Sąd Najwyższy zebrał się dzisiaj, żeby dać wyraz swojemu niezadowoleniu ze swojej obecnej roli w państwie polskim. Instytucja stworzona przed państwem polskim nie może przecież pogodzić się z takim upokarzającym podporządkowaniem temu polskiemu państwu. To państwo zresztą jest na chwilę, Sąd Najwyższy natomiast jest na zawsze.
Prawnikom w dwudziestym pierwszym wieku poprzewracało się w głowach i twierdzą teraz (powiedziała to właśnie pani prezes SN z mównicy sejmowej) że prawo jest suwerenem w stosunku do narodu. Ludzie stracili więc wartość na rzecz zapisów, których już nie można zmieniać, bo zapisy są suwerenem. Swoją drogą wyszło, ile znaczą ludzie dla takiej pani Gersdorf, a zatem wyszło, jak można zwykłych ludzi traktować w czasie sądowych rozpraw.
Znamienne w tym dzisiejszym kwiczeniu dorzynanej kasty było wystąpienie rzecznika SN w telewizji publicznej, kiedy był zapytany o najważniejsze zastrzeżenie wobec zmian w przepisach dotyczących organizacji sądownictwa, natychmiast zaczął mówić o przeroście autonomii izby dyscyplinarnej. Tak. Ja też uznaję powołanie tej izby za poważną zmianę i właściwie tylko to powołanie budzi moją nadzieję na poprawę pracy sądów. Oczywiście, na razie musimy poczekać na przebudzenie pani Gersdorf, bo dla sędziów z nowej izby nie ma nawet pomieszczeń do pracy.
Boję się jednak, że PiS nie ma szans na przeprowadzenie czegokolwiek w sądownictwie, jak już nie przeprowadził niczego dobrego w prokuraturze. Zastanawiam się tylko, po co to kwiczenie kasty, skoro dorzynanie jest pozorem. Niestety, tracę już orientację w tych „reformach” i „dereformach” wynegocjowanych podobno w Brukseli, Waszyngtonie, Berlinie czy Tel Awiwie. Boję się też, że PiS stracił orientację w tym, co i gdzie uzgodnił.
Piotr Tomski