Kiedy przeczytałem wywiad z ministrem Glińskim w dzisiejszym „Super Expressie”, to doszedłem do wniosku, że ten pan jest głupszy od peerelowskiego milicjanta. Podobnie pan Gliński traktuje odbiorców swoich „genialnych” konstatacji, bo tylko kretyn mógłby uwierzyć, że kupili kolekcję Czartoryskich za darmo. Wywody na temat finansów państwa poczynione przez pana Glińskiego uwłaczają wszystkim istotom myślącym zetkniętym z tymi wywodami. Przepadające pieniądze z budżetu, które dzięki temu przepadaniu przestają istnieć jeszcze przed ich przepadnięciem, staną się chyba hitem literatury ekonomicznej i wszystkich kabaretów w Polsce.
Pan Gliński zrobił ostatnio mądrą rzecz i miałem nadzieję, że z tego pana będzie w końcu jakiś pożytek. Chodzi mianowicie o wyjazd do Emiratów i naprawdę dobrą promocję Polski w świecie, z którym ze względu na antypolskie działania Izraela powinniśmy współpracować na najwyższym poziomie. I co? Zdążył tylko wrócić i już pobiegł do studia telewizyjnego, gdzie sobie spijali z dziobków z panią Ogórek w temacie zakupu kolekcji Czartoryskich. Pani Ogórek jako rasowy dziennikarz prawie śledczy (hi, hi, hi…) zadawała tak trudne pytania, że pan Gliński musiał wyjaśnić wszystkie problemy (hi, hi, hi…) związane z przedmiotową transakcją.
Jest jeden drobiazg w tej sprawie, który świadczy o błędzie państwa i błędnej wycenia wartości kolekcji. Otóż przed zakupem potrzebna była zgoda sądu na zmianę w statucie fundacji w kwestii sprzedaży kolekcji, której statut nie pozwalał sprzedać. Nie wolno było sprzedawać tej kolekcji bez stosownej zmiany sądowej. Zapisy zmieniono między innymi dzięki interwencji ministra i deklaracji zakupu kolekcji przez państwo. Powstaje zatem jakaś dziwna sieć uwikłań, która kończy się rodzinną awanturą o dużą kasę i oskarżeniami o poważne przestępstwa z udziałem pana ministra Glińskiego.
A pan minister Gliński pali głupa po raz kolejny.
Piotr Tomski












Wczoraj zrobiliśmy sobie wycieczkę w sprawach „formalnych” do Akureyri. No i zostało po tym kilka zdjęć.