Pani Paprocka z kancelarii prezydenta Dudy powiedziała w telewizji, że wierzy we wsparcie boga dla ich polityków, bo tylko oni są dobrymi ludźmi. Dla mnie to był najlepszy dowód na to, że bóg nie może istnieć.

Prowadzący program redaktor zaczął się śmiać i skomentował te słowa dość delikatnie, ale moim zdaniem zaistniał problem, który wymaga więcej uwagi. Wiara tej pani w zasadzie mnie nie obchodzi, ale demonstracyjne jej ogłaszanie już mnie porusza. Do tego ocenianie ludzi pod względem dobra i zła w kontekście opatrzności budzi mój sprzeciw, bo jest łączeniem religii z państwem czy nawet podporządkowaniem państwa działaniom religijnym. Może ta pani zacznie rzucać klątwy na politycznych przeciwników.
Konstytucja RP jasno określa podział między religią a państwem. Niestety, wprowadza też duży problem konkordatu, ale mam nadzieję, że już niedługo politycy w Polsce zejdą na Ziemię i rozwiążą ten problem. W każdym razie państwo i jego przedstawiciele mają być bezstronni. Czy pani Paprocka swój wywód o pomocy boga dla dobrych ludzi mieści w bezstronności? Nie. Jako przedstawicielka kancelarii prezydenta swoją stronniczą wiarą w boską interwencję w wybory prezydenckie bardzo naruszyła moje ateistyczne uczucia. Hi, hi, hi…
Zachowanie tej pani jest częścią wielkiej manipulacji pisowców i Kościoła katolickiego w Polsce, w której to „dobrzy” pisowcy mają u siebie boga, a reszta jest skazana na likwidację, bo to w ogóle nie są Polacy. Polacy razem z bogiem należą do PiS i do Kościoła katolickiego.
Piotr Tomski