Zaskoczenia nie było, ale też nie wierzyłem do końca, że dojdzie do wojny z Iranem. Wprawdzie jest na razie wojna na odległość, ale takiej skali wymiany rakiet jeszcze nie było w tym regionie. I nie było tylu zaangażowanych państw.

Foto: AI dla trudneg.com

Słuchałem kilkudziesięciu ekspertów przez cały dzień. Czytałem media polskie, islandzkie i brytyjskie. I wiem, że niewiele wiem na ten temat. Nie wiem nawet, czy irański przywódca – Chamenei – zginął w swojej rezydencji w Teheranie, czy może spokojnie przygotowuje się do wystąpienia do narodu. Nie wiem, kto jeszcze nie żyje w Iranie. Nie wiem, jaka jest skala zniszczeń baz amerykańskich wokół Zatoki Perskiej i obiektów cywilnych wokół tych baz. Nie wiem, czy możliwe jest, że nie zginął żaden żołnierz amerykański.

  Informacje z mediów społecznościowych również nie wnoszą niczego do wiedzy o tym konflikcie i chyba tylko powielają główne agencje informacyjne. Płonące wieżowce i latające drony podają wszyscy. Wszyscy idą dwiema drogami w zależności od stosunku do Izraela. Do każdej z dróg mogę dołożyć jeszcze ścieżki, które wynikają ze stosunku do Tróómpa, do Rosji i wiary w technologię. Kto ogląda YouTube, ten wie, co znaczy wiara w technologię. Hi, hi, hi…

  Rzecz ująwszy poważnie, obawiam się teraz, że nic dobrego nikogo nie czeka w najbliższych miesiącach albo latach. Nieodpowiedzialni idioci dla własnych, koniunkturalnych interesów podpalili Iran, którego nie zamierzają gasić. Nikt przecież nie mówi o inwazji lądowej.

  Mam nadzieję, że się mylę. Mam nadzieję, że jest poważny plan przejęcia władzy w Iranie przez siły antyreżimowe.

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz