Nigdy pan Hołownia nie cieszył się moim uznaniem. Nie lubię kolesi, którym krzywią się usta, kiedy chcą mnie do czegoś przekonać. Hi, hi, hi… Ująwszy rzecz poważniej, zawsze uważałem go za ekspozyturę amerykańskich interesów, które zmieniają się w zależności od tego, kto rządzi w USA.

Foto: Grok dla trudneg
Dziwiłem się ludziom z polityki, którzy weszli do Polski 2050. Najbardziej zaskoczyła mnie posłanka Mucha, mająca stabilne poparcie w regionie. Podobno źle ją potraktowano w Platformie, ale to jest słabe usprawiedliwienie na powiązanie się z niestabilną Ameryką i ich pajacem bez poczucia godności. Ostatnie wydarzenia z tego tygodnia pokazały „klasę” polityków z Polski 2050 i tu znowu, odejście na niezależność posłanki Muchy, uratowało jej twarz. I piszę to wcale nie dlatego, że pochodzimy z tego samego miasteczka na Mazowszu. Hi, hi, hi…
Żałosne są wywody pana Hołowni na temat trzeciej drogi czy troski o Polskę, kiedy buduje się organizację na spadającym z nieba liderze, po czym w chwilach niepowodzeń i konieczności przejścia w cień – rezygnuje się z pozycji lidera. Wiadomo wtedy, że podziały muszą nastąpić, a ich waga może być nie do udźwignięcia dla grupy ludzi, których połączył wyłącznie lider, bo program wyborczy polski 2050 zaraz po stworzeniu koalicji rządzącej przestał samodzielnie istnieć.
Żałosne do kwadratu są zabiegi posłanki Pełczyńskiej o stanowisko wicepremiera. Żałosne było w jej wykonaniu zatrudnienie córki w partii. Żałosnych jest wielu posłów z Polski 2050, którzy trzymają się posad ostatkiem sił. Ale się trzymają. Mam nadzieję, że wkrótce stracą jednego posła na rzecz Klubu Centrum. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski