Postrzegałem zawsze Koreę Południową jako ostoję demokracji w regionie i państwo stabilne, które rozlicza przestępców nawet w swoich elitach. A tu nagle stan wojenny i próba zablokowania parlamentu pod hasłem walki z wpływami sąsiedniej dyktatury.

Na szczęście wojsko zachowało się przyzwoicie i uznało decyzję parlamentu o odwołaniu stanu wojennego, która zapadła dzięki uporowi parlamentarzystów. Nie znam szczegółów tych wydarzeń, ale na podstawie informacji medialnych przypuszczam, że prezydent próbował przejąć władzę w kraju, bo jest uwikłany w sprawy korupcyjne razem z żoną. Skąd my to znamy? Z Izraela. Hi, hi, hi…
Problem koreański jest ważny, bo nie jest zupełnie oderwany od globalnych rozgrywek. Po pierwsze, żołnierze z Korei Północnej walczą po stronie Rosji na Ukrainie. Po drugie, Chińczycy ciągle ćwiczą wokół Tajwanu. Po trzecie, firmy i technologie koreańskie mają znaczenie globalne. Po czwarte, Polacy zrobili tam spore zakupy broni.
Nie wiem, kto w Korei ma rację, ale blokowanie parlamentu wojskiem nie wygląda dobrze. Demokracja ma swoje wady i słabości, tyle że jej zawieszanie wymaga poważnych uzasadnień, natomiast ocena prezydenta jest tylko jego oceną. Każdemu można zarzucić, że ulega jakimś wpływom. W Polsce przecież wszystkim politykom ktoś zarzuca, że są agentami Putina. Czy to wystarczy, żeby polski prezydent ogłosił stan wojenny, a zaprzyjaźniony z nim generał wprowadził wojsko do parlamentu? No właśnie. Wszystko jeszcze jest możliwe. Hi, hi, hi…
W Korei i w Polsce stacjonują wojska amerykańskie i po objęciu urzędu przez Trumpa sytuacja może się diametralnie zmienić na niekorzyść dla demokracji. A do tego Duda jest podobno zaprzyjaźniony z Trumpem. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski