Umarła demokracja w Polsce

Przeczytałem dzisiaj informację powielaną przez posłów PO na temat śmierci demokracji w Polsce, bo uchwalone zostały zmiany w polskim systemie sądowniczym. Nie wiem, który to już raz demokracja umiera od chwili wygrania wyborów przez PiS? Jeśli nawet przyjąć, że umarła dopiero dzisiaj, to kończmy tę farsę i won do domu z tego Sejmu. Po co obywatele mają płacić martwym posłom? Rozgońmy też wszystkie sądy w Polsce, bo od dzisiaj to są aparaty partyjne PiS-u, wystarczą więc decyzje pana Kaczyńskiego za wszystkie wyroki sądowe.

Nigdy nie posądzałem polityków liberalnych i lewicowych (o ludowych nie wspomnę) o poziom intelektualny wyższy od karaluchów albo szczurów, które potrafią głównie dbać o własne interesy. Nigdy też nie uznawałem tych polityków za patriotów – nawet lokalnych. Nigdy nie widziałem u tych polityków przyzwoitości czy prostej uczciwości. Nie jestem zatem zdziwiony ich obecną postawą, ale zadziwia mnie coraz bardziej polskie społeczeństwo, które w trzydziestu procentach osób biorących udział w wyborach parlamentarnych chce na tych polityków głosować. Nie rozumiem ludzi w Polsce. Niestety.

Uważam, że zmiany w ustawie o KRS są zbyt małe, a utrzymywanie przywilejów dla sędziów uznaję niezmiennie za dowód na nienarodzenie się w Polsce prawdziwej, zwykłej, pospolitej demokracji. Sędzia nie jest „świętą krową”, która może defekować, gdzie jej się żywnie podoba, natomiast szaraczki mają ten produkt wąchać z zadowoleniem. Nie. Sędzia ma mieć prawa i obowiązki i ma być z tego rozliczany codziennie a może co godzinę. Nie podoba się panom i paniom sędziom, to proszę o przejście do prywatnych kancelarii adwokackich (podobno tam czekają z utęsknieniem) i nie zajmowanie stanowisk młodym i jeszcze niezainfekowanym ludziom.

Piotr Tomski

Miesięcznice nienawiści

Organizowanie manifestacji dla pamięci ludzi zmarłych w wyniku upadku samolotu pod Smoleńskiem w każdy dziesiąty dzień miesiąca w centrum stolicy uważam za ogromny błąd. Nie było takiej tradycji w Polsce. Nie w taki sposób czci się zmarłych. Nie wolno przestrzeni publicznej w nadmiernej części poświęcać zmarłym, bo wkrótce zabraknie wolnej przestrzeni dla żywych. Zdaję się w tej sprawie na Chrystusa, który powiedział kiedyś, żeby umarłymi zajmowali się umarli. No właśnie. Osobiście nie chcę mieć nawet grobu ani śladu po spopielonym ciele, które w moich pośmiertnych planach widzę rozrzucone na przykład nad morzem w jakiej urokliwej zatoce albo fiordzie islandzkim.

Moje przekonania były więc daleko od przekonań organizatorów smoleńskich miesięcznic, ale od dwóch czy trzech miesięcy całym sercem jestem z PiS-em. Niestety. Moje serce płacze, pęka i krwawi, ale bije teraz dla PiS-u. Seanse nienawiści w wykonaniu esbeckich konfidentów, którzy brali udział w prześladowaniu przyzwoitych ludzi, są bezspornym argumentem na konieczność opowiedzenia się przez właśnie przyzwoitych ludzi za PiS-em. Nie widzę w tej chwili innej możliwości. Czy takie cele miała ta niby-opozycja? Czy może to wrodzone upośledzenie umysłowe tej opozycji esbeckiej generuje takie odwrócenie celów?

Ważny jest w tym zamieszaniu jeszcze jeden element. Chodzi o użycie definicji aktu religijnego, do którego w czasie tych miesięcznic dochodzi lub nie dochodzi. Podobno esbecki konfident kardynał Nycz nie wiedział, o co chodzi z tym aktem religijnym w czasie miesięcznic. Chodzi dokładnie o to, żeby tak poplątać sprawę, żeby nie było wiadomo, o co chodzi. Akt religijny!?

Jan Woliński

Komunizm jednak do Polski wrócił

Zapadły pierwsze decyzje komisji „deprywatyzacyjnej” w sprawie warszawskich nieruchomości wyłudzonych od skarbu państwa. Trybunał ludowy zadziałał. „Komisarz” Patryk Jaki odczytał z wielkim namaszczeniem dzieło swego życia politologicznego i święte prawo własności przestało istnieć na drodze administracyjnej. I co na to powiedzą ideolodzy prawicy? No właśnie. Do Polski wrócił komunizm w najczystszej postaci. Hi, hi, hi …

Zaznaczam, że jestem za odbieraniem nieruchomości wszelkiej maści prawnikom i oszustom, którzy pod osłoną „państwa prawa” zdobyli do nich święte prawo własności. Uważam, że wszyscy prawnicy i urzędnicy biorący w tym udział powinni ponieść konsekwencje swoich czynów lub zaniechań, na poziomie swojego zaangażowania w te oszustwa i przede wszystkim na poziomie krzywd wyrządzonych innym ludziom – użytkownikom nieruchomości czy ich prawowitym właścicielom. Rozmiar tych krzywd usprawiedliwia w wielu przypadkach, moim zdaniem, po wprowadzeniu odpowiednich rozwiązań formalnych, postawienie sprawców przed plutonem egzekucyjnym Wojska Polskiego. W końcu trybunał ludowy powinien mieć swoje – solidne – uprawnienia. I może takie rozwiązanie skłoniłoby takie panie na urzędzie, jak obecna prezydent Warszawy, do uczciwej pracy dla mieszkańców miasta. Osobiście nie widzę innej możliwości wymuszenia uczciwości na politykach, prokuratorach i sędziach.

Skoro komunizm wrócił do Polski, to może należy teraz zrewidować prawo dostosowane przez lata do słabego prawa europejskiego z jego fetyszem – prawami człowieka – i ostatecznie przywrócić karę śmierci. Dać takie narzędzie prawne należałoby, oczywiście, „komisarzom” Jakim lub Wassermannom, którzy bezwzględnie wykonają wolę „najwyższego”. No cóż! Weszliśmy w kolejny etap historii, a przecież był już historii koniec. Problem jest tylko z nazwaniem tego etapu, bo komunizm był już wcześniej. Proponuję: kabaretyzm.

Piotr Tomski

Prawda klimatu

Nie wiem, jaka jest prawda o zmianach klimatycznych na ziemi i tym samym nie wiem, jaki wpływ na te zmiany ma działalność ludzi. Nie wiem również, komu wierzyć w dyskusjach o zmianach klimatycznych, bo argumentacja nawet poważnych naukowców staje się chwilami podobna do argumentacji stricte religijnej, w której Bóg zostaje zastąpiony Matką Ziemią. W tej sytuacji nie liczy się wiedza, a podstawową rolę zaczyna odgrywać wiara. Tak. I znowu dla wiary jedni mają stracić miliardy euro lub dolarów, a drudzy – dobrze przygotowani na skutki tych nowych religii – mają te miliardy zachować. Czy właśnie wracamy do średniowiecza, kiedy Watykan w imię Boga wszystkich naliczał? Podobno wtedy powstały podwaliny kapitalizmu, bo na tym „boskim” naliczaniu najlepiej wychodzili ówcześni finansiści, którzy pracowali zblatowani z papieżami.

Trump wypowiedział porozumienie klimatyczne i dosłownie wypiął się na resztę przywódców zaczadzonych modlitwami do Matki Ziemi. No bo jak można wierzyć Niemcom, którzy przy produkcji samochodów oszukują na poziomie kontrolnego systemu komputerowego w kwestii emisji spalin. Samochody są przecież największymi trucicielami i to oszustwo jest powodem globalnego zwiększenia zatrucia powietrza o skali trudnej do zbadania. Niemcy za to oczekują zamknięcia elektrowni węglowych na przykład w Polsce, kiedy sami nie rozliczyli się z samochodów. Czy w ogóle ktoś prowadził uczciwe badania problemu tych niemieckich, trujących samochodów? Czy polski rząd znowu będzie milczał w tej sprawie?

Mamy niepowtarzalną okazję do wyjścia z paryskich „nieporozumień” klimatycznych i nie rozumiem teraz bezczynności polityków PiS-u. Czy znowu dojdzie do powtórki z zaniechania reparacji wojennych od Niemiec? Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pan Kaczyński w tej sprawie obudzi się trochę wcześniej.

 

Piotr Tomski

Trumpomania polska

Obecna wizyta prezydenta USA w Polsce jest dużym faktem, bo w dotychczasowej historii tych wizyt nie było niczego wyjątkowego. Polska stała się obecnie w pewnym sensie przedmiotem gry pomiędzy mocarstwami, które realizują przeciwstawne cele polityczne i przede wszystkim ekonomiczne. Polska ostatnio ciągle pouczana przez europejskich „przyjaciół” nagle stała się obiektem „zalotów” światowego giganta. Tak. Przemówienie Trump’a na Placu Krasińskich w Warszawie było po prostu jednym, wielkim pochlebstwem. Nie było żadnych uwag o zagrożonej demokracji czy praworządności, co ostatnio Polakom mówią „wielcy” z Europy na każdym kroku.

Mam zatem duży problem do rozwiązania z moim zespołem przekonań. Wzruszyło się dzisiaj moje polskie serce bardzo dzięki panu Trump’owi, ale czy to wystarczy do zamknięcia oczu na historię? Nie. Czy mam zapomnieć, że odpowiednik pana Trump’a zdradził tych ludzi, którzy właśnie na Placu Krasińskich ginęli, kiedy Amerykanie mieli przerwę w handlowaniu nimi między Teheranem a Jałtą? Czy padło słowo: przepraszam? Niestety. Niech więc pan Trump uderzy się w swoją amerykańską pierś, a potem dopiero mówi o honorze.

Jan Woliński

Zjazd PiS-u

Bez wątpienia obecny rząd jest lepszy od rządu poprzedniego. Bez wątpienia mamy wreszcie władzę ustawodawczą i wykonawczą, która pochodzi z wyboru większości zainteresowanych wyborem Polaków oraz stara się zadbać (nie napisałem celowo: dba) o interesy Polaków. Bez wątpienia przedstawiciele poprzedniej władzy żyją głównie nienawiścią do przedstawicieli władzy obecnej, co generuje niesamowicie płytkie wystąpienia medialne, które już w sferze haseł są dla ludzi myślących po prostu absurdalne. „Nie dla PiS-u” jest w kontrze do hasła o jedności Polski, które na kongresie pokazała partia rządząca. A może prawdą jest podejrzenie czy plotka o roli Schetyny w PO, która miała polegać na roli „kreta” albo (co mi się wydaje bardziej odpowiednie z racji jego uśmiechu) „konia trojańskiego”?

Uważam jednak, że zjazd PiS-u odbył się w celu nieznanym. Powiedzenie sobie, że jest dobrze, nie jest złe, ale jaki to miało sens w przedmiotowej sprawie, tego nie wiem. Jedyna ważna kwestia związana z tym zjazdem pojawiła się też w wywiadzie Kaczyńskiego dla programu TVP INFO, w którym pan prezes raczył wreszcie wspomnieć o niemieckich reparacjach dla Polski. Pisałem o tym wcześniej i widocznie „wywołałem wilka z lasu”. Wystąpienia na zjeździe mogły równie dobrze nie zaistnieć i nikt z tego powodu by nie ucierpiał. Oczekiwałem znowu zbyt dużo od polityków, którzy chyba po drodze na wakacje zatrzymali się na wyminę uśmiechów i pozdrowień. Podsumowując muszę stwierdzić tylko jedno: kolejne pieniądze polskiego podatnika poszły w błoto, a i ja w tym roku będąc w Polsce przez dwa tygodnie do tego jakieś złocisze dołożyłem choćby z podatku VAT od zrobionych zakupów i mam prawo być niezadowolony. No cóż!

Piotr Tomski

Operacja polskie złoto

Po obejrzeniu transmisji telewizyjnej z przesłuchania największego specjalisty od polskiego złota – Marcina P – nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy mam płakać, czy może zrzec się obywatelstwa polskiego, żeby nikt na świecie nie łączył mnie w żaden sposób z pokazywaną grupą ludzi ograniczonych umysłowo, omawiającą poczynania innej grupy ludzi ograniczonych umysłowo, którzy bezmyślnie zanieśli kupę pieniędzy do firmy „krzak”. I wszyscy w jakiś sposób w tym brali udział. I „wszyscy wszystko wiedzieli”, jak powiedział wielki pan prezes wielkiego banku narodu polskiego.

Trudno jest uwierzyć, że cała afera Amber Gold była dziełem małżeństwa P. Trudno z drugiej strony doszukać się w tej sprawie jakiejś wyjątkowej metody działania, do której byłyby potrzebne służby specjalne bądź ich współpracownicy, a jeszcze trudniej jest zauważyć jakąś dużą rolę klasycznego głupka-cwaniaczka, premierowego synalka prawie marnotrawnego. Wyjaśnienie jest zapewne proste w tej sprawie, ale czy obecne państwo „praktyczne” będzie w stanie do niego dojść. Nie wierzę w możliwości tego państwa.

Na domiar złego nie wierzę polskim prokuratorom z PG Ziobro na czele, który obiecywał uzdrowienie funkcjonowania prokuratur, a jakoś dziwnym sposobem po kilku kosmetycznych zabiegach nie doszło do żadnych zmian. Niektórzy nawet mówią, że prokuratorzy nadzorujący różne elementy sprawy Amber Gold awansowali za Ziobry do warszawskiej centrali. Prokurator bezpośrednio prowadząca pierwsze postępowania w Gdańsku odchodzi w stan spoczynku i jest jedynie przykładem na bezkarność następnej kasty – prokuratorów. O prokuratorskiej mafii w Polsce jednak trzeba pisać więcej i dlatego teraz można tylko wskazać, że pani prokurator Kijanko sprzedała się za sztabkę złota albo za poklepanie po d… przez jej przełożonego prokuratora. I znowu Kuń może się uśmiać, jeśli Tuskowie dwaj znowu go opłacą.

Piotr Tomski

Jak ferajna baletowała u papugi

Impreza u pana Romana Giertycha przejdzie do historii polskiego świata prawniczego i świata polskiej polityki oraz świata polskiej gastronomii. No cóż! Mógłbym uznać, że ludzie potrafią się bawić, natomiast inni ludzie z zazdrości mogą być wściekli. Mógłbym nie wierzyć dziennikarzom, bo sam kiedyś współpracowałem z „Super Expressem”, po czym miałem wiele wątpliwości w kwestii zwykłej przyzwoitości moich znajomych dziennikarzy. Mógłbym, ale ta impreza w tym towarzystwie musiała być mocnym uderzeniem. Był tam złotousty Sienkiewicz od chuja i dupy, no i była złotowłosa kucharka wyspecjalizowana w wulgaryzmach wszelkich oraz chamstwie niepospolitym.

Zgodnie z moimi informacjami pan Giertych zorganizował ten balecik, bo chciał w ostatnim momencie nagrać ferajnę w akcji pożegnalnej po totalnej klapie tuskowiczów przed sejmową komisją. Dlatego posypały się i polały się odpowiednie środki, które wywołały odpowiednie zachowania, co z kolei zaowocowało odpowiednimi słowami. No! Wkrótce usłyszymy o taśmach prawdy od Giertycha i przyjaciół.

Jan Woliński

Sądowy feudalizm kwitnie

Sędzia Łączewski kolejny raz rozkwitł medialnie. Sędzia wyraził wątpliwość co do legalności wyboru prezesa TK i ta wątpliwość spowodowała wstrzymanie orzekania w sprawie cywilnej w Sądzie Rejonowym w Warszawie. Czy właśnie doszliśmy jako Polacy do ściany? Czy należymy do panów feudalnych zwanych sędziami?

Stawałem w moim pięćdziesięcioletnim życiu przed różnymi sądami w różnym charakterze kilkaset razy. Cała ta gra przed sądem z używaniem zwrotu „wysoki sądzie” i wymianą uprzejmości nawet przy negowaniu poszczególnych słów była zawsze śmieszną tradycją, która jest raczej historycznym mruganiem okiem niż rzeczywistym oddaniem relacji między ludźmi na sali rozpraw. Byłem pewien, że sędziowie również nie podchodzą do tego „wysoki sądzie” na poważnie. Wiele razy zresztą spotkałem sędziów, którzy na sali rozpraw normalnie ze mną rozmawiali, porzuciwszy ten archaiczny dystans. I co teraz myślę? I jak bardzo się myliłem?

Sędzia z tak zwanej „rejonówki” uznał się za kompetentnego do oceny zdolności formalno-prawnej prezesa TK. Wcześniej ten sam sędzia uznał się za pana życia człowieka, który poświęcał się dla dobra państwa w walce z korupcją, i skazał go na maksymalny wymiar realnej kary pozbawienia wolności,   choć w tej samej sprawie inni sędziowie wcześniej nie widzieli podstaw do jej prowadzenia. Zachowanie sędziego jest zachowaniem pana feudalnego, który może robić wszystko. Co w tym jest najgorsze? Takie zachowanie sędziego jest akceptowane przez innych sędziów i, ich zdaniem, mieści się w ogólnych normach sędziowskich postaw.

Należymy do panów feudalnych zwanych sędziami i nie mamy szansy na wyjście z tej zależności, chyba że ci panowie będą naprawdę należeli do nas. No właśnie. Wracamy do podstawowych wartości, które gdzieś po drodze zgubiliśmy. Zacznijmy ich szukać.

Piotr Tomski

A było już tak blisko

Minister Radziwiłł wpadł na rewelacyjny pomysł wprowadzenia prywatnych działań medycznych do publicznych placówek służby zdrowia i do tego w publicznej telewizji powoływał się na nieżyjącego ministra Religę, żeby pomysł miał odpowiednią rangę. Kilka dni temu, kiedy usłyszałem pierwszy raz o tym pomyśle wielkiego reformatora służby zdrowia, to krew się we mnie zagotowała. Ten pan powinien już kilka miesięcy wcześniej odejść. Dziwny rząd PiS-u, który jest sterowany z „tylnego siedzenia” nie może zdobyć się na realne i sprawne rozwiązania, a ta niemoc z kolei generuje tragiczne skutki.

Konstytucja gwarantuje wszystkim Polakom równy dostęp do leczenia. Niestety, już wielki reformator prawa i największy specjalista od „wyższych konieczności” – prezes Rzepliński – stwierdził, że konstytucja działa jedynie w sytuacji, w której Polska ma na jej działanie pieniądze. Teraz drugi reformator uszczegółowił „konieczności” pierwszego reformatora i jawnie chciał pobierać opłaty za leczenie niekonstytucyjne. Ciekawa jest ta zbieżność.

Dzięki Bogu czujność zachowała jeszcze pani premier i projektowane zmiany zatrzymała. Nie potrafię powiedzieć, na ile cała sprawa jest grą pozorów, ale PiS zaczyna prowadzić podejrzane przedsięwzięcia na różnych polach. Musimy dokładnie patrzeć na ręce „grupie trzymającej władzę”, żeby wpływy tak zwanych środowisk nie zdominowały ustawodawstwa.

Piotr Tomski