Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy przy finansowaniu dozbrojenia polskiej armii. Nie spodziewałem się tego, że polska nibyprawica jest zdolna do blokowania środków na zbrojenia. Bo Niemcy mogliby na tym zarobić.

Foto: AI z trudneg.com
Problem polega na tym, że gospodarki Polski i Niemiec są mocno ze sobą powiązane i wiele firm po prostu w procesach produkcyjnych działa wspólnie. Dzięki temu Polska wchodzi stopniowo do elity gospodarczej świata, a Niemcy mają ciągle tańszych podwykonawców i tańszy produkt finalny – często made in Poland. Po trzydziestu latach bliskiej współpracy gospodarczej z Niemcami pisowcy powinni to wszystko wiedzieć, ale oni wolą znowu marudzić o reparacjach i podbijaniu Europy.
Śmiesznie brzmi mówienie o procentach w kredytach, kiedy pisowcy zadłużali Polskę w Korei na dwa razy wyższe oprocentowanie, kupując samoloty bez uzbrojenia czy czołgi bez serwisu, bo akurat to było w miarę tanie i dostępne. Mogli jeszcze kupić topory i dzidy, co w sumie w obronie przed Rosjanami dałoby się uzasadnić. Podobno oprocentowanie da się uzasadnić odmiennością walutową. Ciekawe. W tych obrazowych wywodach pisowców wolę topory i dzidy. Nie ma to, jak uczciwa walka ze sprzętem w lesie.
Kiedyś uwierzyłem, że dobro ojczyzny jednoczy wszystkich – od bandytów przez polityków do biskupów. Uwierzyłem też w moc resocjalizacji w polskich więzieniach i nawet głupich kiboli uznawałem za potencjalnych patriotów, którzy zaprawieni w bojach pierwsi staną oko w oko z wrogiem ojczyzny. Byłem bardzo naiwny. Pocieszam się tylko tym, że bóg też dał się nabrać na dobrych ludzi w raju. Hi, hi, hi…. A potem mu zżarli jabłka.
Piotr Tomski