W Polsce od wczoraj zapanował chaos wynikający z zamachu stanu i niezłomnej postawy dwóch niezłomnych obrońców ojczyzny, którzy całe swoje zawodowe życie postawili na jedną kartę z zawiadomieniem o niepopełnionym przestępstwie.

Foto: Cytat z X konto TV Republika
Jeden zawiadomił, a drugi prowadzi prywatne postępowanie. I już po kilkunastu godzinach w Europie donoszą inni chłopcy z tej kabaretowej trupy, że w Polsce mamy zamach stanu, który jest objęty śledztwem prokuratury. Grożą wyprowadzeniem wojska na ulice. I to wcale nie domniemani zamachowcy tym grożą, bo to zawiadamiający o zamachu obrońca ojczyzny nawołuje do wyprowadzenia wojska na ulice w celu odsunięcia od władzy demokratycznie stworzonego rządu. Premierowi RP i wielu legalnie wybranym przedstawicielom władzy grożą dożywociem.
O co tak naprawdę poszło? Jeden z tych niezłomnych obrońców ojczyzny prosto z szefowania temu drugiemu w Prokuraturze Krajowej poszedł na sędziego do Trybunału Konstytucyjnego, a dzisiaj pełni już funkcję szefa tego trybunału. TK z kolei jest delikatnie mówiąc wadliwy i rząd pozbawił go finansowania. Obrońca ojczyzny bez finansowania (i tu należy podkreślić, że ten obrońca ojczyzny zupę je z wazy – nie z talerza – natomiast schabowego zamawia jednocześnie w trzech wersjach, co poprawia dwoma hamburgerami) obawia się o podstawy własnej egzystencji. Jedynym rozwiązaniem dla niego było wszczęcie awantury politycznej. No i się zamachnął.
Premier Tusk grał sobie w tym czasie w tenisa stołowego i przez wariatów nie trafił dokładnie w piłeczkę. Strata punktu to poważna sprawa w takiej grze. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski