych idei równościowych i wolnościowych ze szczególnym uwzględnieniem praw mniejszości seksualnych, etnicznych, rasowych etc.. Talent jednak już nie wystarcza, a działania dezawuują hasła w tempie błyskawic, zatem Islandia może źle skończyć pod chińskim albo ruskim butem z knutem. Wyobraźnia Islandczyków nie obejmuje takiej formy poddaństwa, obawiam się więc o biologiczne przetrwanie tego narodu, który przywódcy zostawią na pastwę zbrodniarzy bez mrugnięcia okiem. Już dzisiaj większość tutejszych polityków i biznesmenów ma nieruchomości i oszczędności poza ojczyzną.

  Piotr Tomski

Jak się żyje na bombie atomowej

  Mogę odpowiedzieć krótko na tak postawione pytanie: normalnie. Hi, hi, hi… Żyję w tej chwili dwa kilometry w linii prostej od hangarów, w których stacjonują najnowocześniejsze amerykańskie bombowce zdolne do przenoszenia bomb atomowych. Oczywiście, więcej nikt oficjalnie na ten temat nie napisze, a wszelkie pytania dziennikarzy i nawet miejscowych polityków są zbywane tajemnicą natowską i odniesieniami do międzynarodowych umów.

  Większość dyskutantów zapomina w powyższej kwestii, że Islandia nie ma nawet jednego żołnierza i tym samym nie ma własnej broni, co z kolei powoduje, że broń używana przez obce wojska do obrony Islandii jest pod pełną i wyłączną kontrolą państw, z których pochodzą żołnierze stacjonujący na Islandii. W przypadku bazy w Keflaviku chodzi o żołnierzy USA. Amerykanie bazę w Keflaviku traktują jako własną i tym samym mogą w niej mieć dokładnie wszystko, co chcą w niej mieć. Hi, hi, hi… I nie muszą się z tego spowiadać jakimś natrętnym tubylcom.

  Nie wiem tylko, co stałoby się z Reykjanesbær w przypadku wojny jądrowej z Rosją? No i zdarzają się różne awarie takich instalacji „obronnych” w bazach, co może też nie być atrakcją turystyczną i uśmiercić nas wszystkich w promieniu wielu kilometrów. Człowiek w Reykjanesbær musi zatem wyłączyć myślenie o bezpieczeństwie i cieszyć się każdym dniem, bo z drugiej strony nie wygasła jeszcze lawa po ubiegłorocznej erupcji wulkanu. Hi, hi, hi… Czy to będzie wulkan, czy to będzie bomba atomowa, człowiek jest tylko pyłkiem na wietrze.

  Piotr Tomski

Sąd nad rosyjskim umysłem

  Ostatnie doniesienia na temat zbrodni wojennych w ukraińskiej Buczy są tylko konsekwencją tego, o czym Rosjanie zdecydowali już dawno temu. Nie jest to problem lat, to jest problem wieków. Przykro jest o tym pisać, ale lepiej chyba będzie zlikwidować kilka milionów zbrodniarzy, niż doprowadzić do śmierci setek milionów niewinnych ludzi, bo tyle ludzi uśmiercą bomby atomowe Putina, jego wyznawców i odwet ze strony zaatakowanych państw.

  Za ostatnie wydarzenia przede wszystkim odpowiada „rosyjski umysł”. Jedni mogą mówić o „rosyjskiej duszy” i podziwiać jej złożoność, która stworzyła wspaniałe dzieł artystów w różnych dziedzinach sztuki, natomiast ja chcę zwrócić uwagę na „rosyjski umysł” i skutki jego istnienia. Kto nie poznał Rosjan, ten mnie nie zrozumie, ale kto miał kontakt bezpośredni z tymi ludźmi, szybko uzna za słuszne moje rozważania.

  Rosjanie od wieków żyli w ucisku nieznanym innym nacjom. Czy to byli chłopi, czy tak zwani bojarzy, to ucisk za pomocą knuta i buta był podobny. Rewolucja „proletariacka” nie zmieniła niczego poza hasłami i knut z butem dalej zarządzał rosyjskim społeczeństwem. I tak jest do dzisiaj. Władca Putin jest zarządcą życia wszystkich Rosjan – oligarchów, urzędników, artystów, żołnierzy i zwykłych ludzi. A ich umysł mówi tylko jedno: wykonasz polecenia albo umrzesz. Czasem doda ten umysł: pilnuj innych, to dostaniesz nagrodę.

  Rosjanom lżej robi się właśnie wtedy, kiedy podbijają w różny sposób inne narody i mogą sobie na nich poużywać. Dojeżdżani przez wieki już nie znają innego kształtu zbiorowości ludzkiej, a nawet kiedy zobaczą ten inny świat, to on dla nich jest tak słaby i godny pogardy, natomiast ich władza jest tak silna, że wybór ich umysłu może być tylko jeden. Rozterki „rosyjskiej duszy” są jedynie wypełniaczem czasu, kiedy Rosjanie piją i wyłączają na bardzo krótkie chwile „rosyjski umysł”. Tak. Piłem z płaczącymi Rosjanami, którzy płakali nad Rosją, ale … po każdej takiej chwili oglądali się za siebie. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski