Miałem sen, w którym takie słowa wygłosił z mównicy sejmowej poseł Jarosław Kaczyński w mundurze polskiej partii narodowo-socjalistycznej, zwanej wcześniej PiS. Wszyscy posłowie wstali i bili mu brawa przez resztę mojego snu.

Foto: Grok dla trudneg

  Rano zastanawiałem się nad jednym elementem tego snu. O co chodziło z tym Haksko? I olśniło mnie w pewnym momencie. Chodzi o zwykłe słowo: hak. Tak. Nie Polska jest ojczyzną posła Kaczyńskiego, a kraj funkcjonujący dzięki hakom i szantażom, który można już oficjalnie nazwać – Hakska. Polski już nie mamy. Jest kraj, którym Kaczyński zarządza z pomocą informacji o każdym człowieku, mającym jakieś polityczne znaczenie.

  Ah, te sny i przebudzenia. Na razie Kaczyński jest zwykłym posłem, który podobno traci wpływy nawet w swojej partii. Niestety, naprzeciwko stoją politycy rządzący, którzy nie mają już żadnych mocy sprawczych, żeby ratować Polskę przed upadkiem. Do tego te haki mogą również obejmować rządzących, co chyba zadziałało w przypadku judaszowych srebrników marszałka Hołowni.

  Niemoc ministra Siemoniaka czy ministra Bodnara też może nie jest przypadkowa. Nie wiem. W grudniu minie dwa lata od powołania rządu i jego sukcesy trwały tak naprawdę przez pierwsze dwa miesiące. Dalej udawaliśmy, że czekamy spokojnie i dajemy rządowi czas. Udawaliśmy, bo większość z nas zobaczyła po tych dwóch miesiącach starą, sprawdzoną w „krzywych” układach władzę nieudaczników. Udawaliśmy, bo do wyborów prezydenckich chcieliśmy się zachować przyzwoicie i honorowo. Dzisiaj czas udawania minął. Hi, hi, hi…

  Mnie osobiście drażniło nawet „Litwo, ojczyzno moja, ile …”. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz