Kwiczenie dorzynanej kasty

Sąd Najwyższy zebrał się dzisiaj, żeby dać wyraz swojemu niezadowoleniu ze swojej obecnej roli w państwie polskim. Instytucja stworzona przed państwem polskim nie może przecież pogodzić się z takim upokarzającym podporządkowaniem temu polskiemu państwu. To państwo zresztą jest na chwilę, Sąd Najwyższy natomiast jest na zawsze.

Prawnikom w dwudziestym pierwszym wieku poprzewracało się w głowach i twierdzą teraz (powiedziała to właśnie pani prezes SN z mównicy sejmowej) że prawo jest suwerenem w stosunku do narodu. Ludzie stracili więc wartość na rzecz zapisów, których już nie można zmieniać, bo zapisy są suwerenem. Swoją drogą wyszło, ile znaczą ludzie dla takiej pani Gersdorf, a zatem wyszło, jak można zwykłych ludzi traktować w czasie sądowych rozpraw.

Znamienne w tym dzisiejszym kwiczeniu dorzynanej kasty było wystąpienie rzecznika SN w telewizji publicznej, kiedy był zapytany o najważniejsze zastrzeżenie wobec zmian w przepisach dotyczących organizacji sądownictwa, natychmiast zaczął mówić o przeroście autonomii izby dyscyplinarnej. Tak. Ja też uznaję powołanie tej izby za poważną zmianę i właściwie tylko to powołanie budzi moją nadzieję na poprawę pracy sądów. Oczywiście, na razie musimy poczekać na przebudzenie pani Gersdorf, bo dla sędziów z nowej izby nie ma nawet pomieszczeń do pracy.

Boję się jednak, że PiS nie ma szans na przeprowadzenie czegokolwiek w sądownictwie, jak już nie przeprowadził niczego dobrego w prokuraturze. Zastanawiam się tylko, po co to kwiczenie kasty, skoro dorzynanie jest pozorem. Niestety, tracę już orientację w tych „reformach” i „dereformach” wynegocjowanych podobno w Brukseli, Waszyngtonie, Berlinie czy Tel Awiwie. Boję się też, że PiS stracił orientację w tym, co i gdzie uzgodnił.

Piotr Tomski

Spory o historię określają współczesnych

Od piątku mamy znowu wiele wypowiedzi wielu ludzi, które dotyczą ważnych dla Polaków wydarzeń z historii pamiętanej jeszcze przez żyjących. Niektórzy mówią, że historię omawia się dobrze dopiero w chwili, kiedy umrze ostatni jej uczestnik. Można pisać różne wywody, ale podobno dopiero ten powyższy dystans czasowy daje pierwszą możliwość obiektywnej oceny wydarzeń. No cóż! A może to jest tak, jak z zaleceniami typu: nie dyskutuj z wyrokami sądów albo nie oceniaj ludzi a tylko ich czyny? Wyroki sądów na całym świecie podlegają dyskusji, a ocena ludzi jest wręcz konieczna do zawarcia z nimi znajomości bądź współpracy. Współczesna filozofia poprawności i relatywizmu zaszła tak daleko w zakłamywaniu, że wkrótce ludzie całkowicie przestaną myśleć na rzecz realizowania środowiskowych schematów, nastawionych na zabawę, przyjemność, zysk i sukces. Na historię nie będzie miejsca, a jej analizy staną się zbędnym obciążenie, które zakłóca fajną zabawę i wkurza fajnych ludzi.

Podam najprostszy przykład fajnej córki generała, która teraz wchodzi do polskiej polityki. Nie wolno nam jej oceniać! Nie wolno oceniać jej tatusia, bo przecież on służył Polsce do samej śmierci! Do córki dołączmy fajny „salon” warszawski z fajnymi aktorami na czele. Acha! Generał przed samą śmiercią się nawrócił i wyspowiadał, a to już w ogóle jest super. I córeczka napisała nawet jakieś książki o byciu córeczką towarzyszką. Ale to są fajne rzeczy!

Prawda zawsze jest tylko jedna i na pewno nie leży po środku. Złych ludzi trzeba karać i obnażać ich zło. Przyzwoici ludzie mają takie obowiązki i koniec. Naiwnością jest stosowanie wydumanych zasad do oceny prostego zła. Po drugiej wojnie światowej w Norymberdze nikt nie przestrzegał prawa, kiedy skazywano zbrodniarzy niemieckich, a zbrodniarze polscy mają być fajnymi staruszkami.

Piotr Tomski

Czarny Wielki Piątek

Decyzja prezydenta w sprawie utrzymania stopni generalskich dla Jaruzelskiego i wspólników była dla mnie kolejnym dowodem uwikłania tego pana razem z tak zwanym obozem prezydenckim w „układ” postkomunistyczny związany z zarządem służb specjalnych. Niestety. Niektórzy mówią o takim uwikłaniu, że jest dożywotnie i nierozerwalne. Ja powiem jeszcze, że to uwikłanie jest poniżające, kompromitujące i śmieszne. Kiedy słuchałem uzasadnienia decyzji prezydenckiej, to po prostu słuchałem przeciętnego występu kabaretowego. Troska prezydencka o praworządność i prawa komunistycznych oprawców eksplodowała z ekranu mojego monitora, ale w czasie dyskusji sejmowych i całego procesu legislacyjnego szanowny pan prezydent głosu nie zabrał na temat zachowania właściwych procedur w ustawie.

Napisałem już dość dawno temu panu prezydentowi, że bardzo się pomyliłem, kiedy oddałem na niego głos. Wiem, że wiele osób podziela moje zdanie. Nie rozumiem zatem tej sytuacji i nie potrafię racjonalnie, wyjąwszy to powyższe uwikłanie, wyjaśnić zablokowania procesu degradacji bandytów w mundurach wobec obietnic dawanych przez wielu ludzi z partii rządzącej w kwestii rozliczenia właśnie tej przeszłości. Stawanie w kontrze do własnego elektoratu jest co najmniej dziwne.

Wywody na temat pana Hermaszewskiego były żenujące. On wykonywał rozkaz, kiedy wszedł w skład WRON. A towarzysze radzieccy zabrali go w kosmos, bo był piękny i młody. A w ogóle jest wspaniałym ojcem i dziadkiem, jak zapewniał jego zięć – europoseł PiS. Hermaszewski musi być dalej generałem. Żenada! Gdyby Hermaszewski wiedział, czym jest honor, to sam zrzuciłby ten splamiony mundur i został szeregowcem, zapisując się w historii jako odważny, pierwszy, polski kosmonauta.

Kompromisem była rezygnacja z rozliczenia WSI w tej ustawie, a teraz zostanie z tego nic. Widzę coraz wyraźniej, że dużym problemem jest rozliczenie polskich żołnierzy. Nie da się im zabrać niezasłużonych emerytur, stopni i nieruchomości. A przecież to wojsko trzymało Polskę pod odpowiednią kontrolą, jak i cały blok socjalistycznych krajów. Milicja była jedynie zbiorem chłopców na posyłki dla wojskowej generalicji nadanej Polakom z radzieckiej przyjaźni.

No i symboliczny dzień sobie wybrał pan prezydent na naplucie polskim patriotom w twarz. Jeśli ten pan tego nie czuje, to chyba naprawdę zasługa pochodzenia i odmienności kulturowej jego żony. Przykro mi o tym pisać, ale Pan prezydent obraził w Wielki Piątek pamięć tysięcy ofiar grupy przestępczej Jaruzelskiego. W Polsce w takie dni nie robi się takich rzeczy.

Piotr Tomski

Moje dziewięć dni w Polsce

Przez dziewięć dni w Polsce pękało mi serce i chciało mi się krzyczeć. Miejsce radości z odwiedzania ojczyzny, dawnych przyjaciół i rodziny zajął szok poznawczy wymieszany z pewną formą strachu. Połowa – co najmniej – moich znajomych w Polsce zwariowała z nienawiści do rządzących Polską, a nawet nienawidzi w ogóle Polaków, czyli nienawidzi już siebie. Szok! Zaczynałem już się bać niektórych wywodów o konieczności strzelania do „małego gnoma”. Jeszcze rok temu rozmawiałem przecież z normalnymi ludźmi. Byli wprawdzie niezadowoleni politycznie, ale obecny poziom emocji jest przerażający. Polityka chyba źle wpływa na Polaków.

Polska jest jednak moim miejscem na ziemi i nie pokocham innego tak mocno, jak kocham Polskę i jak kocham szczególnie Warszawę. Mieszkałem w Polsce pod Warszawą, ale większość czasu spędziłem w Warszawie. Przez te dziewięć dni obejrzałem dwa doskonałe przedstawienia teatralne i żałuję, że nie miałem możliwości obejrzeć więcej z przyczyn obiektywnych. Odwiedziłem dwa muzea w dwóch pięknych, polskich miastach, czym odbudowałem pęknięte serce i mogłem wrócić na Islandię w normalnym stanie.

Miałem pójść pod pałac biskupi w Warszawie, kiedy odbywała się tam główna zadyma, żeby na żywo zobaczyć tę „chorą tkankę” narodu polskiego, ale nie chciałem się dobijać po spotkaniach rodzinnych. Nie wiem zresztą, czy opanowałbym się na takiej demonstracji? Czy nie zakończyłoby się na zatrzymaniu mnie za „patriotyczną” interwencję na jakiejś twarzy zdeprawowanego lewaka? Hi, hi, hi… Nie chciałem przy tym bronić samych biskupów, bo nie zasługują na żadną obronę, niestety.

Druga połowa moich znajomych też mnie wprowadziła w stan konsternacji. Nie ma już zachwytu nad PiS-em, jest wiele uwag, zastrzeżeń i zawiedzionych nadziei. Przykra to jest okoliczność, ale sytuacja wygląda dużo gorzej, niż myślałem wcześniej na podstawie obserwacji medialnych. Zwyczajni ludzie czują, że następuje jakiś chaos, z którego już nic dobrego nie wyniknie. Przykre!

Piotr Tomski

Jaroszewicza koniec

Jaroszewicza końca nie widać, chociaż nie żyje już dwadzieścia sześć lat. Będziemy znowu powtarzać kilkaset razy omówione informacje i fascynować się historią zepsucia, zła i złych ludzi. Tak. Jaroszewicz był wyjątkowo złym człowiekiem i należy od tego zawsze zaczynać tę opowieść, a tym, którzy powtarzają bajeczkę o mówieniu dobrych rzeczy o zmarłych w alternatywie do milczenia o zmarłych, napiszę pytanie: czy o Hitlerze, Stalinie, Mao i tysiącach innych sadystycznych zboków też należy milczeć? No właśnie.

Wydaje mi się teraz, że zagadka śmierci Jaroszewiczów dopiero nabiera rumieńców. Radomscy „karatecy” byli jednym z nielicznych polskich gangów, który działał naprawdę profesjonalnie pod wieloma względami. Starcie tego gangu z gangiem pruszkowskim i jego prymitywnymi metodami doprowadziło w dystansie czasowym do likwidacji grupy z Radomia, co odbyło się na bazie prawa karnego, chociaż należałoby zastosować tak zwaną etykę zawodową i rozliczyć najpierw panów z Pruszkowa, którzy chcieli w dziwny sposób przejąć kontrolę nad panami z Radomia. Szczegóły dzisiaj nie są już ważne, zwłaszcza dla przedmiotowej sprawy Jaroszewiczów.

Radomski gang w 1992 był chyba na początku ścieżki zawodowej kariery i w składzie nieco innym od najsłynniejszego, ale działał sprawnie. Jeśli ci ludzie zdecydowali się wejść do domu Jaroszewicza, to z całą pewnością byli do tego przygotowani. I tu tkwi problem, o którym mało teraz się mówi. Kto ich do tego przygotował? Kto zebrał niezbędne informacje? Kto zdefiniował cele tej wizyty? Kto nadzorował tak długie i niedokładne wykonanie dzieła?

Odpowiedzi na powyższe pytania są kluczowe dla sprawy i na pewno należy ich szukać. Z pierwszych wypowiedzi polityków widzę, że będzie trudno. Ale będziemy trwać na straży!!!

Piotr Tomski

Polska jednak ma sojuszników i tego się boję

W minionym tygodniu wiele słów padło na temat izolowania Polski w Europie czy w świecie, co miało polegać na zamknięciu drzwi Białego Domu przed polskimi przywódcami. Nastąpiło potem podwójne dementi strony amerykańskiej i zapewnienia o sojuszniczej współpracy. Informacje niemieckich mediów polskojęzycznych były więc mocno przesadzone.  Początek obecnego tygodnia przyniósł nieoczekiwane wypowiedzi premier brytyjskiej na temat Rosji, która atakowana jako nasz główny wróg stawia Polskę na pierwszej linii polityczno-militarnej w ramach NATO. I co? Czy ta zbieżność zdarzeń jest przypadkowa? Czy dzisiejsze odwołanie Sekretarza Stanu w Waszyngtonie też jest przypadkowe? Czy może te wszystkie wydarzenia są w jakiś przedziwny sposób połączone? Jeśli do tego dołożymy jeszcze lewactwo żydowskie z ich propagandowym atakiem na Polskę, to mamy obraz całego problemu. Rysuje się potężny konflikt, po którym świat może wyglądać zupełnie inaczej.

Interesy poszczególnych państw są rozbieżne i rzadko dwa państwa zyskują na jednej transakcji. Podobnie jest z sojuszami, które łączą grupy państw, i na których zyskują najczęściej najsilniejsi. Wobec powyższego deklaracje polityków są śmieszne, a deklaracje polskich polityków są wręcz kpiną z rozumu i inteligencji Polaków. Mieliśmy już w 1939 roku wspaniałe sojusze i znowu idziemy w tym samym kierunku. Mieliśmy też po 1945 roku wspaniałe sojusze, ale do tego układu chyba nikt nie chce wracać. W każdym razie pokładanie nadziei w sojusznikach nigdy nam Polakom nie wyszło na dobre, a nasze działania wobec sojuszników zawsze nas kosztują zbyt wiele ofiar.

Boję się tych naszych sojuszy. Polskie władze z całą pewnością zgłoszą gotowość militarnego udziału w różnych akcjach amerykańskich na świecie, a rozwój wypadków może być zaskakujący. Rosja staje się naprawdę nieprzewidywalna, skoro pozwala sobie na użycie broni chemicznej w sercu Wielkiej Brytanii. Prezydent Trump, odwołując sekretarza Rexa Tillersona i powołując Mike’a Pompeo na to stanowisko, dał wyraźny sygnał przegrupowania administracji w kierunku na pewno dalekim od biznesowego.

A może musi polać się krew na świecie szerokim strumieniem i może ten strumień musi zalać tym razem Amerykę? Nie wiem. Pozostaje zatem modlić się o Polskę i Polaków, bo polityków mamy znowu niezdolnych do żadnych przemyślanych działań na rzecz narodu w chwilach próby. Zapewne znowu ktoś powie o wartości umierania za honor, a ktoś inny ucieknie z kraju z resztkami skarbca państwowego. Przepraszam, tym razem nie będą musieli wywozić złota z Polski, bo to złoto już leży w angielskich skarbcach.

Piotr Tomski

Żydzi od dzisiaj dla mnie nie istnieją

Nie spodziewałem się nawet, że prezydent Duda będzie miał na mnie tak duży wpływ, powodujący przyjęcie przez mnie mocnego postanowienia wykluczenia z mojej świadomości tematu Żydów. Masa krytyczna została dzisiejszym przemówienie prezydenta przekroczona i dla mnie temat Żydów przestał istnieć.

Mam do tego nadzieję, że wielu Polaków ma dzisiaj podobne odczucia i podejmie podobne zobowiązania wewnętrzne. Koniec i kropka, jak powiedział niedawno Żyd Daniels w wywiadzie dla „Sieci”. Polacy mają swoją godność i nie są bandą idiotów, za która trzeba ciągle coś mówić, a już na pewno nie powinni tego robić politycy różnych proweniencji, którzy są po prostu nie stabilni. Prośba o wybaczenie jest przy tym tak upokarzająca dla współczesnych Polaków poprzez zjednoczenie ich z komunistycznymi oprawcami, notabene byli to najczęściej współpracownicy tych wypędzanych, że honor Polaków został brutalnie podeptany.

Wstydzę się za prezydenta, jak już wstydziłem się za polskich biskupów. Biskupów rozumiałem, bo przecież to w gruncie rzeczy obce ciało w Polsce, narzucone Polakom przez obce, watykańskie państwo, ale nie rozumiem polityków wybranych i obdarzonych zaufaniem przez Polaków. Wstydzę się za te słowa i jest mi przykro.

Uważam przede wszystkim w zaistniałej sytuacji, że prezydent Duda powinien teraz przeprosić Polaków za swoje nieprzemyślane wystąpienie. Myślę, że Polacy sobie zasłużyli na prawo do nienaruszania ich osobistej godności.

Postaram się wobec powyższego już nigdy o Żydach nie pisać, nie mówić i nie myśleć. Żydzi są zatem dla mnie „powietrzem” w przestrzeni publicznej i tyle.

Piotr Tomski

Mój „marzec ’68”

Wspomnienia Polaków z tamtego momentu w dziejach są bardzo różne i na pewno nie można generalnie określić, co było wtedy najważniejsze. Jestem w tej dobrej sytuacji, że mam właściwie wspomnienia fragmentów rodzinnych rozmów, emocji i ogromnego zaangażowania rodziny w jedną tylko sprawę jednej osoby. Tak. W mojej rodzinie była tylko jedna ofiara w marcu 1968 roku, o którą martwiła się cała rodzina.

Syn siostry mojego ojca był w tym czasie studentem warszawskiej politechniki i w zasadzie nie brał udziału w żadnych demonstracjach czy politycznych wiecach, ale w jakiś przypadkowy sposób został zatrzymany na ulicy w Warszawie, a następnie trafił prosto do wojskowej jednostki karnej w Orzyszu na Mazurach, gdzie odbył zasadniczą służbę wojskową w warunkach specjalnych. Jeździłem do niego na przysięgę, jeździłem odwiedzać go na poligonie i później po przeniesieniu go do Morąga jeździłem do znajomego żołnierza zawodowego do domu, gdzie kuzyn przychodził nielegalnie na rodzinne spotkania. Zatrzymanie, areszt i karna jednostka wojskowa to jest dla mnie zestaw „marca 68’.

W moich wspomnieniach „marca ’68” nie ma nawet jednego Żyda i jednego obrazu prześladowań rasistowskich czy narodowościowych. Wszystko natomiast kojarzy mi się z rozruchami młodzieżowymi i brutalnymi interwencjami policji, które w moim otoczeniu były długo omawiane w kontekście politycznego zniewolenia, braku wolności słowa i blokowania przedstawień teatralnych.

Żydzi pojawili się w moim obrazie „marca ’68” dopiero we Francji w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w rozmowach o emigracji marcowej, ale wcale nie były to dyskusje o prześladowaniach, bo w Paryżu dowiadywałem się o ludziach, którzy po tych wyjazdach z Polski byli w całkiem dobrej sytuacji, co trudno było odnosić do naszej biedy i naszego zniewolenia. Żydzi nie byli więc prześladowani w moim przekonaniu, a po prostu ktoś zrobił im przysługę i umożliwił wyjazd do lepszego świata Europy Zachodniej lub Stanów Zjednoczonych.

Mój obecny stosunek do „marca ’68” jest bardziej złożony i bardziej … „rasistowski”. Niestety. Żydzi zasłużyli sobie na mój specjalny stosunek i nie wiem, co teraz może mnie przekonać, że traktuję ich niesprawiedliwie. Podobnie zresztą mam ze stosunkiem do reżimowych władz z szeregowym Jaruzelskim na czele, który tak bardzo tych Żydów prześladował, że wysyłał ich do wolnego świata – świata marzeń milionów obywateli żyjących pod sowieckim butem.

Piotr Tomski

Mamy problem z niemieckim Onetem

Klasycznym przykładem negatywnego wpływu Onetu na Polaków jest metamorfoza redaktora Stankiewicza, który obecnie wygłasza nieprzychylne Polsce opinie, a osoby broniące Polskę próbuje po chamsku zakrzyczeć i sprowokować do reakcji emocjonalnych. Drugim przykładem złego działania Onetu jest osoba redaktora Węglarczyka, który chyba genetycznie ma awersję do wolnej Polski i robi wszystko, żeby Polska była podporządkowana silniejszym państwom. Tak. Obaj wyżej wymienieni nie byli tak gorliwi antypolsko, kiedy jeszcze nie brali niemieckich wynagrodzeń. Z oboma dało się rozmawiać o polskich interesach bez uwzględniania oczekiwań obcych państw.

Obrzydliwa rozgrywka „sankcjami” amerykańskimi dla naszego prezydenta czy naszego premiera jest kolejnym elementem gry, w której pozory prawdy mają Polaków przekonać, że nie możemy robić niczego, co nie jest w świecie pozytywnie przyjmowane. Nie możemy bronić pamięci o naszych przodkach, a za chwilę nie będziemy mogli bronić żadnych naszych wartości, które nie są odpowiednie dla nowoczesnych i zmodernizowanych gejów lub lesbijek. Nie liczy się przy tym głos społeczeństwa, bo to „głupie społeczeństwo” wybrało przecież PiS, a PiS nie ma prawa do reprezentowania Polski. PiS może reprezentować jedynie Polskę PiS, a ta Polska PiS już nie będzie przyjmowana w Waszyngtonie. Cóż! Jeśli polskie władze będą objęte sankcjami, to mamy po prostu do czynienia z kolejną „Jałtą”. Historia lubi się w taki sposób powtarzać dla słabych.

Przywołam więc myśl „klasyka realnej polityki zagranicznej” od robienia „łaski” i powiem, że, zdaniem Onetu, to polskie władze muszą teraz robić „łaskę” Izraelczykom, Amerykanom, Rosjanom i, co jest oczywiste, Niemcom. Wysiłek oralny to będzie gigantyczny, ale Onet na pewno wtedy pochwali polskie władze.

Piotr Tomski

Wstydu pan oszczędź i odejdź pan panie Gliński

Przyznać muszę, że pan Gliński od pierwszych moich spojrzeń na niego wzbudza moją wyjątkową niechęć. Na żywo czy z tabletu, moim skromnym zdaniem, nie powinien nigdy być kandydatem na premiera, a już na pewno nigdy nie powinien zostać wicepremierem. Niestety. Wiem, że po tej deklaracji moje dalsze słowa tracą wiarygodność, ale wobec hipokryzji i osobistego stosunku do problemów załatwianych przy zaangażowaniu publicznej funkcji pana Glińskiego to ja jestem wzorem cnót wszelkich.

Mam wrażenie, jak to mówią graniczące z pewnością, że pan Gliński zawdzięcza swoją karierę polityczną bezpośredniej i bliskiej znajomości z Panem prezesem Kaczyńskim. Nie mam nic przeciwko znajomościom, tyle że nie mogą one być głównym czynnikiem przy obsadzaniu państwowych stanowisk, a szczególnie nie mogą być siłą utrzymującą na tych stanowiskach ludzi pozbawionych osobistych cech koniecznych do pełnienia takich funkcji.

Pan Gliński jest źle wychowany i w chwilach, w których poziom jego emocji gwałtownie rośnie, staje się na poziomie werbalnym agresywnym chamem. W dwóch znanych mi przypadkach medialnych rzucił się na dziennikarzy, którzy zadawali mu niewygodne pytania, i zaczął ich pouczać (to przeszło granicę absurdu) o osobistej kulturze i zasadach pracy dziennikarskiej.  Pan Gliński walczył wtedy jak lwica o dobre imię i szacunek dla tak zwanych organizacji pozarządowych (czytaj: dla żony pana Glińskiego) i walczył też o usprawiedliwienie własnego nieróbstwa, którego skala jest niewyobrażalna.

Rozumiem, że świat szeroko pojmowanej kultury jest przesiąknięty ideologią lewicową czy, używszy starszego terminu, postępową, ale nie rozumiem poddania się tej ideologii w wykonaniu ludzi zapewniających o swoim konserwatyzmie, swojej prawicowości i prawości. Nie rozumiem postawy ugodowej wobec środowisk, które nie kryją pogardy dla PiS-u i demonstracyjnie pokazują swoją wyższość nawet przy okazji ich artystycznych występów. Myślę, że pan Gliński jako starszy mąż młodej żony dla dobra tego układu rodzinnego zachowuje się według reguły z porzekadła: świni pluć, a świnia powie, że deszcz pada.

Najgorszy w tych problemach pana Glińskiego jest w tej chwili brak działania wobec dyrektora muzeum Auschwitz. Nie wolno nam, Polakom, pozwolić na taką sytuację, w której tracimy kontrolę nad kawałkiem Polski, gdzie za nasze pieniądze robi się z nas podludzi, barbarzyńców i odbiera prawo do mówienia prawdy o zbrodniach popełnionych właśnie na Polakach. Pan Gliński musi teraz swoje problemy rozwiązać w jedyny honorowy sposób, czyli musi podać się do dymisji.

Piotr Tomski