Wystąpienie prezydenta Trómpa w amerykańskim parlamencie było podsumowaniem jego narcystycznych wyobrażeń na temat jego działalności przez ostatni rok. I było najdłuższym tego typu przedstawieniem w historii USA. Na tym mógłbym zakończyć ten wpis, ale chodzi przecież o to, żeby było wesoło, kiedy nie może być normalnie.

Foto: AI dla trudneg.com
Nadęte głupki z PiS i dwóch konfederacji są zapatrzone w Trómpa jako nadzieję wszystkich złych tego świata. Każda forma śmiechu z nim związana doprowadza tę polską armię proamerykańskich zdrajców na skraj wściekłości. I dobrze. Będziemy walić w klatkę z tymi gorylami intelektu i śmiać się do nieprzytomności.
Trómp nie zasługuje na nic poza śmiechem. Wszelkie złe emocje z nim związane nie mają sensu, bo on właśnie tym się żywi. Uważa, że on ma prawo śmiać się z każdego przeciwnika, ale nikomu nie wolno śmiać się z niego. On może mówić do dziennikarki: świnko. On może porywać głowy państw. On może zniszczyć każdy kraj na świecie. A tak naprawdę, to on może tylko sfajdać się w fotel i zasnąć przy publicznej debacie. Inne sprawy rozwiązuje jego otoczenie, które mówi mu, że jest najpiękniejszy na świecie i podsuwa własne rozwiązania.
Podobno przed każdym ważniejszym przemówieniem Trump dostaje ogromne dawki chemicznego wspomagania i mówi, mówi… zawsze to samo. Schemat zawsze jest ten sam. Zmieniany jest tylko aktualny wróg, ale zwycięstwa pozostają bez zmian – zwłaszcza osiem zakończonych wojen. I jego piękne ciało pod koszulą, którą może zdjąć razem z marynarką. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski