Jednym z ulubionych słów Donalda Trumpa jest słowo wspaniale. Wyjątkowo od kilku dni pasuje mi ten amerykański kontekst do określenia samopoczucia Szymona Hołowni. Hi, hi, hi… Judasz w Ameryce Trumpa byłby bohaterem.

Foto: Grok dla Piotra Wódeckiego
Życiorys pana Hołowni i jego poprzednie miejsce pracy wskazują na związki (bliższe lub dalsze) z Amerykanami. Współpracownicy pana Hołowni, którzy pomagali mu w wyborach prezydenckich i tworzyli z nim partię Polska 2050, też nie są dalecy od związków z Amerykanami. Właśnie z czasów tworzenia przez tych ludzi partii krążyła w Internecie nazwa CIA 2050. Nie wiem, ile prawdy jest w tych plotkach, ale po przeanalizowaniu postaw pana Hołowni i jego różnych pomysłów, dochodzę do przekonania, że Amerykanie mają w nim duże wsparcie.
Kto rozwalił decydującą, pierwszą debatę w Końskich? Myślę, że to był naprawdę jeden z momentów, kiedy przegraliśmy ostatecznie Polskę liberalną. Nikt mnie nie przekona, że Szymon Hołownia nie był motorem napędowym naszej klęski. Jego pozorne przekonania i deklaracje o przywiązaniu do praworządności rozumianej w sposób liberalny są po prostu … żenujące.
Nie jestem w przypadku pana Hołowni obiektywny i nie chcę być obiektywny, ponieważ różni nas przepaść na tle filozoficznym i ideologicznym. Facet demonstruje swoją religijność i konserwatyzm, ale jednocześnie w polityce gra wyłącznie na siebie i swoich najbliższych klakierów. Spotkanie z Kaczyńskim i Bielanem też nie służyło dobru wspólnemu. Widocznie Amerykanie powierzyli mu ostatnia misję do wykonania. Zobaczymy. Hi, hi, hi…
Piotr Wódecki