Nikt chyba nie ośmieszył tak bardzo pana Kaczyńskiego, jak zrobił to w minionym tygodniu pan Giertych. Scena z mównicy sejmowej, w której padają słowa pana Giertycha o uspokojeniu i siadaniu tak mnie rozbawiła, że przez kilka dni nie mogę o niej zapomnieć.

Foto: AI z trudneg.com
Zaplanowana prowokacja posła Kaczyńskiego obróciła się w kilka sekund przeciwko niemu. Myślę, oczywiście, o przeciętnych Polakach, którzy mają w sobie odrobinę przyzwoitości, bo wyznawcy Guru z Żoliborza z całą pewnością widzą pełne zwycięstwo Kaczyńskiego nad Giertychem. I o to chodziło panu Kaczyńskiemu. Chodziło o cementowanie twardego elektoratu, który ostatnio się rozprężył i nie chce w całości głosować na kandydata Nawrockiego. Pan Kaczyński uruchomił zbiór emocji, któremu po chwili sam się bez reszty oddał. Wyszła farsa zamiast tragedii. Hi, hi, hi…
Pan Giertych okazał się kolejny raz mistrzem retoryki. Jego wejście na mównicę było prawdziwym „wejściem smoka” dla pana Kaczyńskiego, który po kilku słownych ciosach padł nieprzytomny z nienawiści, bo zrozumiał, że przegrał. Niestety. Uderzenie w tony historyczno-familijne było tak celnym ciosem, że nokaut był nieunikniony. Zaangażowanie wielu posłów PiS tylko dodało smaku porażce pana Kaczyńskiego, którego musiał własnym ciałem bronić kobieta. Hi, hi, hi…
A teraz napiszę coś z mojego doświadczenia. Mnie prokurator zatrzymał matkę w policyjnej izbie zatrzymań, bo chciał nacisnąć na mnie. Mama już wtedy chorowała i przeżyła koszmar przez noc spędzoną „na dołku” w trakcie wielogodzinnych przesłuchań, po czym nigdy nie była nawet świadkiem w postępowaniach przed sądami. I co? I PiS ma specjalne warunki prawne? Nie. Wszyscy są równi wobec prawa, a ja do końca życia będę walczył z prokuraturą, bo tam jest główne, polskie zło. Tam do dzisiaj są setki najgorszych ludzi, jakich poznałem.
Piotr Wódecki