Kiedy zobaczyłem Trumpa oczekującego na Putina na czerwonym dywanie rozłożonym na Alasce, to pomyślałem tylko o jednym: triumf zła się dopełnił. Większość dwudziestowiecznych imponderabiliów padła za jednym zamachem. Prawa człowieka, pokojowy rozwój ludzkości, praworządność międzynarodowa i demokracja już nie istnieją.

Foto: Cytat z TVN
W świecie pozbawionym złudzeń i wartości jest paradoksalnie łatwiej żyć. Nie trzeba wierzyć, że jest jakiś bóg, bo tych dwóch gości ze zdjęcia jest żywym dowodem na brak boga. Oni są również dowodem na brak wszelkich, obowiązujących praw, bo sobie chodzą i rozmawiają, a powinni siedzieć w więzieniach. Oni decydują o losach Europy? Kilka dni wcześniej Europa przed jednym z tych wypierdków szatana padła na kolana i podpisała z nim porozumienie w kwestii ceł. Po co? On i tak nie dotrzyma umowy, jeśli to będzie wygodne dla jego otoczenia.
Od spotkania Trumpa z Putinem minęło wiele dni i negocjacje pokojowe w ogóle przestały się toczyć. Trump chyba udaje, że nie wie, o co chodzi. Wspomina o cłach dla Ukrainy. Putin w najlepsze spotyka się z przywódcami Chin i Indii, jakby chciał omówić warunki nowej współpracy po otwarciu rozmów z USA. O co chodzi? Świat wrócił na normalne tory? Nie jestem tego pewien.
Obok USA pozostały jeszcze na świecie kraje „starej demokracji”, które się jednoczą. Europa, Kanada, Australia i Japonia wyrosły na tych samych wartościach drugiej połowy dwudziestego wieku i zostają ostatnią nadzieją na ich utrzymanie. Do tego świat nauki jest zlewicowany do bólu i też będzie się bronił. Trump nie zdaje sobie sprawy, że przeszedł na „ciemną stronę mocy” i nie może już używać haseł poprzednich przywódców USA o szerzeniu demokracji. On robi tylko biznes, a w biznesie każdy może liczyć wyłącznie na siebie. Hi, hi, hi… Amerykański punkt widzenia może paradoksalnie zniszczyć Amerykę Trumpa w pierwszej kolejności.
Piotr Tomski