Jak bardzo małym człowiekiem trzeba być, żeby uważać siebie i sobie podobnych za jedyny wzór dla prawdziwych Polaków. Trzeba być z PiS albo z Konfederacji. Trzeba być katolikiem.

Foto: AI z trudneg.com
Polacy nie wyszli jeszcze z etapu wspólnot plemiennych i dlatego nie potrafią poważnie podejść do kwestii narodowych. Cały XIX wiek plemię szlachty uzurpowało sobie wyłączne prawo do bycia Polakami, natomiast chłopów próbowano wykorzystać jako mięso armatnie w służbie tego plemienia. Działo się tak mimo Konstytucji z 3 maja i insurekcji kościuszkowskiej, które idee narodowe już wprowadziły w obieg publiczny. Niestety, interes plemienny od końca XVIII wieku był ważniejszy od interesu Polski, a najlepszym obrońcą tego interesu okazał się car Rosji, który przyjął przecież tytuł króla Polski. Hi, hi, hi… I taki wielki bohater – Adam Czartoryski – służył wiernie temu królowi Polski przez pierwsze trzy dekady XIX wieku.
Nasza historia uczy w zasadzie jednej, podstawowej zasady: nie ma dobra wspólnego w Polsce. Wspomniana powyżej wspólnota plemienna była nakierowana głównie na dobro poszczególnych jednostek, które mogły się jednoczyć dla obrony indywidualnych potrzeb, majątków czy planowanych przedsięwzięć, przynoszących indywidualne zyski.
Większość współczesnych Polaków pochodzi z plemion niższych – chłopskich, miejskich i robotniczych. Wprawdzie rozbudzone aspiracje tych potomków wspomnianych plemion deklaratywnie robiły z nich naród polski, ale faktycznie plemienna mentalność wychodzi z nich co chwilę i stawia ich przy ich potrzebach, ich wierze, ich prawdzie i ich nienawiści do innych potrzeb, innej wiary, innej… Zamknięte koło plemiennych wojen na kije i kamienie. Hi, hi, hi…
Wielkiej Polski nie ma i nie będzie. I w tym jest całe szczęście, że Polska jest tylko podrzędnym krajem w Europie, bo to gwarantuje, że ci mali Polacy naprawdę już nic nikomu nie mogą zrobić.
Piotr Tomski