Zinstytucjonalizowana dobroczynność jest sama w sobie fałszywym działaniem darczyńcy, któremu nie chce się podjąć wysiłku bezpośredniej pomocy potrzebującym. Nie ma dobrego rozwiązania tego fałszu i niechęci. Możemy tylko zacząć po prostu bezpośrednio pomagać innym ludziom.

Foto: autor AI z trudneg.com
Rozumiem złożoność kwestii pomagania i wiem, że współczesny człowiek jest bardzo zajęty i nie ma czasu na bezpośrednie pomaganie innym, a jednocześnie bardzo pragnie zaspokoić swoje sumienie i pomagać. Stąd w ogóle bierze się ten problem zdechłego anioła. Nie mamy czasu, ale chcemy mieć kwitnące sumienie. Hi, hi, hi… Niestety, tak się nie da. Fałsz i lenistwo zawsze prowadzą do większych patologii.
Jesteśmy zapewniani o przejrzystość organizacji zbierających pieniądze, ale tak naprawdę nie widzimy tych rozliczeń i nie jesteśmy w stanie sprawdzić wszystkich zaułków w gąszczu tych fundacji, kościołów, klinik, domów opieki czy akademii i uniwersytetów. Widzimy tyle, ile nam pokażą. Musimy ufać autorytetom i wierzyć. Tak. Wiara w tym jest najważniejsza. Hi, hi, hi…
A ja nie potrafię uwierzyć nikomu. I co? Czy to znaczy, że jestem gorszy? Nie mam łaski wiary i oczekuję dowodów. Tak. Od Jurka Owsiaka, od pana Rydzyka i od Caritas oczekuję jasnych informacji, co robią z pieniędzmi Polaków. Przede wszystkim oczekuję precyzyjnego wskazania kosztów funkcjonowania ich przedsięwzięć, bo bajki są dobre dla dzieci, natomiast urażona duma dobroczyńców jest dobra w teatrze albo w filmie. Życie w trzeciej dekadzie XXI wieku wygląda inaczej.
Piotr Tomski