Impreza w Teatrze Wielkim w Warszawie na otwarcie polskiej prezydencji w Unii Europejskiej była emanacją nowoczesnego oparcia na tradycji. Przemówienia polityczne i po nich elitarna muzyka. I nie dziwię się, że Duda tam nie poszedł. Wiedział po prostu, że Zenka Martyniuka tam nie będzie.

Foto: autor AI z trudneg.com

  Moje podejście do muzyki nie jest może miarodajne, ale po usłyszeniu nazwiska kompozytora, który przygotowuje to wydarzenie, wiedziałem, że będzie hucznie. Hi, hi, hi… Nie wiem, czy Polacy dojrzeli już do tego typu muzyki.

  Ważnym elementem tej imprezy było wyproszenie z niej węgierskiego ambasadora i to w sytuacji, w której przejmujemy prezydencję po Węgrach. Element równie huczny, jak huczna była muzyka. Honor w stosunkach międzypaństwowych jest istotny. Nie będzie nam Węgier pluł po butach. Hi, hi, hi… My możemy opluć Węgrów.

  Prezydencja ma symboliczne znaczenie i właściwie Polska nic na tym nie może zyskać poza wzmocnieniem poczucia godności. Mamy hasło o wzmocnieniu bezpieczeństwa i mamy logo, które łączy Polskę z Unią. Wystarczy. Jeśli będziemy oczekiwali więcej, to za pół roku będziemy kolejny raz rozczarowani, zawiedzeni i sfrustrowani. Musimy nauczyć się cieszyć z normalności, bo to normalność nam ucieka przed religijnym fanatyzmem, przed faszyzmem i przed rasizmem. Musimy się cieszyć, że znowu dostajemy kasę i z niej korzystamy w Polsce.

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz